fbpx
devstyle.pl - Blog dla każdego programisty
devstyle.pl - Blog dla każdego programisty
10 minut

Jak znaleźć fajną pracę w IT


30.03.2016

Drogi Pami,

W minionych tygodniach opublikowałem kilka postów o pracy w IT. Na przykład “Lojalność w IT“. Czy “Nie sprzedawaj się za piłkarzyki“. Albo “Czy IT śmierdzi?“. Miliardy ludzi tam zajrzały, miliony zostawiły komentarz… i ogólnie dość smutny obraz się wyłania. A to kogoś oszukali, a to ktoś czuje się wyzyskiwany, generalnie: mało kto jest zadowolony z roboty. A jak pchać świat do przodu, skoro ludzie robić nie lubią? I podstępu wszędzie szukają? Jak się okazuje dodatkowo: niebezpodstawnie!

W tym tekście znajdziesz niezawodny sposób na znalezienie fajnej pracy w IT.

“Nie można traktować pracy jak partnerstwa, to stosunek pan-niewolnik!”
“Zawsze ktoś kogoś chce wykorzystać!”
“Nigdy nie ufaj pracodawcy!”

Brzmi znajomo? To czytaj dalej. Dzisiaj podzielę się z Tobą swoim niezawodnym sposobem na znalezienie fajnej pracy w IT. To działało. I działa nadal.

Opowieści

Był taki czas, że przeszedłem przez 3 etaty dość szybko. Było słabo. Postanowiłem sobie: będę wolny! Jak ptak… w bokserkach! I zacząłem parać się freelancingiem, który sprowadzał się co prawda do pracy nad jednym systemem dla jednego klienta przez dwa lata, ale było gites. Aż do czasu, gdy przebrzydły klient zwinął się z kraju, zostawiając mnie z ok 30tys w nieopłaconych fakturach. Na kilka miesięcy przed moim ślubem. Było ciężko. Mam nadzieję, że jemu jest teraz źle. Jeszcze gorzej, niż mi wtedy.

Ale trzeba było zakasać rękawy i ponownie rozglądać się za robotą. Wiedziałem jednak, że jeśli zrobię to samo co zawsze do tej pory – skanowanie ogłoszeń i aplikowanie na chybił/trafił – to pewnie skończy się średnio. Więc… czekałem. Czekałem, aż coś mi “samo” wpadnie.

I tak się też stało. Po kilku tygodniach Gutek dał mi cynk, że Tomek szuka człowieka. Tomka znałem tylko z jego internetowych aktywności, ale to wystarczyło aby wywnioskować, że to łebski gość. Jednak… czy chciałbym z nim pracować? Polegać na jego umiejętnościach zdobywania klientów? Zdolności do opłacania faktur? Pamiętajcie, że dopiero co przeżyłem bardzo przykrą przygodę, więc byłem nieufny. Jak sprawdzić takie cechy? Rozwiązanie okazało się banalnie proste: umówiliśmy się na browara! Usiąść w luźnej atmosferze, pogadać bez zobowiązań, wybadać się i poznać wzajemnie. Od razu widać, czy ma się do czynienia z porządnym człowiekiem, czy glistą ludzką. Tomek jest zdecydowanie porządny. Niedługo po tym spotkaniu podpisaliśmy umowę, o czym zresztą później radośnie poinformowałem na blogu. Wszystko zagrało dokładnie tak, jak ustaliliśmy. Nie współpracujemy już od lat, ale nadal widujemy się czasem na browarku. Zostaliśmy kolegami.

Po kilku miesiącach dwuosobowe Connected Dots (Tomek i ja) miało połączyć się z większą firmą o nazwie Predica. Więc stanąłem przed dylematem: idę z Tomkiem w nieznane, czy odłączam się i szukam znowu? Nie miałem wystarczających danych do podjęcia tej decyzji. Więc: spotkałem się face2face na kawie z Grześkiem, jednym z założycieli Prediki. Ja szczerze opowiedziałem jak widzę siebie w perspektywie roku. Grzesiek szczerze ustosunkował się do tego, mówiąc, co jest w stanie mi zagwarantować. Ba, już na tym pierwszym spotkaniu ustaliliśmy, że mój zespół będzie korzystał z Gita mimo, że cała firma stoi na TFSie. I że w moim zespole testy jednostkowe będą wymagane mimo, że wówczas firma nie miała z nimi wielkiego doświadczenia. Ale, co najważniejsze: po tej godzinie byłem pewny, że koleś mnie nie orżnie. Bo nie owijał w bawełnę, nie obsypywał każdego zdania lukrem, aż do wyrzygu. Nie czarował, a mówił jak jest. Niezbyt znam się na ludziach, ale krętacza każdy wywęszy. Wszedłem w ten deal, pozostając w firmie przez prawie dwa lata. I po tym czasie na nikogo z Prediki złego słowa nie powiem, żałując jedynie, że nie udaje się utrzymywać bardziej regularnego kontaktu.

W Predice nie odpowiadała mi tylko jedna rzecz: Sharepoint. BARDZO mi nie odpowiadała. Koleś pracujący z Sharepointem to taki programista jak zaćpana ofiara human-traffickingu w zaplombowanym kontenerze – turystka. <pauza>Niech lecą kamienie</pauza>. Ale to wina MSu, nie ich :). Tak się złożyło, że podczas Wielkanocy 2013 lało się na imprezce u znajomych morze wódy, a obok mnie przy stole siedział Robert – Pan Tato w Ultrico. On wykorzystał moją nienawiść do Sharepointa, a ja jego ogromną potrzebę zatrudnienia developera nakonieczniejużteraz. Przez pół godziny bełkotaliśmy do siebie, finalizując całą pseudokonwersację uściskiem dłoni. W takich okolicznościach nikt nikogo nie może oszukać: dogadaliśmy praktycznie wszystkie istotne szczegóły współpracy. Roberta znałem od lat, bo studiowaliśmy razem: wiedziałem, że prędzej sam będzie wpylał suchy chleb zamiast rzepy z ekobazaru, niż zostawi moją fakturę nieopłaconą. Niedługo potem umościłem się wygodnie pod jego skrzydłem, o czym również napisałem. I dziś, choć już nie pracujemy razem, z chęcią się czasem oglądamy. Miśka-przytulasa nie uskutecznimy, bo my nie z tych, ale pozostajemy w dotyku, że tak się dwuznacznie wyrażę.

Wszystko to sprowadza się do jednego pytania: czy po zakończeniu współpracy masz ochotę zerkać na twarz swego byłego pracodawcy?

Od ponad roku uzupełniam swoje inne działalności prowadzeniem szkoleń. W ciągu ostatnich 5 lat kilkanaście firm zgłaszało się do mnie z propozycją bycia “ich” trenerem. Każdej ładnie dziękowałem. Do czasu, gdy odezwał się do mnie Sławek – założyciel Bottegi. Najpierw pogadaliśmy przez godzinę na skajpie, potem przez 3 godziny w jakiejś kawiarence. Znowu: najważniejsza osoba mówi mi co i jak, a nie jakiś hr- czy pr-account-key-manager. Więc WIEM z czym mam do czynienia. Wiem KOMU finalnie zaufam, podpisując jakiś papier. Współpracujemy z sukcesami, realizując różne przedsięwzięcia, wykraczające poza samo prowadzenie szkoleń. I bardzo się cieszę z takiego obrotu spraw, żywiąc nadzieję, że to będzie trwało jeszcze przez długie lata.

Wszystko to sprowadza się do jednego pytania: czy po zakończeniu współpracy masz ochotę zerkać na twarz swego byłego pracodawcy? Zaprosisz go na imprezę? Wyskoczysz na kawę? Utrzymasz kontakt? Jeśli tak: to znaczy, że decyzja podjęta dawno temu była dobrą decyzją. Ja od lat podejmowałem tylko dobre decyzje w tej kwestii, bo nikomu niczego nie jestem w stanie zarzucić.

Ale co dalej? Teraz nigdzie nie pracuję full-time. Co jeśli musiałbym znowu gdzieś szukać?

Od długiego czasu współorganizuję spotkania Białostockiej Grupy .NET: bstoknet. Aktualnie widujemy się w siedzibie firmy SoftwareHut. Często pojawia się tam szef wszystkich szefów: (nomen omen) Robert. Wychodzimy sobie na fajeczkę i gadamy, czasami nawet kosztem odbywających się prezentacji. Wypytuję o sposób działania firmy, o podejście do pracowników, o atmosferę w biurze. To zdecydowanie jest człowiek, z którym mógłbym robić biznes, mimo, że znamy się dopiero od pół roku, a rozmawiamy z reguły przy imprezowych okazjach. W nieoficjalnych okolicznościach dowiedziałem się więcej, niż mi potrzeba. Widzę podstawowe wartości i założenia, leżące u źródła całej firmy. I nie z ulotek, a z ust osoby kształtującej całość. Nie obchodzi mnie kto jest klientem, kto jest “zarządem”, kto tam jeszcze ma jakiekolwiek znaczenie. Wiem, że gdybym musiał szukać roboty, to prawdopodobnie zapukałbym właśnie do SoftwareHut. Tym bardziej, że aktualnie rekrutują. Struktura organizacji ma dla mnie znaczenie niewielkie, bo wiem, że na samej górze stoi koleś, któremu bym zaufał. Bo za całość odpowiada ktoś z mojej bajki i potrafimy się dogadać. A że Mateusz, z którym robię bstoknet, pełni tam rolę CTO, to tylko kolejna zaleta :). Dla mnie Białystok=SoftwareHut i konieckropka.

Chyba, że chciałbym kompletnie zmienić technologię i wywrócić swoje tech-życie do góry nogami. Wtedy: Arkency. A dlaczego? Bo z Andrzejem – bossem-nad-bossami – z niejednego pieca chleb jadłem, z niejednego nalewaka złoto sączyłem. Ba, nawet Mazury razem przepłynęliśmy, strasząc innych turystów Behemothem na środku jeziora. Znam całą filozofię stojącą za firmą i potrafię się z nią utożsamić. Wiedziałbym, czego się spodziewać. Gdybym ja był Jasiem pragnącym Ruby, to oni byliby moją Małgosią w rubinowych koralach, do której bym serenadę zaadresował. Nie przez jakąś smutną korpo-gadkę, wyuczone procedury prania mózgu, a przez szczere dzielenie się historiami prosto z życia.

Tak to działa.

Wzorzec

Widzicie tutaj pewien PATTERN? Wszędzie w IT szuka się PATTERNÓW, więc dlaczego nie przy poszukiwaniu pracy? Kluczem do udanej współpracy jest pewna bardzo oczywista okoliczność: żadna ze stron nie może być kutasem. Sorry za bezpośredniość, ale tak to właśnie wygląda. A jak lepiej sprawdzić człowieka, niż spotykając się z nim poza biurem, na browarku czy kawie? Od razu widać, gdy ktoś zaczyna kręcić. Albo obiecuje coś, czego nie zamierza dotrzymać. Albo strzela gałami na lewo i prawo, kombinując, jak by tu poczarować.

Żadna ze stron nie może być kutasem. Jeśli koleś jest spoko, to jego firma też prawdopodobnie jest spoko.

Moja złota porada brzmi zatem: pracuj dla człowieka, którego znasz. Z którym jesteś w stanie wysiedzieć przez godzinę w knajpie, i nie brakuje Wam tematów do rozmowy. I nie myślisz tylko o tym, żeby się z knajpy wyrwać. Któremu w jakimś stopniu ufasz. Z którym się identyfikujesz. I, co niezmiernie ważne: w jakimś stopniu jest decyzyjny, JEST FIRMĄ. Jeśli koleś jest spoko, to jego firma też prawdopodobnie jest spoko. Wyklucza to siłą rzeczy wszelkie korpo. Niestety. Wiem, że w korpo też może być fajnie. Ale dla mnie ważne były inne rzeczy.

Może i u Ciebie się sprawdzi?
Keep on rockin!

Procent, The Ultimate dev-job-hunter

Nie przegap kolejnych postów!

Dołącz do ponad 9000 programistów w devstyle newsletter!

Tym samym wyrażasz zgodę na otrzymanie informacji marketingowych z devstyle.pl (doh...). Powered by ConvertKit
Notify of
Pan
Pan

Mój poprzedni pracodawca był właśnie takim kutasem. Można było iść z nim na browar ale w pracy zachowywał się wrednie i sam się dziwię, że wytrzymałem z nim 3 lata ;) Jako że była to moja pierwsza praca w IT to nie znałem różnicy i myślałem, że tak po prostu jest. Teraz pracując w innej (normalnej) firmie widzę, że tam zmarnowałem 3 lata życia pracując dla skończonego kutafona. Teraz przynajmniej wiem czego należy oczekiwać od pracodawcy.

Leto
Leto

Bardzo wartościowy post, podoba mi się takie podejście do pracy. Jedna rzecz, w przypadku korporacji (od kilkuset do kilkunastu tysięcy pracowników) niestety takie podejście nie działa, w takiej pracy rządzą już inne dynamiki.

Bogusz Pękalski

Podejście całkiem dobre, tylko trzeba uważać czy ktoś przy piwku specjalnie nie chce Cię specjalnie trochę urobić.

Miałem kiedyś sytuacje, gdzie podczas imprezy firmowej, mocno zmiękczonego próbowano mnie namówić na przedłużenie kontraktu na kolejny rok. Oczywiście traktuję to jako taką żartobliwą sytuację :) Temat uciąłem rzucając kwotę za jaką mogę podpisać tu i teraz – rozmowa szybko się skończyła, a z firmą rozstałem się w zgodzie i przyjaźni, więc wszystko git.

Tomek Onyszko

To niestety jest też jedna z rzeczy, które się dzieją czasami celowo – sam rozmawiałem z człowiekiem, u któego w firmie mgmt miał przykazane nie imprezować za bardzo aby być w stanie ocenić zachowanie pracowników po alkoholu itp. To jest kiepskie –

Ma Go

Świetny wpis! W punkt. Niestety zgodne z tym co dzieje sie na rynku pracy.

Emi

Hehe wszystko spoko, tylko takie podejście to już raczej na wyższych szczebelkach kariery. ;) No ale coś w tym jest – ja z obecnym szefem co prawda na piwko nie poszłam, ale rozmowa rekrutacyjna była super, autentycznie poprawiła mi humor na resztę dnia i teraz w pracy też jest fajowo :)
Najgorsze są właśnie te babki z HRu, taka rekrutacja to godzina spędzona na niczym… Raz nawet pytała mnie o wyniki matury… -.-

Krzysztof
Krzysztof

Też jestem “babką z HRu” i na rozmowie gadałem z kandydatem o ruskim SF, z innym o warzeniu piwa a z jeszcze innym o ulubionych erpegach (za każdym razem było miło). Wolę poznać osoby w ten sposób, niż pytać “Jakie słabości będziesz widział w zwierzęciu którym będziesz się czuł za 5 lat?” (c-c-c-combo!) ;)

Tomasz Sokół

Fajny tekst i sporo trafnych spostrzeżeń.
Dobre motto dla ludzi prowadzących firmy podaje Wojciech Seliga, założyciel Spartez’a: “Open company, no bullshit” ;)

Dawid

Świetny tekst! Szkoda tylko, że nie każdy ma takie szczęście i większość ludzi jednak musi przechodzić przez młyny haeru i menadżerów średniego szczebla, a piwo z potencjalnym pracodawcą nie ma szans, tym bardziej na polecenie kogoś przez Gutka. Nie pasuje mi tu tylko jedna rzecz. Ten post nie jest o tym, jak znaleźć fajną PRACĘ tylko fajnego PRACODAWCĘ. To są dwie zupełnie różne rzeczy – można mieć fajnego pracodawcę (świetne oficjalne imprezy firmowe i nieoficjalne wyjścia z kolegami, nikt się niczego nie czepia – uczymy się wspólnie na błędach, kasa zawsze na czas bez kombinowania, firma organizuje niezłe bezpłatne konferencje)… Read more »

mała
mała

Jak dla mnie post sprowadza się do tego, żeby mieć znajomości i gdzieś w kącie na imprezie dostać propozycję. A co w przypadku, gdy ktoś jest mniej “wyjściowy”, może nieśmiały, ba – jeszcze do tego jest kobietą?

Emi

Co z tego że jest kobietą? Ja wychyliłam kielicha z pierwszym moim szefem-to-be jeszcze zanim w ogóle zaczęłam myśleć o szukaniu pracy. ;)
Co prawda to akurat nie miało później wpływu na moją rekrutację, ale jednak już się jakoś tam kojarzyliśmy. :D

Emi

Disclaimer – nie żebym uważała że alkohol jest konieczny przy poznawaniu przyszłego pracodawcy, ma to być tylko kontrargument do rozróżniania w tej sytuacji kobiet i mężczyzn ;)

Piotrek
Piotrek

wpis jest ciekawy ale jakby to ujac, moze komus sprawic wielka krzywde i przykrosc opisujesz swoja jedna droge ktora polegala na spotkaniu z odpowiednia osoba w odpowiednim czasie, rozumiem psychologiczne podejscie do takiego zdarzenia ze osoba ogromnie sie cieszy ze “sie udalo” i na tej podstawie tworzy pewien mit ze w zyciu musi byc ciezko, ze ktos nas doceni, ze ludzie to i tamto i ze na koncu sie oplaci a prawda jest zupelnie zupelnie inna, dzisiaj bo o dzisiejszych czasach mowimy 100% pracy IT w polsce to praca dla zachodu(najczesciej jest to odpad pracy ktorej nie chce sie nikomu… Read more »

Bogusz Pękalski

Wiadomo, geoarbitraż to najlepsza optymalizacja finansowa. Mieszkaj tam gdzie jest tanio, a zarabiaj gdzie płacą dużo. Ale to nie jest dla każdego i nie jest to takie proste.

Dawid

Piotrek, skąd Ty te swoje myśli bierzesz? “100% pracy IT w polsce to praca dla zachodu” – bzdura oczywista. “(najczesciej jest to odpad pracy ktorej nie chce sie nikomu na zacodzie robic” – nie, zazwyczaj praca dla zachodu do współpraca z ich ludźmi, także technicznymi. Często w zespołach, w których połowa ludzi siedzi w Polsce (tak, to słowo piszemy wielką literą), a reszta w UK, Niemczech, Szwecji… “prawie nie widuje ogloszen gdzie wazny jest algorytm czy wiedza politechniczno matematyczna” – bo algorytmy i matematyka to może 1% rynku. Większość rynku to CRUD, formatki i bazy danych, a do tego potrzebne… Read more »

trackback

[…] post nie ma nic wspólnego ze znalezieniem pracy jako takiej. Coś takiego możecie znaleźć np. tu, albo w milionie innych poradników typu How to be […]

Kacper
Kacper

Chciałbym ci podziękować, że piszesz w przystępny sposób o swoich doświadczeniach. Jako osoba, która od miesiąca pracuje w zawodzie jako programista mogę z innej perspektywy ocenić czy z firmą, w której pracuje chciałbym się łączyć na dłużej :)

Klaudia
Klaudia

Mam pytanie czy koleżanki z pracy też umawiają się na piwo z szefem? Z dotychczasowych doświadczeń ze studiów zauważyłam, że dla kolegów kontakty z kobietami to bardzo stresowa sytuacja, której najlepiej unikać, a jeśli już to zachować dystans uniemożliwiający nawiązanie jakiejś normalnej rozmowy. No chyba że jest dostępna na rynku matrymonialnym, wtedy można rozważyć podjęcie ryzyka. A jak już rozmowa się klei to wyobraża sobie nie wiadomo co. Macieju jak żyć???

Emi

Studiuję 5 lat informatykę na Politechnice, od prawie 3 lat pracuję jako programista. Może miałam szczęście czy coś, ale od początku 90% moich znajomych to koledzy – ze studiów mam tylko jedną koleżankę. Nigdy przenigdy nie czułam się w jakikolwiek sposób wykluczona, niejedno piwo z chłopakami wypiłam i niejeden hackaton zaliczyłam. Nie jestem też dostępna na rynku matrymonialnym od czasów liceum. Nie umawiam się na piwo z szefem, bo na piwo umawiamy się całym zespołem jak już. Ba, nawet ostatnio na hackatonie BrainCode w Warszawie widziałam kilka dziewczyn. Może to dlatego, że jestem trochę nerdem i lubię gry komputerowe, więc… Read more »

Klaudia
Klaudia

Dzięki za odpowiedź. Widzę że doszukujesz się problemu w tym że na pewno jest coś nie tak ze mną. Że pewnie jestem nieśmiała / nie mogę się przełamać / nie chcę sama się odezwać / mam złe nastawienie / ew. jestem dopiero na 1 roku. (A cała reszta to śmiali ekstrawertycy z dobrym nastawieniem i często zabawiający innych rozmową). W sumie jedyne co się zgadza to że nie lubię gier komputerowych. Ale nie chce mi się wierzyć, że jest to warunek konieczny żeby być rozchwytywanym towarzysko :P Ogólnie jest parę osób, które nie stawiają barier komunikacyjnych, ale statystycznie to jednak… Read more »

Arek Bal
Arek Bal

Słabo z tym Kutasem… słabe te wasze podejście.

Sam pisałeś o rozdzielaniu pracy od życia prywatnego.

trackback

[…] Jak znaleźć fajną pracę w IT PRACA […]

Moja książka

Facebook

Zobacz również