#bstoknet 83: programistyczny sposób na wakacyjny letarg

1

Uff… Nareszcie wakacje. Nadszedł długo oczekiwany koniec roku akademickiego. W końcu można na spokojnie iść do pracy, nie martwiąc się egzaminami i projektami. Cały rok nie miałam czasu skorzystać z opcji pogłębiania wiedzy na tematy IT, przez co szerokim łukiem omijałam wszystkie programistyczne wydarzenia zarówno w Białymstoku, jak i poza granicami Podlasia. „Dla mnie się to nie podobało”. ;)

Postanowiłam naprawić swój błąd i sprawdzić, czy pomimo wakacji znajdę coś dla siebie w moim pięknym mieście. Nie zawiodłam się! 18 lipca swoje 83. spotkanie miała Białostocka Grupa .NET. Jako zagorzała fanka .NET nie mogłam tym razem odpuścić.

Szybki obiad i kawa po pracy, aby o godzinie 18:00 pojawić się w siedzibie firmy SoftwareHut przy ulicy Sienkiewicza 110. Pomimo wakacji i okresu urlopów na miejscu przywitała mnie spora grupa ludzi, którzy – tak jak i ja – chcieli w to lipcowe popołudnie zaczerpnąć programistycznej wiedzy od ekspertów. Jak zawsze na takich wydarzeniach nie mogło zabraknąć napojów orzeźwiających, zarówno tych bez, jak i tych z procentami, aby ślina nie wyschła przy dywagacjach na wszelakie tematy bardziej lub mniej związane z IT. Szybkie rozpoznanie nieznanego terenu, ponieważ miejsce to nówka sztuka wyświęcona sala Centrum konferencyjno-coworkingowego. Znalazłam wolne miejsce i mogłam w spokoju oddać się pochłanianiu wiedzy.

Na scenie pojawił się Rafał Hryniewski – jeden z obecnych ojców dyrektorów #bstoknet. Pokrótce opowiedział, co nas dzisiaj czeka, i bez zbędnego przedłużania oddał głos pierwszemu prelegentowi.

Wprowadzenie do Emulacji i Emulatorów

Sebastian Gierłowski, programista .NET w firmie SoftwareHut, poruszył dość niebanalny temat, jakim są emulatory. Jako początkującej programistce takie rzeczy zawsze kojarzyły mi się z nudnymi wykładami na uczelni, gdzie zakurzeni wykładowcy opowiadają o jeszcze bardziej zakurzonych sprzętach, na których „za ich czasów” (czy ktoś w końcu mi odpowie, kiedy to było?) zaczynało się przygodę z programowaniem.

Otóż nic bardziej mylnego!

Sebastian dysponuje ogromną wiedzą na ten temat, dzięki czemu poprowadził prezentację tak płynnie, że zanim się obejrzałam, już ją skończył. Strzałem w 10 było przyniesienie Game Boya, aby każdy z uczestników mógł zobaczyć na żywo wyniki pracy Sebastiana. Mogę się założyć, że wielu obecnym tam “starszym studentom” łezka się w oku zakręciła na widok dawnego przyjaciela. Autor prezentacji przeszedł od krótkiej historii poprzez obecne zastosowania, aby zakończyć na przedstawieniu projektu własnego emulatora. Uchylił nam rąbka tajemnicy na temat tego, w jaki sposób i gdzie szukał informacji, by móc zakończyć swój projekt sukcesem.

Kod emulatora Game Boya w C# można poprzeglądać na GitHubie Sebastiana.

Po tej prezentacji zaczęłam się zastanawiać, czy gdzieś w domu nie mam starego sprzętu, na którym mogłabym się pobawić w MacGyvera i spróbować swoich sił w programowaniu w C# niskopoziomowo.

Jednak szybko moje myśli rozproszyło szeleszczenie sreberek i delikatny zapach świeżych kanapek prosto od jednego ze sponsorów wydarzenia – Infinity Group.

Dłuższa przerwa między prelekcjami była doskonałym momentem, aby odwiedzić stoisko firmy SoftServe i porozmawiać z rekruterką Michaliną Boguszewską o jej punkcie widzenia odnośnie do tego typu wydarzeń.

Moja rozmówczyni stwierdziła, że taka forma zainteresowania potencjalnego pracownika ich firmą może być najbardziej skuteczna. Zgadzam się z nią w 100%. Na pewno byłoby mi łatwiej pogadać na luzie i z colą w ręku z przedstawicielem firmy niż od rana denerwować się i w stresie, zapominając po drodze wszystkie różnice pomiędzy klasą abstrakcyjną a interfejsem (klasyk), jechać do siedziby firmy na pierwszą oficjalną rozmowę.

Po miłym spotkaniu z Michaliną przyszedł czas na kolejną prezentację.

Internet is made of cats, porn and stuff your neighbors shouldn’t know about you

Skłamałabym, mówiąc, że temat tej prezentacji mnie nie zaniepokoił. Gdzieś w mojej głęboko uśpionej podświadomości zapaliła się malutka czerwona dioda pod nazwą „To nie może być takie proste”. Skąd pomysł, aby na wydarzeniu poświęconym .NET i całej jego otoczce mówić o małych kotkach w piwnicy?

I wtedy wchodzi Rafał Hryniewski – .NET Developer w Elastic Cloud Solutions. Niestety nieubrany cały na biało.

Na początku pokazał nam, w jak prosty sposób sprzedajemy swoją prywatność. I nie, nie chodziło mu o zdjęcia na Facebuczku, Instagramie lub innym Snapczacie. Jego celem nie były też tzw. patostreamy, na których za pieniądze ludzie pokazują, jak piją piwo.

Przekaz Rafała był o wiele prostszy. Otóż zwrócił on uwagę na to, jak mało ludzi przejmuje się hasłami do swoich sprzętów elektronicznych. Ba, jak mało ludzi zmienia fabryczne hasło na własne. I właśnie dzięki tej ludzkiej ignorancji, no i kilku godzinom przeszukiwania Internetu, jesteśmy w stanie dostać się do paneli sterowania monitoringów domowych, kamer przemysłowych lub nawet sygnalizacji świetlnej. Ilu z nas nie marzyło o tym, by podczas stania w korku do pracy mieć moc niczym Bruce Wszechmogący i sprawić, że światła magicznie zmienią się na zielone?

Ale to nie wszystko. Rafał zaczął budować napięcie coraz to poważniejszymi przykładami wyszukanymi w sieci. Znalazły się tam między innymi panele sterowania turbiną, kopalnią czy nawet stacją transformatorową. Jednak wisienką na torcie był system sterowania zaporą wodną. Wyobraźcie sobie, że ktoś ma gorszy dzień, siada do komputera, znajduje panel sterowania takiej tamy i jak Thanos robi „klik” – lekką ręką ludzkości nie ma.

Straszne, ale prawdziwe.

Ta prelekcja naprawdę dała mi do myślenia. Miałam ciarki. Lubię prezentacje, na których napięcie jest budowane niczym w filmach Kubricka.

Rafał po mistrzowsku kontrolował całą salę i pomimo późnej godziny i wcześniejszej mocno technicznej prezentacji wszyscy słuchali go w maksymalnym skupieniu. Najważniejsze wnioski, które wyniosłam z tego wykładu: zabezpiecz swoje kamerki, aby następna część Paranormal Activity nie była o Tobie, drogi Czytelniku.

Tym pozytywnym akcentem zakończyła się ostatnia z oficjalnych prezentacji tego wieczoru. Jednak Grupa .NET nie próżnowała i wyszła z fajną inicjatywą pt. Open Mic.

Open Mic, czyli co mi na wątrobie leży

Open Mic to moim zdaniem świetna metoda, aby spróbować swoich sił jako prelegent. Zasady są proste.

Święcie wierzę, że każdy z nas ma coś ciekawego do powiedzenia – Rafał Hryniewski, organizator spotkań #bstoknet

Bierzesz mikrofon w jedną rękę, w drugą chwytasz swój napój bogów i nawijasz o tym, co cię martwi, co cię smuci. Rafał, autor tej idei, na pytanie o to, skąd wziął się pomysł na taką inicjatywę, odpowiada: Święcie wierzę, że każdy z nas ma coś ciekawego do powiedzenia, tak samo jak każdy ma jakieś doświadczenia, którymi mógłby się podzielić. I to jest chyba najlepsze podsumowanie.

Na opisywanym spotkaniu z tej opcji skorzystała jedna osoba, a był nią nie kto inny jak jeden z ojców założycieli Białostockiej Grupy .NET – Marcin Iwanowski, Team Leader i Senior SharePoint Developer w firmie Roche.

Open Mic – pierwsze koty za płoty z… NUCLEONem?

A tutaj – niespodzianka. Wbrew temu, co wcześniej napisałam, to wystąpienie na pewno nie było niezaplanowane. Marcin zaskoczył nas wszystkich profesjonalną prezentacją na temat wydajności zespołu developerskiego.

Podczas wystąpienia dał nam odpowiedzi na pytania: jak ją mierzyć, czy warto ją mierzyć, a ponadto jak możemy skorzystać z uzyskanych informacji. Spodziewałam się nudnego rozwlekania na tematy tabelek i nikomu niepotrzebnych cyferek mierzących liczbę wykonanych tasków w sprincie, a dostałam konkretny fundament na temat tego, jak można poprawić wydajność mojego zespołu. Na pewno gdybym nie była zwykłym klepaczem kodu, taka wiedza przydałaby mi się, aby jeszcze bardziej podkręcić pracę moich teamów, i to nie tylko tych programistycznych.

To już jest koniec… Nie ma już… nic?

I tak oto zakończyła się ostatnia prelekcja.

Na koniec jak zwykle każdy z występujących z prezentacją mógł założyć legendarny już sweter Białostockiej Grupy .NET i zapozować do profesjonalnej sesji zdjęciowej. Legenda głosi, że ów sweter może założyć tylko osoba, która wystąpiła jako prelegent, aby nasiąkł jej mądrością i nabrał magicznych właściwości. Może kiedyś uda mi się to sprawdzić…?

Uczestnicy mieli szansę zgarnąć  licencję do ReSharpera. Wystarczyło wypełnić ankietę dotyczącą wydarzenia. I myk, licencja jest nasza – pod warunkiem, że maszyna losująca wybierze nas. Tym razem mi się nie udało, ale to w sumie dobrze – będzie motywacja, żeby wpaść na kolejne spotkanie i jeszcze raz spróbować szczęścia.

Podsumowując: jeżeli nudzicie się w domu, a jesteście głodni wiedzy, to Białostocka Grupa .NET przyjmie was z otwartymi ramionami. Możecie tam spotkać nie tylko .NET-owców, ale też wyznawców innych religii, jak np. JS czy Python. Jeżeli grupa będzie nadal trzymała tak wysoki poziom, to na pewno pojawię się na kolejnych spotkaniach, a kto wie, czy sama nie spróbuję swoich sił jako prelegent.

I na koniec niespodzianka: jeżeli chcesz zobaczyć wystąpienia tych zdolnych ludzi, to klikaj w poniższy zapis streamu z tego spotkania!

Kilka dodatkowych fotek wykonanych przez Lucjana Rudziaka znajdziesz na grupie FB #bstoknet: https://www.facebook.com/groups/bstoknet/.

Nie przegap kolejnych postów!

Dołącz do ponad 9000 programistów w devstyle newsletter!

Tym samym wyrażasz zgodę na otrzymanie informacji marketingowych z devstyle.pl (doh...). Powered by ConvertKit
Share.

About Author

Jestem Junior .NET Developerem, kontynuującym swoją przygodę w świecie IT. Prywatnie jestem fanką rolkarstwa oraz szeroko pojętej kultury azjatyckiej. Chcę mieć wpływ na kształtowanie się lokalnego świata programistycznego dlatego aktywnie uczestniczę w meetupach i konferencjach programistycznych nie tylko jako uczestnik, ale również współorganizator.

1 Comment

  1. GameBoy to smak dzieciństwa :3 aż miło widzieć, że są pasjonaci, którzy dalej się tym interesują i co więcej kodują emulatory w środowisku .NET! GitHuba przejrzę na pewno, bo jest tam sporo ciekawej wiedzy! Co do bezpieczeństwa w Internecie, to sam do pewnego momentu też byłem osobą, która nie do końca była świadoma możliwości innych i ryzyka jakie za tym idzie. Natomiast w pewnym momencie zacząłem korzystać z menagerów haseł i nie wyobrażam sobie teraz pamiętać haseł do różny stron, lub o zgrozo… używać wszędzie tego samego ciągu znaków. W tym kierunku trzeba zdecydowanie edukować i uświadamiać, bo gra jest warta świeczki.

Leave A Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.