fbpx
devstyle.pl - Blog dla każdego programisty
devstyle.pl - Blog dla każdego programisty
HOT / 13 minut

Saas Porażka #2: Opowieść o tym, jak NIE zaczynać projektu


13.07.2020

W poprzednim artykule dokładnie opisałem, czym będziemy się zajmować przez najbliższe miesiące. Omówiłem też domenę, żeby potem sprawnie przejść przez Event Storming oraz implementację i nie musieć po raz kolejny wyjaśniać wymagań biznesowych. Będzie to nasz punkt odniesienia.

Dzisiaj w najdrobniejszych szczegółach przedstawię, jak narodził się pomysł, jak go „walidowałem” i ile się napracowałem, jeszcze zanim machina ruszyła. Innymi słowy, podzielę się tym, jak prawdopodobnie nie zaczynać projektu.

Narodziny pomysłu

Jak wiele rzeczy na świecie, pomysł w pewnym sensie zrodził się pod wpływem… alkoholu. Spotkałem się po dłuższym czasie z kumplem, który wymyślił, że spoko byłoby mieć firmę HR, która weryfikuje kandydatów i wystawia ich na stronie internetowej w takich jakby „aukcjach”. „Tanio sprzedam developera” – ciśnie się na usta. Kolega wpadł na to po tym, jak opowiedziałem mu, że za polecenie dobrych ludzi w IT dostałem niezłe pieniądze. Oczywiście w natłoku krążących po żyłach promili, oprócz deklaracji wzajemnego „szasunku”, postanowiliśmy, że trzeba coś z tym zrobić. Jeszcze kilka razy do tego wracaliśmy, no a potem pomysł… umarł.

Jakiś czas później pracowałem w projekcie z całkowicie innej branży, w którym taki odwrócony model wyszukiwania dobrze się sprawdzał. Wtedy przypomniałem sobie rozmowę sprzed lat. Z tym że chciałem pominąć weryfikację kandydatów czy potrzebę posiadania firmy HR, a to właśnie zakładał oryginalny plan. Idea polegała na oddaniu inicjatywy w ręce samych developerów. Dzięki temu na początek byłby to prosty CRUD z wyszukiwarką. Szybko by się to zrobiło, a z nieba spadłby złoty deszcz.

Na to wszystko nałożyło się też kilka artykułów i podcastów, które zacząłem analizować. Do jakich wniosków doszedłem po tych „badaniach”, już wiesz po przeczytaniu poprzedniego artykułu. I wtedy wszedł on, cały na biało – pomysł na projekt pod nazwą kodową DFS (Developer For Sale). Niewątpliwie potrzebowałem innej nazwy, ale do tego jeszcze dojdziemy.

Teraz:

Walidacja bronienie swojej wizji pomysłu

Każdy poważny przedsiębiorca wie, że zanim zacznie się cokolwiek robić, pomysł na biznes należałoby zweryfikować. Albo przynajmniej dowiedzieć się, jakie potrzeby ma grupa, do której kieruje się dane rozwiązanie. Jako aspirujący „entrepreneur” postanowiłem, że zacznę od stworzenia ankiety. Problem polegał na tym, że w głowie miałem już gotowy produkt, z którego formy wcale nie chciałem rezygnować. Dlatego też, zamiast pytać o bolączki, postanowiłem sprawdzić, czy potencjalni użytkownicy będą skłonni anonimowo zostawić w formularzu informacje, za jaką kasę, w jakim mieście i w jakiej technologii chcieliby pracować. Ankieta ta była dla mnie potwierdzeniem, że ludzie nie obawiają się ujawniać takich danych.

Dobra, skoro wymyśliłem, o co zapytam, to pozostawało pytanie, gdzie o to zapytam. Nie zbudowałem wokół siebie żadnej społeczności. Czułem niechęć do proszenia o odpowiedzi bezpośrednio na grupach czy do pisania wiadomości prywatnych. Byłem natomiast patronem Maćka na Patronite. W jednym z progów była możliwość zamieszczenia u niego we vlogu kilkunastosekundowego nagrania wideo. Pomyślałem, że to dobra okazja, by pokazać innym, co robię. No i wpadło mi do głowy, że może tam poproszę o wypełnienie ankiety. Wewnętrznie mi to jednak zgrzytało, bo nie chciałem wykorzystywać takiej możliwości do prywaty. Postanowiłem zostawić decyzję Maćkowi. Jemu z kolei pomysł się spodobał, cytuję: „to też fajnie mogłoby pokazać innym Patronom, co można zrobić z tym bonusem oprócz przedstawienia się”.

Ale się wszystko spina! No to jedziemy z tą ankietą – myślałem. Tutaj jednak moje podejście sprytnego i rzutkiego przedsiębiorcy się kończyło. Zamiast zrobić to jak każdy myślący biznesowo człowiek, czyli wziąć smartfona, w 5 minut się nagrać, a w kolejne 5 wyklepać ankietę w jakimś gotowym narzędziu, postanowiłem zrobić wszystko „profesjonalnie”. Wydawało mi się, że przecież potrzebuję jakiejś fajnej nazwy, designu, że wideo powinien nagrać ze mną kumpel, który się na tym zna, i że koniecznie moje nazwisko razem z wielkim logo musi wjeżdżać na tle wpadającej w ucho muzyczki. Ostatecznie sama ankieta wyglądała tak:

Design ankiety

Po wypełnieniu formularza i kliknięciu „Wyślij” wyświetlało się oczywiście podziękowanie. Oprócz tego były też widgety z różnych portali społecznościowych, żeby móc udostępnić ankietę, oraz miejsce na zapisanie się do listy mailingowej, jeśli ktoś uzna, że temat go interesuje i chce dostawać informacje o postępie prac. Ma się ten byznesowy pomyślunek, co nie? Słusznie możesz teraz myśleć, że wcześniej mówiłem o anonimowej ankiecie, a tutaj proszę – prośba o adresy mailowe. Wierz mi lub nie, ale poważnie traktowałem anonimowość i w żaden sposób nie śledziłem ani nie zapisywałem powiązań między mailem a ankietą. Zależało mi wyłącznie na zbudowaniu jakiejkolwiek listy mailingowej.

Kiedy już wszystko było gotowe, Maciek wrzucił wideo do swojego vloga. Nie było tam mowy o tym, co to za projekt i jak w ogóle ma pomóc w znalezieniu pracy. Jedynie prośba o wypełnienie ankiety. (Oczywiście z muzyczką i logo). ;) W badaniu wzięło udział około 300 osób, a ponad 100 zapisało się na listę mailingową, co dla mnie było wielkim sukcesem.

First things first

Czas zająć się rzeczami najważniejszymi, czyli nazwą i logo. Jak ludzie mają w ogóle wypełnić ankietę, jeśli nie wiedzą, czego ona dotyczy? Taaa… tak wtedy myślałem. Historia jest dość ciekawa.

Wcześniej pracowałem przy małym projekcie, którego nazwę i design wymyślił znajomy doktor historii sztuki. Bardzo przypadły mi do gustu styl i to, jak argumentował stojącą za nimi ideę. Dlatego – gdy sam potrzebowałem pomocy – postanowiłem, że podpytam go, czy coś fajnego nie przychodzi mu do głowy. Przecież nie mogłem nazwać apki Developers For Sale. Po kilku dniach odezwał się do mnie z propozycją. Z racji tego, że on też jest użytkownikiem Linuxa, pomyślał, że skoro „dev” szuka pracy, to może warto byłoby to odnieść do montowania przez użytkownika zasobu (w tym przypadku pracy) w Linuxie! Ostatecznie doszliśmy do tego, że w linii komend mogłoby to wyglądać tak:

Spodobał mi się ten pomysł nie tylko z powodu odniesienia do wspomnianego montowania, ale też dlatego, że występował tam znak „$”(takie puszczenie oka do osób szukających lepiej płatnej pracy). Poza tym „mount” kojarzy się z górami (Mount Everest), co może też być nawiązaniem do wspinania się po szczebelkach kariery. Mind blown, co nie?

Przekazałem tę wizję grafikowi, który przygotowywał logo. W odpowiedzi dostałem dwie propozycje:

Logo V1

Logo V2

Spodobała mi się ta pierwsza, ale gdy teraz na nie patrzę, to nie wiem, czy nie zdecydowałbym się na tę drugą – trochę bardziej „retro”. A Tobie która bardziej przypadła do gustu?

Zauważ, że w obu projektach jest widoczne nawiązanie do linii komend. Pojawia się „$”, a kolejne wyrazy są coraz wyżej, przywodząc na myśl szczeble kariery. Pewnie mało kto by o tym w ogóle pomyślał, ale ja byłem bardzo zadowolony, że w przyszłości jak już będę pytany w wywiadach o logo, będę mógł przedstawić tak głęboką interpretację. ;)

Design

Z racji tego, że wiedziałem, co ma się znaleźć na portalu, grafik wykonywał design równolegle z logo. Nie ma tutaj co się rozpisywać. Przedstawiłem mu opis projektu i mockupy i to w zupełności wystarczyło. Dostałem propozycję designu, który praktycznie od razu klepnąłem. Kilka przykładowych widoków poniżej:

Strona główna DMJ

Strona główna login

Strona akceptacji warunków w DMJ

Ankieta już prawie gotowa, jeszcze tylko hosting…

Long story short – przy okazji robienia designu docelowej apki poprosiłem grafika o zaprojektowanie ankiety, no bo przecież ona też musiała być „customowa”. Zamiast wziąć gotowe narzędzie do ankiet i jakoś dostosować jej wygląd, wymyśliłem, że wyklepię ją od zera i zrobię deployment do AWS Elastic Beanstalk…

Facepalm ;)

Po kilku dniach ankieta była gotowa. O wynikach już wspominałem.

Koniec rumakowania

Po wstępnym sukcesie zastanawiałem się, w jaki jeszcze sposób mógłbym promować pomysł. Wymyśliłem, że napiszę artykuł (podlinkowałem go w poprzednim poście), wrzucę go na Hacker News i moja lista mailingowa urośnie do tysięcy subskrybentów w kilka godzin. Jak słusznie podejrzewasz, tak się nie stało. Tekst napisałem, choć zajęło mi to dość dużo czasu. W obawie przed tym, że native speakerzy, czytając go, będą słyszeć mój wschodnioeuropejski akcent, podesłałem szkic znajomemu, który jest genialnym filologiem. Na szczęście okazało się, że wyszło całkiem dobrze i skończyło się na drobnych poprawkach, takich jak wrzucenie bardziej naturalnych kolokacji. Poza tym pomyślałem, że dla przykucia uwagi przydałyby się jakieś fajne odręczne rysunki, tak żeby artykuł wyróżniał się na tle innych postów ze stockowymi zdjęciami. To z kolei zleciłem swojej znajomej rysowniczce. Jak już wszystko było gotowe, wrzuciłem post na HN i… nie pykło. Po statystykach w Medium widziałem, że trochę osób go przeczytało, ale nie przekładało się to na wzrost liczby subskrybentów. Wysyłałem też link do tekstu w odpowiedziach na oferty pracy, które nazbierały mi się w różnych miejscach. Wydawało się, że wśród ludzi z HR idea wzbudzała wyraźne zainteresowanie, dlatego zachowywałem kontakt do każdej osoby, która chciała, żebym informował ją o postępach. Jednak pomysł bez realizacji jest niczym, więc moje zapewnienia, że „startuję wkrótce i dam znać”, spełzły na niczym.

W pewnym momencie byłem już tak zmęczony tą „rozgrzewką”, że zacząłem w końcu myśleć o tym, żeby zlecić wyklepanie samego prototypu. Akurat tak się złożyło, że mój kolega chciał się trochę pobawić AWS-em – win-win situation! Szybko dogadaliśmy się co do ceny i po jakimś czasie miałem coś w miarę klikalnego, jednak nikomu tego nie pokazałem. Wydaje mi się, że – pomijając sprawy osobiste – ostatecznie straciłem wiarę w powodzenie projektu. Pojawił się pewnego rodzaju opór (czytaj: wymówki), który pewnie lepiej ode mnie zidentyfikowałyby osoby działające w obszarach rozwoju osobistego.

Co poszło nie tak?

Zamiast skupić się na poznawaniu bolączek potencjalnych klientów, wyciąganiu wniosków i budowaniu wokół siebie społeczność, na siłę koncentrowałem się na niepotrzebnych rzeczach. Zrobiłem research i doszedłem do sensownych wniosków, ale prawda jest taka, że zazwyczaj jesteśmy w stanie tak przedstawić sprawę, by obronić swoją tezę. Najgorsze, że w tym przypadku to było bronienie jej przed samym sobą.

Innymi słowy, na starcie wykonałem za dużo niepotrzebnej pracy: design, logo, filmiki, rysunki… Pochłonęło to tyle czasu i energii, że zabrakło najważniejszego – realnego rozwiązania problemu. Dlatego też mocno odradzam podążanie ścieżką, jaką wtedy obrałem. No ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Gdyby nie ta porażka, nie mielibyśmy teraz dobrego materiału do analizy i nauki.

Ostatecznie nie można mi zarzucić, że nie podjąłem działania. Problem w tym, że nie robiłem tego mądrze. Zajmowałem się mnóstwem drugorzędnych spraw, chyba tylko po to, żeby te istotne odsunąć w czasie. Ten syndrom też ma pewnie jakąś uczoną nazwę. Za dużo tych syndromów, zaczyna się robić patologicznie, więc to dobry moment na zakończenie tej autoanalizy. ;)

Jeśli masz jakiekolwiek pytania albo coś szczególnie Cię zainteresowało, napisz o tym w komentarzu, a ja odpowiem. Zachęcam też do podzielenia się swoimi doświadczeniami, bo wiem, że nie jestem osamotniony w takiej realizacji projektów. Mnóstwo z nich nie wychodzi poza ściany przysłowiowej piwnicy.

Każdy komentarz (a pod ostatnim tekstem było ich bardzo dużo, dzięki!) pokazuje, że rozwijanie tego cyklu ma sens!

Nie przegap kolejnych postów!

Dołącz do ponad 9000 programistów w devstyle newsletter!

Tym samym wyrażasz zgodę na otrzymanie informacji marketingowych z devstyle.pl (doh...). Powered by ConvertKit

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
MarcinTomasz StolarczykDawid Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Notify of
Dawid
Dawid

Też tak miałem. To jest jakaś firma prokrastynacji. Przynajmniej w moim przypadku.

Marcin
Marcin

Tomek – cała idea na tę serię artykułów bardzo mi się podoba i zapowiada bardzo dobrze. Obawiam się jednak, że przy takim tempie publikowania postów to nie uda się podtrzymać zainteresowania i będzie jak z kolejnymi sezonami GoT – jak wychodził nowy to i tak trzeba było sobie zobaczyć te poprzednie, najlepiej wszystkie ;-) Ale gorąco trzymam kciuki, żeby jednak się udało i pozdrawiam!

Szkolenie z testów

Facebook

Książka

Zobacz również