Programista i Snapchat. Jakie to dobre!

24

Minęło kilka tygodni od momentu, w którym Andrzej Krzywda zagadał do mnie: “czemu nie używasz Snapchata?“. To bylo pytanie tak absurdalne, oderwane od rzeczywistości, że nie miałem na to gotowej odpowiedzi. Przyatakował mnie wtedy z całą mocą. A jest, skubany, dość przekonujący. I zaczął się eksperyment “Snapchat for developers“.

Snapchat i programiści? Jak to? Przecież to ta aplikacja do wysyłania sobie gołych fotek w gimnazjum! Z gimnazjum nie mam do czynienia, więc nie wiem, ale na pewno to medium ma również inne zastosowania. Nie neguj od razu. Nie zamykaj momentalnie okienka, skoro i tak już tutaj jesteś. Daj mi kilka minut, wszystko wytłumaczę. I będzie frajda.

Nowe? Po co?

Kiedyś było prosto: miałem sobie bloga, miałem gadugadu i tyle. A potem zaczęły się fejsy, tłitery i tym podobne. Można było albo to zignorować, albo spróbować się tam odnaleźć. Odnalazłem się, co pozwoliło mi dotrzeć z treściami do tysięcy nowych osób. I wiele z nich poznałem później “w realu”, dzięki social media właśnie. I super, bardzo dobrze, to największa z tych mediów korzyść.

Snapchat jest świeży. Kompletnie inny. Wyjątkowy. Ekscytujący.

ALE! Na Twittera już prawie nie wchodzę, co kilka dni klikam tylko “mark all as read“. Facebook – zaczyna mnie męczyć. Nie wiem do końca z czego to wynika, ale… czy nie masz podobnie? Narzekania na te dwa ogromne kanały komunikacji słyszę nieustannie. Przejadły się? Może czas na coś innego? Coś świeżego?

Snapchat jest świeży. Jest kompletnie inny. Jest zajebisty. Żadne medium nigdy mnie tak nie ekscytowało. I mimo wielokrotnie mniejszego grona odbiorców: znajdziesz mnie teraz właśnie tam. Nawet jako swoje zdjęcie na Twitterze wstawiłem snap-duszka. I opowiem Ci dlaczego.

Update: temat tak mi się spodobał, że nagrałem podcast: “DevTalk#35 – O Snapchat z Andrzejem Krzywdą“. Zapraszam do posłuchania!

Ale po co w ogóle o tym pisać? “First world problems”, co za różnica kto jakiej aplikacji do czego używa? Prawda jest taka, że to faktycznie jest “first world problem”. Bo żyjemy w “first world”. I to jest nasza rzeczywistość. Kiedyś napisałem o Twitterze w poście “Nie izoluj się“. W ciągu 2 dni doszło mi tam 300 (trzysta!) osób. Część z nich na pewno z Twittera odpadła, ale wiem, że części otworzyły się oczy. Niechaj podobnie stanie się i tym razem, bo przed nami coś jeszcze lepszego.

Dlaczego Snapchat jest wyjątkowy?

Usłyszałem gdzieś takie stwierdzenie: “Snapchat brings back ‘social’ to ‘social media“. I wiesz co? To jest prawda!

Przez lata przyzwyczailiśmy się do tekstu. Wszędzie tekst, wszędzie czytanie. Anonimowe urywki zdań albo rozwlekłe elaboraty. Tutaj jest inaczej. Tu najważniejsze jest video. I to robi OGROMNĄ różnicę. Taki kontakt jest bardziej ludzki, bardziej osobisty. Uczy wypowiadać się zwięźle, z sensem, bez lania wody. To jak video call, ale bardziej przemyślany, zawierający tylko wybrane informacje, bez zbędnych ceregieli i marnowania czasu. Na pewno podchodzisz do tego sceptycznie… “jak to, nagrywać i rozsyłać gadający łeb?” Też tak do tego podchodziłem. Ale to zmienia dosłownie wszystko. A dodatkowo może bardzo pomóc, jeżeli planujesz występowanie publiczne lub nagrywanie profesjonalnych materiałów na jakimś kanale video!

Najważniejsze jest video. To zmienia wszystko.

I to nie jest jedyna “dziwna” rzecz. Na Snapie treści znikają: albo od razu, albo po 24 godzinach. Zapytasz: “A po co robić cokolwiek, skoro jest takie ulotne?“. Też pytałem. I na odpowiedź czekałem sporo czasu, dojrzała we mnie. Okazuje się, że brak “historii” i “archiwum” pozwala na bardziej naturalną komunikację. Ludzie na Snapie są sobą. Bez cenzury, bez udawania, bez social-makijażu. Nagrywam -> mówię -> publikuję -> znika. I znowu. I znowu. Nie boję się mówić głupot. Nie boję się dzielić refleksjami, których nie umieszczę nigdzie indziej. Po co mi ta historia? Po co mi te archiwum? Jeżeli chcę stworzyć coś wiekopomnego, co przetrwa próbę czasu: mam do tego inne miejsca, jak chociażby blog. Ale najczęściej liczy się “tu i teraz”. Prawdziwy kontakt. A skąd wiem, że to się ludziom podoba?

Treści są ulotne. I to ma sens: na “snapie” jesteśmy sobą. Bez social-makijażu.

Nie wiem! I to jest piękne. Nie ma tutaj lajków. Nie ma retweetów, favoritów i szerów. Nie ma komentarzy. Ba, nie mogę nawet sprawdzić kto mnie “śledzi”! Bo, po zastanowieniu: co to za różnica? Jest tylko licznik obejrzeń i lista ludzi, którzy moje Snapy oglądają. Po opadnięciu pierwszego szoku daje to niesamowite uczucie wolności, swobody. Publikuję nie zastanawiając się czy zostanę “pojechany”. Ktoś chce się do czegoś ustosunkować? To wysyła mi wiadomość prywatną. Prywatną! Zatrzymajmy się tu na chwilę i daj sobie pół minuty na pomyślenie do czego jeszcze prowadzi brak “publicznego feedbacku”……………….. Zero hejtu. Zero niezdrowych dyskusji. Tu nie ma czegoś takiego. Po prostu nie da się tego zrobić.

Nie ma rywalizacji, lajków, szerów, komentarzy. Jest zdrowo.

Ciekawym konceptem jest brak “feeda” czy “walla” z treściami serwowanymi przez sam serwis. Jeżeli dostanę jakieś śmieci to tylko na własne życzenie. Żeby coś obejrzeć: muszę to “kliknąć”. Sam wybieram, czyje “snapy” oglądam i nic nie jest wciskane do oczu na siłę. Jednocześnie wiem, że ktoś specjalnie kliknął moje nazwisko, żeby obejrzeć moje treści. To jest gratyfikacją samą w sobie. Najlepszym “lajkiem”.

Mi osobiście odpowiada również grupa, do której za pomocą Snapa mogę dotrzeć. To są aktualnie głównie ludzie młodzi. Ponad połowa oglądających moje treści chodzi do szkoły średniej albo na studia. Są oni nieskażeni korporacjami, świętymi wojnami, całym tym syfem. Zadają ciekawe pytania, mają świeże spojrzenie. To nie są debile, za jakich zwykło się ich uważać tylko dlatego, że są… młodzi. A że kto z kim przestaje takim się staje: i mnie jakoś mniej plecy bolą, jakoś ciszej kolana strzykają od kiedy używam Snapa… Nawet “Hunger Games” ostatnio obejrzałem. Młodnieję ;).

Snap daje kontakt z młodymi. To nie są debile. Mają ciekawą perspektywę.

Niedawno “zrzuciłem” swoje snapowe refleksje odnośnie pisania CV i zapisałem na jutubie. Możesz wejść i przekonać się, że można tam znaleźć ciekawe treści.

Jak to działa?

Opisywać szczegółów nie będę, od tego jest oficjalne FAQ. Ale ja, po uruchomieniu aplikacji, kompletnie nie wiedziałem co robić dalej :). Więc poniżej kilka tipów na start.

Snapchat jest mobile-only, tzn. niczego ciekawego nie zrobisz przez aplikację webową. Trzeba mieć Androida albo IPhone’a, żeby się tym pobawić. Zdziwiłem się, ale ma to sens, w końcu chodzi o “tu i teraz“.

Nawigacja. W aplikacji nie znajdziesz przycisków do “chodzenia między ekranami”. Tutaj wszystko robi się gestami. Początkowo mnie to denerwowało, ale teraz denerwują mnie wszystkie pozostałe appki. To się po prostu bardzo, bardzo świetnie sprawdza. “Swipe” z głównego ekranu w lewo: i jesteś na ekranie wiadomości prywatnych do kontaktów. “Swipe” z głównego ekranu w prawo: i widzisz snapy (swoje i znajomych) z ostatniej doby. “Swipe” w górę daje dostęp do szczątkowych informacji o koncie.

Wysyłanie. Okno główne aplikacji to po prostu widok z kamery i jeden przycisk. Wciskasz, przytrzymujesz przycisk: i zaczyna się nagrywać filmik. Po maksymalnie 10 sekundach nagrywanie się zakończy i możesz nagranie rozesłać. Do wyboru są dwie opcje: albo wysyłasz do wybranych kontaktów poprzez wiadomość prywatną, albo dodajesz do “my story” (o tym zaraz).

Wiadomości prywatne. Okienko “chata” z jedną osobą umożliwia wysłanie tekstu, zdjęcia albo video. Warto zdawać sobie sprawę, że Snap nie służy do wysyłania informacji, od których zależy życie: taką wiadomość można obejrzeć tylko raz, a potem ona znika. Zmienia to sposób konsumpcji treści – stają się one bardziej istotne. Wiadomość przeczytam lub obejrzę wtedy, kiedy mam do tego warunki. I kiedy mogę ewentualnie od razu wysłać odpowiedź. Nie usłyszę, nie zrozumiem? Przepadło. Nie ma archiwum – jeśli chcę coś sobie zachować na później, to robię screenshot. Oczywiście nie bądźmy na tyle naiwni, aby sądzić, że te wiadomości faktycznie są kasowane z serwerów ;). Po prostu nie zobaczymy ich ponownie w aplikacji.

My story. To jest taki video/photo feed. Historia MOICH ostatnich 24 godzin. To, co dodam do “my story”, inni mogą sobie oglądać ile razy chcą. Filmiki i zdjęcia “znikają” po upływie jednej doby. Ja lubię wieczorem sam przejrzeć swoje “story” (zwykle trwa 1-2 minuty) i przypomnieć sobie, czym się danego dnia zajmowałem, czym się podzieliłem.

Kontakty. Na Snapie nie możesz się zareklamować. Nie możesz pospamować żadnych grup. Ba, tutaj nie da się nawet wpisać żadnych informacji profilowych! Jedyne co masz to swój “snapcode” (charakterystyczny duszek, który można wypełnić własnym zdjęciem) oraz username. Chcesz poinformować znajomych, że masz konto? Wyślij im wiadomość. Chcesz poinformować nieznajomych? Wrzuć info na Twittera czy Fejsa. Albo bloga.
A co z dodawaniem ludzi? Nie ma tutaj żadnego “searcha”, listy użytkowników. Ewentualnie aplikacja może przeszukać Twoją książkę kontaktów i znaleźć znajomych po numerze telefonu. “Normalnie” możesz dodać ludzi albo robiąc zdjęcie tego śmiesznego duszka, albo wchodząc na specjalny link w telefonie, albo ręcznie wpisując username. Za chwilę będzie można poćwiczyć.

Score. Na Snapie nie ma chorej rywalizacji, bo nie sprawdzisz czyjejś popularności. Nie dowiesz się ile ktoś ma “lajków” czy “followersów” i dlaczego więcej od Ciebie. Zdziwiłem się jak bardzo ZDROWE jest takie podejście. I znowu: jak wiele zmienia. Jedyna snap-liczba to tzw. “score”, który mówi o aktywności. Im dłużej jesteś na Snapie, tym większa liczba. A co to dokładnie jest? Nie wiadomo. Serio, to nie jest nigdzie opisane. Równie dobrze mogliby tę informację wykasować. I to jest dobre.

To są podstawowe, obowiązkowe koncepty, które mi sprawiły sporo trudności. Stary jestem. Więcej nie ma się co rozpisywać, jeśli to ogarniesz to resztę (a ciekawych ficzerów jest całkiem sporo) możesz pozgłębiać we własnym zakresie.

Czego brakuje na Snapie?

Brakuje programistów. Brakuje Ciebie. Aktualnie na Snapa poświęcam ok 10 minut dziennie i mam obejrzane wszystko co chcę obejrzeć. Spokojnie mógłbym poświęcić na to jeszcze dodatkowe 5 minut ;), żeby lepiej poznać kilka dodatkowych osób.

Tak, poznać! To najlepszy znany mi sposób na POZNANIE. Oprócz oczywiście spotkania na żywo.

Jak znaleźć programistów?

Wspomniałem, że na Snapie nie ma listy użytkowników. Nie możesz wejść na stronę i w wyszukiwarce wpisać kryteriów “seksowny programista, lat 30-50, brunet lub łysy“.

Dodaj polecone osoby. A potem… DevSnap!

Na początek polecę Ci kilka osób.

To ja: maniserowicz. Możesz zrobić zdjęcie (z aplikacji Snapchata) poniższemu rysunkowi (to QR code). Możesz wpisać ręcznie mój username w okienku “add by username”. Albo możesz otworzyć ten link w przeglądarce na telefonie: https://www.snapchat.com/add/maniserowicz.

snapchat-maniserowicz

A to Andrzej: andrzejkrzywda.

Andrzej Krzywda Snapchat

Dodatkowo na początek dodaj sobie tych kilka osób, żeby zobaczyć z czym to się je. Poniżej kilku gości związanych z IT, którzy regularnie publikują snapy związane z IT:

Już, masz? To teraz coś jeszcze fajniejszego!

Pewnego razu podczas odkurzania wpadłem na genialny pomysł: nie ma nigdzie listy użytkowników Snapchata. Co prawda wcale nie jest mi ona do niczego potrzebna, ale ZROBIĘ LISTĘ PROGRAMISTÓW na Snapie! Miała być to prosta stronka. Podjarałem się, pozwlekałem i… BACH. Ktoś inny to zrobił. Narodził się DevSnap. A kto to zainicjował? Oczywiście Andrzej, polski Ojciec Chrzestny Snapchata.

Wady Snapchata

Zachwycam się tym Snapchatem, ale czy jest bez wad? Noooo, prawie.

Nie ma aplikacji na Windows Phone. Mnie to generalnie grzeje, bo nigdy telefonu z tym systemem nie miałem i mieć nie zamierzam, ale… cała piątka userów WP niestety sobie nie poszaleje.

Ja używam aplikacji na Androida i ZDARZA SIĘ jej wywalić. Norma, w końcu Android. Problem pojawia się tylko wtedy, gdy następuje to w trakcie odbierania wiadomości prywatnej. Aplikacja myśli, że ją odebrałem, i po restarcie – kasuje. Przepadło.

Zauważyłem też, że od kilku tygodni telefon musi o wiele częściej powisieć na ładowarce. Nie jest to w sumie nic dziwnego, ale powerbank z “przydatnego gadżetu” stał się obowiązkowym pakunkiem.

I to tyle. Naprawdę bardzo, bardzo nieźle, wziąwszy pod uwagę fakt, że z reguły nienawidzę wszelkiego oprogramowania.

Więc…?

Jeżeli masz konto na jakimkolwiek serwisie społecznościowym to i tak – za rok, dwa, trzy – w końcu wejdziesz na Snapchata. Po co zatem czekać?

Dołącz się do eksperymentu. Spróbuj. Poczuj świeżość, daj się zadziwić. Każdy podchodzi do tego nieufnie. Ale uwierz mi: to jest naprawdę wyjątkowe. W końcu coś “zaskakuje” w głowie, jakiś trybik. Coś, co sprawia, że autentycznie nie mogę doczekać się tam większego dev-grona.

I tak w końcu wylądujesz na Snapchacie. Nie zwlekaj, chodź do nas teraz!

Na koniec polecę Ci jeszcze dwie rzeczy. Pierwsza to post Andrzeja Krzywdy: “Snapchat for programmers“. Druga to występ Andrzeja w Radio Czwórka (sic!) z tym tematem: “Snapcha(r)t 22 kwietnia“.

Jak widzicie, Andrzej przewija się w tym poście wielokrotnie. I jeszcze razem będziemy działać w tym temacie, stay tuned.

K’mon! Podziel się swoim nickiem w komentarzu. I oczywiście dodaj się do DevSnap.

Happy snapping,
Procent, The SnapBaron

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET.Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze.Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

24 Comments

  1. Eh mój problem ze Snapem jest taki, że czas na obczajanie takich rzeczy mam najczęściej podczas długich podróży komunikacją miejską, a wtedy dużo bardziej wolę coś czytać… No ale spróbujmy… Mój nick to “susel_chomik” (taa… jak ktoś wie jak to zmienić to prosze o info… xD ). Dzisiaj wieczorem postaram się coś wrzucić. :)

    • Emi,
      Jak długa podróż to wystarczy czasu i na to i na czytanie, to naprawdę zajmuje chwilę :). A nagrywanie… w komunikacji ludzie by się śmiesznie patrzyli gdybyś snapowała video o programowaniu, byłby wypas!

  2. Jak dla mnie snap jest fajnym balansowaniem między technicznymi tematami (np. Ask Andrzej Anything) i totalnym LOL kontentem (np. Twoje beki na cmentarzu :D). Polecam każdemu kto chce w 10 min ogarnąć co dzieje się u jego znajomych!

    PS. Procent miałeś się reklamować ze swoim Q&A ;)

    • Norbert,
      Gut! U mnie drugie podejście “zaskoczyło”, u Andrzeja 3 albo 4. Wyszło na to że warto :). Szczególnie teraz, gdy jest już dość pokaźne grono programistów.

  3. Dziéki za polecenie :) Ja tyz mam w planie blogpost i przemyslenia na ten temat ale w duzej mierze sie zgadzam co tutaj napisales. Uwazam ze to mzoe byc dobre narzedzie jak ktos ma opory przed publicznym mowieniem zeby “przystosowac” sie do gadania

  4. Fajny artykuł, miła odmiana od gadki niektórych ludzi, że Snapchat jest tylko dla gimbazy, że świat schodzi na psy, że ta dzisiejsza młodzież jest jakaś nietenteges itd. Czasem mam wrażenie, że ze względu na szybki postęp technologiczny dużo osób już w wieku 20 lat potrafi zostać mentalnymi starcami, postrzegając nowinki jako jakieś zagrożenie dla siebie i całej cywilizacji. W paleolicie albo średniowieczu pewnie też mówili że kiedyś było lepiej, że kiedyś to ludzie przynajmniej cenili jakieś wartości a teraz to co :) Stąd nie zamierzam wypinać się na Snapchata, chociaż będzie mi dane go wypróbować dopiero przy następnej zmianie telefonu.

    Jedno co mnie zastanawia jeśli chodzi o Snapchata to czy da się w te 10 sekund opublikować cokolwiek wartościowego? Chodzi mi o jakąś wartość wykraczającą poza wartość przywitania się z kimś. Na dłuższą metę wysyłanie sobie w kółko “czeeeeść” do kilku najbliższych znajomych wydaje mi się równie monotonne co pisanie co wieczór esemesków na dobranoc czy rytualne puszczanie wszystkim strzałek w podstawówce.

    • Trafiłaś z tym, że dzięki postępowi już nawet ludzie w wieku 20 lat mają problemy. Sam mam 23 lata i już nie ogarniam tego wszystkiego, snapchaty, instagramy, facebooki, ciężko jest za tym gonić jak ciągle wyłania się coś nowego, a dopiero co zrozumiałem po co było to coś wcześniej. Według mnie właśnie ten ciągły rozwój jest po części przeszkodą dla wielu w integracji z resztą społeczeństwa programistycznego. Może nie tylko ja tak mam? Dochodzi też problem tego, że trzeba mieć też ludzi, którzy będą chcieli te wszystkie wytwarzane dobra konsumować, a zebrać je w dobie 100 dróg komunikacji nie jest łatwo, bo samo zarządzanie tak wieloma drogami dostępu jest czasochłonne, a jeszcze robić to dobrze to kolejny problem. Sam odpuszczam sobie snapchata jako kolejna droga komunikacji na którą nie mam niestety czasu.

    • KLAUDIA,
      Wow, z tymi starcami to świetne spostrzeżenie! Faktycznie tak jest. I ja wychodzę z tej pułapki, nawet mimo tego, że nie tylko 20. ale nawet 30. urodzin już nie pamiętam :).
      Zmieniaj zatem telefon, czekamy!

      Co do 10 sekund: nie da się niczego sensownego w tym czasie powiedzieć, dlatego zwykle robimy serie po 5-7 takich snapów. Wtedy jest do dyspozycji już minuta. A to, o dziwo, wystarczy do przekazania bardzo dużej ilości przemyślanej treści.
      Dałem w poście link do youtube gdzie widać jak pomagam napisać lepsze CV. W poście Andrzeja z kolei też są linki do jego dłuższych wypowiedzi.
      I akurat konieczność poszatkowania całości na 10sekundowe części jest bardzo dobre. Nie ma tam miejsca na “yyy eeee co to ja miałem…”.

    • Magda,
      Szczeny nam opadły, dobrze ma ogarnięty online marketing. Skądś te 200tys snapowych followersów musiała nazbierać, połowa pewnie z DevSnapa właśnie :).

  5. Dotąd większość młodych używała wyłącznie Facebooka, którego aplikacje na Windows Phone pozostawiają wiele do życzenia. Czat po XMPP został zlikwidowany i jedyna droga by używać czegoś lepszego niż beznadziejny chat na stronie FB lub kiepski messenger.com to reverse engineering protokołu samego Messengera. Ale to za mało vendor lock-in, następnym krokiem będzie zupełny brak aplikacji internetowej i apki dedykowane na dwie jedyne słuszne™ platformy. Kiedyś to Sieć miała duszę. Teraz rozbija się tylko o kasę.

    Podpisał użytkownik Androida.

  6. Czas na kolejne podejście do snapchata, po zarejestrowaniu kompletnie nie wiedzialem o co kaman i jak tych ludzi, ktorzy mogliby mnie interesowac znalezc. No dobra, znajde chwile i zobaczymy!

  7. Ze swojej strony polecam także jeszcze dwie osoby: Justin Kan i Mark Suster – przekazują sporo ciekawych wskazówek na temat biznesu jako takiego – Justin to twórca Twitch i jeden z inwestorów w Y Combinator więc… wie co mówi :-)

    Do zobaczenia na Snapie ;-)

  8. Pingback: DevTalk#35 - O Snapchat z Andrzejem Krzywdą | devstyle | Maciej Aniserowicz

  9. Pingback: DevTalk#35 - O Snapchat z Andrzejem Krzywdą | devstyle | Maciej Aniserowicz

  10. Maciek, dzięki za wpis, ja mam to szczęście że moja żona ma młodą siostrę, która co jakiś czas uświadamia mnie że świat(technologia) idzie do przodu i pokazała mi snapchata, lecz tak naprawdę jeszcze mało osób go używa więc u mnie się nic ciekawego nie działo :) Może twój wpis coś rozrusza.

    Snap login: ksopyla

  11. Pingback: Koniec wylegiwania – czas działania! – Blog Pawełka