devstyle.pl - Blog dla każdego programisty
devstyle.pl - Blog dla każdego programisty
8 minut

Nie sprzedawaj się za piłkarzyki


14.01.2016

Jak wygląda rynek pracy w naszej branży – wiemy wszyscy. “Kandydat nasz pan”. Firmy często prześcigają się w “dogadzaniu” złowionym już programistom, kusząc różnymi dogodnościami kolejną zwierzynę. Widać to po wielu ogłoszeniach i komunikacji wychodzącej od rekruterów. A to piłkarzyki w biurze, a to konsole, a to zjeżdżalnia (sic!), a to jeszcze nie wiadomo co. Zwykłe rzutki przy tym wymiękają. Pracownicy takich placów zabaw także lubią szczycić się, jak to firma tuli ich i kołysze za pomocą powyższych zabiegów. Jacy z nas szczęściarze!

Sidła

Ale czy patrzyliście na to z innej strony? Może to nie chodzi tylko o to, aby nam, devom było dobrze? Może kryje się za tym coś więcej? Wszyscy znamy całkiem popularny slogan: biuro Twoim drugim domem! Oooooo, moment, chwila, weźcie na wstrzymanie! Z tym mam już duży problem. Mój “normalny” dom jest moim zarówno pierwszym, drugim jak i trzecim domem. Nie mieszkam na dworcu, żeby szukać domu w biurze i takie podejście zupełnie mi nie odpowiada. Biuro to miejsce, gdzie przychodzę do pracy. I opuszczam je po zakończeniu pracy. Koniec.

Biuro nigdy nie będzie moim domem.
Nikt nie powinien starać się tego zmienić.

Nie mam nic przeciwko dobrej, przyjaznej atmosferze w biurze. Ale bez przesady. Podczas rozmów z oferentami bądź beneficjentami opisywanych dev-rajów zadawałem czasami pytanie: czy jeśli przez króciutką przyjemniutką godzinkę dziennie będę korzystał z tych dogodności to muszę zostawać o godzinę dłużej w pracy? Oczywiście odpowiedź brzmi: “tak”. Więc mam o kilkadziesiąt minut mniej czasu na życie poza pracą. To mi wystarczy, dalej nawet nie drążę.

Wiecie jak ja to interpretuję, w swoim nader samolubnym i agresywnie wręcz zachowawczym podejściu do mojego czasu? Mój proces myślowy przebiega następująco: doba ma przecież tylko 24 godziny. Wcale niemało z tych godzin jest marnowane na sen. Jeśli godzinkę więcej dziennie będę spędzał w biurze, to godzinkę mniej dziennie zostanie mi na “pierdoły” niezwiązane z pracą. Coraz bardziej będę od tej pracy uzależniony. Skoro pogram w piłkarzyki z ziomkami w biurze to mniej prawdopodobne jest, że wieczorem pójdę porobić to z innymi ludźmi. Abstrahuję już nawet od tego, że nienawidzę piłkarzyków (i bilarda, i dartsów, i kręgli, etc…). Tak bardzo przyzwyczaję się do pociapania w FIFĘ w przerwie w pracy, że nie przejdę do innej firmy, która nie ma u siebie XBOXa. Do 8 godzin pracy i 1 godziny dojazdów dorzucam kolejną godzinę na “lunch” i jeszcze jedną na rozrywkę i wychodzi mi de facto nie 8 a 12 godzin. Chore.

Wielokrotnie zdarzało mi się rozmawiać z korpo-żołnierzami, którzy żalili się, że prawie nie widują swoich dzieci. “Wychodzę rano do roboty i już nie mogę doczekać się aż wrócę żeby malucha wykąpać i położyć spać!”. To jest oczywiście kwestia priorytetów i różnych uwarunkowań, ale może, gdyby uciąć z “czasu pracy” to co nie jest “pracą” to rzeczywistość wyglądałaby trochę inaczej?

Stado

Za takim podejściem kryje się jeszcze inne, niewidoczne na pierwszy rzut oka, niebezpieczeństwo: społecznościowy przymus. “Nie idziesz na pół godzinki ping ponga? Co za smutas!”. Pracowałem w wielu miejscach i kilka z nich miało takie bajery. Sumaryczny czas jaki spędziłem podczas swojego ponadtrzydziestoletniego życia na konsoli/piłkarzykach/pingpongu/czymkolwiek w czasie pracy to jedna (słownie: jedna) godzina. Tego dnia wróciłem później do domu i całe popołudnie miałem wywrócone do góry nogami. Zdecydowałem, że takie “nieoficjalne nadgodziny” to nie dla mnie. I czy to koniec historii? Bo przecież nikt mi nie “każe”. Ale nie, to nie jest koniec historii. Przez swoje podejście do takich atrakcji często byłem biurowym zamulakiem, co to bawić się nie chce. A wszyscy inni chcieli (albo tak im się wydawało). Akurat mnie to niewiele obchodziło i nawet cieszyłem się słysząc że “o 16:01 przy jego biurku zobaczysz co najwyżej dyndające słuchawki”. Przynajmniej wszystko było jasne, bez żadnych niedomówień. Ale potrafię sobie wyobrazić scenariusz, w którym ktoś spędza w pracy więcej czasu niż potrzeba bo tak wypada. Bo tak wszyscy robią. Brak takich obyczajów traktuję jako jedną z zalet pracy zdalnej.

Społecznościowy przymus: jeśli nie pasują mi nieoficjalne NADGODZINY to jestem smutas i zamulak.

Bardzo kusząco może wyglądać inny pomysł: firmowe śniadanie. Niby spoko, niby fajnie, ale w swojej nieufności widzę tutaj kolejne sidła. Dlaczego mam robić w biurze coś, czego wcale nie muszę tam robić? Śniadanie jadam albo z żoną, albo z córką. Albo nawet sam, chłonąc “częściową prawdę całą dobę” z TVN24. A tu nagle ktoś wbija się w mój dzień, bezwstydnie wychodząc poza obszar, który go bezpośrednio dotyczy. Jak nie przyjdę na firmowe śniadanie to ominą mnie ploteczki, poklepywanie po pleckach i wspólne wylewanie żali, znowu będę odludkiem.

Czy na pewno chodzi tylko o wygodę, a nie o zniewolenie przewiązane czerwoną wstążką, “sealed with a korpo-kiss”? Może po prostu skończmy z udawaniem i pozorami: rozbijmy w korytarzach namioty i się do tego biura przeprowadźmy?

Świadomość

Nawet jeśli masz aktualnie takie wygody i jesteś mega-uber-happy korzystając z nich na co dzień, zadaj sobie pytanie: czy na pewno, za każdym razem, poświęcasz ten dodatkowy czas w pełni kontrolowanie? Świadomie? Czy robisz to bo tego CHCESZ, a nie dlatego że się po prostu przyzwyczaiłeś? Albo że tak “wypada”? Albo że szef przy XBOXie jest taki przyjacielski i jak z nim pograsz to łatwiej będzie o podwyżkę? Jeśli wszystko jest pod kontrolą to świetnie, cieszę się Twoim szczęściem! Ale jeśli nie – to czy na pewno powinno tak być? Każda godzina jest na wagę złota. Czy nie ma w życiu niczego fajniejszego, na co można wykorzystać te spędzone w “chill roomie”?

Szef przy XBOXie jest taki przyjacielski… jak z nim pograsz to łatwiej będzie o podwyżkę?

Oczywiście bardzo wiele zależy od podejścia firmy do takich wynalazków. Jeśli FAKTYCZNIE chodzi o to, aby pracownikom było lepiej, to ma to swoje zalety. Znam firmy, gdzie naprawdę jest to dobra wola. I to się autentycznie CZUJE.

Nie twierdzę też, że nawet jeśli pod takim mięciutkim zalotnym “zrobimy ci dobrze” kryją się niecne zamiary to wszyscy w firmie są zepsuci. Że cały dział HR czyha tylko aby przytroczyć ogromniastą żeliwną kulę do programistycznych nóg, coby nie daj Boże nie uciekł. Może tam też nie wszyscy są świadomi niebezpieczeństw jakie niosą za sobą podobne praktyki?

Nie chodzi o to, aby wszędzie widzieć chciwych złoczyńców, czyhających na nasze – metaforycznie – życie. Ale szczególnie jeśli jesteś młody, adepcie programistycznej sztuki, i dopiero stawiasz dziewicze kroki w tej dżungli: zdawaj sobie sprawę, że nie wszystko złoto, co się świeci. Że gdzieniegdzie możesz natknąć się na podwójne dno. Błyszczący skarb to może być tylko czub góry… a raczej dołu. Kloacznego. Bo dla niektórych jesteś tylko kawałem mięcha do przemielenia. Niestety.

Dla niektórych jesteś tylko kawałem mięcha do przemielenia.

Wcale nie uważam, że programista powinien ślęczeć w ciemnej piwnicy, wdychając swąd hub gnijących na ścianach i wyczesując z włosów pajęczyny. Po prostu jak zawsze: potrzebny jest umiar. Biuro nie jest i nigdy nie będzie moim domem i nikt, nawet kierowany czystymi i szczerymi pobudkami, nie powinien starać się zmienić tego stanu rzeczy.

Ty

Przyszło Wam kiedyś do głowy, aby zakwestionować takie wygody i szukać w nich drugiego dna?

A jakie jeszcze znacie przykłady “robienia dobrze” programistom? Na pewno nie wspomniałem wszystkich wyuzdanych sposobów :). Dzielcie się!

Nie przegap kolejnych postów!

Dołącz do ponad 9000 programistów w devstyle newsletter!

Tym samym wyrażasz zgodę na otrzymanie informacji marketingowych z devstyle.pl (doh...). Powered by ConvertKit
Notify of
ToiOwo
ToiOwo

Racja jest ‘po Twojej stronie mocy’. Żaden szanujący się programista, nie powinien ‘lecieć’ [dalej od lat 18] jak dziwka na takie typu chwyty. Kolejność przypadkowa: – jak wygląda moje miejsce pracy (stół, krzesło, monitor, podkładka pod mysz, kolor ścian, ilość drzewostanu w biurze, klimatyzacja, ogrzewanie) – czy sala z ‘i bilarda, i dartsów, i kręgli, etc…).’ to nie jest przypadkiem ten sam pokój, w którym przyjdzie nam pracować – czy jest automat do kawy – czy będę mógł wyjść wcześniej, odebrać dziecko w przedszkola/szkoły To tylko początek, rzeczy ważniejszych w pracy. Dla mnie takie oferty pracy, które eksponują na starcie… Read more »

pawelek
pawelek

Trudno o nie przenikanie, jak ktoś pracuje w domu, notabene jak Maciek i w sumie ja też :)

mała
mała

@TOIOWO Kiedyś byłam na takiej rekrutacji, że w pokoju obok pykali sobie w bilard bogato komentowany damą lekkich obyczajów, kiedy ja rozwiązywałam test. :P

pawelek
pawelek

Jak pamiętam, to w Fujitsu w Łodzi maja byka do ujeżdżania. Tam chyba nie kosztowało to dodatkowych godzin pracy, tylko w przerwie na lunch ludzie jedli a potem przejażdżka… Ale tak serio to wydaje mi się przesadą to co piszesz. Generalnie nie każdy bądź mało kto musi tak sztywno trzymać się godzin pracy i tak pragnie do domu. Nie każdy ma też dzieci zwłaszcza wśród młodych programistów, a często koledzy właśnie są w pracy, a po pracy smutny dom i klepanie kodu np. do open source. Co wtedy złego w tym, że zamiast iść do domu i zamiast pracować skorzystasz… Read more »

Leto
Leto

>> A jakie jeszcze znacie przykłady “robienia dobrze” programistom?

Tak, Open Space’y. Tak ogólnie się przyjeło, że programisci pracują w wielkich halach chociaz ich praca wymaga skupienia.

Co sądzisz o open spejsach ?

Kamil Jóźwiak

Ope spejsy to małe zło :) Sam pracuję w takim na ok 40 osób i czasami jak się zacznie dysputa to bez słuchawek nie podchodz. Czasami jak człowiek chce sobie zrobić myślową przerwę to nawet fajnie bo można z kimś pogadać, ale jak chcesz się skupić to masakra.

Karol

Jestem za tym żeby mocno oddzielać życie prywatne od zawodowego. Po pracy nie jesteśmy w pracy, złe rzeczy dzieją się gdy ta cienka granica się zaciera i staje niewyraźna :)
btw, mam kolegę, który zmienił pracę bo dali mu multisport :-)

Sasza Konopka
Sasza Konopka

Multisport, to nawet w Tesco dają. :)

jabiel
jabiel

Kurcze niby się zgadzam ale pracowałem z kilkoma takimi osobami i zawsze wychodzili na buców i nie raz mieli przez to pod górę.
Wydaje mi się że za “czas po pracy” kupuję przychylność osób od których zależy wynik mojej pracy. Może się opłacić

orzech
orzech

Warunki w jakich pracujesz mają ogromne znaczenie, spędzasz tam te 8-8,5h dziennie. TOIOWO dobrze napisał co jest priorytetem – biurko, cisza, kawa. Ktoś inny będzie miał inne “pierwsze” potrzeby ;) Ostatnio (wraz z upływem lat przy biurku) coraz więcej uwagi przykładam do jakości stanowiska pracy, ergonomii, itp. Jak mi w nowej robocie oferują np. biurko z regulacją wysokości do pracy na stojąco i siedząco, to traktuję to jako spory plus. Tak samo jak open space, hałas są dla mnie argumentami za zmianą pracy. Robienie dobrze? W poprzedniej pracy mieliśmy masaże -> 15 albo 30 minut, przychodziła pani ze stołem, zamykaliśmy… Read more »

Kajetan
Kajetan

Przeczytałem jak nigdy Twój post dwa razy pod rząd. Nie do końca mam pewność czy trochę nie przesadzasz. Zgadzam się, że zbytnie kuszenie takim robieniem dobrze może źle wpłynąć na obiektywną ocenę kandydata. Fakt, że juniorzy powinni z wielką rozwagą korzystać z tego typu rozrywek. Ale z drugiej strony: co złego jeżeli taki świeży absolwent przyjdzie do firmy i trochę więcej czasu spędzi z kumplami z pracy. Być może już pamiętasz to jak przez mgłę ;), ale świeżo po studiach rzadko masz zobowiązania po pracy jak żona, dziecko. Dzięki piłkarzykom, konsoli itp. można lepiej się zintegrować z zespołem co też… Read more »

mała
mała

O rany, nienawidzę zachowań stadnych. Ja kiedyś zostałam firmowym smutasem, bo nie chciałam normalnie jak wszyscy wychodzić na obiad na miasto (oczywiście, niewliczany do czasu pracy). Czułam się trochę jak przestępca, wychodząc o 16, kiedy dla reszty to był środek dnia. A znam też ludzi, którzy po godzinach pracy jako programiści bez słowa sprzeciwu wiszą pod telefonem obsługi klienta, bo parę stówek więcej. Ludzie, nie tędy droga.

Suvroc

Spodobało mi się to co ostatnio powiedział mi znajomy Team Leader, ludzi na pewnym etapie swojej drogi życiowej bardzo silnie motywują pieniądze. Nie ma więc nic złego w tym, żeby pracowali dodatkowo (jeżeli dostają za to dodatkowe pieniądze). Nie można ignorować ich potrzeb. Dopiero później wraz ze stabilizacją życiową ważne są inne aspekty motywacyjne. Ludzkie preferencje zmieniają się w czasie i w odpowiednich granicach, wszystkie są dobre bo pozwalają im spełniać jakieś potrzeby (wyższe lub niższe). Prawdą jest, że work-life balance jest istotny, ale nie generalizowałbym, że każdy musi mieć go zachowanego w ten sam sposób – szczególnie, że dla… Read more »

Tomasz
Tomasz

znam to z autopsji. ostatnio bawią mnie firmowe imprezki organizowane na koszt uczestników.
kiedyś pracowałem w firmie gdzie były piłkarzyki (w które nie grałem), ale potem czytałem maile aby ograniczyć czas grania.

generalnie te wszystkie dodatki to tylko po to by nie musieć płacić, a ja wolę dostać kasę i sam zdecydować na co ją wydam.
na szczęście w ogłoszeniach mniej o młodych ambitnych zespołach… czytaj szukamy studentów za grosze :)

Bartek
Bartek

Czytając ten artykuł, mam wrażenie że trochę wyolbrzymiasz. Po pierwsze z całym szacunkiem ale nie tylko wokół DEVów świat IT się kręci (przynajmniej jeszcze nie)..ale fakt że popyt na programistów jest dość spory. Z artykułu wynika że generalnie to programista to powinien mieć osobny pokój i siedzieć sam żeby się mógł skupić i pracować.. Czy aby na pewno tak powinno być ? Czy wniosek z tego że programista nie nadaje się do pracy zespołowej w kontekście siedzenia z zespołem w tym samym pomieszczeniu ? Jeżeli chodzi o prace z domu to naprawdę gratuluję Ci jeżeli faktycznie tak jak mówisz jesteś… Read more »

Bogusz

W mojej wcześniejszej pracy były piłkarzyki i okres gry wspominam bardzo miło ;) Na początku przez długi nie grałem, uważałem, że jest to słabe.. ale jak już zacząłem.. jest to mocno wkręcające :) Nikt nas z tego nie rozliczał, więc graliśmy w czasie pracy zamiast przerw na kawkę i pogaduszek, nadgodzin z tego powodu nie było ;) Problem za to zaczął mieć pracodawca jak się okazało, że praktycznie wszyscy grają i to sporo. Wynikły z tego śmieszne sytuacje typu odgórne zalecenia, że można grać maks dwa razy dziennie. Ogólnie była to fajna aktywność, bo można było oderwać się od komputera,… Read more »

Kociub
Kociub

Piłkarzyki mają jeszcze jedną bardzo przyjemną zaletę – rozluźniają nadgarstki. Kilkanaście minut piłkarzyków w ciągu dnia pozwala zapobiegać jednej z głównych przewlekłych chorób, które na programistów czychają, czyli zespół cieśni nadgarstka.

Piotr
Piotr

Małe sprostowanie: Zespół cieśni nadgarstka powstaje z powodu nieprawidłowego ułożenia dłoni na klawiaturze i myszce. Trzeba być świadomym tego, co jest źródłem tej choroby i samo granie w piłkarzyki nie rozwiązuje problemu, ale może w tym pomóc. ;-)

ARt
ARt

To co w takiej pracy powinno być ważne, jeśli nie jakieś umilienia? Wyższa pensja, dodatki do np. wakacji czy może ciekawe projekty w nowych technologiach, możliwość wyboru własnych technologii, praca z ludzmi z pasją? A może coś innego? :)

Michal Franc

Osobiscie dla mnie ciekawe ambitne projekty + kultura pracy ktora daje mi autonomie i jestem traktowany jak dorosly, oraz moge byc otwarty na kazda rozmowe bez obaw ze wdepne w jakies polityczne dyrdymaly.

Piotr Stapp

Co do wychodzenia punktualnie z pracy to miałem kiedyś z tym problem i skończyło się na budziku. Pisałem kiedyś o tym na swoim blogu http://stapp.space/i-need-an-alarm-clock/

Michal Franc

Co do aspektu spolecznego i budowania relacji z ludzmi to tego nie da sie uniknac. Ja np z powodu ze rzadziej biore udzial w aktywnosciach firmowych wiem ze mam gorszy kontakt z niektorymi osobami. Tez cenie sobie swoj prywatny czas ( nawet jak zmarnuje go grajac w Starcrafta 2 ). Staram sie to zmieniac zachowujac jednoczesnie work / life balance ale zawsze widze ze jest ktos kto poswieca na te aktywnosci wiecej czasu i ma lepszy kontakt z roznymi osobami. Jesli natomiast chodzi o rozne rodzaju pierdoly dla programistow. Dopoki jest zachowany umiar to nie widze problemu. Mamy stol ping… Read more »

koko
koko

Mam wrażenie, że przez fakt, że pracujesz zdalnie już 7 lat, a raczej pracowałeś masz trochę skrzywiony obraz tego co się dzieje w firmach i przy tym tych ‘korpo’ firmach. Sam pracowałem przez rok w czymś co można nazwać start-upem na 8-12 osób i nikomu nie życzę czegoś takiego. Prace znalazłem z ogłoszenia na wydziale, zapowiadało się fajnie, duże możliwości rozwoju, faktycznie w miarę dużo wiedzy można było tam chłonąć, lecz praca przypominała własnie to co się opisuje pod ‘korpo’, większość pracowników robiła tam około 1.5 etatu, nawet trafiały się miesiące, że sam miałem wbite 300h pracy i to ciągłego… Read more »

trackback

Nie sprzedawaj się za piłkarzyki

Dziękujemy za dodanie artykułu – Trackback z dotnetomaniak.pl

trackback

[…] Nie sprzedawaj się za piłkarzyki […]

sunpietro

W 2014 popełniłem artykuł o tym jaki jest rynek webdevów. Najciekawsze wnioski do jakich doszedłem to fakt, że bardzo często ktoś kto jest kolegą w pracy to po pracy bardzo często udaje że kogoś nie zna. Ponadto, że brak ryzyka utraty pracy prowadzi do lenistwa – http://blog.piotrnalepa.pl/2014/08/18/inne-ile-zarabia-webdeveloper-kilka-slow-o-rynku-i-wynagrodzeniu/ Generalnie, wolę unikać open space’ów. Mnie one strasznie demotywują do pracy, ponieważ to jest irytujące gdy co chwilę ktoś przechodzi koło Ciebie. Za bardzo to rozprasza. Dodatkowo, pomieszczenia do pracy ze szklanymi ścianami (tzw. akwaria) to jest również masakra. Jeśli chodzi o czas pracy, to generalnie wychodzę z założenia że pracuje się tyle,… Read more »

trackback

[…] Nie sprzedawaj się za piłkarzyki […]

Natalia
Natalia

Świetne spostrzeżenia, od jakiegoś czasu szukałam takiego głosu zdrowego rozsądku ze strony programisty odnośnie wszystkich tych cudownych udogodnień w miejscu pracy. Owszem, po samych ogłoszeniach widać, na co kładą nacisk pracodawcy, aby przyciągnąć najlepszych kandydatów. Ale czy faktycznie celują tym w najlepszych? Najlepszy pracownik to raczej taki, który potrafi wykorzystać produktywnie określony czas pracy, bez organizowanego co drugi dzień kinderbalu w biurze. Nieco za daleko poszły te ‘wyścigi zbrojeń’. Myślę, że większość z Was wolałaby w pełni elastyczny czas pracy, z możliwością załatwienia zwyczajnych spraw w ciągu dnia, czy to w urzędzie, czy to odebranie dziecka ze szkoły. A swoje… Read more »

trackback

[…] (całego bloga też warto przejrzeć, jeżeli zajmujecie się tą działką): Lojalność w IT oraz Nie sprzedawaj się za piłkarzyki. Zachęcam do zastanowienia się nad […]

Грузовые шины

ale nie kazdy ma miejsce w domu zeby przyszlo 10 dzieci plus 10 doroslych wiec normalne ze lepiej zrobic gdzies na miescie bo dzieci sie wybawia a jak ma sie zroznicowane wiekowo dzieci mysle ze trudno w domu cos zrobic a urodziny sa dziecka i ma sie wyszalec a nie siedziec z babka czy dziadkiem przy stole

trackback

[…] Nie sprzedawaj się za piłkarzyki […]

trackback

[…] tak było w moim przypadku :) Jakiś czas temu przeglądając odmęty internetu natrafiłam na wpis na blogu Macieja Aniserowicza, którego inspirujące prezentacje miałam okazję oglądać w Warszawie […]

Moja książka

Facebook

Zobacz również