Tęczowy filtr, czyli jak radzić sobie z krytyką

26

Piszesz, publikujesz, robisz coś fajnego. A ktoś traktuje Cię za to jak śmiecia. Czasem obrażając połowę Twojego drzewa genealogicznego. Albo w bardziej cywilizowany sposób daje wyraz swojej dezaprobaty.

Twoje treści są słabe! Co robisz? Płaczesz, zamykasz się w sobie, blokujesz się? Być może. A to źle.

Problem

Każda osoba generująca wartość w internecie musi liczyć się z negatywnym odbiorem swojej treści. Tak to już niestety jest: “hejt” wypływa na powierzchnię. Nie, nie jak oliwa. Jak gówno. Dlaczego tak jest? O tym niżej.

Hejt wypływa na powierzchnię. Jak gówno.

Zaczynając prowadzić bloga, przez wiele godzin po opublikowaniu tekstu zżerałem paznokcie w obawie przed nieprzychylnymi komentarzami. Startując z prezentacjami – bałem się tego jeszcze bardziej, bo powstawało ryzyko krytyki face2face. Uruchamiając podcast – spać nie mogłem, przejmując się odbiorem na zapas.

Mam to szczęście, że przez dekadę działalności w community nie natknąłem się na zbyt wiele złych reakcji. Ale to raczej wyjątkowa sytuacja. A może po prostu tak dobrze opanowałem poniższe rekomendowane sposoby radzenia sobie z tym, że już nawet ich nie zauważam?

Wiem jednak, że jest to problem dla wielu osób. “Good news, everyone“! Mam dla Ciebie sprawdzone sposoby na to, aby smutek i łzy zamienić na uśmiech, porcję energii lub po prostu wzruszenie ramion.

I od razu zastrzeżenie, żeby nie było niedomówień: granica pomiędzy “negatywnym feedbackiem” czy “destruktywną krytyką” a “hejtem” jest płynna. Na ten temat nie ma sensu dyskutować, więc odpuśćmy sobie.

Tęczowy filtr

W internecie nie ma jednoznacznych emocji: tylko suchy tekst i suche liczby. Każde zdanie można zinterpretować na wiele sposobów. I wiesz co? Rzeczywistość jest nieistotna! Stan faktyczny się nie liczy. Liczy się tylko Twoja interpretacja. Wszystko między czeluściami internetu a Twoją czachą przechodzi przez wiele filtrów. Świadomie dodaj kolejny do kolekcji: tęczowy filtr.

Ludzie mnie lubią – Ty też! Jedni bardziej, inni mniej, ale wszyscy życzą mi dobrze. Ty też! Każdy – Ty też! – trzyma za mnie kciuki. Z radością konsumują moje treści i chcą więcej. Bardzo mnie to cieszy, motywuje i napełnia energią do działania.

Możesz teraz pomyśleć: “wariat, nawet nie znam kolesia“. Albo: “haha lol, ale debil, ja wchodzę tu tylko po to żeby go zaraz zjechać w komentarzu xDxDxD“. Albo: “to prawda, ale skąd on to wie?“.

Wychodząc na scenę na konferencji, widzę na widowni samych przyjaciół. Publikując kolejny tekst, odcinek podcasta czy video na youtube: kieruję je do ludzi nastawionych do mnie pozytywnie. Czyli do wszystkich.

Masz tutaj sekret na miarę Pałlo Kałello: prawda nie ma znaczenia. Mój świat jest w mojej głowie. Albo jeszcze lepiej: to wszystko to tylko mój sen. Gdy się obudzę, wszystko to zniknie.

Prawda nie ma znaczenia. Liczy się tylko Twoja interpretacja.

Zamontowałem sobie tęczowy filtr i nigdy go nie zdejmuję.

Teraz pora na Ciebie. Ludzie Cię lubią – ja też – naprawdę! Wszyscy życzymy Ci dobrze – ja też – naprawdę! Wszyscy trzymamy za Ciebie kciuki.

Ktoś narzeka na Twój kod? Bardzo dobrze, jego zamiarem jest uczynienie Cię lepszym programistą!
Ktoś mówi, że Twoja prezentacja była słaba? Super! Po prostu kolejnym razem chce zobaczyć lepszą! Motywuje: “możesz jeszcze więcej!
Ktoś wciska na wykopie minus zamiast plusa przy moim poście? No i elegancko, jego prawo. Gdyby miał więcej czasu – na pewno napisałby mi maila z szerszym wyjaśnieniem. Ale czasu nie ma, więc w taki sposób pomaga mi tworzyć lepsze teksty.

Każdy feedback można zinterpretować albo pozytywnie albo negatywnie. Każdy feedback interpretuję pozytywnie. To działa.

Zobacz:

Na początku roku jeden internetowy kolega założył blog programistyczny. Opublikował od tamtej pory dziesiątki (sic! a teraz dopiero mamy wiosnę) postów! O każdym nowym poście informował na Twitterze. W końcu musiałem dać wyraz swojemu uznaniu i odpisałem mu: “aleś się rozpisał!“. W sensie: “wow, stary, świetna robota, trzymaj tak dalej!“. Pech chciał, że akurat tego dnia pojawił się krótki post o długości zaledwie kilku zdań. I co zrozumiał kolega? “ej, takie krótkie teksty to ty sobie zachowaj, dopracuj, dopisz coś i dopiero wtedy publikuj, nie odwalaj chały“. Tak odebrał moje przyjazne zagadanie, bo internety zawsze można interpretować na kilka sposobów. WTF? Dlaczego ja – albo ktokolwiek inny – miałbym mieć coś takiego na myśli? Ale czy dało się tak zrozumieć mojego tweeta? Dało się. Więc musiało się tak stać, prawda? Bum! Na szczęście to nieporozumienie zostało szybko wyjaśnione.

(P.S. Celowo nie podałem linka do twittera albo bloga tego kolegi, będzie chciał to sam się ujawni ;) )

Stojąc na “interpretacyjnym rozdrożu” mamy tendencję wybierać tę rzeczywistość, która nas w jakiś sposób krzywdzi. To takie polskie! Zakładamy, że każdy chce nam wbić szpilę. Szczególnie online. Podczas gdy wcale tak nie jest! Tęczowy filtr to the rescue!

I nie, nie chodzi o to, żeby negować każdą uwagę krytyczną pod swoim adresem. Jakże byłoby nudno, gdybyśmy tylko wszyscy klepali się ciągle po plecach mrucząc: “mmm ale ty jesteś zajebisty, wszystko robisz najlepiej“. Krytyka jest koniecznym elementem w procesie ulepszania się. Ale chodzi o krytykę konstruktywną. Taką, która wytyka faktyczne niedociągnięcia i proponuje alternatywę.

Ktoś coś do Ciebie pisze? Znajdź perspektywę, z której nadawca wiadomości nie staje się Twoim wrogiem, a chce Ci pomóc. “When in doubt: enjoy“.

Fuck’em all

No ale właśnie: “when in doubt“. Czasami jednak nie ma żadnych niedomówień. Nie ma miejsca na zawahanie, na interpretację. Na przykład: “ale ten blog jest zjebany!“. Jak by takim komunikatem nie obracać, na wszystkie strony: nie da się z tego niczego dobrego wyciągnąć.

Co wtedy? To:

clip_image001

I wasn’t born with enough middle fingers
Marilyn Manson

Łatwo powiedzieć, a trudniej zrobić, prawda? Właśnie że nie, zrobić też bardzo łatwo! Nie wdawaj się w dyskusje. Nie próbuj obrócić w żart. Nie pytaj o wyjaśnienia. Nie toleruj. Po prostu: KASUJ takie komentarze i zapominaj o nich.

Pamiętasz, że po nałożeniu tęczowego filtru wszyscy Cię lubią, prawda? Więc kogo taki filtr nie zatrzyma? Tylko naprawdę złych, podłych ludzi. Nasiąkniętych negatywizmem, pragnących Twojej zguby. Oni chcą sprawić Ci przykrość. Cieszy ich Twój smutek. Ha, chłepczą swoimi paskudnymi ryjami Twoje gorzkie łzy i śmieją się z tego! Biorą wszystkie Twoje plany jako zakładników. Ale znasz zasadę, że z terrorystami się nie negocjuje. Ich się eliminuje!

Z terrorystami się nie negocjuje. Ich się eliminuje!

Ja lubię czasem z takimi delikwentami podyskutować albo nawet zrobić sobie screena i zatrzymać na pamiątkę. Ale nie radzę tego robić przedwcześnie – do tego trzeba być gotowym. Ja na początku swojej drogi w społeczności miałem “chrzest ognia”, który mnie prawie załamał. Udało się wyjść z tej próby silniejszym, a nie złamanym, i teraz na wiele mogę sobie pozwolić. Proces utwardzania dupy (czy skóry?) był bolesny, ale dzięki niemu – mało co mnie dzisiaj rusza.

Przyczyna i cel

Ale skąd tyle negatywnych reakcji? I dlaczego są one tak bardzo widoczne?

Z jakiegoś powodu “hejterzy” (lub “ostrzy krytycy”, jak pewnie wolą się nazywać) potrafią zdominować dyskusję. Wystarczy jeden, żeby zepsuć odbiór całej treści. A on szybko przyciąga kolejnych. Wszy też chodzą stadami.

Nawet jako odbiorca treści możesz walczyć z tym zjawiskiem. Czytasz coś, co Ci się podoba? Jak często dajesz wtedy kciuka na fejsie, plusik na wykopie albo jakikolwiek inny wyraz uznania dla autora? Nieczęsto? No właśnie. A ci drudzy aktywnie działają za każdym razem. Co zrobić? Nie musisz nawet zostawiać komentarza, bo to wymaga więcej zachodu. Zwykłe proste liczby, zwiększane jednym kliknięciem, mogą wiele zmienić. Uwierz mi, serio tak jest.

Jako odbiorca – też możesz pomóc!

Tu nie chodzi o durne akcje w stylu “damy groszminusvat na karmę dla głodnych wyliniałych kotków za każdego lajka“. Tu chodzi o walkę z negatywnymi emocjami. One są bardziej dosadne, bardziej widoczne, przejaskrawione i głośne. Ale zwiększając ilość emocji pozytywnych, spychamy te złe na margines. Niestety: dobrych potrzeba dużo więcej niż złych, bo inaczej zostaną zagłuszone.

Kończąc pozytywnym akcentem: ci źli już działają na maksa swoich możliwości. Nie lubią odpoczywać, wystawili wszystkie wojska, ich nie będzie więcej. A druga strona ma jeszcze bardzo, bardzo duże rezerwy.

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

26 Comments

  1. Żeby pokazać, że rzeczywiście druga strona ma jeszcze rezerwy daję PozyPosta (PozytywnyPost).
    Ciekawy i budujący wpis dla nowych w świecie blogosfery i nie tylko.

  2. Fajny ten tęczowy filtr;)
    Ja też się staram maksymalnie skupić na dobrych słowach, bo naprawdę potrafią dać pozytywnego kopa. Ale zdarza mi się też czasem zdołować jakimś głupim tekstem, na szczęście takie trafiają się rzadko. Myślę, że jeśli coś nam daje radość – programowanie, blogowanie, cokolwiek, to warto to robić bez względu na opinie i totalnie się tym nie przejmować:)

    • Iwona,
      Nieprzejmowanie się nie jest proste, nie wiem z czego to wynika: czy to ludzka natura, czy polska mentalność, czy jeszcze coś innego. W każdym razie: całkowita zgoda :).

      • Myślę, że to dość indywidualna kwestia i jedni reagują mocniej na krytykę – zwłaszczą tą hejtującą a po innych spływa. Możliwe, że zależy to od tego, jak wiele mamy dobrych rzeczy dla przeciwwagi. Jeśli nagada nam ktoś, kogo nawet nie znamy i kto nic dla nas nie znaczy a pochwali, ktoś kto jest dla nas autorytetem bądź komu ufamy, to wiadomo że będzie nam raczej lepiej niż gorzej. Najważniejsze to szukać właśnie tych pozytywnych reakcji i z nich czerpać energię. No ale nie jest to proste – sama mam z tym problem:)

  3. Marek Seweryn on

    W sumie to bardzo ciekawe spostrzeżenie, fakt to hejterzy zawsze są bardziej widoczni w komentarzach…. dlatego idąc za przykładem poprzednika zostawiam PozyPosta ;) P.S. Fajnie, że poruszasz tematy w swoich postach o znacznie szerszym zakresie niż IT, technologie itd. Z każdego posta za każdym razem wynoszę coś dla siebie ! Good Job !!!!

  4. Lajk ma wielką moc. Pewnego razu napisałam sobie posta, wrzuciłam info na kanały. Na wszystkich kanałach cicha, tylko wypok jak zwykle nie zawiódł – fala hejtu zalała. I to takiego złośliwe hejtu, gdzieniegdzie wartość merytoryczna sie przebijała ale generalnie sama złośliwość. No ale ja, jak to ja, smutłam mocno (a tej hejt sie troche zesnowballował, bo jak to mądrze napisałeś – jeden hejt powoduje, ze inni hejterzy czują sie zachęceni) i wysnułam wniosek, że do dupy ten post całkiem, wywalam go w pizdu.

    I jak usiadłam do kompa żeby to zrobić, to zauważyłam lajka na fejsie od Ciebie i Andrzeja. :D No i post został, a potem odebrałam kilka sygnałów od innych ludzi że przydatne, fajne i dziękują. :3

    Dzięki za tego dzisiejszego posta, poszukam sobie takiego tęczowego filtra :).

    • Emi,
      “Lajk ma wielką moc” – nie powinno tak być, ale tak jest :). Dlatego też Snapchat tak mi się podoba, tam nie ma tego problemu więc i żadne lajki niepotrzebne. Internet, poza oczywistymi plusami, pozwolił się rozplenić wszelkiemu dziadostwu.
      Na każdy negatyw przypada kilka pozytywów i miliard opinii neutralnych – można je zinterpretować jako pozytywne, wtedy jest jeszcze lepiej.

  5. Wow, Maciej, to powinna być lektura podstawowa jak ktoś chce pisać bloga :)
    Ja bardzo długo pisałąm tylko po angielsku, bo miałam takie dziwne przekonanie, że jest większe ryzyko krytyki, niż kiedy piszę po angielsku. Ale bardzo mi się podoba Twój pomysł na tęczowy filtr. Sama jak jestem w dobrej formie psychicznej, to mam go chyba z automatu – ale zdarza mi się, że z jakiegoś powodu czuję się mniej pewnie i wtedy to kwestia wyrobionego już nawyku.
    Będę polecać ten wpis blogerom we wszystkich dziedzinach, zrobię kalkę z angielskiego ale “zrobił mi dzień” :)

    • Kasia,
      To nie tyczy się tylko blogów, ale właściwie jakiejkolwiek aktywności… “publicznej”, z braku lepszego określenia.
      No ale masz rację, sam bym chętnie takie coś przeczytał z 8 lat temu :). Dzięki!

  6. Co do większej aktywności hejterów względem chwalących – słyszałam kiedyś o takim prawie handlowo-usługowym (?), które brzmiało mniej więcej: zadowolony klient przekaże opinię trzem znajomym, niezadowolony – dziesięciu. Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że to niestety nasza przywara narodowa. Niemniej jednak nauka o tęczowym filtrze super i po takim tekście poniedziałek od razu przyjemniejszy!

    • Mała,
      Coś w tym jest że negatywne opinie/emocje lepiej się “niosą”. Życie :).
      Poniedziałku zaraz koniec, ale miłego wtorku zatem!

  7. Ważny wpis. Temat hejtu to niestety temat rzeka.

    Podobnie jak Ty Maciej stosuję kilka technik radzenia sobie z hejtem (mimo, że osobiście na blogu nie doświadczyłem tego zbyt wiele):
    – staram się patrzeć na działalność online z mega dużego dystansu (tłumaczę to sobie tak, że to nie moje prawdziwe życie tylko wirtualne)
    – nie wdaję się w niepotrzebne dyskusje (z hejterami się nie da + w Internecie się z definicji nie da bo większość niewerbalnych komunikatów ucieka + ludzie w 4 oczy zachowują się inaczej)
    – wspomniany tęczowy filtr (w realnym życiu odpowiednikiem jest.. uśmiech. Jeśli ktoś nie testował niech przy kasie w markecie uśmiechnie się do ekspedientki i powie to co widzi np. “widzę, że jest Pani dzisiaj bardzo zmęczona” – zobaczycie jak coś takiego może o 180 stopni zmienić atmosferę i drugiego człowieka. Dasz uśmiech to dostaniesz uśmiech)
    – i chyba najważniejsze.. Najzwyczajniej na świecie szkoda mi ludzi, którzy marnują swoją energię na hejt. Często hejt jest wynikiem bardzo wąskiego punktu widzenia i kompletnego zamknięcia na nowe doświadczenia, wiedzę itp. Naprawdę im współczuję.

    Generalnie stosuję te same zasady w Internecie co w normalnym życiu. Zasady trudnej sztuki kontaktu z ludźmi już dawno temu zostały spisane. Polecam książkę “Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi”. W mojej ocenie powinna to być pozycja obowiązkowa w każdej szkole!

    • Marcin,
      Thx za rekomendację książki, chociaż sporo osób w różnych kręgach jest dla mnie jak wyciętych z szablonu, albo właśnie skserowanych z książki, tego staram się unikać.

    • Bardzo sympatyczny wpis…
      Zwłaszcza ostatnie dwa zdania wywołały u mnie uśmiech :)
      Pragnę tylko zauważyć, że sformułowanie “Prawda nie ma znaczenia, liczy się tylko Twoja interpretacja” chyba nie sprawdzi się w realu… :)
      Gdybym był głodny przez dłuższy czas, dajmy na to tydzień lub dwa… to wtedy nie bez znaczenia jest to, czy mam na talerzu kilka ziemniaków, czy kilka zwiniętych kulek papieru… Oczywiście mogę sobie te kulki papieru pomalować i interpretować, że to ziemniaki… mogę je nawet zjeść :)
      Ale jeśli to nie są obiektywnie ziemniaki (czy jakieś tam coś innego jadalnego) to dłuższa aktywność tego typu może doprowadzić do śmierci organizmu, niezależnie od tego, jak mocno będę sobie interpretować te kulki papieru jako ziemniaki.

      Więc zamiast tego:
      “Prawda nie ma znaczenia, liczy się tylko Twoja interpretacja”

      powiedziałbym:

      “Duże znaczenie ma to, jak patrzę na swoje kontakty z innymi, z otoczeniem”

      Poza tym moim drobnym wtrętem – to jako całość: bardzo dobry wpis, dziękuję :)

  8. Dostałeś jakiś negatywny komentarz pod tym artykułem? Nie?
    Problem jest w tym, że zajmowanie się hejtem, może doprowadzić do tego, że ludzie nie będą wyrażać żadnych negatywnych opinii bo będą bać się posądzenia o hejt lub coś w tym stylu. A dobry artykuł poznaje się po słabości opinii krytycznych – rozumiesz?
    Szczerze to staram się tutaj maksymalnie ważyć słowa – bo też się boję.

    • Jacek,
      Linia pomiędzy “słabą krytyką” a “hejtem” jest cienka i interpretowana przez odbiorcę tejże krytyki.
      To, że starasz się maksymalnie ważyć słowa akurat bardzo mnie cieszy. Gdybym miał przycisk, który po spowodował rozprzestrzenienie się tego zjawiska na cały internet to bym bez chwiil wahania go wcisnął. Bo to oznacza tyle: “pomyślę przed napisaniem”. I dokładnie o to chodzi.
      Mówiąc face2face też byś ważył słowa. Oby więcej ludzi tak robiło online.

      • Ha :) Też chcę taki przycisk :)
        A też się zastanawiałem, czy mój wpis nie jest za bardzo krytyczny :)
        Nacisnąłem więć ten jeszcze nieistniejący przycisk, przemyślałem, i wyszło mi, że nie jest :)

        • Co za idiota napisał “więć” zamiast “więc”…? Hm… Już wiem, to ja! :) Co prowadzi mnie do pytania filozoficznego: czy auto-hejt to też hejt, czy tylko poczucie humoru…? :)

  9. Całkowicie się zgadzam, chociaż ja chyba nie potrafię w pełni zastosować tęczowego filtru, bądź co bądź zawsze się trochę przejmuję. Zastanawia mnie jednak to, że częściej widzę hejt w komentarzach pod artykułami, podcastami itp. po polsku niż po angielsku.

Newsletter devstyle!
Dołącz do 2000 programistów!
  Zero spamu. Tylko ciekawe treści.
Dzięki za zaufanie!
Do przeczytania wkrótce!
Niech DEV będzie z Tobą!