Słowo na niedzielę, o produktywności i raku

13

Jakże modna jest w dzisiejszych czasach “produktywność”! Wyciskanie każdego dnia do MAXIMUM. Jak cytrynę. Sam byłem zapalonym ewangelistą tej religii. Aż naszło mnie opamiętanie i chwila refleksji.

Refleksje te nie prowadziły do wniosków, żeby zadowolić się absolutnym minimum. Nie chodzi bynajmniej o to, aby osiąść na laurach i spędzić życie oglądając kolejne edycje Big Brothera czy Klanu. Tylko: z umiarem. Robić jak najwięcej? A jakże! Ale: z głową.

Wspominałem niedawno (“Retrospekcja z 2016. I wróżby na 2017.“), że chodzi mi po głowie pomysł rozpisania się na temat produktywności w postaci poważniejszej niż tylko post na blogu. Jestem przekonany, że znaczną część takiej książki poświęciłbym…… niebezpieczeństwom związanym z NADproduktywnością! Zderzyłem się z nimi, przegrałem kilka rund, zniszczyły mnie i nikomu nie polecam.

Napierdzielanie non-stop jak różowy króliczek z wetkniętymi w anus nowiutkimi Duracellami sprawdza się, ale nie w długiej perspektywie.

Zanim jednak na poważnie zacznę dzielić się swoimi refleksjami i doświadczeniami, niech w głowach zadźwięczą te przepiękne wersety:

Growth for the sake of growth
Is the ideology of the cancer cell
Edward Abbey

Gdybym tatuował sobie cytaty, ten najprawdopodobniej znalazłby się w pierwszej trójce kandydatów.

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

13 Comments

  1. Moim zdaniem w produktywności najbardziej zaniedbywaną częścią jest odpoczynek :) Często staramy się coś upchnąć kolanem przed terminem “żeby zrobić więcej”. W moim przypadku w takim momencie doskonale sprawdza się krótka przerwa, dzięki temu kończę dane zadanie w krótszym czasie.
    Np:
    gdy staram się “domknąć kolanem” zadanie – zajmuje mi to ~120% (relatywnie) czasu, w porównaniu do tego, gdybym rozłożył jego wykonanie na dłuższy okres czasu – wtedy spędziłbym nad nim sumarycznie mniej = 100% (czyli minimum).

  2. Ja tam lubie pracowac nad produktywnoscia i mysle ze kazdy powinien analizowac swoja produktywnosc, aby lepiej rozumiec siebie i swoje mozliwosci (kiedy najlepiej nam sie pracuje, kiedy robota sie nie klei, ile przerw potrzebujemy, itp)
    Pytanie jednak jak sie ten temat pojmuje.
    Czy zrobic jak najwiecej w okreslonym czasie – 8h?
    Czy jednak jako 150% etatu pod koniec deadline’u?

    Oczywiscie opcja #2 to zlo, ktore produkuje wiecej szkody niz pozytku, ale moze wlasnie kazdy musi przejsc przez ten etap, aby zrozumiec, ze ‘less is more’. Zeby jeszcze tylko managment to rozumial.

    • Mateusz,
      Tak jak piszesz, sporo zależy od definicji. Jednak zgodzić się możemy, że “robienie dla robienia” to średnie rozwiązanie.
      A co do managementu to pewnie zależy od środowiska i organizacji :).

  3. Produktywność według definicji to stosunek tego, co wyprodukowałeś do włożonych zasobów/energii.

    “Napierdzielanie non-stop jak różowy króliczek” to bardziej “bycie ciągle zajętym”. Myślę, że żyjemy w kulturze, która ubóstwia bycie ciągle zajętym, bo to w końcu (przynajmniej pozornie) najmniej szkodliwe uzależnienie, a wręcz postrzegane jako cnota. Tylko nie mylmy tego z produktywnością.

    Dla mnie produktywność to optymalne wykorzystanie energii tak, żeby osiągnąć maksimum rezultatu. Brak odpoczynku jest przecież kompletnie nieproduktywny, bo możesz zrobić coraz mniej, a wkładasz coraz więcej wysiłku i jeszcze można się wypalić.

    • Piotrek,
      W definicjach nie chcę się zakopywać, bo też i ten cykl polega głównie na cytacie a nie na mojej “otoczce”. Przed publikacją sprawdziłem definicję “nadproduktywności” i to słowo nie bardzo tutaj pasuje, ale jednak go użyłem.
      “Bycie ciągle zajętym” jest często z “produktywnością” mylone. Na tyle często, że pozwoliłem sobie tutaj na pewne uproszczenie.
      Co rzekłszy – zgadzam się w 100% z tym co napisałeś :).

      • Ja tak może niepotrzebnie drążę, ale produktywność to mój temat, więc staram się tylko, żeby ludzie zdrowo do niej podchodzili :)
        Zatem w 2017 życzę dużo produktywności i przez to odpoczynku i frajdy :)

  4. Mnie się wydaje, że nadproduktywność, o której piszesz, wynika z tego, że albo mamy jeden woreczek to do, w którym są tylko zadania zawodowo-zadobkowe, albo nawet jeśli wrzucamy do niego różne sprawy, to z racji stosunku liczbowego wyjmujemy głównie te już wspomniane właśnie.
    Ostatnio pracuję nad swoją produktywnością i dzięki osobistym doświadczeniom, ale też nieco cudzym (m.in. Twoim) historiom, zaczynam widzieć co trzeba ogarnąć żeby być takim króliczkiem, ale po prostu dobierać z odpowiednich kubełków – nie tylko tech i dolary, ale też żona, dziecko, przejażdżka rowerem, nowy Wiedźmin… Nie chodzi tylko o to ile się zrobi, ale też co i dokąd nas to prowadzi.
    Filozoficznie, nie przepadam za tym tonem u siebie :)

    • Wojciech,
      To prawda, u mnie życie zmieniło się na lepsze gdy właśnie to zrozumiałem: że świadomie zarządzać trzeba nie tylko pracą, ale i życiem poza nią :). Z drugiej strony: to wtedy zaczęła się kręcić ta szalona karuzela przesady.

  5. To ostrzej. Niektórzy nie potrafią odpoczywać i totalnie nie mają pojęcia kiedy to robić. Zaczynają to rozumieć kiedy jest już trochę za późno i tego odpoczynku trzeba tyle, na ile nie mogą sobie pozwolić (zwolnić się z pracy, np. na 2 miesiące). Mówię tu o wypaleniu zawodowym. Dla takich osób do czasu ważne jest tylko “mnie to nie spotka” a post factum – rady też jak groch o ścianę, bo to jak rozmowa z ofiarą depresji, która mówi, że przecież odpoczywa. Moim zdaniem to jest właśnie problem z nadproduktywnością. Jednego dnia dowiadujesz się o sobie dziwnych rzeczy. Np. nie znosisz już programowania mimo zajarania tematem od podstawówki. IMO najlepszy sposób na uratowanie osób od tego to wyciąganie ich z pracy na jakieś piwo albo coś :D Ale nie wszystkich wyciągniesz :(

    • Namek,
      Przez lata walki z różnymi wiatrakami dowiedziałem się, że “dawanie rad” skutkuje głównie u osób, które same poradziły już sobie z efektami ich niestosowania :). Pomaga to w wyjściu na prostą, ale już po kryzysie, a nie przed nim.

  6. W mojej opini cytat bardziej odnosi się do idei samorozwoju, niż do produktywności. Jednak rozumiem, że często te obszary się przenikają w powszechnej percepcji. Produktywność to dziedzina metodycznego osiągania (a wręcz “produkowania”) pożądanych rezultatów. Czyli już na początku należy wiedzieć jakie rezultaty chce się wyprodukować. I jak już to jest wiadome, to produktywność podpowiada jak to zrobić w sposób optymalny.

    Rzeczywiście w praktyce osobom które zetknęły się z tematem produktywności czasem umyka dbanie o “środki produkcji”, czyli zarządzanie energią, odpoczynek, harmonijność działania, itp. bo pierwsze skojarzenie jest, że chodzi o “zmaksowanie” wyników, wyciągnięcie z życia jak najwięcej.
    Ja nawet zacząłem bardzo mocno podkreślać, że produktywność pomaga osiągać założone wyniki >>bez przeciążenia<<, aby przypominać o zadbaniu o te kwestie.

    Warto również pamiętać, że sama dziedzina produktywności ma wiele "odnóg" – są osoby, które specjalizują się np w maksymalizacji wyników (performance management), są osoby które specjalizują się w optymalizacji planowania, projektowaniu, etc. Ja np w produktywności zajmuję się głównie wyciąganiem z przepracowania zapracowanych menedżerów i przedsiębiorców.

    A przy okazji – jednym z podstawowych pytań, które warto zadać na początku takiemu "maksymaliście" to "Co dla Ciebie znaczy wyciśnięcie dnia do maksimum" oraz "Po czym poznasz, że Ci się udało". Odpowiedzi mogą być zaskakujące :)

    • Marcin,
      A jakże, pewnie że chodzi o samorozwój. Zrobiłem taki pomost, bo samorozwój często próbuje osiągać się poprzez “bycie produktywnym” (lub NAD).
      Mądre to co piszesz :).
      Sugerowane pytanie zadałem sobie ponad rok temu. I faktycznie się zaskoczyłem. I stąd te wszystkie zmiany… :).

Newsletter: devstyle weekly!
Dołącz do 1000 programistów!
  Zero spamu. Tylko ciekawe treści.
Dzięki za zaufanie!
Do przeczytania w najbliższy piątek!
Niech DEV będzie z Tobą!