Zawód – programista. Nadzieje.

21

Kilka miesięcy temu napisałem posta o jakże wdzięcznym tytule “Jak zostać programistą”. Efekt tej minipublikacji przeszedł moje najśmielsze oczekiwania – liczba jej odwiedzin, mnogość komentarzy pod wpisem oraz prywatnych maili dotyczących poruszonej tematyki utrzymuje się do dziś na ponadprzeciętnym jak dla mnie poziomie. Wejścia na mojego bloga z Google po wpisaniu frazy “chcę zostać programistą” lub “zawód programisty” biją na głowę te wszystkie świetne wypociny:) o C#, VS czy .NET. Na forum CodeGuru raz po raz także ktoś rozpoczyna podobny wątek.
W obliczu tak wielkiego zainteresowania postanowiłem zostawić na chwilę kwestie techniczne i rozwinąć trochę ów temat. Zagłębić się dalej w… “zawód programisty”.
Dzisiaj napiszę o nadziejach. Jak postrzegałem ten zawód wybierając go? Na co liczyłem zarywając noce przez ostatnie kilka lat? Nieustannie szukając swojego miejsca i chłonąc nową wiedzę? Mieszając życie prywatne z zawodowym tak, że teraz nie da się już ich rozerwać? Czego oczekiwałem od codziennej PRACY czyniąc z niej swoje hobby, swoją pasję i swój największy nałóg?


Rozwój

Od samego początku przygody z programowaniem wiedziałem, że za tymi bełkotliwymi dla zwykłego człowieka milionami linii instrukcji kryje się coś więcej. Coś więcej niż przeciętne rzemiosło, polegające na nieustannym bezmyślnym klepaniu tego samego przez X godzin dziennie “aż w końcu zacznie działać”.
W przypadkach wyjątkowych można nawet pokusić się o określenie: SZTUKA. Do tego dążyłem i dążę cały czas. Upragnionego poziomu nigdy nie osiągnę, ale w tym przypadku od dotarcia do celu ważniejsza jest droga do niego.
Przez większość studiów czekałem na ich koniec, żeby nareszcie móc bez przeszkód robić to co chcę. Iść do pracy i rozwijać swoje hobby, czy to nie cudowne i godne pozazdroszczenia? Od pracy zawodowej oczekiwałem nieustannego, dynamicznego, pasjonującego poszerzania swojej wiedzy. Uczyć się od mistrzów, odkrywać jak wiele jeszcze nie wiem i nadrabiać te zaległości!

Kasa

Ileż to mówi się o zarobkach informatyków! Kończysz studia, całymi dniami robisz to co chcesz robić, i jeszcze za to płacą jak mało komu! Brzmi znajomo? Trąbią o tym w gazetach i internecie, szczególnie pod koniec każdego roku akademickiego. Po latach dziadowania wreszcie będę miał komputer taki jaki chcę, wreszcie kupię wymarzoną furę, wreszcie odwieczny problem “kino czy browar?” odejdzie w niepamięć! Tak sobie właśnie myślałem, to miała być prawdziwa wymierna nagroda.

Kariera

Hej, po co podczas studiów wychodzę daleeeeko poza standardowy program olewając to, co jest zbędne? No jak to, oczywiste – żeby pracę zacząć od poziomu wyższego niż pierwszy lepszy absolwent, który cały czas od matury do magistra spędził z bełtem w garści. Skończę uczelnię i wyląduję na stanowisku programisty z prawdziwymi obowiązkami, nie będę jednym z miliona pospolitych zbieraczy programistycznej bawełny, “przynieś-podaj-pozamiataj”. Raz dwa, miesiąc po miesiącu, kwartał po kwartale, coraz ambitniejsze zadania i coraz ciekawsze wyzwania. Przecież mam tyle do zaoferowania! Czyż nie o to w tym chodzi? Żeby nie popaść w rutynę, żeby się, o zgrozo, nie nudzić! (czy w ogóle można się nudzić będąc programistą?)

Społeczności

Nic mi nie wiadomo o potajemnych spotkaniach prawników czy lekarzy, którzy po godzinach schodzą się w celu wymiany doświadczeń i wzajemnego dokształcania. Wiadomo mi natomiast o takich spotkaniach w środowiskach informatycznych. Czy to specyfika naszego zawodu, że jest on hobby dla którego jest się gotowym po całym dniu pracy siedzieć kolejne 3-4 godziny wśród podobnych sobie zapaleńców? Wszystko dla nowej wiedzy. Nieważne czy w aktualnym projekcie jest to potrzebne, nieważne czy są w ogóle rzeczywiste perspektywy na wykorzystanie omawianych narzędzi. Ważne, żeby wiedzieć co w trawie piszczy!
Kolejna zatem nadzieja: “po studiach to dopiero się pokażę!” Przed prawdziwym rasowym programistą nie ma granic. Zdobyć tonę doświadczenia w pracy a następnie dzielić się nim na forum. Spotkać polskiego Ayende, polskiego Boodhoo, polskiego Hanselmana! Po studiach, w końcu na studentów “na pewno zawsze patrzy się z lekkim przymrużeniem oka”…

Pasja

Na koniec najważniejsze oczekiwanie – na każdym kroku, niezależnie od miejsca pracy, niezależnie od firmy, spotykać pasjonatów, dla których pokonywanie kolejnych barier jest esencją tego zawodu. Dyskusje o nowościach, wymiana doświadczeń, wyprawy na konferencje, być może nawet wspólna lektura blogów czy oglądanie DNRTV… czy to możliwe, że gdzieś tego nie ma? Czy nie po to buduje się zespoły? Przecież na pewno programista wstaje rano pełen energii, pewien, że dzisiaj będzie bardziej interesujące niż wczoraj i mniej interesujące niż jutro. Piękne?


Uff… Temat to bardzo dla mnie trudny. Dwa dni zabrało mi spisanie tego tak, aby móc to umieścić gdzieś poza własną głową. Podkreślam jeszcze raz, że zawarłem tu pewną część swoich myśli sprzed kilkunastu miesięcy, i wcześniej, identyfikując się z “tymi na rozdrożu”. Kiedyś prawdopodobnie postaram się skonfrontować to z rzeczywistością. Kiedyś. Do tej pory jakiekolwiek dywagacje “co jest a co nie jest jak powinno” są bez sensu.

A Wy, jak widzicie ten zawód? Jak go sobie wyobrażacie lub czym on jest dla Was? Który z wymienionych przeze mnie punktów jest naiwny, niepotrzebny, a czego zapomniałem tu dodać? Liczę na feedback, który pozwoli wszystkim dowiedzieć się więcej o znaczeniu słowa “programista”. A może nawet szerzej – “informatyk”?

Na koniec krótki przekaz do licealistów/studentów szukających motywacji do dalszej pracy nad sobą:
Przeczytajcie jeszcze raz to co spisałem. Porównajcie z własną odpowiedzią na pytanie “po co robię to co robię?” (ale ze mnie kiepski raper). Jeżeli choć częściowo pokrywa się z moją to… do roboty! To JEST możliwe. Nikt nie da na to gwarancji (a już na pewno nie ja ;) ). Nie każdemu uda się osiągnąć taki trwający całe życie programistyczny orgazm. Ale może akurat TY będziesz takim szczęśliwcem? Bez pracy nie ma kołaczy, a jedynie mega-zmuła. Niechaj to będzie dla Was inspiracją.

Nie przegap kolejnych postów!

Dołącz do ponad 9000 programistów w devstyle newsletter!

Tym samym wyrażasz zgodę na otrzymanie informacji marketingowych z devstyle.pl (doh...). Powered by ConvertKit
Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

21 Comments

  1. “Nic dodać nic ująć…” Tak właśnie próbuje to postrzegać i teraz czuje jeszcze bardziej  że to właściwa droga. Wielkie dzięki za te myśli przelane na ten oto blog…

  2. @Tom:
    Ten wątek na CG jedynie przyspieszył publikację wpisu. Z zamiarem rozwijania tematu “bycia programistą” noszę się od kilku tygodni. Możliwe że będzie tego więcej…

  3. hehe ;) to ja lepiej myslalem: Student bez doswiadczenia zawodowego… bedzie po studiach musial pracowac po najnizszych stawkach, wiec co zrobic? pojsc na studia i przez cale studia pracowac! super pomysl, tak wiec zrobilem ;)
    Do tej pory pamietam rozmowe z dzialem HR w pewnej duzej firmy po tym jak skonczylem studia:
    – Jakie jest Twoje doswiadczenie?
    – Od 2001 roku pracuje w zawodzie w takich firmach jak XX, YY itp, bralem udzial w projektach takich jak ZZ, AA, projekty zostaly wdrozone i sa uzywane przez takie itakie firmy, itp.
    – Ale jakie jest Twoje doswiadczenie zawodowe?
    – Wlasnie je powiedzialem?
    – Nie, to jest praca na studiach, gdzie nie mozesz sie jej poswiecic, pytam sie o Industrial Experience?
    – PRzeciez to jest Industrial Experience?!
    – nie, Twoja prace na studiach moge zaliczyc jako maksimum pol roku doswiadczenia, a my szukamy osoby z doswiedczeniem minimum 3 lata
    – Przeciez ta praca to byla na 3/4 etatu
    – To nie zmienia faktu ze byla wykonywana podczas uczeszczania na studia
    Blah! i tak oto marzenia o pensji itp poszly sie #%@# w przeciagu godziny – nie liczac tego by dojsc do rozmowy z HR przechodzilem przez 3 tygodnie testow on-line; on the phone; na komunikatorze i mailowo. Dopiero przejscie tych testow gwarantowalo rozmowe z HR… no i ja mialem hehe
    Dobry tekst % :)
    Gutek

  4. Ciekawie procento. Może z Ciebie będzie kiedyś taki polski “ktoś tam” :) Jeszcze tylko zacznij prowadzić prelekcje. Jak w tym będziesz wymiatał tak jak w pisaniu to zacznę Ci zazdrościć :)

  5. % – nie myślałeś czasem o napisaniu czegoś a la “Orgazm z klasą – pamiętnik programisty zorientowanego obiektowo”? Pióro masz lekkie, na rzeczy się znasz, jak mało kto, na Zinie byśmy bestsellera zareklamowali… He? :-)
    Szacunek za ten wpis i każdy inny. Jesteś moim (blog) idolem.

  6. Ja właśnie zacząłem studia i moje poglądy/oczekiwania w znacznej części pokrywają się z procentowymi :) Dodam jeszcze, że ja uczestniczyć w społeczności (love WG.NET :)) i projektach zacząłem przed studiami i to naprawdę świetna sprawa! Ci którzy jeszcze nie pracowali – nie bójcie się! Na poligonie, jakim są pierwsze zlecenia nauczycie się najwięcej. Czasem gorzko, czasem słodko – ale zawsze z ogromną satysfakcją (szczególnie jak wypijecie browar za wsze pierwsze programistyczne pieniążki :)).
    Co do samych studiów, to trochę się póki co zawiodłem… Strasznie dużo żmudnej roboty, mało przyjemności i satysfakcji. Na programowaniu nauczyłem się już paru antywzorców ;) Ale to dopiero początek, mam nadzieję, że szybko się rozkręci… i będę miał więcej czasu, bo póki co, to .NET poszedł trochę w odstawkę :( Studia przeszkadzają mi trochę w edukacji.. Ale jeszcze bardziej martwi mnie nastawienie większości ludzi, tu gdzie studiuję. To dość prestiżowy wydział (EiTI PW), gdzie wymagają osiemdziesiąt kilka procent, by się dostać – także spodziewałem się wielu pasjonatów i mózgów… Tymczasem tak nie jest :( Znaczna część osób (80-90%?) która się tu pojawiła, trafiła tu chyba z przypadku. Inteligencji im nie odmówię, ale brakuje w nich jakiejkolwiek pasji. Kierunek informatyka wybrali chyba trochę po omacku – losowo? Szukają dużej kasy, lubią grać na komputerze (programowali co najwyżej na informatyce w liceum, ale to też niekoniecznie) – powody są różne, ale bardzo często to nie jest pasja. To przykre. Ciężko się z takimi ludźmi porozumieć :/ Na akademicką grupę .NET przyszło oprócz mnie 10 osób.. Mało zawrotny wynik. Dodajmy przy tym, że te 10 osób chodzi tam po to, żeby zrobić bardzo_potrzebny_certyfikat – żeby mieć ładną pozycję w CV. Brakuje tam spotkań na tematy ciekawe, a dostępne są jedynie warsztaty. Z tego powodu nie chce mi się czekać na te spotkania 4 godziny, gdzie poziom pasji zbiega do zera. Chętni do Imagine Cup na największym (to właśnie mój) wydziale PW? BRAK! Przez to i ja muszę cierpieć, gdyż nie mam jak stworzyć drużyny…
    Bleh, niemiłe jest takie nastawienie (tzn. pieniądze, sława, cośtam – a nie ciekawość, pasja) ludzi, a na studiach (przynajmniej moich) jest dość powszednie.
    Kolejny świetny tekst % :)

  7. @Hellix:
    Dzięki za miłe słowo, grunt to ułożyć sobie świat w głowie a potem dostosować do niego resztę…
    @Gutek:
    Wybiegasz w przyszłość – to jest post o tym jak MIAŁO BYĆ, a ty od razu z grubej rury – jak JEST:).
    @awake:
    Moje zdanie o prelekcjach doskonale znasz, wkrótce się przekonamy ;).
    @brejk:
    Poczułem się połechtany… co mogłoby być początkiem pierwszego zdania prologu wspomnianego wydawnictwa.
    @Luke:
    Cóż dodać… faktycznie po takiej uczelni spodziewać się można czegoś więcej. Ale zalety jakieś być muszą. Zresztą niedługo mają znieść pobór do wojska, więc nikt cię tam na siłę trzymać nie będzie – najwyżej sobie wrócisz do edukacji we własnym zakresie:).

  8. @Gutek – Myślę, że tego typu rozmowy z HRowcami, były na porządku dziennym kilka lat temu. Obecnie, imho sytuacja na rynku pracy dla nas (całe szczęście) zmieniła się na o wiele korzystniejszą i nawet doświadczyłem tego na własnej skórze. W ostatnim czasie miałem okazję być na kilku rozmowach i wszędzie mnie potraktowali profesjonalnie. A jeśli ktoś wymaga od nas 3, 4 czy n lat doświadczenia, a ja tyle nie mam, to dziękuję, trudno, do widzenia – idę tam, gdzie mnie sprawdzą i sami się przekonają czy warto we mnie zainwestować.
    %, gratuluję lekkości pisania, jak Ty to robisz?:) Ja po całym dniu mam wysypisko myśli w głowie i żeby coś sensownego jeszcze napisać to przechodzę katusze nad klawiaturą:) Kolejny, świetny tekst, dzięki.

  9. @podi
    Rozmowa odbyła się w listopadzie 2007.
    I to, że Polskie firmy patrzą na studenta z doświadczeniem tak jak napisałeś to rzecz wiadoma, przynajmniej to się ostatnio zmieniło na plus. Na każdego patrzą jak na potencjalnego pracownika. Jednak świat na polskich firmach się nie kończy. Za granicą czy to w Anglii czy w Irlandii czy nawet w USA, jak ktoś pisze, że wymagane jest doświadczenie 3 letnie to mają na myśli doświadczenie 3 letnie po skończeniu studiów i nie zależnie jak dobry byłbyś bez polecenia lub innych sposobów przekonywania, nie dostaniesz tej pracy.
    Piszesz ładnie, że nie aplikujesz tam gdzie jest napisane ile lat doświadczenia jest wymagane, a gdybyś miał tyle lat to byś zaaplikował? Za pewne tak. Pytanie tylko czy uznaliby Ci Twoje doświadczenie :) Sam też bym nie wysłał CV gdyby moje doświadczenie nie odpowiadało temu co jest wymagane (choć nie zawsze, ale po tym bym nie miał pretensji). Co innego jest jak tworzysz oprogramowanie w różnych firmach, spędzasz tam 8 godzin dziennie a jak nie możesz wyrobić w tygodniu to w weekend dorabiasz. Wiesz, że przez ostatnie 7 lat pracowałeś jako developer , masz na to zaświadczenie z firm, projekty, i wszystko. A oni Ci mówią, że to ma być Industrial Experience które jest nabyte po studniach… to człowieka może szlak trafić. Jak to ta pani ładnie ujęła „no wiesz jak to jest na studiach, nie powiesz mi, że pracowałeś, raczej bawiłeś się i zdobywałeś doświadczenie”.
    Zresztą sądzę, że % będzie dalej to kontynuował i ubierze to w lepsze słowa. Podsumowując, harówka na studiach nie jest aż tak opłacalna jakby się wydawało – tutaj mówię o tym co Cię spotka po studniach a nie co wyniesiesz pracując na studniach. A wyjątki tylko potwierdzają regułę.

  10. arkadiusz.wasniewski on

    Ha. U mnie była zupełnie inna droga. Nie wiedząc co ze sobą zrobić poszedłem na fizykę…. a tam wsiąkłem kiedy zobaczyłem 386 z Turbo Pascalem, C++ i Fortranem. Metody numeryczne, wykorzystanie komputerów w ćwiczeniach… I odpadłem z fizyki zostając programistą. Nie wiązałem z tym zawodem żadnych nadziei – wystarczało mi to, iż jest to moja pasja.
    Czym lub kim jest programista? Pewnie jakimś podzbiorem informatyka (jak ktoś mówi o mnie informatyk to protestuję). Rzemieślnikiem, czasem artystą. Jest to też jeden z tych zawodów, w którym jak się nie pogłębiasz swojej wiedzy to się cofasz. Jest to też jeden z tych zawodów, w których prawdziwy pasjonat nie rozpoczyna myślenia nad rozwiązaniem o 9 i kończy o 17…

  11. Yes.. we can! :D wyrwało mi się z piersi po przeczytaniu Twojego posta. A na serio.. chciałem powiedzieć, że miło jest spotkać ludzi którzy dla swojej pasji gotowi są poświęcić wiele. Dla mnie to właśnie pasja jest istotą twórczego kodowania i zdaję sobie sprawę z tego, że nie tylko kodowania. Czy bez czyjejś pasji mielibyśmy dzisiaj do dyspozycji te wszystkie wspaniałe narzędzia programowania? Moja pasja daje mi ogromną satysfakcję a ta z kolei wkręca mnie jeszcze bardziej i niech ten obłęd trwa.. :D

  12. Z wielkim zainteresowaniem czytam wszystkie wypowiedzi dotyczące “bycia programistą”, chociaż jestem związana tylko posrednią z tą problematyką. Cieszy mnie ogromnie, że ludzie mają pasję i poszukują mozliwości spełnienia się w pracy zawodowej za godziwe wynagrodzenie. Z różnym skutkiem….A z drugiej strony, odnoszę wrażenie, że w tych dyskusjach na temat BYCIA PROGRAMISTĄ trochę przesadzacie doszukując się jakiejś misji w tym, co robicie….W każdym zawodzie są pasjonaci….nauczyciele, lekarze, naukowcy:)….pracują lepiej niż inni, poświęcają więcej czasu, rozwijają się…i co?? któż ich tak strasznie docenia??? Też chcieliby wyzwań,  zrealizowania w pełni swoich możliwości…itp. Pytanie więc, czy PROGRAMISTA to po prostu zawód, w którym od razu po studiach można zarobić więcej niż w każdym innym (o czym %cik wie najlepiej), czy coś bardziej mistycznego….

  13. Powiem tak…wreszcie ktos to “powiedzial”;opisal :))) gratulacje dla autora!!
    Pozdrawiam

  14. ja idąc na studia nie pasjonowałem się programowaniem ani nie interesowałem się tym. Na początku studiów spotkałem ludzi którzy niestety zabili resztki mojej mobilizacji, żeby się tego uczyć, a nie tylko pasjonować. Później jeden z wykładowców zaraził mnie tą pasją. A następnie pierwsza praca, super sprawa. Nowe wyzwania, realizacja swoich pomysłów. I nowy kierownik i wszystko szlag trafił, potrafił zabić wszelkie pasje w całym zespole. Brak motywacji i zmiana roboty. Kolejna praca, spotykam pasjonatów, ale proza życia i kolejny kierownik, który niczym się nie interesuje, oprócz zarabianiem pieniędzy i wyzyskiem człowieka. Praca po 12-13 godzin nie jest satysfakcjonująca, i traktowanie człowieka jak śmiecia nie jest czynnikiem, który mobilizuje do rozwijania się. Na szczęście mam kolejną pracę, gdzie przychodzę z uśmiechem na usta i tak samo wychodzę :) i jeżeli ktoś trafi do firmy, która mu nie sprawia satysfakcji i czuje się osaczony, to lepiej niech stamtąd ucieka jak najszybciej

  15. Dokładnie, tak jak kolega @ktoś wyżej napisał – jeśli warunki w firmie nie odpowiadają, a szef “morduje” cały zapał i pasję to trzeba zmienić jak najszybciej :). Motywacja i atmosfera w pracy jest podstawą rozwoju i satysfakcji.

  16. Hmm.. to ja też dodam swoje trzy grosze z cyklu “Urzekła mnie twoja historia” ;)
    Otóż pracuje jako programista .NET od 5 miechów, przez wakacje na pełny etat, teraz na pół + studia dziennie. To moja pierwsza praca etatowa i od razu zostałem rzucony na głęboką wodę (ale to akurat dobrze, lubię wyzwania:D). Sytuacja polega na tym, że jest to mała firma, która utrzymuje kilka dużych projektów w starszej technologii, a ja bazując na ich doświadczeniu w branży piszę nowe oprogramowanie w .net. A że firma chce obecnie przejść w większości na .net stałem się tam niejako dotnetowym guru (teraz nawet prowadzę szkolenia). Oczywiście mi to schlebia i w ogóle, ale brakuje mi takiego mojego guru, kogoś z bliskiego otoczenia, z dużą wiedzą, doświadczeniem, z pasją taką jak moja. Kogoś kto pokazałby mi jakieś rozwiązanie, a ja bym powiedział: WOW stary to jest naprawdę dobre!
    Inna sprawa, zastanawiam się też czy nie pójść w kierunku przejścia od programisty do trenera. Co o tym myślicie, bawił się ktoś z Was w coś takiego?
    Procent, a może chciałbyś opowiedzieć o swoich przemyśleniach z cyklu “zawód – programista” na grupie .net ? :D

  17. fastnick on

    Ha! :) Co prawda jestem dopiero na pierwszym roku studiow (PW wydz. elektryczny-> inzynieria oprogramowania), ale wiedzialem z gory w co sie pakuje i z czym to sie wiaze. Naprawde z wielkim zdumieniem czytalem twoj wpis, utozsamiajac sie niemalze z kazdym zdaniem powyzszego tekstu. Wlasnie dlatego wybralem te studia- nadzieje wiazace sie z tym zawodem pozwolily mi podjac decyzje. Mam podobne podejscie, olewam zbedne przedmioty poswiecajac kazda uzyskana minute na rozwijanie swojej pasji zyciowej (nie jest to nowoscia, juz w gim i liceum poswiecalem sie w pelni fizyce i matematyce, konczac liceum z srednia 2.8 i rozszerzeniami na ~90% :p), wszystko to wlasnie po to, aby wyjsc z tej uczelni jako elita, a nie jako zwykly przecietniak. Nie byloby to jednak mozliwe gdyby programowanie nie bylo moja pasja, hobby i czynnoscia, ktora sprawia mi niesamowita przyjemnosc. Fakt, ze programujac tak naprawde ‘tworzymy’ (istna sztuka) jest rownie istotny (mialem juz okazje pracowac, wykonujac w kolko ta sama czynnosc i musze powiedziec, ze w taki sposob spelnienia zyciowego nie osiagne), co wiecej zawod ten daje nam ogromne pole do popisu, granica jest jedynie wiedza i doswiadczenie, ktore przeciez zdobywamy kazdego dnia. Kwestia kasy, kiedys pewna osoba powiedziala mi “znajdujac dziedzine, ktora pokochasz, w ktorej bedziesz dobry i ktora przyniesie tobie konkretne pieniadze osiagasz sukces”- nie oszukujmy siebie, pracy poswiecamy 1/3 naszego zycia, zakladajac z gory, ze zycie mamy tylko jedno, powinnismy szukac wlasnie takiej dziedziny. A kasa jest konkretna, w polaczeniu z kursem MBA pieniadze rzedu 30-40tys/mies sa w zasiegu reki. Moglbym pisac jeszcze dlugo o zaletach tego zawodu/studiow/stylu zycia i szczerze mowiac na bierzaco odkrywam kolejne plusy. Autora pozdrawiam i zycze wielu sukcesow :), I feel you man :D.
    ————————–
    fastnick@gmail.com
    ————————–

  18. Phenomenon on

    Otóż tak … Chodzę do 2 klasy gimnazjum …
    Od podstawówki już wiedziałem kim będę chciał zostać … I nadal wiem kim chce być …
    Będę chciał zostać Programistą …
    Nie umiem wyrazić co czuje po przeczytaniu tego … ale to coś dziwnego … niby nie pewność albo zdziwienie …Ale w każdym razie chciałbym się zapytać … Od czego zacząć … ? Zastanawiam się nad Php albo C++ … Umiem Html i xHtml … Może nie perfekcyjnie ale dosyć dobrze … Najbardziej się boje ze to mnie przerośnie … Co jak pójdę do technikum i nic nie zrozumiem z C , C++ albo php ?
    To tyle z mojej strony …

  19. najlepiej to zaczac od razu od twardych narkotyków: heroina, kokaina, morfina. po tych uzywkach pisanie kodu idzie jak po masle i np. taka funkcje wielokrotnie rekurencyjna pisze sie malym palcem z zamknietymi oczami w 20 sekund i druga reka w d***. dobra jest tez trawa i halucynogeny: lsd, grzyby, wtedy nawet na kommodorku (c-64) uda sie cos w .NET napisac korzystajacego z sql.
    pozdrawiam

  20. Ahh ;p Witam jakoś tak przegooglowałem i trafiłem tu ;-]
    [ Wcześnij pisałem w tym poście [ jako Phenomenon ]]
    Od września piszę w C++ … Mam małe problemy z OO ale dobrze idzie …
    Chciałem powiedzieć każdemu że to nie jest aż takie trudne …
    Tu nie chodzi tu nie o język … A o nauke tejże sztuki jaką jest programowanie …
    Nieważne czy piszemy w C , Owl-u , Assemblerze , Brainfuck-u czy Javie. Język jest tylko narzędziem. Tak więc nie ma się bać ;-] Kodzić ;p