devstyle.pl - Blog dla każdego programisty
devstyle.pl - Blog dla każdego programisty
5 minut

Scena z filmu, która zmieniła moje życie


19.10.2016

Co ktoś sobie pomyśli?” – zastanawiasz się. Wstyd. “To nie wypada!“. Ucieczka. “A co jak się nie uda?“. Paraliż.

Znam to doskonale. Żyłem tak latami. Niemoc, ciągła obawa i patrzenie na swoje działania cudzymi oczami. Które – jak zakładam – nie mogą przecież być przychylne. Nie mogą, prawda?

Pamiętam, jak w liceum każdy musiał powiedzieć kilka zdań o sobie. Ja nie powiedziałem nic. Jedno dziewczę wstało i powiedziało: “moim największym sukcesem jest nieprzejmowanie się tym, co myślą o mnie inni“. Nie wierzyłem jej. Nie byłem sobie w stanie wyobrazić, że tak się da.

A jednak.

Mam to w dupie

Dwa dni temu ogłosiłem rozpoczęcie rejestracji na moje pierwsze w życiu szkolenie otwarte. Przez ponad rok nosiłem się z zamiarem organizacji czegoś takiego. I co? Dwa dni wystarczyły, żeby się dowiedzieć CO. A to zdjęcie nie takie. A to za drogo. A to “dlaczego Warszawa“. A to promocja prowadzona w zły sposób. I wiesz co? Mam to w dupie. I tak będzie fajnie.

Na początku roku postanowiłem wyjść “poza IT”. Spróbować być tą osobą, która będzie potrafiła zostać łącznikiem pomiędzy nami, programistami, a resztą świata. Od tamtej pory to realizuję, a pierwszym krokiem było zgłoszenie się do konkursu Blog Roku. I prośba o głosy. Można się domyślić reakcji, prawda? “Zeszmacił się“. “Ale teraz z niego celebryta“. “Sodówa uderzyła do łba“. I tak dalej. I wiesz co? Mam to w dupie. Wtedy zabrakło mi 10 (dziesięciu!) głosów, i za kilka tygodni spróbuję ponownie.

clip_image001

Ponad rok temu zmieniłem charakter niniejszego bloga. Ubrałem go w skórkę niespotykaną na programistyczno-technicznych stronach. Zacząłem pisać głównie felietony, tylko sporadycznie wrzucając coś technicznego. Bo akurat to mi bardziej teraz leży. I co? “Ale gwiazdorzysz! Gwiazdą to dla mnie byłeś gdy pisałeś tylko o kodzie“. “Teraz ten blog wygląda bardziej na kulinarny niż programistyczny“. Prawie że “Procent skończył się na Kill’em All“. I wiesz co? Mam to w dupie. Spójrz na polskie programistyczno-techniczne blogi teraz. Porównaj z tym, co mieliśmy w internecie półtora roku temu. Tą miarą: dużo osób “się skończyło”, część już na samym początku działalności.

Nawet tak wspaniała inicjatywa jak Daj Się Poznać doczekała się srogich komentarzy. “To teraz będziemy mieli festiwal ‘pisz o byle czym, ważne żeby często, żeby dostać nagrodę’“. Przykre, ale prawdziwe. I wiesz co? Pewnie już wiesz: mam to w dupie. DSP trwa i będzie trwało.

Ale żeby wyjść poza ten wirtualny światek: kilka dni temu zawitałem do eleganckiej warszawskiej restauracji. Ą, Ę, pierdololo, biznesowe podgardla płukane szlachetnym merlotem. Zrazy za 72 złote, garsonki i pantofle. Wpadłem tam w trampkach, dresowej bluzie GIT PULL i programistokowym tshircie “Serce do kodu, kod ze wschodu”. Akurat tak mi się złożyło. Kelner wyglądał, jakby chciał zabić mnie wzrokiem. Nawet z oczu szatniarza wypływała… pogarda. Jeszcze kilka lat temu zaczerwieniłbym się jak burak, albo ten ich surowy stek za stówę. A teraz? No zgadnij… Dokładnie: miałem to w dupie.

Wolność związana z wystawianiem anusa na takie sytuacje jest trudna do opisania. To wspaniałe uczucie. Można wszystko.

I wreszcie: obiecana scena…

Obiecałem jedną scenę z jednego filmu. Scenę, która przez połowę życia tkwiła wypalona na moim mózgu. Scenę, która wzbudzała podziw (chcę tak!) i wstyd (ale się boję…) jednocześnie.

Pewnie spodziewasz się jakiegoś Almodowara. Albo chociaż Von Triera. Czy innego ambitnego ziomeczka, przy którym niestety wysiada mój wewnętrzny, prymitywny kompilator. Nic z tych rzeczy. A zresztą, obejrzyj:

Tak jest, Men In Black. Filmu za dzieło sztuki nie uważam, oglądałem go może ze dwa razy. Ale pierwszy raz wyrył się w czaszce. Musiałem mieć wtedy jakieś 15 lat. Pamiętam swoją ówczesną reakcję: “O Boże, jak ja bym chciał nie bać się tak zrobić!“.

Teraz jest 18 lat później, scena do dziś stoi przed moimi oczami, a ja jestem pełen dumy. Dumy, bo wiem, że bez żadnych skrupułów pociągnąłbym ten pieprzony stół.

Znajdź swój stół. Pociągnij go. I zobacz, że świat się nie zawalił. Jedyne co słychać, oprócz skrzypienia stołu o posadzkę, to głośny huk. Huk kamienia spadającego z serca. A, i jeszcze dzwoneczki. Takie delikatne dzwoneczki jak od mikołajowych sań. Bo właśnie przyszła paczka z najlepszym prezentem. A na niej adresat taki sam jak nadawca: TY!

The way to get started is to quit talking and begin doing.
Walt Disney

Just fucking do it.

Nie przegap kolejnych postów!

Dołącz do ponad 9000 programistów w devstyle newsletter!

Tym samym wyrażasz zgodę na otrzymanie informacji marketingowych z devstyle.pl (doh...). Powered by ConvertKit
Notify of
Mirek Burnejko

Mega wpis i genialna scena (o której zapomniałem). Dziękuję!

Tomasz Onyszko

Truu to dat! Znaczy się że tak, tak trzeba i każdy musi dojść kiedyś do tego. Ja doszedłem jakiś czas temu – może niekoniecznie na podstawie sceny z filmów.

Sprox
Sprox

Dokładnie takie podejście stosuję wlasciwie od zawsze. Naprawdę się sprawdza. Wszystkim dookoła powtarzam, że ludzie i tak będą gadali – głównie źle, nie ma sie na to wpływu, więc po co się przejmować? :) A jak ktos sie stresuje to polecam co jakis czas wychodzic ze strefy komfortu i malymi krokami oswajac sie z tym. Apropo wczorajszego maila o konferencji: Obnizajac cene dwa razy o 25% nie sprawimy, ze bedziemy miec cos za polowe ceny :P Ale miej to w dupie! Chociaz tutaj tak cwaniakuje a teraz sie zlapalem na tym, ze wlasciwie od dawna mysle o swoim blogu a… Read more »

Paweł Sołtysiak

Filozoficzne powiem:

Jak będziesz zaślepiony w przepaść to “hejterzy” będą mówili zawróć,

Hejt jest zły, trzeba go ignorować, ale nie można przesadzić w drugą mańkę, gdzie człowiek ignoruje wszystkich, bo są przeciwni tobie.

Michał
Michał

Pewnie nie miałeś tego na myśli, ale czytając ten wpis odebrałem go w niniejszy sposób: “Albo wyrażasz się o mnie pozytywnie albo mam Cię w dupie”.

Patryk Lotzwi

Jak to mówią “haters gonna hate”. Ważne, żebyś to Ty miał satysfakcję z tego co robisz ;)

Pax
Pax

Mega wpis! dzięki!

btw. Maciek, otwórz jakiś Software House i mnie zatrudnij :D

Kuba
Kuba

Przypomniało mi się takie zdanie:
“Masz prawo mieć swoje zdanie, a ja mam prawo mieć je w dupie” :)

Jakub Gutkowski

No i super :) zawsze się dziwiłem, że ludzie do siebie biorą uwagi innych – nie licząc uwagi przyjaciela, do niej zawsze jakoś się próbuje odność lub ją przynajmniej przetrawić. A do tego stopnia mnie opinia innych nie interesuje, że nawet z Pam miszę się o to kłócić – nie rób tak bo ludzie się na Ciebie dziwnie patrzą. No i??? Ty się na mnie dziwnie patrzysz? Nie? To w czym problem? Ale mnie to szkoła tenisa i podstawówka tego nauczyła. Gnębienie psychiczne (tenis, zawody, wyjazdy treningowe) i bycie poza social (być w trakcie zapraszania wszystkich na imprezę oprócz Ciebie… Read more »

Sławek S.
Sławek S.

Mieć w d. to wciąż gdzieś mieć… Level 2 to nie mieć nawet w d. :P

Anonim
Anonim

A mnie się podoba, oby więcej. Ktoś jak chce na blogu poszukać treści o programowaniu to znajdzie, wole myśli z niczym nie kolidują. Szkoda, że nie rozmawialiśmy jak byłeś w Rzeszowie ;)(też prowadzę blog o myślach, a chcę wejść trochę w blog techniczny, mam odwrotną sytuację :D)

Skała
Skała

I super, przy jakiejkolwiek działalności publicznej hejt będzie się pojawiać, masz zdrowe podejście :P Co do sceny która siedziała Ci w głowie tyle lat, dla mnie takim filmem jest “Yes Man” (Jestem na tak po naszemu). O gościu który postanowił nigdy nie odmawiać. Jeśli nie widziałeś to polecam, też ryje mózg :)

Sylwek

Prawidłowe podejście! Scena z filmu znana i lubiana ;)
Pozdrawiam :)

Pidipius
Pidipius

Masz z tym rację co piszesz, ale trzeba uważać, żeby się nie zagalopować. Może to doprowadzić do takiego myślenia: “Trzeba zapłacić czynsz -> mam to w d…”.

Jacek
Jacek

Czynsz? Mam to w dupie. Tzn Żona płaci :). Tzn moja żona płaci mój czynsz.

Olaf Goj
Olaf Goj

Świetny wpis. Masz mój głos na kolejnym “Blog Roku”. :)

Moja książka

Facebook

Zobacz również