fbpx
devstyle.pl - Blog dla każdego programisty
devstyle.pl - Blog dla każdego programisty
7 minut

Moja droga do GTD – Getting Things Done


11.07.2011

Dwa czy trzy tygodnie temu przy jakiejś-tam okazji miałem okazję uczestniczyć w polskim Microsofcie w krótkim, 3-godzinnym szkoleniu o zarządzaniu czasem. Głównym tematem była metodyka (nie METODOLOGIA!!!) Getting Things Done. Skłoniło mnie to do dłuższych refleksji nad moją efektywnością, produktywnością, radzeniem sobie z zadaniami i… muszę powiedzieć, że trochę wsiąkłem.

Ale od początku…

Dawno dawno temu, dobre kilka lat wstecz, moje pojęcie o planach, organizowaniu swoich aktywności i zapatrywaniu się na wszelkie bliższe i dalsze cele wyglądało tak: “o, fajnie, ZROBIĘ!, a jak nie zrobię to będę megaciota!“. Gdy nadchodził czas faktycznego wykonania jakiejkolwiek akcji w danym kierunku (czy to będzie uzyskanie certyfikatu, czy jakiś wyjazd, czy poznanie nowej technologii) pojawiała się brzydka myśl: “później“. I tak to sobie trwało, niezrealizowane plany kłębiły się w głowie i mieszały z codziennymi obowiązkami. Efektów czegoś takiego było kilka:

  • większość rzeczy nieobowiązkowych nigdy nie ruszyła nawet z miejsca
  • o części rzeczy obowiązkowych zapominałem
  • w momentach refleksji nad tym, gdzie jestem, gdzie chcę być i jakie mam na to szanse – wyrzuty sumienia i frustracja dawały o sobie znać

Co prawda i tak niemało rzeczy byłem w stanie zrealizować, ale na szczęście dość szybko doszedłem do bardzo logicznego wniosku: to nie działa i tak dalej być nie może.

Cała ta sytuacja miała miejsce jeszcze na studiach. Wtedy właśnie, zmęczony ciągłym uczuciem niedosytu, postanowiłem, że zawsze muszę mieć świadomie wybrany JEDEN główny cel, do którego dążę w ciągu danego roku. Rzeczy, które nie wydają mi się realne, będę odrzucał od razu i o nich zapominał.

Tak też zacząłem robić. I z perspektywy kilku lat muszę przyznać, że sprawdziło się to całkiem dobrze. Na pewno lepiej, niż gdybym takiego postanowienia nie podjął. Na początku postanowieniem (trwającym dłużej niż jeden rok, ale rozbitym na mniejsze, bardziej konkretne części, i mającym drastycznie fundamentalny wpływ na całe moje dalsze życie) było “po zakończeniu studiów mieć wyróżniające się w tłumie CV” – więc zacząłem zapierdzielać. Na rok 2007: po obronie mgr wyprowadzić się z Białegostoku do Warszawy i znaleźć fajną pracę. Rok 2008: znaleźć satysfakcjonującą pracę. Rok 2009: zostać freelancerem. Rok 2010: wrócić na stałe z Warszawy do Białegostoku. Rok 2011: ślub.

Jeden duży cel na rok (składającym się z wielu mniejszych, bo taki powrót z Wawy do Bstoku to m.in. kupno i urządzenie mieszkania), który albo zrealizuję, albo doprowadzi mnie do jakichś konkretnych wniosków na przyszłość (tak było z poszukiwaniem pracy i freelancingiem). Nad tym celem świadomie myślałem, spędzałem czas na realnym planowaniu, rozpisywaniu na mniejsze kroczki. Potrafiłem dedykować całe godziny na zastanawianie się nad czymś.

Taki proces sprawił, że żyło mi się lepiej w kontekście “egzystencja żywego organizmu w roli cywilizowanej ludzkiej istoty“. Mniej więcej wiedziałem gdzie jestem, mniej więcej wiedziałem gdzie chcę być. Jednak nadal brakowało mi organizacji na trochę niższym poziomie. Wszystkie pierdoły w stylu “zapłacić czynsz“, “zadzwonić do X w sprawie Y“, “wybrać się na konferencję” – trzymałem w głowie. Ba, byłem nawet dumny z tego, że tak potrafię! Do czasu, gdy zaczęły się memory leaks.

A więc kolejna decyzja: potrzebuję kalendarza. Oj, ile się naszukałem… mając rozwiązanie cały czas pod nosem! Google Calendar okazał się najlepszym narzędziem, jakie udało mi się znaleźć. A próbowałem i jakichś małych desktopowych aplikacji, i Outlooka (a fu!), i innych internetowych organizerów. Tak więc wywaliłem ze swojej głowy wszystkie czynsze, wszystkie rachunki, i inne pierdoły. Było lżej.

Ale ale… skoro mogę tam trzymać takie rzeczy, to czemu nie mogę tam trzymać WSZYSTKIEGO? “Napisać posta na Fajny Temat” -> do kalendarza. “Zadzwonić do mechanika” -> do kalendarza. “Zacząć czytać książkę Na Którą Czekałem” -> do kalendarza. “Przeanalizować specyfikację projektu X i odesłać wycenę” -> do kalendarza…. I cool, kalendarz zapchany, teraz tylko to wykonać.

Na opisanym wyżej etapie byłem jeszcze kilkanaście dni temu. Nie było źle, ale… czułem, że na pewno można lepiej. Czy muszę się tak bardzo złościć na samego siebie, gdy przez 2 tygodnie przesuwam w kalendarzu na następny dzień pozycję “odnowić OC” (bo “dzisiaj mi się nie chce”) aż nadchodzi dzień, w którym przesunięcie nie wchodzi w grę bo OC się po prostu kończy, a ja akurat bardzo nie mam na to czasu? Czy muszę się irytować, gdy moim jedynym wyjściem jest przerywanie pracy i jechanie w dzień do miasta specjalnie po to, żeby zawieźć do banku jakiś dokument (bo w kalendarzu “zawieźć dokumenty do Nordei” wpisane było w ostatni dzień przed egzekucją kary za opóźnienie… co nie ma znaczenia bo pewnie i tak bym przesunął) mimo tego, że w ostatnim tygodniu przejeżdżałem koło banku ze 3 razy ale nie miałem ze sobą papierów? I tak dalej…

A jaką satysfakcję dawało wreszcie oznaczenie czegoś jako WYKONANE! Na tyle dużą, że dodałem sobie specjalny kalendarz o nazwie DONE, skonfigurowałem dla niego szary kolor i zamiast zrobione zadania kasować – przerzucałem je tam. Ba, mało tego! Nawet jeśli zdarzyło mi się zrobić coś nieplanowanego, to nawet po fakcie dodawałem to do kalendarza, a później przerzucałem do DONE. Tak, wiem, debil…

I oto dochodzimy do dnia dzisiejszego. Okazało się, że można lepiej.

Po wspomnianym szkoleniu w MS powstała w głowie myśl: “a może by tak to wypróbować?“. Akurat los spowodował, że od kilkunastu dni mam nieplanowany urlop… i postanowiłem poświęcić ten czas na “ostrzenie piły“. Ale tym razem nie programistycznej, a życiowej. Zacząłem czytać w internecie, potem kupiłem książkę (ostrzegam przed polskim tłumaczeniem, bo jest po prostu żenujące.. ale większość da się zrozumieć), przeczytałem, przeanalizowałem i próbuję to wszystko ogarnąć i wdrożyć. A wnioski, spostrzeżenia, refleksje… następnym razem.

Nie przegap kolejnych postów!

Dołącz do ponad 9000 programistów w devstyle newsletter!

Tym samym wyrażasz zgodę na otrzymanie informacji marketingowych z devstyle.pl (doh...). Powered by ConvertKit
Notify of
mxs
mxs

Czekamy na opowieść o szczegółach Twojego środowiska, w którym "zaimplementowales" GTD. A przy okazji pozdrawiam Podlasie :)

Pawel Klimczyk

Stosujesz szystko z tej ksiazki ? Czytam ja dwa lata temu i niestety dla mnie jest ona slaba. O wiele lepszy jest Covey "Najpierw Rzeczy Najwazniejsze". Allen wprowadza za duzo papierkowej roboty. Smierdzi to Amerykanskim populizmem :P Ale Coveya polecam.

procent

mxs,
Środowisko jest w trakcie "docierania", ale o tym też będzie jak mi się wszystko wyklaruje:)

procent

Pawel, Szczerze mówiąc nie można jeszcze mówić o "stosowaniu", a tym bardziej "wszystkiego". Strasznie dużo czasu zajęła mi analiza przedstawionych zaleceń, znalezienie i konfiguracja narzędzi, a teraz powoli przestawiam się na ten nowy tryb. Coveya kiedyś przeglądałem (tylko "7 nawyków…") i nie skłoniło mnie to do żadnych zmian, ale myślę że "dorosłem" już do czytania takich rzeczy i pewnie wkrótce do Coveya wrócę:). A papierkowa robota… chodzi po prostu o trzymanie WSZYSTKIEGO poza swoją głową – czy na papierze, czy w teczkach, czy w PDA – nie ma znaczenia. Ja wszystko mam w komputerze i po wypracowaniu sensownego workflow na… Read more »

Pawel Klimczyk

Czytalem czesc serji Coveya, tj. 7 Nawykow, 8 Nawyk, Najpierw Rzeczy Najwazniejsze, Zasady Skuteczne Przywodzctwa. I przyznam, ze wracam do czytania ich co jakis czas. Zeby przypomniec sobie cos albo ogolnie odswiezyc pamiec. Czesc rzeczy nei da sie zastosowac z marszu. Najpierw trzeba wypracowac sobie baze, ktora potem sie rozbudowuje.

Niemniej jednak Covey bardziej przypad mi do gustu niz Allen

Artur
Artur

Pierwszy raz o GTD przeczytałem kilka lat temu i do tej pory do końca nie wdrożyłem w życie. Ale to co wdrożyłem dało mi bardzo dużo. A najwięcej, że teraz świadomie nie robię rzeczy, których i tak nie miałbym czasu skończyć, a inne świadomie odkładam na półkę "może kiedyś".
Przez ten czas wypróbowałem kilka programów i teraz na desktopie rządzi u mnie TaskCoach, a gdy nie mam swojej bazy pod ręką to ToDoist przez www, ew. notes.
Kto uważa GTD za zbyt cięzkie, to warto zapoznać się z ZTD.

Gutek

ql, jestem ciekaw jak Ci to pojdzie – najbardziej interesowaly by mnie wyniki po pol roku lub nawet roku – czy wystrzymales, czy to sie dalej sprawdza, usprawnienia itp. ja przeszedlem przez wiele systemow zadan/planowania – w tym Covey z zajebistym pluginem do Outlooka. Ale zaden mi nie lezal, zawsze cos bylo nie tak – taski w Coveyu przezucalem tak jak ty "taski w kalendarzu". Mimo iz w jakis sposob dazylem do danego celu nie zawsze docieralem tam wtedy kiedy chcialem – choc w 40 czy nawet 50% zarzucalem "dazenie" na rzecz innego tasku lub pomyslu. Dosc szybko doszedlem tez… Read more »

procent

Gutek,
Żeby się od komputera uniezależnić rozglądam się wreszcie za jakims androidem – właściwie w miejsce twojego notatnika papierowego. Z Evernote wydaje mi się sensownym kombo.

Gutek

Procent, probowalem z PDA, iPhone itp. jakos mi to nie wychodzi. z iphone mozliwe ze przez to ze nie mam tutaj dostepu do netu a synchronizacja kabelkowa telefonu jest tak wkurzajaca ze nawet jakbym wypisal 100 zadan na czerwono by zrobic sync zarowno na kompie jak i na papierku to bym jej nie wykonal :) tez sie teraz nad androidem zastanawiam ale z tego co dzis czytalem w computerwold to proces Oracla posuwa sie do przodu i trwaja nieoficjalnie negocjacje co do licencjonowania per urzadzenie. ciekawe jak to sie rozwinie. daj znac jak dobedziesz androida i czy Ci sie to… Read more »

procent

Gutek,
Telefon mialby byc w tym przypadku bardziej netbookiem, tak zebym mogl naprawde wygodnie na nim pisac. Sprawdzalem na jakims gownianym samsun wave i klawiatura fizyczna wydaje sie bardzo spoko. Z androida upatrzylem Motorole Milestone 2.
Z internetem nie mialbym problemu – w domu mam wifi. Dodatkowo do synchronizacji notatek duzo łącza nie potrzeba, wiec pewnie jakis standardowy pakiet "internet w telefonie" wystarczy.
Evernote jest o tyle fajne ze nie trzeba polaczenia z netem – pracujesz offline a potem to sie wrzuca wszystko do chmury.

leszcz
leszcz

Też jestem zainteresowany jak Ci pójdzie ;). Podobnie jak Gutek mam już wiele podejść za sobą i zaskakujące jest to, że zawsze wracam do kartki i ołówka. Nic tak nie działa dobrze, szybko i niezawodnie, mimo możliwości synchronizacji danych na 10 różnych sposobów. Android ma EverNote-a, można też sprytnie zrobić sobie combo do synchronizacji MindMap, ale to i tak w efekcie prowadzi do kartki i ołówka. Co do książek – ja "7 nawyków" Covey’a uwielbiam. Polecam też "Zjedz tę żabę" Briana Tracy. W każdym razie życzę Ci powodzenia. Nie wiem, Gutek, co o tym myślisz, ale moja produktywność mega wzrosła… Read more »

Łukasz Gąsior

ciekaw jest Twojej konfiguracji – ja też długo szukałem i jak na razie najlepiej mi się sprawdza wspomniany przez Ciebie google calendar i synchronizowanie zadań z czymkolwiek się da ;)

czekam na kolejnego posta.

Piorun
Piorun

Obecnie również jestem na etapie czytania Allena. Wcześniej przeczytałem, a raczej odsłuchałem "Zjedz tą żabę" i mogę ją polecić – do pociągu, autobusu czy auta jest w sam raz do słuchania ;)

PS. Nie wiem czemu ale też mam tak, że jak coś zapiszę ręcznie na kartce to lepiej mi to w pamięci zapada. Mój mózg chyba się bardziej skupia na widok papieru :P

htaler

Powodzenia we wdrożeniu GTD. Ja używam od kilku lat (po przeczytaniu książki, wtedy jeszcze nie było jej po polsku, z tego co piszesz, to na szczęście). Na początku na papierze, potem w vitalist, a ostatnio (od ok. roku) w nozbe.com
Szczerze każdemu polecam GTD bo naprawdę działa.

munny

witam, moja historia z GTD i z Coveyem jest trochę inna, ja do zeszłego listopada o nich nie słyszałem. Praktycznie od studiów używam zeszytu/organizera "własnej roboty" do ogarniania swoich spraw prywatnych i zawodowych, udoskonalam go modernizuję już ponad 16 lat, rok temu moja ponad 70letnia matka spojrzała na niego i spytała dlaczego nie sprzedaję go innym; wtedy postanowiłem go skomercjalizować, wyprodukowałem kilkaset prototypów i rozprowadziłem wśród znajomych, ich znajomych oraz całkiem obcych osób. Wtedy kilku użytkowników powiedziało mi, że mój organizer to GTD i "7nawyków" w pigułce. Wtedy pierwszy raz usłyszałem o Allenie i Coveyu. Poczytałem i stwierdziłem że oni… Read more »

procent

munny,
Ciekawe… Może opublikuj gdzieś chociaż część zasad na jakie wpadłeś, pewnie niejedna osoba by skorzystała.

emwaw
emwaw

munny,
zero konkretów, tylko chwalenie się, które nic merytorycznego nie wnosi do tematu. Szkoda…

Tomek
Tomek

Powodzenia we wdrażaniu GTD – jestem ciekawy obserwacji i zaproponowanych narzędzi :) wspomagających.

munny

Niestety z przykrością zgadzam się z emwaw, walczę z tą wadą od wielu lat lecz tak trudno mi się jej wyzbyć. Może więc konkrety, które Wam pomogą Organizer ten używam i modernizuję kilkanaście lat – bardzo jest mi trudno krótko go opisać. Można go zrobić ze zwykłego zeszytu A4 (w kratkę lub linię) ale koniecznie w twardej oprawie, 96 lub 192 kartki (robiłem go wielokrotnie, trochę się można zmęczyć, cięcie i ręczne pisanie kalendarza) Są dwie wersje w zależności od tego czy używasz osobnego podręcznego kalendarzyka (w telefonie lub kieszonkowego) czy chcesz mieć ten kalendarzyk w tym organizerze (obie wersje… Read more »

procent

munny,
Mnie zgubiłeś przy "cele zamieniasz na kroki a kroki na konkretne zadania i wpisujesz w kalendarz pod konkretną datą" – właśnie pozbycie się tego to dla mnie największa zaleta GTD. Mając zapchany kalendarz, pełny zadań które wcale nie muszą być wykonane danego dnia, nie potrafiłem ruszyć z miejsca.

munny

witaj procent A. Cele/kroki/zadania dotyczą tylko DUŻYCH i złożonych spraw, w ich przypadku zamiana celów na kroki i zadania to istotna sprawa, potrzebny jest spisany scenariusz, bez niego jesteś jak człk zrzucony w centrum wielkiego miasta, ok, być może uda ci się dojść tam gdzie chcesz ale z pewnością kilkakrotnie dłużej lecz najczęściej nigdy. Ja mam zakładkę "cele" i tam sobie je spisuję jak mnie najdzie. Nie chodzi o to żeby rozbijać na atomy każde wyjście do sklepu. Cele i kroki nie wpisujesz w bieżącym kalendarzu – w kalendarzu, w danym dniu i godzinie zapisujesz konkretne działanie. W biezacym kalendarzu… Read more »

twk
twk

munny, możesz jakąś fotkę wrzucić? Czytałem dwa razy twoje opisy ale brakuje mi kleju…
thx

munny

niestety nie mogę się oprzeć kryptoreklamie
tak jak pisałem wyprodukowałem kilkaset szt na próbę i ostatnie egzemplarze wystawiam na allegro,
mozesz zobaczyć zdjęcia
http://allegro.pl/covey-getting-things-done-kalendarz-organizer-2n-1-i1720406799.html

ale pamiętaj, że można go zrobić samemu i wypróbować jego działanie i niewiarygodną na pierwszy rzut oka siłę prostoty ;-)

Jeżeli chcesz zdjęcia mojego bieżącego organizera (ma ok. 13 miesięcy) czyli zobaczyć jak wygląda używany to podaj maila, spróbuję coś wysłać
m.

procent

munny,
Interesująco wygląda, szacun za samodzielne wypracowanie czegoś takiego.

Artur
Artur

@munny,
1) Jak "przechodzisz"na następny rok? Wymieniasz 1/3 organizera?
2) Gdzie są "projekty"? Cel składa się u mnie z około klikunastu projektów, z których każdy realizuję od kilku dni do kilku miesięcy. Gdzie byś to umieścił?

munny

Artur (mam nadzieję, że patrzymy na to samo zdjęcie ;-)) ad.1. w wersji 3N2y (trójdzielnej) tej której używam, kalendarz ma ponad 2 lata – jak się kończy to zaczynam całkiem nowy organizer. Przepisuję tylko najważniejsze i bieżące sprawy ze starej górnej części (Skorowidza) – tej z registrami – do nowej i już. Zawsze można wymienić tylko kalendarz – samemu lub u introligatora Kiedy poprzednio używałem 2N (dwudzielny) bez kalendarza, on po prostu się "nie kończył", miałem go 2, 3 nawet 4 lata, dokładnie tyle ile trwał mój projekt lub moja praca. Zmieniałem "projekt" – zmieniałem zeszyt. W wersji 1rok –… Read more »

munny

Artur Jeszcze coś do Projektów Organizer w moim przypadku szczególnie sprawdził się podczas prowadzenia wielu projektów na raz (kilkunastu) Używanie organizera można porównać do takiego obrazka, że: (1) siedzisz przy biurku na którym stoi szafa z wieloma szufladkami (ja mam ich ok 50) każda szuflada to Projekt/Ludzie/Wiedza, każda szuflada na widoczny tytuł, kiedy po nią sięgam, pokazuje mi się jej zawartość, ogólne info i pewne szczegóły oraz linki do jeszcze bardziej szczegółowych i obszernych danych. (2) na biurku masz otwarty kalendarz tygodniowy, do którego "zrzucasz" z różnych projektów zadania na odpowiedni termin, to głównie terminy wykonania telefonów, spotkań, wysłania maili,… Read more »

Artur
Artur

@munny
Dzięki za wyjaśnienie, teraz mam lepszy pogląd na Twój organizer

Moja książka

Facebook

Zobacz również