Retrospekcja z 2016. I wróżby na 2017.

13

Po raz dziewiąty siadam do pisania “rocznego podsumowania”. To oznacza, że rozpoczynam dziesiąty rok tworzenia tego miejsca. Od niego wszystko się zaczęło. Oznacza to również, że mam coraz większy problem z dobraniem tytułu do takiego tekstu :).

Rok temu napisałem coś takiego:

Zapowiada się najważniejszy rok w mojej dotychczasowej karierze
(…)
“patrzcie jak zdzieram podeszwy w drodze od słów do czynów” /Włodi
devstyle.pl / “Wspomnień (2015) i wizji (2016) czar”

I tak było. Starałem się uczciwie prezentować wszystkie swoje poczynania. Podobało się i mi i Wam, więc taka formuła “byćmożezbytniego obnażania się” może pozostanie aktualna na kolejny rok.

(to trzeci – i ostatni – tekst podsumowujący rok 2016; dwa poprzednie to “Raport finansowy 2016” i “Porażki 2016)

2016

Przede wszystkim pragnąłem jednego: odpocząć. Zregenerować się. Zdjąć z siebie wszelką odpowiedzialność. Nic nie musieć. Leniwie przewegetować, dbając tylko o brak konieczności powrotu na dev-etat.

To mi się udało, zdecydowanie. Przez ogromną większość czasu robiłem dokładnie to, na co miałem ochotę. Co udowadnia, że tak się da. A jeśli nie miałem ochoty na nic – to nie robiłem nic. Kino o 10 rano? Proszę bardzo! Cały dzień w łóżku z książką? Nie ma problemu! A może moto-przejażdżka po okolicznych wioskach, gdy wszyscy są w pracy? Kask na łeb i jazda! Piękna sprawa.

Pewnego razu dzwoni do mnie o 13:00 Tomek i rozpoczyna rozmowę słowami: “Nie dzwoniłem wcześniej, bo nie chciałem blogera obudzić“. Wiadomo, heheszki z blogowania zawsze na propsie. Akurat one zawsze bawią :). Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że “nie śpię, ale właśnie biorę kryminał Jo Nesbo i idę do lasu poczytać“. Pochichraliśmy się, jabadaba, słodko.

I fajnie, i super. Pan losu i czasu. Brak zobowiązań, luz, wolność. Niczym wicher we stepie szerokim, tulący się do dzikiego łopianu.

Ale DOŚĆ. Ile można? Rok wystarczy.

Zmarnowanie takiej okazji tylko na pierdoły byłoby grzechem. A ja w końcu Maciej lub Procent, a nie Grzegorz (jezualesuchar, wybacz). Dlatego też bardzo dużo rozmyślałem nad… życiem. Brzmi głęboko.

I zaiste – było głębokie. Dotarło do mnie, że dostałem od losu wielki dar w postaci bezproblemowej egzystencji (przynajmniej w porównaniu z innymi regionami świata). I niewdzięcznie spuszczam ten dar w kiblu. Że się sypię. Że jak tak dalej pójdzie, to wpędzę się do grobu. I to bez żadnej metafory. Taka świadomość nie pozostawia człowieka obojętnym.

Uff.

Dałem sobie sporo czasu na research, refleksje, dumanie. Nie jestem zwolennikiem postanowień robionych w emocjach, na szybko, bez tygodni utrwalania decyzji w głowie. Poważne decyzje wymagają spokoju. Miałem ów spokój.

Obróciłem się o… nie 180, ale z 90 stopni na pewno. Dowiedziałem się, że przez lata na własne życzenie niepotrzebnie torturowałem swoje ciało. I jeszcze się tym chwaliłem. Zmieniłem to, i do zmiany zachęcałem również Czytelników (tutaj: “Recykling czasu. Czyli: “kto ma dłuższego?”“). Zacząłem być “paleo” (i nie jest to temat do dyskusji, ććśśśś). Po 17 latach jarania rzuciłem fajki. Mega-gruby nie byłem, ale i tak rok kończę z bilansem -6kg.

Mówi się, że nie można wprowadzać zbyt wielu zmian naraz. Że “max jedna zmiana na kwartał”, czy coś takiego. Może i tak, ale… wiele aspektów mojego życia było zaniedbanych jak świnia w błocie. Wolałem większość tego błota zmyć za jednym zamachem. Póki co: nie ma skutków negatywnych.

W efekcie takich tygodni pełnych zadumy powstało parę tekstów, które do dziś bardzo mi się podobają, jak chociażby “Kim chcesz być jak dorośniesz” i “5 kroków do lepszego programistycznego życia” (ten drugi jest piękny, przeczytaj koniecznie jeśli go nie znasz!).

A do tego spełniły się moje dwa marzenia motoryzacyjne: prawko na motocykl (o którym jęczę od przynajmniej 2011r) i najlepsza fura na świecie. Przez to nie uwolniłem się od kredytu hipotecznego, ale trudno.

A, i jeszcze jedno: wyrobiłem sobie nawyk podsumowywania poszczególnych kwartałów, a nie lat. Bardzo polecam. Ja dodatkowo wrzucam to oczywiście na blogaska: kw. I 2016, kw. II 2016, kw. III 2016.

I to tyle jeśli chodzi o prywatę.

2016 | devstyle & co

Co roku wypisuję parę numerków odnośnie bloga i przedsięwzięć wokoło-społecznościowych. Co roku czytam teksty z poprzednich lat. I co roku gorące, roztopione masełko satysfakcji się we flakach rozlewa. Więc siup:

Just WOW. Widać, że działania przynoszą efekty. I że te efekty się Wam podobają. Cudnie, po prostu cudnie.
(ale o najważniejszym wskaźniku napiszę na końcu posta)

Mogę z czystym sumieniem napisać, że devstyle jest najpopularniejszym blogiem kierowanym do polskich programistów. Co widać, słychać i czuć. I napawa mnie ogromną dumą.

Chociaż jeszcze większa duma rozpiera mnie z powodu konkursu Daj Się Poznać. Jeśli nie wiesz co to – spokojnie, easy, tiger, mamy czas i jeszcze się dowiesz.

Podcast DevTalk też ma się dobrze. Zbliżamy się do granicy 150tys odsłuchań (nie licząc youtube). A i w iTunes czasami w jakimś rankingu w pierwszej trójce się znajduję.

Wiosną całkowicie przeszedłem na domenę devstyle.pl. Spowodowało to na kilka tygodni czkawkę w Guglu, ale było warto. Jest to domena, z którą się w pełni identyfikuję. Przeprowadziłem też operację “merge” podcasta DevTalk do bloga. Uświadomiłem sobie, że nie jestem w stanie sensownie budować dwóch “brandów” jednocześnie. Bo i po co?

No i pobawiłem się Snapchatem. Nadal bardzo mi się podoba. Patrzy tam na mnie 200-300 osób i… jest to świetne narzędzie. Bardzo dużo pokazuję tam od kuchni i dzielę się refleksjami, które nie zawsze nadają się na bloga. Jeśli używasz Snapa i jeszcze mnie tam nie masz to… hyc, zapraszam: @maniserowicz. A jeśli nie używasz to zapoznaj się z tymi dwoma materiałami i zacznij: “Programista i Snapchat. Jakie to dobre!” & “DevTalk#35 – O Snapchat z Andrzejem Krzywdą“. Po prawie roku używania: zdecydowanie polecam.

Konferencyjnie było… grubo. Ponownie zrobiliśmy Programistok i zmiażdżył on czachy obecnym. Zaprowadził mnie nawet do radia. Do tego pomogłem zorganizować 4Developers oraz Warszawskie Dni Informatyki. W sumie na scenie wystąpiłem aż 24 razy! Z czego trzykrotnie w roli konferansjera (LOL) i dwukrotnie jako panelista. Po raz pierwszy przełamałem się i poprowadziłem prezentacje po angielsku (na trzech konferencjach), a raz nawet za granicą (w Wilnie na High Load Strategy). BARDZO dużo tego było. Super doświadczenia, nowe wyzwania odhaczone, ale… jednak trochę ZA dużo.

Ugruntowałem też swoją pozycję jako trener. Nareszcie przeprowadziłem szkolenie otwarte. A zainteresowanie moimi szkoleniami “normalnymi” jest duże i każde kolejne wychodzi lepiej niż poprzednie. Fajna sprawa, choć prawdopodobnie nie na długie lata w moim przypadku.

A, i tytuł MVP mi Microsoft znowu dał. To już dziesiąty rok z rzędu. Dzięki, bo miło!

Pozostaje jeszcze kwestia “wysokich kosztów prowadzenia bloga”, którymi drażnię od dwóch postów, ale… to temat na zupełnie całkowicie kompletnie osobny tekst.

W skrócie: uff, działo się. Oczy przecieram ze zdumienia, bo mimo to… jestem wypoczęty jak nigdy. I gotowy do działania. To był przecudowny rok.

Moje podejście do produktywności naprawdę wydaje się działać!

2017

Po minionym roku mam tyle energii, że mnie aż rozpiera. Nie mogę doczekać się i dzisiaja, i jutra, i zatygodnia i następnych miesięcy.

Priv

W sferze prywatnej jest dobrze, spokojnie i zapowiada się, że nadal tak będzie. Tyle, że w tym roku wracam do swoich dawnych przyzwyczajeń: planowania, realizowania tych planów, mniej obijania się (bo już nie czuję takiej potrzeby) i mniej płynięcia z prądem, a więcej wiosłowania samemu.

Zaczynam od przejęcia kontroli nad finansami. Zwlekałem i zwlekałem z tym krokiem miesiącami (albo i latami?), ale nadszedł moment na bardziej świadome podejście do tej kwestii. Pierwsze kroki już za mną i całe szczęście, że się za to zabrałem. Podejrzewam, że za kilka tygodni urodzi się z tego ciekawy i ważny (także dla Ciebie!) tekst.

Rozpoczynam też właśnie odpoczynek od jakichkolwiek kontaktów z alkoholem, przynajmniej na rok. Chcę zbadać jaki wpływ będzie to miało na moje życie. Mam nadzieję, że niewielki, lecz obawiam się, że będzie odwrotnie (choć na plus). Ktoś się dołączy do eksperymentu? Do tekstu na ten temat – w kontekście IT – zbieram się od dawna. I zebrać się nie mogę, bo temat jest straszliwie trudny. Na konferencji czy meetupie: nawet nie próbuj mnie namawiać, bo na nic się to nie zda i tylko się pokłócimy.

Dodatkowo chciałbym zabrać samochód na tor, żeby poszaleć w kontrolowanych warunkach. I może moto zmienić na coś większego, bo 125ccm już się znudziło, a świeże prawko jeszcze pachnie.

I ciało me – choć samo coraz piękniejszym się staje dzięki kolejnym nowym nawykom ;) – upiększyć pragnę malowidłem jakimś cudnym. To tak na przyszłość piszę, bardziej sobie. Procent, jeśli wróciłeś tu po roku i jeszcze nie masz dziary to CO TY SOBIE W OGÓLE WYOBRAŻASZ??? ZA IGŁĘ I DO ROBOTY!!!

Pro

A w sferze PRO? Uuu, Panie i Panowie…

Niedługo zaczniemy ten rok przepięknie, choć niezbyt oryginalnie. Ptaszki ćwierkają (i wyćwierkały, więc to teraz tajemnica poliszynela), że pewien konkurs doczeka się kolejnej (i ostatniej na jakiś czas) edycji. Klawiatury w dłoń, IDE powoli odpalamy… Ale póki co: cichosza, bo niewiele na razie wiadomo. Niemniej jednak dreszcze ekscytacji aż przebiegają mi przez kark.

W pierwszym kwartale będę miał też niespodziankę podcastową. DevTalk dorobi się czegoś… świetnego. Czegoś, nad czym spędziłem już w głowie dziesiątki godzin (sic!), dumając o tym w samochodzie podczas tysięcy przebytych w ubiegłym roku kilometrów (w samym listopadzie zrobiłem 4300km, ups). Zbliży to mnie do Słuchaczy, a Słuchaczy do mnie (i nie tylko). Oj, tego też doczekać się nie mogę.

No i książka! Chyba najtrudniejsze wyzwanie w tym roku. W lutym zaczynam wreszcie pisanie, bo muszę to w końcu zrobić. Mam więc miesiąc na wybranie tematu, bo treścią wypełnić mogę kilka różnych tomów. Na pierwszy ogień pójdą albo testy, albo produktywność, albo zawód programisty. Póki co skłaniam się ku testom.

W końcu zawojuję też YouTube, ale to raczej dopiero latem. Na kanale już prawie 1000 subów i chce mi się bardzo, ale priorytet ma to niższy niż pozostałe plany.

Przez ostatnie miesiące chodziła mi po głowie jedna wredna, niedająca spokoju myśl… a może tak rzucić to wszystko w pizdu i wrócić do normalnej pracy? Nie wykluczam takiego scenariusza, bo niestety nadal nadchodzący rok jest w dużej mierze niewiadomą (głównie finansową). Ale nawet jeśli tak się stanie, to dopiero w drugim półroczu. Za dużo fajnych rzeczy mam do zrobienia zanim to nastąpi. I… wtedy przecież też może być świetnie. Póki co jednak – myślenie o tym odkładam na bok.

Last but not least…

Jeśli jesteś wzrokiem aż tutaj, to pamiętaj o podstronach Szkolenia i Reklama. Podeślij je proszę odpowiednim osobom w swojej firmie i zachęć do współpracy. Pierwsza da satysfakcję Tobie i zespołowi, a druga: firmie, jakiekolwiek cele miałaby do osiągnięcia. Z tego teraz żyję i byłaby zmuła, gdyby te źródełka wyschły ;).

A teraz najważniejsze:

Piszecie i mówicie mi o zmianach w swoim życiu. Zmianach zainspirowanych często moimi doświadczeniami i tekstami. Tych wiadomości jest tak dużo, że aż jestem w szoku. Róbcie tak dalej, plz.

Ciężko opisać, jak bardzo to uskrzydla.

To napełnia energią bardziej niż jakiekolwiek policzalne numerki. Niż statsy. Niż zarobiona kasa czy nawet wymarzony samochód. A dlaczego? Bo to nadaje mojej pracy sens.

“Kto przewozi kogoś na drugi brzeg, sam też tam dopływa”
Jacek Walkiewicz, “Pełna moc możliwości”

Dziękuję Tobie. Za bycie tutaj i sprawianie, że to wszystko jest możliwe.

I jedźmy dalej, siekąc przeszkadzające liany lśniącą zerojedynkową maczetą,
Procent Wdzięczen i Energią Napompowan

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET.Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze.Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

13 Comments

  1. Tak było jabadaba jak piszesz. Dobry rok miałeś i IMO wbrew pozorom go nie zmarnowałeś. Jeżeli chcesz teraz zrobić więcej to cóż – twoja wola i to dobre.

    Co do diety paleo … mam nadzieję że zdajesz sobie sprawę że to czysty !sic! marketing !sic! ;), ale skoro Ci smakuje i służy to enjoy. Spodobałoby Ci się w stanach – paleo frytki, paleo majonez itp – zawsze się zastanawiałem skąd paleo ludzie wpadli na pomysł z majonezem :).

    Będę czytał. I może słuchał, czasami bo często nie rozumiem :)

    • Tomek,
      Może znowu nieprecyzyjnie się w tekście wyraziłem :) ale wcale nie mam wrażenia (i nie chciałem takiego sugerować), że rok był zmarnowany. Właściwie to wręcz przeciwnie.
      Paleo – tak jak napisałem, to nie temat do rozkminy, a już na pewno nie przez internet. Live – bardzo chętnie przy jakiejś okazji :).

  2. Super podsumowanie. Ja Cię podziwiam za odwagę, za to, że przez rok robiłeś to, co lubisz i kochasz. Pokazałeś też coś bardzo ważnego- w naszej branży ludzie są często zafiksowani na punkcie tego, że w IT wszystko szybko się zmienia. Jak ja “kocham” te teksty, że u nas w branży pół roku czy rok przerwy to bardzo dużo, wypada się z obiegu, nie da się tego nadrobić, giniesz, jesteś zerem, tratata. Czy naprawdę tak jest? Czy przez rok są tak wielkie zmiany, że nie da się ich ogarnąć? Oczywiście, że nie. Rewolucją byłoby, gdybyś po roku wrócił do zawodu i okazało się, że C# czy Java nie są już językami obiektowymi, a SQL Server jest bazą NoSQL;) Twoja historia pokazuje też, że praca w IT to nie tylko trzaskanie kodu czy bycie adminem, ale jest tu sporo innych możliwości niekoniecznie wiążących się z siedzeniem 8h za biurkiem. Powiem szczerze, że ja od lat też chcę jakiejś zmiany, ale nie na zasadzie zmieniam firmę A na firmę B, tylko zmiany w Twoim stylu, gdzie będę mógł się bardziej poświęcić temu co lubię. Jakieś kroki w tym kierunku już zrobiłem, ale póki co budżet mi się jeszcze nie spina;)
    Druga sprawa- śledzę Twój blog od lat i jedna sprawa jest coraz lepsza, wręcz świetna- blog jest bardzo ludzki dzięki Twoim tekstom refleksyjno- filozoficzno- życiowym;) Powiem szczerze, że nie lubię blogów, gdzie od góry do dołu są same kwestie techniczne, kod, schematy, wzory itd. itp. To jest ważne, ale wbrew pozorom to jest tylko wycinek pracy w IT.
    I na koniec- wszystkiego dobrego i samych sukcesów w 2017:)

    • Miguel,
      Dzięki wielkie! Ależ miło takie coś poczytać z rana :).
      Rok przerwy w IT to nie jest katastrofa, to jest naprawdę NIC. Przecież masa firm nadal klepie WebFormsy w .NET 2.0 i żyją. Wbrew pozorom to wszystko wcale tak mocno do przodu nie idzie. Takie wrażenie można odnieść dlatego, że najgłośniejsi są tzw. “early adopters”.
      A że blog ludzki… bo to blog, a nie MSDN :). I z (mojego) założenia – taki ma być. Jednym się podoba, drugim nie, a całość się kręci więc jest git.
      Dzięki jeszcze raz i wzajemnie: najlepszości!

  3. Gratulacje i powodzenia! :)
    Dla mnie trochę dziwne, że chcesz “wracać”? Nie polubiłeś szkoleń?
    Ja jestem po pierwszym roku szkoleń, po tym jak 10 lat byłem w IT i frajda i swoboda są niebywałe.
    W razie czego u mnie na blogu świeża historia, jak to się stało.
    Pozdrawiam!

  4. Pingback: Słowo na niedzielę, o produktywności i raku | devstyle.pl | Maciej Aniserowicz

  5. Dawid Krzuś on

    “że pewien konkurs doczeka się kolejnej (i ostatniej na jakiś czas) edycji. ” – Czyżby “Daj się poznać” :))?

Leave A Reply