fbpx
devstyle.pl - Blog dla każdego programisty
devstyle.pl - Blog dla każdego programisty
17 minut

Wrażenia i refleksje po krajowym finale Imagine Cup 2010


21.05.2010

Przyznam się bez bicia – dość regularnie oglądam “You Can Dance”. Bynajmniej nie dla tańca, bo czynność tą uważam za dość durne zajęcie. Oglądam “(szubidubi) Can Dance” dla wyjątkowej atmosfery dającej się wyczuć pod komercyjną papką dla mas. Główni bohaterowie, ci waleczni młodzi ludzie, poświęcają bardzo wiele, aby realizować swoją życiową pasję. Krew, pot i łzy – nic nie jest dla nich straszne. Liczy się jedno – wprowadzać w życie największe marzenia, pozwalające czerpać satysfakcję z każdego ciężko przepracowanego dnia. Rozrywka, znajomi, nauka – wszystko schodzi na drugi plan, gdy pojawia się szansa na wybicie się przed szereg.

Ten program daje im tą właśnie szansę. I za to go lubię.

Ale dlaczego o tym piszę? Wbrew pozorom odzyskałem już władze umysłowe nadszarpnięte lekko podczas “upojnego” wieczoru wieńczącego IC’10-PL. Powód nawiązania do YCD jest dość oczywisty. Po prostu: jestem przekonany, że gdyby szubi-tancerze wybrali naszą branżę zamiast kicania na scenie, wszyscy, co do jednego, wystarowaliby w Imagine Cup. Oł jea, to porównanie mi się zdecydowanie udało.

O samym konkursie pisałem już kilkukrotnie, więc od razu przejdę bezpośrednio do opisania pełnego wrażeń dnia finałów.

Prezentacje

Tak samo jak w latach ubiegłych do ścisłego finału krajowego zakwalifikowało się 10 drużyn. Pierwszego dnia, podczas tzw. “sesji plakatowej”, sędziowie mogli dokładnie zapoznać się z wszystkimi projektami i dłużej pogadać z drużynami. W wyniku takiej procedury wybrano 5 najlepszych zespołów, które miały okazję zaprezentować się na scenie w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego przed większą publicznością.

Zanim opiszę swój odbiór poszczególnych wystąpień – mała uwaga. Wiem, że dość często prezentacja jest lekko zaniedbanym elementem całego projektu. Niby ma ona wpływać na ocenę końcową tylko w 10%. I… nie oszukujmy się, nie każdy informatyk ma dar przemawiania (do tego po angielsku) przed setką osób.

ALE! Z powodu pewnej katastrofy lotniczej impreza została przesunięta o miesiąc, co dało drużynom bardzo dużo dodatkowego, niespodziewanego czasu na przygotowania. Dlatego też wchodziłem na salę z przekonaniem, że oto czeka mnie pięć solidnie opracowanych, przećwiczonych prezentacji. Fakt ten nie mógł siłą rzeczy pozostać bez wpływu na moje oceny (jak zwykle w skali 1-9).

Reacto by eVolve (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Akademia Sztuk Pięknych w Poznaniu)

Jako pierwsi na scenę wyszli weterani IC. Część tego zespołu występowała przed nami już po raz czwarty (!), zdarzyło się im również wygrywać polskie finały. Nieźle:).

Co przedstawili? GDYBY projekt został pokazany tak, jak na to zasługuje, zbieralibyśmy nasze szczęki z podłogi. GDYBY drużyna przygotowała się porządnie do tego jakże ważnego, ostatniego etapu, pewnie by wygrali. GDYBY nie była to najgorsza prezentacja w historii polskiego IC (wiem, mocne słowa, ale nie jest to tylko moje zdanie…), projekt miałby szanse na owacje na stojąco. GDYBY z mówionych po angielsku kwestii dało się coś więcej zrozumieć, GDYBY w jasny sposób przekazano cel powstania programu i sposób jego realizacji…

Niestety, zbyt dużo tego gdybania. Może za ostro piszę, ale kto jak nie ONI ma wiedzieć jak to się robi? Demoscene Spirit było wzorem do naśladowania pod każdym prawie względem. A teraz… Po zakończeniu wystąpienia zupełnie nie wiedziałem o co chodzi. Więc albo coś było bardzo nie tak, albo jestem kretynem (chociaż nie spotkałem się z inną opinią na temat tej prezentacji).

Podczas wieczornej imprezy rozmawiałem jednak z osobami, które miały okazję pobawić się z aplikacją na żywo. I ich opinie były tak niesamowicie pozytywne, że aż nie mogę ich przytoczyć (byłyby to same gwiazdki i wykrzykniki:) ). Dla ciekawych: eVolve stworzyli aplikację, która za pomocą okularów 3D przenosi użytkownika w wirtualny świat. Wirtualny świat gotowy do interakcji! Nasze ciało obserwowane przez kamerkę mapowane jest przez Reacto na 3D a następnie umieszczane w wygenerowanej rzeczywistości. Czyli widząc wirtualną piłkę, możemy ją odbić własną ręką! Widząc wirtualną trawę, możemy własnym ruchem spowodować jej falowanie! Niesamowite! I to wszystko oparte na własnych algorytmach. A cel? Pomoc w leczeniu schorzeń, takich jak autyzm czy fobie. Oczywiście nie porafię ocenić skuteczności stosowania takiej metody, jednak zespół nie zaniedbał konsultacji z odpowiednimi osobami.

Wielka, naprawdę wielka szkoda, że szerszej publiczności nie dane było podzielić zachwytu szczęściarzy, którzy mieli okazję pobawić się z tym cudem.

Moja ocena: 3/9 (9 za aplikację, -9 za prezentację… nie potrafiłem nawet odpowiednio ubrać w słowa WSZYSTKIEGO co mi się nie podobało)

PULSE by MUTANT (Wojskowa Akademia Techniczna)

Chłopaki z WATu mieli trochę ułatwione zadanie: gorzej niż poprzednicy wypaść po prostu nie mogli. W poprawny sposób przedstawili PULSE, czyli system dbający o to, abyśmy przypadkiem w drodze z roboty do domu nie zeszli raptem na zawał:).

Pierwszy komponent to kawałek hardware’u monitorujący pracę serca użytkownika. Nie jakiś tam gotowiec – skrzyneczka ta została własnoręcznie zaprojektowana i stworzona przez zespół. Poprzez zainstalowany moduł bluetooth informacje o serduchu przekazywane są do telefonu komórkowego, skąd z kolei wędrują do centralnego serwera gromadzącego dane o pacjentach. Dane te są nieustannie monitorowane, więc W razie alarmującego stanu operator systemu może w prosty sposób skontaktować się z delikwentem i zorientować się jak się on czuje. Dodatkowo dzięki wykorzystaniu GPS można w prosty sposób zlokalizować na zintegrowanej z aplikacją mapie szpital znajdujący się najbliżej potencjalnego pacjenta.

Nie ukrywam, że sam pomysł średnio mnie porwał. Nie do końca zrozumiałem dlaczego trzeba tworzyć własne urządzenie – przecież tego wszystkie miliony chorych serc są chyba i dziś w jakiś sposób monitorowane? System jako całość został jednak porządnie przymyślany, nie pominięto nawet takiej kwestii jak biznesowa wizja wdrożenia go w życie. Panienka w fartuchu nieustannie monitorująca stan mojego serca w ramach ubezpieczenia? Cool:).

Moja ocena: 7/9 (nie uznałbym całości za rewelację, ale był to kawał bardzo porządnie wykonanej – i solidnie zaprezentowanej – roboty)

InterPeter by FteamS (Politechnika Łódzka)

Łodzianie pozostali w temacie szeroko pojętej medycyny. I weszli w komunikację. A konkretnie – stworzyli aplikację tłumaczącą na żywo język migowy na język pisany… i odwrotnie!

Jeden z członków zespołu stanął przed komputerem i zaczął wykonywać gesty języka migowego, a na ekranie pojawił się tekst. Inna osoba w odpowiedzi napisała coś po polsku, co spowodowało wyświetlenie sekwencji filmów z “migającą” kobietą. To było naprawdę amazing!

I o samym programie to tyle – krótko i treściwie. Nie mogę jednak nie wspomnieć o prezentacji. Obejrzeliśmy ni mniej ni więcej tylko wystąpienie, na którym wszystkie przyszłe drużyny powinny się WZOROWAĆ! Bardzo wyraźny i poprawny angielski. Świetne slajdy zawierające graficzne pokreślenie przekazywanej treści zamiast miliarda power-pointowych bulletów. Jasne, klarowne przedstawienie problemu oraz jego rozwiązania. Otrzymaliśmy także trochę technicznych informacji, jednak – co jest rzadkością w przypadku prezentacji na IC – nie były one NUDNE.

Bardzo fajnym pomysłem było pokazanie Debug View aplikacji, czyli poszczególnych etapów rozpoznawania obrazu. W jednym panelu widać było nieobrobiony obraz bezpośrednio z kamery, w kolejnym – wyciętą z tła postać, a w ostatnim – rozpoznane i pokolowane poszczególne części ciała. A wszystko to bez użycia drogiej (2000$) kamery stosowanej specjalnie do tego celu. FteamS opracowali swoje algorytmy potrafiące zrobić to samo za pomocą dwóch zwykłych, tanich kamerek.

Przez cały czas nie można było oderwać oczu od sceny. I gdy wszyscy myśleli, że to już koniec wystąpienia, prowadzący powiedział “the time is now”. W tym momencie z głośników poleciał pełen energii kawałek “Right Here, Right Now”, a na ekranie puszczono kilkudziesięciosekundowy klip podsumowujący pracę nad programem, przykładowy scenariusz jego użycia oraz fragmenty zawarte w prezentacji.

MIAZGA! To było po prostu za-je-bis-te. Na szczęście jury uznało tak samo (jak zresztą wszyscy obecni, z którymi rozmawiałem, w tym zawodowi “prezentacyjni wymiatacze”) i FteamS powalczy za miesiąc w światowym finale Imagine Cup. A z taką aplikacją, takim przygotowaniem i taką prezentacją naprawdę mają ogromne szanse.

Moja ocena: 9/9 (czapki z głów)

CARE2 by The Eradicators (Wojskowa Akademia Techniczna)

Rok temu mieliśmy okazję oglądać aplikację CARE prezentowaną przez zespół NosoiFighters z WAT. W tym roku dostaliśmy powtórkę, czyli CARE2, tyle że zespół się przechrzcił:).

Pamiętałem, jak poprzednim razem prezentacja padła z powodów technicznych. Teraz było całkowicie inaczej. Mieliśmy okazję zapoznać się ze stworzonym programem w epizodzie… doktora House’a! Trzech członków zespołu przebrało się w fartuchy i pokazywało poszczególne aspekty aplikacji, podczas gdy czwarty, z laską przy boku i fiolką tabletek w kieszeni, zgryźliwie komentował ich poczynania. Bardzo oryginalny pomysł, dość zręcznie pomyślany i zadziwiająco udanie zagrany.

Nie zmienia to jednak faktu, że to samo już widzieliśmy. Na pewno program ewoluuje, na pewno może więcej, na pewno jest lepszy niż rok temu, ale… jakoś tak dziwnie było oglądać drugi raz to samo, tylko w dużo ciekawszym wydaniu.

Moja ocena: 6/9 (fajnie, że mamy postęp, ale mimo wszystko nie chciałbym za rok zobaczyć CARE3… nawet jeśli miałoby to oznaczać pierwszy odcinek serialu “Księżniczka Xena gotowa na wszystko”)

SoundAbility by DreamCraft (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Akademia Sztuk Pięknych w Poznaniu)

Po raz drugi zaprezentowano nam program ułatwiający życie niesłyszącym. W dość oryginalny sposób. Dzięki SoundAbility osoba taka może nauczyć swój telefon komórkowy rozpoznawania jakiegoś konkretnego dźwięku, co będzie skutkowało wyświetleniem przypisanej mu ikonki w przypadku jego rozpoznania w przyszłości. Alarm przeciwpożarowy, klakson, dzwonek roweru… i dowolne inne sygnały mogą spowodować poinformowanie właściciela telefonu o takiej okoliczności.

Bardzo podobał mi się prosty, bardzo zgrabny interfejs aplikacji. Do prezentacji także nie można sie przyczepić. Na uwagę zasługuje też fakt, że program ten może zastąpić już istniejące, diabelsko drogie, rozwiązanie sprzętowe służące do tego samego celu.

Ale pojawia się kilka wątpliwości. Po pierwsze: po co głuchemu telefon (to akurat trochę naciągane, ale zostało zadane)? Po drugie: alarm alarmowi nierówny, czy jeśli standardowy sygnał jest trochę różny od alarmu stosowanego w budynku, w którym osoba się aktualnie znajduje, to telefon również ją o tym poinformuje? Po trzecie… zaprogramowanie dzwonka roweru bądź klaksonu przyda się jedynie do sprawdzenia co walnęło potencjalnego użytkownika, gdy będzie leżał rozjechany na ziemi:).

Moja ocena: 7/9 (wszystko OK, ale jak dla mnie trochę za dużo naciąganych punktów w samej koncepcji rozwiązania)

Obiad, werdykt, film, impreza…

Po najważniejszej części dnia przyszła kolej na następne punkty programu. Autokary dowiozły nas do Złotych Tarasów, gdzie można było strzelić sobie popołudniowego browarka w klubie Velvet a niedługo potem wszamać obiad w klubie 35mm. Po tych czynnościach zostało trochę czasu na kolejnego browarka:), po czym rozpoczęła się oficjalna gala wręczenia nagród. Miała miejsce w sali kinowej złototarasowego Multikina. W takich okolicznościach nie można całkowicie wyeliminować pogadanek o zachwycie firm obecnymi studentami, o wzajemnej wdzięczności, sympatii, szacunku i tak dalej. Na szczęście tą część zminimalizowano tak jak to tylko możliwe, więc nie zanudzono nas na śmierć.

Ogłoszenie werdyktu, wręczenie nagród oraz podsumowanie tej edycji IC trwało ponad godzinę. A potem – niespodzianka. Na salę wjechały hektolitry coli i tony popcornu i wszyscy obejrzeliśmy przedpremierowy pokaz filmu Prince of Persia. Wrażenia? Krótko: jeśli miałbym kozik z guzikiem cofającym czas (dla niewtajemniczonych: to przedmiot pożądania wszystkich postaci z filmu… kto wymyśla takie rzeczy???) to po filmie cofnąłbym się o dwie godziny i wyszedł z sali przed rozpoczęciem seansu. Żenua.

A po filmie… jak co roku MS dba o relaks uczestników:). Tym razem w klubie 35mm dostaliśmy do dyspozycji Xboxy, browar, wino, żarcie i Surface aby miło spędzić wieczór. Nie ma co się rozpisywać – było okej.

Podsumowanie

Na początek kilka gorzkich słów. Ktokolwiek odpowiadał za udźwiękowienie części “prezentacyjnej” powinien dostać mocnego klapsa. I to z niespodzianką. Awarie mikrofonów, źle dobrana głośność, jakieś trzaski, jakieś piski… Wstyd. Sam fakt prowadzenia prezentacji jest pewnie wystarczającym stresem dla większości drużyn i takie kwiatki nie powinny się nigdy zdarzać! Miejmy tylko nadzieję, że na światowym finale będzie lepiej.

Poza tym incydentem organizatorom należą się same pochwały. Widać postęp w stosunku do roku poprzedniego. Całodniowa opieka transportowo-posiłkowa nie tylko nad bohaterami dnia, ale również widzami – godne pochwały i kontynuowania:). Nawet “przerwa kawowa” wydawała się lepiej zorganizowana niż rok temu. Zrezygnowanie z kręgielni na rzecz kina i 35mm także uważam za dobrą decyzję.

Z IC jestem związany od 2005 roku, więc siłą rzeczy nasuwają mi się pewne refleksje. Po pierwsze: z roku na rok da się zauważyć wzrost prestiżu tej imprezy. Tym razem stawkę podbiło Ministerstwo Gospodarki dorzucając od siebie 15tys zł do nagrody głównej. Miał się pojawić nawet Waldemar Pawlak we własnej osobie… ale się nie pojawił:). Kolejnym krokiem naprzód była transmisja online na żywo z pierwszej części dnia. Nie wiem co prawda kto i gdzie ją transmitował, ale kolejny krok to chyba… telewizja?

Cieszy też nieustannie imponujący skład jury. Reprezentacja z kilkunastu największych w kraju firm robi wrażenie. Niestety nie zawsze idzie za tym poziom zadawanych pytań, ale cóż… Chyba nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że “pytanie” oznacza “pytanie” a nie kilkuminutowy wykład na luźno związany z projektem temat. Albo że inni sędziowie mogą mieć coś autentycznie interesującego do powiedzenia. Albo że proste zadanie “sformułuj pytanie i wysłuchaj odpowiedzi” niekoniecznie musi być równoznaczne z “wspomnij o Orange przynajmniej jeden raz w każdej rundzie”. Ale na szczęście były to raczej jednostkowe przypadki i w tym zakresie również widać postęp, bo było lepiej niż rok temu.

Każda edycja przynosi ze sobą również widoczne podniesienie poprzeczki w stosunku do roku poprzedniego. Z jednej strony jest to bardzo budujące i właściwie o to chodzi w konkursie, ale z drugiej strony… Bariera “wejścia w IC” jest już teraz bardzo trudna do pokonania. A za rok będzie jeszcze trudniej. Obawiam się, że niedługo zachęcanie studentów z I czy II roku do startu w IC (przynajmniej w kategorii Software Design), z mniej “pro-studenckich” uczelni może okazać się niedźwiedzią przysługą. Większość pomysłów prawdopodobnie już na samym starcie jest skazana na porażkę z tego prostego powodu, że… nie są wystarczająco odjechane. Wystarczy spojrzeć na to, co oferują tegoroczne rozwiązania. To już nie jest kilka miesięcy spotykania się po zajęciach. W niektórych przypadkach to były LATA pracy. Tylko pięć drużyn ma szansę pokazać swoje rozwiązanie na scenie. Pozostałe kilkadziesiąt osób… tak naprawdę nie istnieje. Tylko pięć zespołów staje przed publicznością. Reszta – nawet finalistów – właściwie pozostaje anonimowa. W tym roku również obejrzeliśmy pięć drużyn, z czego cztery występowały także rok temu. Bardzo prawdopodobne jest, że w przyszłym roku będzie podobnie. Bo jakie szanse ma grupka “świeżaków” w tej rywalizacji? Raczej niewielkie. Sam do końca nie jestem pewien dokąd zmierzam z tym rozumowaniem, ale obawiam się trochę “monopolizacji” Imagine Cup przez stałych bywalców, będących całkowicie poza zasięgiem konkurencji. To by nie było zdrowe.

Kolejna refleksja dotyczy tematu przewodniego konkursu. Teraz można go sparafrazować tak: “napisz jakikolwiek program który będzie wypasiony”. Kiedyś idea bardziej mi się podobała, ponieważ organizatorzy kierowali uczestników do zmierzenia się z kominukacją, edukcją, ochroną środowiska… Co roku coś innego. A teraz, nieprzerwanie od trzech lat, 80% aplikacji ma związek z medycyną, chorobami, badaniami etc. Nie żebym miał coś przeciwko podnoszeniu poziomu naszego zdrowia, ale powoli zaczyna to być monotonne. A monotonia to już niebezpiecznie bliski sąsiad nudy. Przydałby się powiew świeżości w tym zakresie.


Mimo wszystko Imagine Cup to święto programistów. Można nie lubić Microsoft, można narzekać na ten czy inny produkt, na tą czy inną strategię. Ale co by nie mówić, ten konkurs jest dowodem na to, że tu też potrafi zrodzić się wspaniała inicjatywa. Dodatkowo: zrealizowana w naprawdę doskonały sposób. Standardowo dziękuję organizatorom za możliwość uczestniczenia, a startującym gratuluję. Tak trzymać!

Teraz wszyscy trzymajmy kciuki za FteamS, tym bardziej, że w tym roku finały światowe odbywają się w Warszawie. Powodzenia!

Nie przegap kolejnych postów!

Dołącz do ponad 9000 programistów w devstyle newsletter!

Tym samym wyrażasz zgodę na otrzymanie informacji marketingowych z devstyle.pl (doh...). Powered by ConvertKit
Notify of
Łukasz Sowa

Ciekawe to co wspomniałeś o monopolizacji i mnie "pro-studenckich" uczelni – z jednym i drugim można się zgodzić :) Lekiem na monopolizację, przynajmniej częściowym, jest moim zdaniem, zmiana formuły konkursy na taki, który docenia w jakiś sposób osoby spoza finałowej piątki.. tylko czy da się to zrobić?

Daniel Plawgo

Łukasz ale Imagine Cup to nie tylko kategoria Projektowanie Oprogramowania. Są kategorie, w których jedna osoba może osiągnąć sukces i to nie dużym kosztem pracy i wysiłku (patrz np. kategorie IE8 Award, gdzie wystarczyło poświęcić kilkanaście godzin, a można było wygrać naprawdę ciekawe i wartościowe nagrody).

procent

@Łukasz:
Mi oprócz poświęcenia większej uwagi drużynom z drugiej piątki przychodzi do głowy jakiś limit wiekowy czy maksymalna liczba udanych startów… pewnie ani jedno ani drugie jest nie do zrealizowania i da się to rozwiązać w mniej krzywdzący sposób. Na szczęście nie do mnie należy jego wymyślenie:), o ile w ogóle jest się nad czym zastanawiać… bo być może niepotrzebnie dramatyzuję.

procent

@Daniel:
Masz rację, są też inne kategorie, ale nie ma co się oszukiwać: największy fun jest w SD. A co do nagród… moim zdaniem nie w nagrodach tkwi sens IC i one powinny być jednym z mniej znaczących czynników mających wpływ na decyzję o starcie.

Łukasz Sowa

@Daniel: racja, ale mi rzeczywiście najbardziej podoba się SD i w nim mam zamiar startować, nawet jeśli nie mam dużych szans :) Dla mnie osobiście największą przeszkodą jest skompletowanie 4-os drużyny na wydziale z największą informatyką w Warszawie…

@Procent: No właśnie, miło być docenionym i to daje dużą motywację :)

kostrzak
kostrzak

Taka może nie do końca na temat ciekawostka, ale 2 drużyny z Watu w top 5 (teraz się dowiedziałem) , a na grupę .NET ostatnio chodzi może 6 osób :) Jest to jednak i tak lepszy wynik niż w innej warszawskiej uczelni (państwowej), gdzie średnia to z 4 osoby. Mam wrażenie ,że bum na .NET-a pomału maleje. Ofert pracy też mniej niż rok czy 2 lata temu. Nie wiem na ile to wina kryzysu, a na ile popularności tej technologi. A co do Imagine Cup to inicjatywa owszem super, ale mam podobne odczucie ,że walka co roku z największymi problemami… Read more »

Daniel Plawgo

Wiadomo, że SD jest najciekawszą kategorią z największą zabawą ale właśnie w tym "gorszych" uczelniach często jest bardzo ciężko znaleźć równe osoby do drużyny, aby mieć szansę zaistnieć, dlatego wspomniałem o tych innych kategoriach, gdzie można zrobić coś samemu. A jak Procent napisałeś, w IC to najważniejszy jest fun, a nie nagrody :) A co do tych samych drużyn co roku to myślę, że powinno być tak jak w większości konkursów, że zwycięzcy nie mogą już startować w tej samej kategorii, jak to jest w większości konkursów, czy w samych światowych finałach IC. Ale w sumie nie dziwię się MSowi,… Read more »

procent

@kostrzak:
Zgodność z "tematem przewodnim" nigdy nie była tak naprawdę poważnie brana pod uwagę przez jury. Ale i tak moim zdaniem bardziej konkretne wyznaczenie obszaru działania aplikacji w interesujący sposób ukierunkowywało proces tworzenia projektu. Fajniej było zobaczyć 10 (kiedyś) czy 5 (później) systemów rozwiązujących problemy z jednej danej dziedziny, niż obserwować walkę z wszelakimi chorobami przez ostatnie edycje.

Kamil
Kamil

@Daniel: nie jestem przekonany ze w IE 8 wystarczyło kilkanaście godzin pracy. Dla mnie ten projekt http://rhea-ie.imaginecup2010.net wygląda na dużo, dużo więcej. Ale popieram, rzeczywiście próg wejścia do finałowej 10 w SD z roku na rok robi się coraz większy.

Mariusz

No mi też dźwięk nie przypadł do gustu :( ogolnie mam takie mieszane uczucia.

Marek Banaszak - DreamCraft
Marek Banaszak - DreamCraft

Witam serdecznie! (mniej istotne części maila pominięte :) Przeszukując czeluści internetu, w poszukiwaniu komentarzy na temat tegorocznych finałów krajowych IC 2010 trafiłem na Twojego bloga.(…) Dziękuję za niosący wiele informacji feedback płynący z Twojego wpisu. Jeśli pozwolisz to także chciałbym rozwiać największe wątpliwości jakie wyraźnie zaznaczyłeś w swoich słowach. Pierwsza z nich – "po co głuchemu telefon". Istotnie na początku pracy koncepcyjnej także w naszych głowach istniała tego rodzaju wątpliwość. Wtedy wkroczyła do naszego projektu Alicja Brożyna, która na co dzień ma kontakt z wieloma osobami głuchymi/niedosłyszącym. Uświadomiła nam, że telefon komórkowy jest dla mnich niesamowicie ważnym narzędziem w codziennym… Read more »

Moja książka

Facebook

Zobacz również