Recykling czasu. Czyli: “kto ma dłuższego?”

42

3 rano. Znowu. Księżyc spogląda przez okno w blady monitor, a ja siedzę skulony i koduję. <kap> Kurde, nie wyrobię się! <kap, kap> To już trzeci miesiąc orki, a końca nie widać. <kap, kap> Czas na fajkę.

Spoglądam w dół: czerwono. Klawiatura zachlapana, biurko zachlapane. What the…? Ciało odmówiło posłuszeństwa i chlusnęło juchą z nosa. Ej, kolego! Przesadziłeś.

Jeśli to nie jest znak ostrzegawczy, to nie wiem co nim jest.

Do krwi ostatniej kropli…

Krwotok z przemęczenia powodem do dumy?

Stało się to jakoś tak mimochodem. Jeden projekt, drugi projekt, blogasek. Dziecka jeszcze nie miałem, kasa potrzebna. DO ROBOTY! W trakcie tej jazdy, która prawie zakończyła się w szpitalu, napisałem nawet tekst: “Devamok i devyczerpanie“. Właśnie go przeczytałem i uderzyło mnie w nim takie zdanie: “wiem jak to działa na zdrowie… więc trzeba korzystać póki ono na to pozwala“. Ojezu.

Opamiętałem się. Do takiego stanu nie doprowadziłem się już nigdy. Ale prawdziwe olśnienie spłynęło na mnie dopiero kilka tygodni temu. Sześć lat później. Jednak zanim o olśnieniu…

Kto ma dłuższego?!

Mam jednego ziomeczka, z którym od studiów często wymienialiśmy przygodami w kodzie. Swoim bezustannym zapierdzielaniem. “Dwie godziny dziś tylko spałem, ale ile kodu nastukałem!”. “A ja w całym tygodniu spałem tylko sześć godzin, na emeryturze się wyśpię!”.

Bum.
Gol.
1:0.

Nieustanna licytacja. Przechwałki. Kto mniej czasu zmarnował na sen? Kto się bardziej zmasakrował? Prawie jak: kto ma dłuższego?

Dwa lata temu pojechaliśmy z grupką znajomych na Metallikę do Warszawy. Byłem akurat w trakcie jednej z takich wyczerpujących faz. Podczas transportu z mieszkania do przedkoncertowego pubu zasnąłem w tramwaju na stojąco. Potem, jadąc na koncert – zasnąłem znowu. Nazwałem to “mikrodrzemkami” i chwaliłem się, że jestem jak marine – mogę spać w każdych warunkach! Nie przyszło mi do głowy, że stoję na krawędzi. A może i przyszło, ale wtedy tryby w głowie ledwo się już poruszały. “Mana & stamina” się kończyły.

Teraz ja jestem starszy. I znajomi są starsi. Durne przechwałki o niespaniu zostały zastąpione durnymi przechwałkami o maratonach i krosficie. W to nie dam się wciągnąć.

Staram się jednak cały czas nie odrywać zbytnio od kolejnych pokoleń programistów. Studenci, juniorzy – na różne sposoby pozostajemy w kontakcie. I wiecie co? Widzę dokładnie to samo, czego sam doświadczałem. Podążają tymi samymi ścieżkami, wydeptanymi przeze mnie, a wcześniej przez innych… “zapaleńców”. Albo: technologicznych oślepieńców.

Ciągle źle

Rok temu opamiętałem się i wrzuciłem na luz. W dość ekstremalny sposób, bo wymagało to ode mnie rezygnacji z codziennej pracy. Niniejszy post zapowiedziałem nawet w tekście “5 kroków do lepszego programistycznego życia“.
Teraz już się nie da przemęczyć, prawda?

Niby prawda. Na wszystko, co mam do zrobienia, poświęcam maksymalnie 5-6 godzin w ciągu “stacjonarnego” dnia, spędzanego w domu. Więc wypoczęty, zrelaksowany i zregenerowany jestem na milion %, czyż nie?

Okazało się, że niekoniecznie. Po dniu pracy popołudnie z rodzinką. Potem wieczór z żonką. A potem… książki, filmy, browarek, winko, czasem jakaś gra. Jestem wolny jak ptak! Więc kto mi zabroni posiedzieć do 1-2 w nocy? W dzień robię to co lubię. Po południu, wieczorem i w nocy: też. Życie idealne.

A mimo to… rano budziłem się zirytowany. Przynajmniej 1-2 dni w tygodniu miałem zmarnowane z powodu złego humoru. Doła tym smutniejszego, że brał się nie wiadomo skąd. Podjąłem tak wiele starań, aby podporządkować sobie otaczającą mnie rzeczywistość, a i tak nie byłem zadowolony. Szczerze mówiąc: zacząłem się obawiać, że coś jest ze mną mocno nie tak. Że mam w bani obraz życia, które, po wdrożeniu, blednie i nie daje satysfakcji.

Nigdy nie będzie dobrze?

Jak ja nie cierrrrpię smerrrf…. spania!

Przez lata eksplorowałem temat “snu”. Ale zawsze z jednej perspektywy: jak go uniknąć? Jak zmarnować nań jak najmniej godzin? Oglądałem tricki na jutubie, czytałem o polyphasic sleep, próbowałem porannego wstawania… i wiedziałem dużo. Ale, jak się okazuje, wiedziałem tę złą część.

Podczas wakacji na Snapie dużo mówiłem na ten temat: o dołach, zmułach, złych humorach bez widocznego powodu. Przy tej okazji, zagłębiając się w materiały o innym aspekcie życia, trafiłem dość niechcący na jedno stwierdzenie:

A co jeśli CIĄGLE jestem przemęczony?

Przyjęło się, że 7 godzin snu na dobę to minimalna norma. Ja starałem się, aby nie przekraczać 6 godzin. Najpierw: w imię chorej rywalizacji. A potem: za sprawą wieloletniego przyzwyczajenia i przekonania, że tak trzeba. 7 godzin? To był luksus, na który pozwalałem sobie z raz w miesiącu.

Zakwestionowałem tę podwalinę mojego życia. Akurat w czasach “złych humorów” postanowiłem spróbować inaczej. Czułem się zbrukany i grzeszny, idąc do łóżka przed 23:00, ale… na efekty trzeba było czekać raptem jedną noc. Irytacja zniknęła, zły humor zniknął, dzień był zajebisty. Eksperyment powtórzyłem: z podobnym efektem. Teraz od ponad miesiąca śpię minimum 7 godzin na dobę. I nie miałem ani jednego dnia “smutnego”. Pojawiło się jakże odkrywcze spostrzeżenie:

Lepiej mieć 16 świetnych godzin niż 18 słabych godzin w ciągu doby

Proste? No pewnie, że proste! Więc do dzieła!

Myślę, że większość “normalnych” ludzi, czytając ten tekst, popuka się z czoło. To są przecież oczywiste oczywistości! I… może faktycznie to prawda. Ale my, programiści, wiemy lepiej. My, programiści, oszukujemy naturę. My, programiści, nałogowo uprawiamy recykling czasu.

Jednak tylko do momentu, gdy coś zaczyna się sypać.

Do zapamiętania

Jeśli jesteś po 30stce, czujesz nieustanną irytację z niewiadomego powodu i śpisz mniej niż 7 godzin na dobę: zacznij spać minimum 7 godzin na dobę. Zobaczysz różnicę od razu. Sprawdź. Nie marnuj życia.

Jeśli jesteś przed 30stką: możesz wszystko. Zapierdzielaj jak dziki, nie śpij w ogóle, hulaj dusza póki dasz radę. Raczej nie umrzesz od tego. ALE! gdy pewnego dnia wstaniesz z wyra zirytowany… z niewiadomego powodu… a spałeś mniej niż 7 godzin, to… niestety, nadszedł Twój czas. Starość puka do drzwi, hektolitry kawy tutaj nie pomogą. Przypomnij sobie: kurde, Aniserowicz kiedyś o tym pisał. Wróć, przeczytaj, a potem: zacznij spać minimum 7 godzin na dobę. Nie marnuj życia.

Specjalnie pogrubiłem tutaj wiek. Bo – uwierz dziadowi – ma on kolosalne znaczenie, niestety.

Do zobaczenia w ramionach Morfeusza,
Twój Procent, Śpiący Królewicz

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

42 Comments

  1. Maciek,

    Czytając Twój post odnalazłem wiele wspólnego z moimi doświadczeniami. Z tym, że ja nadal śpię poniżej 7 godzin (co prawda nie spędzam czasu tak profesjonalnie jak Ty, ale i tak ciągle mi go brakuje:) ). W moim przypadku rozwiązaniem problemów z nastrojami itp. okazał się właśnie sport. W swoim poście napisałeś, że nie dasz się wciągnąć w przekrzykiwania dot. biegania i siłowni (w nowych, modniejszych wersjach), ale nie trzeba iść drogą sportowego ekshibicjonizmu, żeby po prostu poćwiczyć :) Myślę, że warto spróbować – nawet jeżeli nie Ty, to może któryś z czytelników Twojego bloga. Zmęczenie fizyczne jest zupełnie inne od psychicznego i pomaga w tym drugim – przynajmniej ja mam takie odczucia. Pozdrawiam

    • No ja właśnie też śpię poniżej 7h – wystarcza mi 6, żeby się obudzić w dobrym nastroju mimo, że wstaję 5.30-6.30. Gorzej później;) Popołudnie/wieczór – gonitwa i nie wiadomo w co ręce włożyć:(

  2. Michał Kuliński on

    Czytałem u Wujka Boba, że maks. 40 godzin tygodniowo. Dobrych godzin.
    Dla mnie, jeżeli chodzi o sen, to minimum 8 godzin. Inaczej zombie. Oczywiście każdy ma swój osobisty próg.
    Wiem jedno – łamanie tej granicy to murowane problemy fizyczne i psychiczne (sic!)

    • Michał,
      Moim zdaniem nie ma jednego generalnego “min” i “max”. Za mało niedobrze i za dużo też niedobrze. Te 7h wydaje mi się sensowne i u mnie się sprawdza. Niektórzy mówią że im wystarcza 5 czy 6, ale… pewnie nie próbowali spać 7 żeby zobaczyć o ile lepiej może być.
      Faktycznie, problemy są i fizyczne i psychiczne.

    • Dokładnie, mam to samo, jesli chodzi o ilość godzin snu… Beż tych 8h nie ma życia…

      Od jakiegoś czasu staram się kłaść o 23:00, ale niestety nie zawsze się to udaje. Już jakiś czas temu zauważyłem tą dziwną przypadłość, że jak za późno się położę, to cały następny dzień jest do pupy.

      Także wiele w tym racji, znowu trafiłeś w sendo Macieju!

      • Marcin,
        Wada jest taka, że przez kilka tygodni się od snu uzależniłem :). Jak pójdę spać później to potem jest bieda. I nie mogę sobie rano posterować że “pośpię dłużej”, bo wstaję razem z Córką, prawie zawsze między 6:45 a 7:15.
        Mam o tyle dobrze, że zwykle mogę dospać w dzień, co muszę zrobić w takiej sytuacji.
        Dzięki!

  3. Sen to potrzeba fizjologiczna. Tak samo jak jedzenie czy wypróżnianie się. Jeśli ktoś uważa wysypianie się poniżej pewnego poziomu za jakiś “lifehack”, dzięki któremu ma “więcej czasu”, to może równie dobrze jeść 1000 kcal dziennie – przecież to taka oszczędność czasu i pieniędzy. Brak snu działa jak brak czegokolwiek innego czego potrzebujemy do funkcjonowania. Po prostu źle. Tylko że w przypadku braku snu trudniej dostrzec niedoskonałości, gdyż powodują głównie otępienie.
    Chroniczne niewyspanie to nie problem dotyczący w jakiś szczególny sposób programistów. Czytałam, że wywodzi się z… wynalezienia żarówki. Po prostu odkąd cykl snu przestał być regulowany przez wschody i zachody słońca, ludzie mają coraz więcej powodów by nie spać. W innych zawodach ludzie także dzielą się na tych dbających o sen oraz tych stosujących “recykling czasu”. Czytając Twój tekst nie pukam się w czoło jak mogłeś dojść do swojego epokowego odkrycia, gdyż niewysypianie się jest zbyt powszechne by kogoś dziwiło.
    Ja tam uważam, że lepiej mieć “mniej” czasu, a za to czuć jak przepływ myśli działa na pełnych obrotach. A jak do tego jeszcze stracę trochę czasu na sport, na dotlenienie się, to przez ten skrawek czasu który mi zostanie i tak zrobię więcej i lepiej niż gdybym miała do dyspozycji tych “18 godzin”. Po co się otępiać na własne życzenie?

    • Klaudia,
      Żeby dojść do wniosku że “nie chcę się otępiać na własne życzenie” – nie można być otępionym :). Mi się udało jakoś to “odkryć” więc się dzielę. Różnica jest ogromna. Pomaga to co napisałaś – uświadomienie sobie, że po prostu trzeba i się tego nie oszuka na dłuższą metę.

  4. Sprawdź sobie Maciek przy okazji poziom witaminy D we krwi. Ja tak miałem jakieś 3 lata temu, że ciągle chodziłem zmęczony. Lekarka wtedy zasugerowała zbadanie tej witaminy. Okazało się, że mam jej skrajnie niski poziom (i to właśnie w okresie jesiennym, kiedy słońca jest mniej, a to głównie z niego naturalnie mamy tą witaminę). Po uzupełnieniu poziomu kropelkami/tabletkami było naprawdę dużo lepiej.

    PS. Lekarka mi wtedy już mówiła, że lekarze mają coraz więcej wątpliwości co do tego czy witamina D to faktycznie witamina, a nie raczej hormon, który ma kluczowe znaczenie dla wielu procesów w naszym ciele. A niestety jej naturalny zasób czyli słońce – bywa w naszym kraju czasem deficytowy i niestety trzeba go suplementować.

    • Mariusz,
      Od jesieni do wiosny tranem się bombarduję, codziennie też na zewnątrz wychodzę. Jednak nic mi to nie dawało dopóki nie zacząłem właśnie od niedawna po prostu więcej spać. Teraz jest już git i aż mi głupio że tak późno do tego doszedłem.

  5. Ostatnio modne jest naśmiewanie się z tego Crossfitu co nie? Każda aktywność fizyczna jest dobra, a crossfit ma swoje zalety wbrew pozorom. Przez całe lata edukacji byłem dumny z bycia suchoklatesem, a siłownia w moim mniemaniu tylko dla karków była. Tolerowałem tylko sporty zespołowe. Pare lat temu po kilku paraliżach (dosłownie) od siedzenia na dupie dałem się namówić na spróbowanie tego ustrojstwa crossfitowego i nigdy nie żałowałem. Wszyscy lubią się z tego  śmiać, ale nikt nie powie,  że można się tam nauczyć zupełnych podstaw takich jak choćby robienie porządnych przysiadów. Na każdych zajęciach jest trener i bez względu od twojego zaawansowania podpowie ci co robisz źle i jak to poprawić albo jak po prostu uniknąć kontuzji. Nie chodzę na to w każdym tygodniu niestety ćwiczyć, ale jak tylko zdarza mi się dłuższa seria, to nie pamiętam o czymś takim jak ból pleców. Dla mnie crossfit to podstawa i dalej już mam inne plany co do moich aktywności fizycznych, które wychodzą ponad to. Najważnejsze, że sprawia mi to ogromną radoche i samo wyzwanie, żeby wycisnąć z siebie ile się da to po prostu rozszerzanie swoich możliwości. Pozdrowienia dla wszystkich sportowych świrów bez względu na dyscypline yo!

    • Marcin,
      A gdzie tu naśmiewanie się z Crossfitu? Whatever works.
      Co nie zmienia faktu, że crossfitowiec wszedł do baru. Skąd o tym wiem? Bo powiedział każdemu w ciągu minuty.
      Natomiast jeżeli ten typ ćwiczeń się sprawdza, to nic nikomu do tego.

      • Masz czasem tak, że jak masz z czegoś radochę, że cie rozpiera i chcesz o tym powiedzieć każdemu naokoło? O to to to właśnie :). Tak też przez to przeszedłem i mówiłem wszystkim jakie to jest zajebiste – bo pierwszy raz od 8 lat bóli wszelakich i wielu tabletkach i zastrzykach dotknąłem nieba – nic nie boli bez żadnych wspomagaczy ot co. Pewnie, że są ludzie którzy płyną na tym co modne tylko po to by się tym chwalić. Jak w każdej grupie – ilu takich programistów spotkało się po drodze? Mocni w gębie i tyle :). Tylko nie zapominajmy, że dla sporej liczby osób to działa i tyle. Peace.

    • Cold,
      O ciekawe, dzięki!
      Właśnie, zapomniałem napisać o jednym dziwnym efekcie ubocznym, poruszonym w podlinkowanym artykule: chodząc wcześniej spać schudłem 2kg bez żadnych innych zmian w życiu. Niestety na tym się zatrzymało :).

  6. Pingback: 5 kroków do lepszego programistycznego życia | devstyle.pl | Maciej Aniserowicz

  7. “Przyjęło się, że 7 godzin snu na dobę to minimalna norma. Ja starałem się, aby nie przekraczać 6 godzin. Najpierw: w imię chorej rywalizacji. A potem: za sprawą wieloletniego przyzwyczajenia i przekonania, że tak trzeba. 7 godzin? To był luksus, na który pozwalałem sobie z raz w miesiącu.”
    Błąd. To opinia ludzi którzy się na tym nie znają.

    Prawda? Różni ludzie potrzebują różnej ilości snu – spanie składa się z cyklów o długości około 1,5 godziny, Poza tym niektórzy śpią wiele razy w ciągu doby, ale w krótkich sesjach (tak jak to robił np. Einstein.
    Długość snu to rzecz indywidualna.

    • A poza tym.
      Prosiłbym Pana – jeśliby Pan zechciał – o uwzględnienie jako nowy podpunkt w powyższym artykule “Nie spałeś w nocy? Zdrzemnij się”. To naprawdę potrafi odrobić nieprzespaną noc.
      Pozdrawiam.

    • Michał,
      Nie, właśnie o to chodzi, że wymagana długość snu NIE JEST do końca indywidualna. Istnieją pewne udowodnione, sensowne normy.
      Cykle snu – okej, to prawda, ale to nie jest tak, że tylko faza głębokiego snu jest tą fazą pożądaną. NIE WIADOMO jakie skutki może mieć skupianie się tylko na tej fazie i eliminowanie faz pozostałych. Podlinkowałem zresztą temat “polyphasic sleep” – czyli wielu krótkich sesji spania w ciągu doby. Na dzień dzisiejszy nie ma badań, które stwierdzają jednoznacznie, że ma to tak pozytywne efekty jak spanie 7h z rzędu. Mocno się tym interesowałem, a im głębiej wchodzi się w temat, tym mniej jest to prawdopodobne.

      Odnośnie drzemek – nie piszę o tym, bo drzemka nie zastąpi normalnego snu. Wiem, próbowałem, been there done that, nie działa na dłuższą metę. Oczywiście trochę pomaga – i sam je stosuję w razie koniecznośći – ale taki nawyk może niebezpiecznie zbliżyć do wspomnianego już “polyphasic sleep”.

      • Są jakieś badania, które mówią, że dla każdego człowieka idealne jest 7h snu? Wow,
        w moim odczuciu jest to standaryzowanie ludzkich zachowań na podstawie badań, których wynik jest – bez wdawania się szczegóły – medianą.
        Podejrzewam, że jednak wartości brzegowe wskazywałyby na to, że różni ludzie mają różnie, choćby ze względu na wiek. Tak samo jest moim zdaniem z szybkością nabywania wiedzy, zdobywaniu fizycznej sprawności czy nawet w osiąganiu tych samych rezultatów w grach komputerowych/konsolowych.
        No jesteśmy różni i dlaczego mamy tej różnorodności się wyrzekać, bo w podręczniku/badaniach napisali? Żyjemy w czasach, gdzie przyznanie się do odmienności czy słabości to koniec świata, pętla na szyję i cześć.
        Uważam, że nie powinno tak być.

        • Generalnie te optymalne czasy snu mierzy się tak, że sprawdzasz ile zajmuje Ci sen jeśli na co dzień się wysypiasz. Bez budzika i bez sytuacji gdzie np. śpisz 10h bo odsypiasz tydzień niedosypiania. To jest Twój indywidualny optymalny czas snu. Jeśli zbada się taki optymalny czas dla większej ilości osób to można ten wynik w jakiś sposób uśrednić i brać to za punkt odniesienia. Podręcznik wskazuje mniej więcej tyle, że jeśli ktoś Ci wciska że sypia po 5h i chodzi wypoczęty to że raczej kłamie :-)

        • Jacek Czapla on

          Słońce nas zestandaryzowało. A scislej czas obrotu ziemi wokół osi. Jak pomieszkasz na ciemnej wsi parę tygodni to może poczujesz.

          • Jacek Czapla,
            mieszkam na ciemnej wsi, ale miałem też sposobność doświadczyć jasności przez cały miesiąc i mimo, że na początku człowiek głupieje to okazuje się, że, mimo braków zachodów Słońca człowiek spać musi. Zakładam, że w drugą stronę jest podobnie.

        • Ohdev,
          Nie dramatyzuj, pętla na szyję bo ktoś mniej śpi? Przemęczenie NIE JEST w dzisiejszych czasach “odmiennością” i “byciem sobą”.
          Może są osoby, którym wystarcza 5h snu. A może po prostu te osoby nie sprawdziły jak to jest spać regularnie 7h przez kilka dni?

          • Miało nie być dramatycznie, a wyszło tak jak zwykle :(. Wybacz. Generalnie chodziło mi o to żeby nie sugerować się badaniami tylko słuchać własnego organizmu.

  8. Zastanawia mnie jedno: czy to jest tak, że wkręcamy się w ten wyścig będąc programistami czy też programistami zostają osoby, które już mają predyspozycje do tego, by “przycisnąć”. Niestety kosztem zdrowia czy samopoczucia.
    Tak, też się już na tym przejechałam :P Na szczęście wyciągnęłam wnioski (podobne do Twoich) i jakoś udaje mi się tego pilnować. Czasem się zapominam… ale wiem, że na dłuższą metę więcej na tym tracę niż zyskuje.

    • Żaneta,
      Jestem przekonany, że nie zostajemy programistami z powodu takich predyspozycji :). Chociaż faktycznie, i wcześniej – zanim zostałem programistą – lubiłem siedzieć nocami. Tyle że wtedy miałem czas na odespanie tego w dzień, a teraz pobudka około 7:00 zawsze, codziennie, niezależnie od tego o której poszedłem spać.

  9. Zawsze wszystkim powtarzam: NAJLEPSZYM LEKARSTWEM NA SENNOŚĆ JEST SEN. Brak snu, to brak koncentracji, skupienia, zadowolenia i rypanie dupogodzin we własnym życiu. Szkoda życia. A oszukać organizm można jakimiś energetykami, kawami i innymi wynalazkami raz na jakiś czas. Jeżeli to staje się normą to znak, że jest źle.

    • Ohdev,
      “NAJLEPSZYM LEKARSTWEM NA SENNOŚĆ JEST SEN” – zajebiste, tshirty z tym hasłem sprzedawaj :). Naklejkę na lapka to bym taką mógł nalepić.

  10. Jacek Czapla on

    Sen tak ale też inna aktywnośc. Kiedyś podczas sesji coachingowej uświadomilem sobie z trenerką, że pracuję przy kompie i relaksuję sie też przy kompie (filmy, internet, gry…). I jeszcze telefon i tablet (ksiązki). Słabo. W wiekszych firmach czesto jest jakaś infrastruktura do relaksu (oby nie tylko xbox) ale w mikro trzeba sobie stworzyć samemu i warto się nad tym zastanowić poważniej. Mi pomogły np. rolki. Jeśli nie pada to zawsze mozna wyskoczyc na 30-40 minut w ciagu dnia.

      • Mi osobiście mocno pomogło zapisanie się do drużyny piłkarskiej i regularne treningi. W moim przypadku jako bramkarz (mocno sprawnościowe, więc koniec bólu pleców).
        Intenyswność treningów sprawiła też że mocno wyluzowałem z siedzeniem przy kompie.

  11. Kamil Bęben on

    Nie ma reguły. Ja np, czuję się jak zombie kiedy śpię powyzej 8 godzin na dobę, a świetnie się czuje po 6 godzinach . Uwielbiam za to 15-minutowe drzemki raz dziennie. Od razu się po nich lepiej myśli.

  12. Pingback: DevTalk#41 - O legacy code z Jarosławem Pałką | devstyle.pl | Maciej Aniserowicz

  13. Pingback: Podsumowanie III kwartału 2016 | devstyle.pl | Maciej Aniserowicz

  14. Zgadzam się z wnioskami i obserwacjami, bo choć jestem jeszcze nieco przed trzydziestką, to również obserwując samego siebie zauważałem, że jak pojawia się deficyt snu, to “wszystko się wali” – najpierw humor, a niego kolejne i kolejne rzeczy. Najgorsza sprawa jak jest taki ciąg na zasadzie “jutro się wyśpię” i ciągnie się tydzień, dwa… A mózg nie wybacza, czuje deficyt, przypomina i dopomina się o jego uzupełnienie.

    Dodam też, że drzemki w ciągu dnia nam tego nie zrekompensują. Pozwolą działać efektywniej, odpocząć, ale jeżeli na przestrzeni właśnie np. tygodnia codziennie jesteśmy w plecy te 40-60 minut + drzemkami nadrabiamy 15-25 minut dziennie, to i tak deficyt o sobie przypomni :) Coś jest natomiast w tym, że chciałoby się z tego zrobić “lifehack”. Bo przecież leżymy, nic nie robimy, takie to bezproduktywne i nic z listy to-do nie można skreślić… a rzutuje na całość. Może więc warto na taką właśnie listę wpisać “zadbałem o siebie, wyspałem się” i skreślać codziennie ;)

      • Nie no bez przesady :D
        Chociaż… jak ktoś czuje się źle w sytuacjach “mało produktywnych” to faktycznie może mieć znaczenie. Do tego oczywiście napisanie tego w trybie dokonanym, aby przy pisaniu nastawić się na to, że zostanie faktycznie wykonane.

        Nie, nie świruję i trzymam to na wodzy, a przynajmniej taką mam nadzieję ;)

  15. Pingback: "Prawdziwy programista" w pogoni za nowościami | devstyle.pl | Maciej Aniserowicz

Newsletter: devstyle weekly!
Dołącz do 1000 programistów!
  Zero spamu. Tylko ciekawe treści.
Dzięki za zaufanie!
Do przeczytania w najbliższy piątek!
Niech DEV będzie z Tobą!