fbpx
devstyle.pl - Blog dla każdego programisty
devstyle.pl - Blog dla każdego programisty
8 minut

Nie wiedź fałszywego żywota poświęconego pracodawcy swemu


18.03.2013

“Kult mrówy” – tak bym określił stosunek do sposobu pracy bardzo często spotykany u, szczególnie młodych, programistów. Mrówa nie robi nic innego, tylko zapier… Wstaje rano, idzie do roboty, siedzi tam cały dzień, potem cały wieczór, wraca do domu żeby się kimnąć, i tak w kółko. I uważa, że tak powinno być. Jest fajnie, jest MOC!! Niezależnie od tego, czy wymusza to pracodawca, czy też po prostu ktoś “tak lubi” – szczerze nienawidzę tego zjawiska. Czy ktoś z “tu obecnych” z nim się nie spotkał?

Niewola

Dlaczego niektórzy pracodawcy wymagają od pracowników podobnego, jak to określają, “zaangażowania” – to jeszcze jestem w jakimś stopniu w stanie zrozumieć. Chcą po prostu wycisnąć deva jak cytrynę, wyrzucić do kosza i znaleźć kolejnego do wyciskania. Jeśli ktoś się daje… no trudno. W bardzo krótkiej perspektywie może to nawet działać.

Denerwuje mnie jednak ukrywanie takich zamierzeń pod różnymi fajnie brzmiącymi nazwami. Poszedłem kiedyś na rozmowę z właścicielem firmy programistycznej. Podobno szukali “pasjonatów”. Podobno szukali tak popularnego w ostatnich latach “ninja”. Mamy chyba odmienne zdanie o znaczeniu tych pojęć, bo gdy po kilkunastu minutach rozmowy powiedziałem “termin ‘nadgodziny’ dla mnie nie istnieje” to się bardzo zdziwił. “Taaak? A to szkoda… U nas w firmie to my lubimy dużo pracować, można to było wywnioskować z ogłoszenia”. I co ja mam na to odpowiedzieć? Skąd miałem wiedzieć, nie macie chomąta w logo! Twoja firma, haruj sobie ile chcesz, jakbym ja miał swoją to też bym harował (heh, miałem i harowałem). Gdzieś po drodze komuś umknął fakt, że te “ustawowe” 8 godzin to też jest dużo. To przecież 1/3 mojego życia. Nie wystarczy?

Dziwi mnie krótkowzroczność osób decyzyjnych w takich firmach. Oczekiwanie od programistów pracy na maksymalnych możliwych obrotach może i się sprawdza w pewnych warunkach. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę z tego, że nadgodziny to środek nadzwyczajny, po który powinno się sięgać wyłącznie w nadzwyczajnych okolicznościach. Nadgodziny mogą pomóc zwalczyć pożar w projekcie. Ale co się stanie jeśli wybuchnie taki pożar, a zespół już teraz non stop pracuje w “pożar-mode”? Skąd dodatkowe siły? Znikąd – bo przecież jeśli ludzie i tak siedzą w firmie po 12-15h na dobę to fizycznie nie są w stanie siedzieć wiele więcej.

Ja daję do zrozumienia, że pracuję tyle ile pracuję i koniec. Ale daję też do zrozumienia, że w razie absolutnej konieczności nie wypnę się, tylko potrafię posiedzieć dłużej. Potrafię posiedzieć w nocy, potrafię posiedzieć i 20h na dobę… ale to musi być faktycznie uzasadnione. I po ugaszeniu alarmu koniecznie trzeba z tego wyciągnąć wnioski.

Pamiętaj, programisto: nawet jeśli w firmie panuje taka “kultura” siedzenia dłużej to nie oznacza, że musisz się do niej dostosować. W jednej z moich prac przychodziłem do pracy ostatni, a wychodziłem gdy wszyscy jeszcze radośnie stukali w klawiaturę. A w biurze spędzałem 9 godzin dziennie! Przez pierwsze 2-3 dni czułem na sobie zdziwione spojrzenia, potem się wszyscy przyzwyczaili. W innej pracy krążyła anegdotka, że jeśli chcesz ze mną porozmawiać to lepiej nie czekaj do 15:55 bo po prostu wyjdę do domu w trakcie rozmowy i zostaną po mnie tylko dyndające przy biurku słuchawki. To może się wydawać trochę ekstremalne, ale wiecie co? Przynajmniej nikt nie OCZEKIWAŁ ode mnie, że będzie inaczej. I nigdy nie miałem przez to żadnych problemów. Ze swoich obowiązków się wywiązuję, pracuję tyle ile ustaliliśmy na początku. Robię swoje. I nara.

Zbawiciel-pasjonat

Jest też druga strona medalu. Często to sam programista chce tak właśnie postępować. Może to być “syndrom zbawiciela”. “Jeśli nie zostanę po godzinach to się wszystko zawali, bo jestem taki super wyrobnik, hohoho!”. Hej, zbawicielu: spoko, odpuść, świat będzie się kręcił dalej nawet jeśli skończysz pracę jak człowiek.

Może to być również mylne pojmowanie takich górnolotnych określeń jak “pasja” czy “hobby”. Jestem robotem, zapier… w sobotę, ergo: jestem pasjonatem! To nie tak, słodki bejbe, ktoś coś ci źle zdefiniował. Pasja to nie do końca siedzenie 100 zamiast 40 godzin tygodniowo nad jednym projektem w pracy. Obawiasz się wrzucenia do szufladki “9 to 5 programmer”? Niepotrzebnie, bo to nie na tym polega.

Jest jeszcze inny powód. Kiedyś na moje pytanie “dlaczego siedzisz w pracy od rana do nocy?” koleś odpowiedział mi jedną z najsmutniejszych rzeczy jakie mogę sobie wyobrazić: “a co ja w domu będę robił?”. Odpowiadać na to pytanie staram się od lat za pomocą tego bloga. Człowieku, ogarnij się. Nawet jeśli chcesz kodować non stop to poszerz swoje horyzonty. Zrób coś nowego, coś innego. Zrób coś obok, coś sam. W przeciwnym wypadku jedyne czego się dorobisz to zawodowe wypalenie i garb.

Myślisz, że zostaniesz doceniony? Że całe otoczenie obdarzy cię mega-ristekpem za to, że tak się poświęcasz swojej pracy? Oto brutalna prawda: tak się nie stanie! Jedyne co osiągniesz to to, że ludzie przestaną szanować twój czas. Ale czego się można spodziewać, skoro sam go nie szanujesz? Jeśli przyzwyczaisz całe swoje środowisko dookoła, że twój czas nie jest cenny, to wszyscy będą twoje nadmierne zaangażowanie traktować właśnie w taki sposób: nie jako bezcenne, a jako bezwartościowe. Nie będziesz za każdym razem słyszał “dzięki stary, ocaliłeś świat” – przecież to zwykła codzienność. Coś, co zdarza się non stop, bardzo prędko przestaje być wyjątkowe.
Będziesz tym, na kogo zrzuca się zadania, których nie ma jak zrobić w godzinach pracy. Będziesz tym, do którego dzwoni się w sobotni wieczór żeby nikomu innemu nie zawracać głowy. Będziesz tym, który siedzi podczas urlopu na plaży z laptopem na kolanach i dłubie przez zdalny pulpit łatając buga w systemie – bo nikt inny tego nie zrobi. W końcu też są na urlopie i im nie można zawracać głowy! Czy to naprawdę jest pociągający obraz? Zakładowy Kali.
A jak w końcu się zdarzy, że raz nie możesz być na pierwsze gwizdnięcie – napotkasz focha. “Jak to? Zawsze mogłeś!”.

Rozwiązanie

Sytuacje, w których pracownik autentycznie musi zostać dłużej, bo inaczej będzie bieda, zdarzają się i będą się zdarzać. Jednak to powinien być wyjątek, a nie reguła. Jeżeli takie coś ma miejsce często to nie oznacza, że programiści są słabi. To oznacza, że “manager” źle zaplanował prace. I gdy taki scenariusz się powtarza to manager powinien zmienić swoje patrzenie na świat – uciąć kawałek projektu lub wydłużyć jego termin. Albo firma powinna zmienić managera.

A jeśli mimo wszystko, wbrew swej woli i wyrażanemu sprzeciwowi, jesteś drogi Czytelniku zmuszany do tyrania więcej niż powinieneś (tak naprawdę to syzyfowa praca…) to radę mam jedną: miejsc, gdzie jest inaczej, pełno wokół. Zmień pracodawcę i tyle.

Oczywiście inaczej sprawa wygląda jeśli sam jesteś i programistą i managerem i działem marketingu naraz… ale to się rozumie samo przez się i nie ma co klawiszy na ten temat zdzierać.

Jak to wygląda w Waszych “pracach”? Często zostajecie po godzinach? Jeśli tak to dlaczego? A może komuś się to podoba?

Nie przegap kolejnych postów!

Dołącz do ponad 9000 programistów w devstyle newsletter!

Tym samym wyrażasz zgodę na otrzymanie informacji marketingowych z devstyle.pl (doh...). Powered by ConvertKit
Notify of
@rek

Syndrom zbawiciela i jedynego który może uratować świat jest chyba jednym z bardziej rozpowszechnionych. Problem jaki ja widzę w takim podejściu jest taki, że zapier…. przez co nie mamy czasu na rozwój i nauczenie się czegoś co pozwoli nam być może zrobić to samo w krótszym czasie – przez zo nie mamy czasu więc zapier….. Takie zapier….. nie sprzyja pisaniu dobrego, bezbłędnego kodu więc jutro, po jutrze, za tydzień gasimy pożar a potem, zapier…..y Nie ma czasu na testy bo poprawiamy błędy nie ma czasu na lepszą jakość bo poprawiamy błędy, poprawiamy błędy więc mamy mniej czasu na nową funkcjonalność… Read more »

Wojciech Poniatowski

Jak zawsze (w tym przypadku “niestety”) celny post. Niestety znam firmy z autopsji, gdzie programista traktowany jest jak maszyna, która produkuje kod. Rodzina i Twoje życie prywatne to Twoja sprawa, ale pod warunkiem, że w hierarchii ważności najpierw jest praca, potem długa przerwa…, a potem rodzina i reszta… Trzeba się szanować i wyraźnie dać do zrozumienia pracodawcy, że praca dodatkowa to sytuacja nadzwyczajna, a nie norma, która staje się powszechnym standardem (nawet, jeśli firma za to płaci… a są przecież takie firmy, które wymagają i nie płacą). Jeśli ktoś jest młody, brakuje mu pewności siebie i uważa, że nie będzie… Read more »

kamil
kamil

Procent, tymi postami to zbliżasz się do poziomu Tomasza Mariana Olbratowskiego z RMF-fm, naprawdę dobrze to ujmujesz i słownictwo wciągające. Tak trzymać. Szczególnie spodobał mi się “Zakładowy Kali”. Nie no, “You made my day:)” A odnośnie samego tematu…na szczęście w mojej firmie szef sam rozumie idealnie, że pracownik po 8h pracy nie jest już tak wydajny i nie pochwala dłuższej pracy i tyle:) Zespół dzięki temu ma siły do rozwijania po godzinach, do czytania książek, jest OK! Sam zauważyłem, że jak rozmawiamy sobie potem co kto zrealizował w domu (bo był zwyczajnie na to czas), to zyskuje respekt…a nie za… Read more »

unodgs
unodgs

Bardzo dobry wpis! Kiedyś pracowałem trochę w Niemczech i też słyszałem opowieści jak to głupio wychodzić do domu przed szefem, że wszystko dla klienta i takie tam. A ja przychodziłem na 8 wychodziłem punkt 16 i bardzo często był przy tym mój bezpośredni przełożony i jego przełożony (oboje mnie rekrutowali) i co? I nic, projekt szedł do przodu a na koniec i tak zostałem pochwalony. W innej firmie było właśnie trochę takich mrówek – ciągle kodowali, siedzieli dłużej i co? Klient był zadowolony – owszem ale potem i tak zwinął projekt. Bo gdy w grę wchodzą finanse nie ma znaczenia… Read more »

Michal Franc (@francmichal)

Do takich wnioskow trzeba dorosnac. Pamietam moje poczatki gdy bylem takim zakladowym kali. To chyba wynika z tego ze w pierwszej pracy w ogole cieszylem sie ze ja mam i ze ktos dal mi szanse wejsc w ten zawod. Byl to 3 rok studiow “Elektronika”, czulem sie paskudnie ze w ogole chce byc programista, no bo z czym do ludzi ? :) Nie wierzylem w swoje mozliwosci. Dopiero gdy zobaczylem ze jednak cos tam umiem to zmienilem swoje podejscie do pracodawcy i pracy. Polecam poczytac ksiazke “Death March”, jest ona wlasnie o takich projektach w ktorych gasi sie ciagle pozary… Read more »

unodgs
unodgs

Procent,
Opisywałem tylko swój przypadek w jednej konkretnej firmie. Więc raczej nie można generalizować. Moi szefowie siedzieli długo w pracy, ale nie patrzeli na mnie krzywo więc w sumie to raczej dobry znak. Bardziej martwi mnie nastawienie naszych rodzimych programistów, że koniecznie trzeba klientowi super dogodzić i dawać dużo więcej niż to, za co klient płaci.

Bartek
Bartek

Apropos szanowania swojego czasu i uczenia szefa tego samego w stosunku do siebie, to świetną prezentację na ten temat zrobił Scott Hanselman na DevDay 2012. Nie mam teraz linka na podorędziu, ale szczerze polecam…

Wojciech Poniatowski

@Bartek tutaj http://www.youtube.com/watch?v=IWPgUn8tL8s :) Świetna prezentacja.

trackback

Nie wiedź fałszywego żywota poświęconego pracodawcy swemu | Maciej Aniserowicz o programowaniu…

Dziękujemy za dodanie artykułu – Trackback z dotnetomaniak.pl…

wdr
wdr

jak pracowałem w holandii to szef analityków został upomniany przez PM i dyrektorkę, że za długo siedzi w pracy (po ~10h dziennie siedział) i się wypali a one nie mogą do tego dopuścić. ja też siedziałem 10h dziennie, ale tylko dlatego, że pracowałem 4 dni w tygodniu, żeby dłużej siedzieć z rodziną w PL.
migrację danych w weekend poprzedziło ustalenie harmonogramu odbioru nadgodzin. nikt na odbiór nie czekał dłużej niż tydzień.

@rek

@procent, to co napisałem to wersja ekstremalna :) mam nadzieję, że delikwen zrozumie którędy droga trochę wcześniej :)

nerdinnewyork

Hmm, Interesting. Wszystko dotyczy dokładnie pracy w korporacji. Faktycznie Maćku poruszasz bardzo ważną rzecz, że pożar powinien być pożarem, i ratownaie świata powinno się odbywac nie częściej niż raz na kwartał/pół roku. Tylko, że to wymaga jeszcze bardzo dużej dyscypliny. I fkatycznie wydajnej pracy w trakcie dnia. wydaje mi się, że to co opisujesz to jest mniej więcej korporacyjny styl życia, z którym i ja miałem do czynienia. I faktycznie być może tak należy, a być może nie… Z drugiej strony – właśnie takim podejściem nigdy nie podbijemy świata. Wiem, bo widzę jak pracuje się w firmach TECH zza oceanu.… Read more »

mieczyk
mieczyk

@nerdinnewyork, Zgodzę się z Tobą, że produkty, które są innowacyjne i mają potencjał zmienić świat, wymagają dużo pracy, zaangażowania i poświęcenia. W tym przypadku ludzie, którzy pracują dla pomysłodawcy, mogą dawać z siebie wszystko pracując po nocach, ale tylko i wyłącznie wtedy gdy wierzą w powodzenie danego produktu oraz gdy wiedzą, że ich wkład zostanie doceniony. Wtedy odczuwają ogromną satysfakcję. Są to ludzie, którzy później z dumą mogą powiedzieć: “Ja również pracowałem przy tym projekcie, daje mi to ogromną satysfakcję, ponieważ korzysta z niego pół świata”. Przyznam szczerze, że osobiście nie znam takich ludzi. ;) Weź jednak pod uwagę masę… Read more »

Arek Bal
Arek Bal

Takie pożyczki nadgodzin w czasie “pożaru” to crunch time.

nerdinnewyork

@mieczyk, @procent – ja się zgadzam, żę pracowanie w firmie “niewolniniczje” polegającej nie na robieniu PRODUKTÓW tylko applikacji powinno tak wyglądać, no chyba że robisz coś ciekawego innowacyjnego – co zdarza się jednak rzadko u nas. Ale jesli robisz produkty – których u nas w kraju robi sie bardoz mało – to powinno Ci zależeć, jeśli wierzysz w projekt. Bo jeśli nie wierzysz to znaczy, że po prostu pracujesz dla kasy (co jest zupełnie fair). Ale wtedy tez zupełnie fair musisz zrozumieć pracodawcę, które chce zedrzeć z Ciebie jak najwięcej. I fakt, faktem jest, że w stanach zupełnie NORMALNYM jest… Read more »

Szymon Królikiewicz
Szymon Królikiewicz

Całkiem niedawno skończyłem czytać Rework (polecam!), gdzie poruszany był między innymi temat nadgodzin. Przy okazji czytania tego wpisu przypomniało mi się stwierdzenie:
“Workaholics aren’t heroes. They don’t save the day, they just use it up. The real hero is home because she figured out a faster way.”

eldsharp
eldsharp

Zmuszający do myślenia post i czasem przygnębiający… może dlatego, że opisane zjawiska są nagminne. W jednej z moich poprzednich robót codziennie do wszystkich pracowników przychodził mail z podsumowaniem ile poszczególni członkowie z zespołu delkiwenta przesiedzieli poprzedniego dnia. Ci, którzy byli =9 h wyróżniano na niebiesko. Oczywiście przychodziły również raporty tygodniowe i miesięczne. Paranoja :), a najgorsze, że niektórzy chyba dali się wciągnąć w ten “wyścig” i notorycznie przesiadywali > 9 h.

Tomek
Tomek

@nerdinnewyork Taka uwaga mała – zajrzałem na Twojego bloga, przeczytałem pierwszy wpis odnośnie imprezy akurat, niezbyt to się różni powiem Ci od opisu imprezy w korporacji dodatkowo był to świetny sposób na to, żeby wycisnąć z Was trochę kreatywności ponadprogramowej. I BTW – waszej firmy nie założono po to żeby zmienić świat, a raczej nie tylko po to – na końcu założono ją po to, żeby zarobić pieniądze, i ty też tam po to pracujesz. . Co do udziałów – w PL niekoniecznie to jest popularne z różnych względów, chociażby z tego, że duża część firm operuje jako Sp. z… Read more »

bincoder
bincoder

Art zarąbisty, świetnie napisany – zwykle takie otrzeźwienie wśród ludu pracującego stolnicy ;) w tym programistów przychodzi w momencie pojawienia się dziecka. To często taki MEGA impuls, który przewraca nam świat i odsłania końskie klapki z oczu, których nie byliśmy w stanie odsunąć trzymając łeb w worku z paszą (kasa, premie, ordery i zaszczypyty ;)) Nie wiem co niektórzy widzą takiego mega innowacyjnego i godnego podziwu w Google czy Facebooku? Innowacyjne to są projekty ratujące życie i zdrowie a nie projekty, które mają na celu wszystko monetyzować poprzez nasilające się dymanie użytkowników usług. Zakładowy Kali fajne ale chyba lepiej pasowałby… Read more »

Sebastian
Sebastian

Tak sledze ten wpis i rozmowe, chyba wiekszosc rzeczy zostala powiedziana. Pytanie mam troche poboczne. O ktorej % poszedles spac ze juz o 5:30 przy komputerze posty piszesz? :) W sumie nawiazujac do tematu nikt siedzacy do pozna w nocy nie moze sobie na to pozwolic.

dasm
dasm

Z mojego punktu widzenia dłuższe przesiadywanie w robocie ma na celu maksymalne wykorzystanie wiedzy, którą posiadają koledzy z biurka obok. Czym dłużej posiedzę, tym więcej się nauczę.
Mam tylko nadzieję, że któregoś dnia nie obudzę się w wieku 60 lat ze średnią 100h tygodniowo na koncie.

Uwolniony
Uwolniony

Oj przerabiałem to, zdrowie psychiczne i fizyczne styrane jest po takim pracodawcy, dla mnie rozwiązaniem była zmiana pracy – teraz czuje, że żyje:)

Marek
Marek

Z tymi nadgodzinami wymaganymi przez pracodawce to troche dziwna sprawa. Takie nadgodziny sa nieoplacalne dla firmy – naprawde jest to tak powszechne w Polsce? Przeciez zatrudnienie nowej osoby bedzie zawsze tansze i bezpieczniejsze niz zmuszanie pracownikow do nadgodzin (brak ryzyka ze ktos odmowi, w przypdaku platnych nadgodzin to sie wogole nie kalkuluje, przy odbieraniu nadgodzin pracownicy czesto zgadzaja sie tylko na nadgodziny jesli odbieraja przykladowo 1.5h za 1h pracy). U mnie w firmie szefowie zakladaja ze liczba nadgodzin bedzie wynosila 0 i nie dlatego ze sie o mnie martwia tylko dlatego ze nadgodziny sa zbyt drogie (w porownaniu do zwyklych… Read more »

Łukasz
Łukasz

@Procent bardzo dobry wpis ;) wszystko co opisałeś przerobiłem na własnej skórze. Pracowałem po 10-14h dziennie przez jakieś 5-7 miesięcy po takim czasie mózg jest na tyle zlasowany że nic się nie chce ( nie mówiąc o wymyślaniu innowacyjnych, optymalnych rozwiązań). Ale pewnego dnia stwierdziłem że coś trzeba w życiu zmienić i zacząłem wychodzić równo po 8 godzinach nie zmieniając przy tym roboty. Ku mojemu zaskoczeniu nikt mi nawet słowa nie powiedział żebym został. Jednak przez te darmowe nadgodziny, murzyńską premię postanowiłem zmienić pracę. Co do pracy w Białymstoku to chyba nie jest tak źle szczególnie po otwarciu oddziału SMT… Read more »

nerdinnewyork

Ja ogólnie uważam, że stawki dla specjalistów będą się wyrównywały w przyszlości. Zdalna praca (z okazjonalnym bywaniem w Wawie/centrali) będzie ewoluowała w kierunku pracy z domu/pracy w shared space i dobrzy goście po prostu będą mogli wyciągnąć tyle kaski ile ktoś jest w stanie zapłacić.

Inna sprawa, ze dobry gośc może w pełni wykorzystać swój potencjał praktycznie tylko wtedy jesli pracuje z innymi dobrymi gościami

mihcall
mihcall

Kiepskie planowanie? ‘One solution fits it all’ (albo nie pracować po godzinach albo zgadzać się na wszystko) istnieje? Za dużo uproszczeń, żeby się wypowiadać chyba…

Łukasz K.

Myślę, że w grę wchodzi jeszcze jedna para kaloszy. Jestem osobą, które nie lubi (tym samym nie potrafi) zostawić wszystko rozgrzebane i wyjść po 8h z pracy. Zawsze staram się doprowadzić kod do momentu kiedy moja solucja dnia następnego będzie się kompilować. Inna rzecz z tym związana, to przecież różnego rodzaju przemyślenia/pomysły/rozwiązania. Prawda, mogę je spisać na kartkę i iść do domu, jednakże powrót do tego nazajutrz to już przecież nie to samo. Tym samym czas “po godzinach” sam narasta. Nie twierdzę, że dniowy przyrost liczony jest w godzinach, ale “grosz do grosza i jest kokosza”. Może macie jakąś dobrą… Read more »

dasm
dasm

@Łukasz K.
Czasami rozwiązanie opisywane przez Ciebie jest jednym z najgorszych, jakie może być. Osobiście nie raz mi się zdarzyło siedzieć nad czymś, na co nie było siły by poprawnie rozwiązać. W takiej sytuacji pomagała przerwa, ochłonięcie. Czasami kilkugodzinny spacer z psem, częściej powrót do rozbabranego kodu na następny dzień… i voila. Głowa na świeżo mogła znaleźć lepsze rozwiązanie niż dzień wcześniej, gdy się siedzi i męczy komórki.

Łukasz K.

@procent
Podoba mi się pomysł z przypomnieniem, że za 15min kończy mi się czas pracy. Spróbuję w miarę możliwości wdrożyć w życie.
@dasm
Przerwa i odpoczynek od nieustannego myślenia/pracy to rzecz normalna i powszechnie przeze mnie stosowana. Myślałem bardziej o czymś w stylu postawienie kropki (średnika) na końcu zdania (linii).

bandziorno
bandziorno

Świetny wpis, podoba mi się, że zwracaż uwagę na ten zdrowy dystans do (czasu) pracy z równoczesną pasją i radoścą jaką ona daje. Również spotykałem się z takim wciskaniem kitu przez pracodawcę, że nie ma pasji i zaangażowania bez nadgodzin, że wyjście po 8 godzinach oznacza brak motywacji i funu z pracy oraz wieczornych o niej rozkmin pod prysznicem. To, że uwielbiam tę robotę nie znaczy, że mam siedzieć w niej 11h dziennie. To tak jak z kobitkami, jak z jakąś jestem to nie oznacza, że mamy spędzać ze sobą codziennie 24h na dobe, bo to tak nie działa.

Programista amator
Programista amator

Zgadzam się z tym co napisałeś w 100%. Byłem pracownikiem, który pracował nawet po 12-17 godzin dziennie na stanowisku nieprogramistycznym (wiem, że trudno w to uwierzyć) po czym wygoniony z pracy pisałem dla firmy program (sprzedałem firmie prawa autorskie), przez resztę nocy. Spałem niewiele, odżywiałem się śmieciami itp… Po skończonym jednym udanym projekcie zacząłem studia. Zacząłem drugi projekty (scenariusz życia podobny, no może trochę więcej spałem). Jak to się skończyło? W drodze na szkolenie, jadąc autostradą na pełnym luzie i bez stresu, musiałem zatrzymać się na pasie awaryjnym bo myślałem że umieram… Tak, myślałem, że mam atak serca, który całe… Read more »

Moja książka

Facebook

Zobacz również