O arystokracji, część 2, ostatnia

29

Ostatnio odniosłem się (“O arystokracji, część 1“) do artykułu “IT-arystokracja. Najbardziej zepsuta pensjami i przywilejami grupa zawodowa“. Dziś – kontynuacja, z trochę innej strony.

Rzeczywistość

Czy faktycznie autor artykułu po prostu wylał swoje frustracje, bezpodstawnie biorąc nas na celownik… “bo tak”? Bo siłą rzeczy rozniesie się to po internetach i podbije statystyki na stronie? A racji w tym artykule zero absolutne? Wydaje mi się, że niekoniecznie.

Kończy programista studia i idzie do pierwszej lepszej roboty. Dostaje… 3-4k na rękę, albo i więcej? Albo nawet studiuje programista i już zarabia 7-8k (znam takie przypadki)? Rozejrzyjmy się. Zobaczmy ile zarabiają znajomi z innych kierunków i jakie mają perspektywy. No właśnie…

Nie ma co ukrywać – my, programiści, JESTEŚMY uprzywilejowani. Arystokracją bym tego nie nazwał, bo to strasznie durne porównanie, ale świat idzie w takim kierunku, że potrzeba nas coraz więcej. I zapotrzebowanie to rośnie o wiele szybciej niż nasze grono. Stąd też nie ma co się dziwić, że na rynku rządzonym przez pracownika warunki mamy naprawdę dobre, szczególnie “na start”, od razu po studiach. Nie będę się rozwodził nad prawem “popytu i podaży”, bo relacja ta wydaje się dość oczywista.

Jednak co oczywiste dla niektórych być może nie jest to fakt, że części z nas naprawdę w dupach się już poprzewracało. I to tak kompletnie. Jak słyszę historie z rozmów kwalifikacyjnych, gdzie delikwent żąda poważnych, dużych pieniędzy mimo kompletnego braku kwalifikacji za samą CHĘĆ NAUKI, to ręce mi opadają. Chomąto bym takim nałożył i orał nimi pole. Ale co poradzić – prędzej czy później i taki robotę znajdzie, bo ludzi po prostu brakuje. Żadne z nas gwiazdy czy celebryty – tak po prostu JEST, czy ktoś tego chce czy nie.

Czy to jednak usprawiedliwia teksty w stylu “to trzeba było iść na informatykę” skierowane do tych, którzy znaleźli się na pozycji mniej komfortowej niż nasza? Zdecydowanie nie. To jest szczyt arogancji. A wiecie dlaczego? Dlatego, że aktualna sytuacja kompletnie nie jest naszą zasługą. Tak się świat rozwinął, i tyle. To, że “świeżak po infie”, absolwent-obibok kupujący projekty na zaliczenie za kratę browara, pójdzie na 10 rozmów kwalifikacyjnych na “juniora” za stawkę większą niż górny limit zarobków w większości innych zawodów i na połowę tych stanowisk zostanie przyjęty, to tylko jego głupie szczęście. A wydaje się kolesiowi, że rozumy pozjadał wszelakie i najmędrsiejszy w otoczeniu jest, szacunku do takiego zbiegu okoliczności zero mając.

Niejednokrotnie się zastanawiałem nad tym, czy moja praca jest warta tyle, ile za nią dostaję. Z jednego punktu widzenia – nie, bo zarabiam więcej niż przeciętny Kowalski, a praca tego Kowalskiego wcale nie musi być ani mniej wymagająca ani mniej istotna. Ale z drugiego punktu widzenia – i jego się trzymam – tak! Bo to nie jest tak, że ja zarabiam za dużo, tylko inni zarabiają za mało. I ja na to akurat zbyt wiele poradzić nie mogę. Więc bez żadnych wyrzutów sumienia poprosiłem niedawno o podwyżkę.

Zresztą… tyle pisze się o tych naszych zarobkach, a tak prawdę mówiąc – żaden ze mnie krezus. A z was? U nas w domu powinniśmy w teorii odpalać fajki od 200-złotówek, bo moja Joanna też jest programistką. No ale niestety tak nie jest. Mieszkanie kupiliśmy na kredyt. Samochód – tak samo. Nie wyjeżdżamy na wakacje, więc możemy sobie pozwolić na wydanie więcej na to czy owo. Nie liczymy każdej złotówki, ale też nie jesteśmy kompletnie zwolnieni z “trosk finansowych”. Autor tekstu zdaje się tego nie wiedzieć i kreuje nas (i was) na taplających się w talarach mckwaczy.

Poza tym Pan Dziennikarz zdaje się koncentrować na górnych limitach naszych możliwości zarobkowych. Niech przyjedzie do Białegostoku, Kielc, Olsztyna, Lublina, Rzeszowa i znajdzie takich zadufanych programistów dostających pensje w granicach 10k. No niech. Gdyby faktycznie zrobił research przed napisaniem swojego tekstu to pewnie połowę akapitów musiałby wykasować. Bo to, że ułamek % programistów w warszawskiej korporacji czy banku zarabia krocie i że inny ułamek % programistów w Krakowie dostał po służbowym samochodzie nie oznacza wcale, że tak jest wszędzie. Ale po co taki research robić, skoro można po całej grupie pojechać jak po burej suce, domalować im kły i ogony i walić do nich z armaty?

Kiedy to się skończy?

Czy rynek się kiedyś nasyci? Czy doczekamy czasów, kiedy programy będą pisać się same, a tych kilkuset programistów pozostałych na świecie będzie tylko utrzymywać systemy bankowe napisane w COBOLu 100 lat wcześniej?

Moim zdaniem – nie. Moim zdaniem – nasza, programistyczna, era, dopiero się rozkręca i będzie się kręcić dalej w dającej się przewidzieć przyszłości. Zapotrzebowanie będzie coraz większe mimo, że i nas będzie coraz więcej. I nic tu nie da “nauka kodowania dla każdego”, “przyprowadź do nas trzylatka a zrobimy z niego developera” ani “rozkmina wordpressa dla gospodyń domowych”…

Ale to tylko moje zdanie i się z nim zgadzam (LOL!). I to temat na osobnego posta. Póki co: ja się o przyszłość nie boję.

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

29 Comments

  1. Maciej, warto dodać że wielu w IT musi się ciągle uczyć. Dotyczy to nie tylko programistów, ja jestem IT PRO i jest tak samo. I własnie za ciągłe rozwijanie umiejętności i doskonalenie warsztatu osiąga się wysokie zarobki. Ktoś, kto osiadł na tym, czego nauczył się na studiach i może kilku szkoleniach raczej nie ma co liczyć na wysokie zarobki w branży i ciekawą pracę. Po moich znajomych widzę kolosalną różnicę pomiędzy osobami, które są ambitne i cągle się uczą i takimi, które są bierne i wcale nie mają ochoty się uczyć. Pięć lat po studiach dzieli te grupy przepaść. Też ciekawie o rozwoju http://blog.scottlowe.org/2014/06/09/thinking-out-loud-handling-career-evolution/ i jak wiele to wysiłku wymaga.
    W innych branżach nie zmienia się wszystko aż tak szybko. Ale wiele zjawisk jest podobnych. Moja żona jest psychologiem i prowadzi własną DG. Wielu narzeka, że po psychologii nie ma pracy. A ona nie jest w stanie obrobić pacjentów, którzy się do niej zgłaszają. Szukała ostatnio osób do pracy i jest załamana. Oczekiwania finansowe są takie, że chcieliby na rękę dostawać tyle, ile ona bieże od pacjenta brutto za godzinę, a nie potrafią odpowiedzieć na podstawowe pytania. Nawet jeśli dostawiali je na maila, to nie potrafili znaleźć na nie odpowiedzi.

  2. jdoe,
    Aspekt “rozwoju” celowo pominąłem. W IT można pójść po studiach do korpo czy dużego “portalu internetowego” i siedzieć tam latami, łatając bugi, nie ucząc się na własną rękę niczego nowego.
    Z drugiej strony – inne zawody też muszą się uczyć/doszkalać. Nie potrafię stwierdzić jak bardzo (jak dużo czasu po pracy na to potrzeba), ale jestem przekonany że nie musi to być wcale tak dużo mniej niż w IT.
    Zresztą wszędzie jest podobnie: pracowity i aktywny osiągnie więcej niż ospały leń.

  3. Pingback: dotnetomaniak.pl

  4. No generalnie prawnicy muszą się szybciej uczyć IMHO. A czy więcej? Ale na pewno zmiany mają szybciej. U nas język przeważnie staje się standardem po ok 5 latach, u nich prawo działa od ręki.

    Śmiem twierdzić, że większość programistów zarabia w granicach połowy tych wymarzonych 10.000 – wystarczy wypełnić te śmieszne stronki z anonimowym ile Ty zarabiasz. Chociaż pewnie Ci najlepsi nie mają na to po prostu czasu :)

  5. patrzący w ciemności on

    Z jednym się trochę nie zgodzę: pozycja informatyków na rynku pracy to nie bańka ostatnich dwóch lat, ta sytuacja trwa od lat co najmniej kilkunastu. Dla przykładu, ja przekwalifikowałem się na programistę jakieś 10 lat temu, gdy zmieniła się sytuacja i ukończony przeze mnie na polibudzie kierunek stał się bezwartościowy. I była to już wtedy świadoma decyzja, oparta na jakiejś tam analizie ówczesnej teraźniejszości i prognoz na przyszłość. Więc hasło „trzeba było iść na informatykę” nie jest takie całkiem bez sensu.

  6. patrzący w ciemności,
    Oczywiście że ten boom trwa od kilkunastu już lat, ale hasło “trzeba było iść na informatykę” nie jest bez sensu, tylko jest straszliwie aroganckie. Nie każdy chce siedzieć przy komputerze, to nie jest zawód dla każdego. I taka rada to trochę smutne podejście.

    • patrzący w ciemności on

      procent:
      Pewnie, że nie każdy chce i szczerze mówiąc nie każdy się nadaje – bo abstrakcyjne myślenie, bo wielogodzinne skupianie się, bo potrzeba sporo matmy, logiki, specyficznej wyobraźni. Ale jeśli ktoś jęczy, że źli informatycy mają za dobrze, ja jednak zawsze odpowiadam: to czemu nie zostaniesz informatykiem? albo prawnikiem? albo lekarzem? albo inżynierem jednej z kilku chodliwych specjalności? perspektywicznych zawodów jest trochę, ale rzadko studia i sama praca są lekkie, łatwe i przyjemne, a narzekający jakoś dziwnym trafem często kończyli europeistykę albo coś równie poszukiwanego na rynku…

  7. “Niejednokrotnie się zastanawiałem nad tym, czy moja praca jest warta tyle, ile za nią dostaję.”
    Jeśli wyznajesz teoria laborystyczną Marksa – tak. W innym wypadku – nie. :)

  8. *Oczywiście miałem na myśli coś odwrotnego. :) Jeśli popyt i podaż kształtuje rynek, to każda płaca jest uzasadniona.

  9. Mam pytanko jakie kroki powinien podjąć, aby mieć szansę na ciekawą, rozwojową i dobrze płatną (niekoniecznie od razu) pracę w branży IT?

    Mam magistra z ekonomii czy wystarczy, żebym zrobił dwuletnie studia podyplomowe + nauka we własnym zakresie jakiś konkretnych języków programowania a reszty nauczę się już po znalezieniu pracy?

    A może niepotrzebny mi papier i wystarczy tylko konkretna wiedza i umiejętności, a doświadczenie zdobędę już w praniu? Jakiego języka/języków programowania najlepiej się nauczyć w pierwszej kolejności, aby mieć jakiś punkt zaczepienia?

    • Na Twoim miejscu olałbym studia podyplomowe z IT w chwili obecnej, natomiast będziesz musiał się w takim przypadku obronić wiedzą na rozmowie kwalifikacyjnej. Z podstawowych wskazówek – naucz się najpierw Core, bez żadnych udziwnień, bibliotek itp. Weź np. C# i leć od początku z jakiejś książki (pisząc przy tym jakieś proste aplikacje). Następnie zdecyduj co Cię bardziej kręci desktop czy web i idź w tym kierunku – możesz zacząć pisać np. aplikację do automatyzacji procesów w firmie. Podczas pisania napotkasz górę problemów, z którymi będziesz musiał sobie poradzić (celowo wybrałem taką aplikację :) ), poznasz nowe rozszerzenia i sposoby rozwiązywania problemów. Jak skończysz pisać – weź do ręki wzorce projektowe gangu czworga (Biblia wzorców projektowych) i przeleć po aplikacji, zastanawiając się gdzie można byłoby je zastosować. A reszta przyjdzie z czasem!

  10. Ja ująłbym to tak – nie jest ważne jaki kierunek studiów ukończysz. Wszystko zależy w dużym stopniu od samego człowieka – zauważyłem, że w naszym społeczeństwie ludzie boją się podejmowania “dużego” ryzyka oraz są zbyt wygodni, a bez tego ani rusz, jeśli ktoś chce zarabiać przyzwoite pieniądze. Nikt nikomu nie broni założenia własnej działalności, dokształcania się w swoim własnym zakresie po godzinach (sam z resztą Procent o tym wiesz :) ). Problem polega na tym, że wiele osób bazuje tylko i wyłącznie na tym co wyniosło z zajęć na studiach (a gdzie dodatkowa praca, nawet w jakichś marnych projektach czy firmach? Zawsze takie doświadczenie zaprocentuje w przyszłości) i nie podejmuje w/w ryzyka, z czego potem biorą się różnego rodzaju narzekania (jako naród jesteśmy w tym chyba najlepsi :) ). Nie może być tak, że do pracodawcy przychodzi gość w wieku 25 lat, który nigdy nic nie robił (nawet nie zbierał truskawek czy nie sprzedawał telefonów) oraz nie dokształcał się w swoim własnym zakresie i od razu żąda kokosów.

  11. coffeina on

    Jeśli chodzi o mnie to ja np. kończę informatykę ale nie pracuje jako programista, zajmuje się testowaniem oprogramowania. Jednak w przyszłości będę developerem, dlatego po pracy siadam z książką i piszę, robię tutoriale, załapałem się do kilku projektów i kodzę w nich za darmo. Są tego plusy i minusy ale w tym momencie nie widzę innej drogi. Do niektórych z Was pisałem maile z podobnym pytaniem jak: ‘P’. Nie ma innej rady jak: ‘Do roboty!’ i tyle.

  12. Myślę, że dyskusja jest trochę bezpodstawna. Każdy zawód ma swoje pięć minut i nic na to nie poradzimy (no chyba że będziemy mordować :-) ). Zarabia się tyle ile da szef. Jak ktoś zazdrości, niech siada w piękny letni dzień przed kompa na 12 godzin, wytrzeszcza oczy i napręża pośladki. Jak ktoś tego nie czuje, niech się przełamie albo idzie do łopaty.
    Poza tym praca nie musi być przyjemna – wiele ludzi robi coś, co nie chciałoby robić i żyją, bo robią to dla pieniędzy i wyplata jest nagrodą.

    Jedyny problem, który widzę wyraźnie, to fakt, że w tym popieprzonym kraju aby żyć na względnym poziomie trzeba mieć dobry zawód i/lub być sk***synem. W takim UK pracownica biurowa dostanie 1000 funtów i stać ją na mieszkanie na kredyt, samochód na kredyt, wycieczkę do Indii (przykład znam osobiście). U nas ze średniej pensji to “bogata” wegetacja a kwoty związane z ubóstwem lub zasiłkiem to abstrakcja. Poczytajcie definicję granicy ubóstwa i policzcie ile trzeba kasy, aby tak żyć i porównajcie z minimalną. Przecież to się wyklucza. Ja już nie mam nadziei, że będzie lepiej w tym kraju. W 1998 dostałem pensję 1300 PLN i to wtedy było słabo, a teraz sławna firma wysyłkowa i nie tylko ona tyle proponuje – nie wiem jak to nazwać. W kraju pozostały nierozwiązane problemy, z którymi normalne kraje uporałyby się w 10-20 lat.

  13. @Tomasz, “w tym popieprzonym kraju aby żyć na względnym poziomie trzeba mieć dobry zawód i/lub być sk***synem”. Po pierwsze, kto komu broni “posiadania” dobrego zawodu. To raz. Dwa – dlaczego od razu “sk***synem”?. To, że komuś lepiej się powodzi nie oznacza, że nim jest – zazwyczaj nie chodzi tu o żadne cwaniactwo i inne tego typu rzeczy, a właśnie o przedsiębiorczość, umiejętność podejmowania dobrych decyzji oraz chęć podejmowania ryzyka. Trzy – takie UK nie miało problemu z tym, że było najpierw pod zaborami, a potem pod kolejnym “zaborem”. Weź pod uwagę fakt, że ten kraj narodził się tak na dobrą sprawę 25 lat temu. Porównaj Polskę do innych krajów dawnego bloku wschodniego – jest to gigantyczna przepaść. Problemem, który pozostał jest to, że niestety większa część społeczeństwa nadal uważa, że każdy powinien mieć po równo, albo że każdego powinno być stać na to samo. A tak w zachodnim świecie nie jest.

  14. @jedmac
    Nie zrozumiałeś mnie…
    Ale co to znaczy dobry zawód ? Wszyscy mają być programistami ?
    Miałem na myśli zawody, które są także społecznie potrzebne (np. pielęgniarka, przedszkolanka, listonosz, etc), a ich przedstawiciele zarabiają grosze.
    Zauważ, że część ludzi “pasie się” kosztem innych – mam na myśli tych, którzy przypadkiem lub intrygą uzyskali stanowisko związane z władzą i kurczowo się trzyma takiej posady gnębiąc podwładnych. Dobry przykład – urzędy, czy np. Policja (wiem z pierwszej ręki). Mierny, bierny ale wierny… Co mają zabory do rozwoju ? Cała Europa Centralna i Wschodnia była pod zaborami. Albo co ma do tego UK ? Wiesz, że w latach 70-tych ten kraj był w takim kryzysie, że o mało co spadliby do rangi krajów rozwijających się a Francuzi zastanawiali się, czy UK powinno być w EWG ? Ale pokonali kryzys. W mniej niż 20 lat. Popatrz na Niemcy Zachodnie ? Anglicy jeździli do nich do pracy 15 lat po wojnie.
    Pamiętam późną komunę, okres przełomów i powiem, że w tym kraju nigdy nie będzie lepiej. Nie chodzi o fasadę typu stadiony czy autostrady, tylko o względną normalność. Być może dobrze zarabiasz, ok, ale jest wielu ludzi, którzy stają przed wyborem – lekarstwa czy rachunek za prąd. Ciekawe, że na zachodzie zazwyczaj nie ma tego problemu. No ale tam nie jest po równo….
    Jeżeli chodzi o porównanie – to porównajmy się do Czech, Estonii, Słowacji, Rosji. Nawet Mongolia idzie do przodu. Pasterze, a jeżdżą terenówkami i na totalnym zadupiu mają prąd, lodówkę i satelitę. Z grzeczności nie napiszę o Chinach. Na ich tle wypadamy słabo jak na 25 lat zapieprzania, poświęceń i wyzysku.
    I nie chodzi o to, żeby było po równo, tylko o to, żeby przy obecnym rozwoju społeczeństwa i technologii zwykły pracownik mógł zjeść zdrowy posiłek, ubrać się, pójść do kina z dziećmi i kupić im lody. Jak czytam w necie, że ktoś po 20 latach pracy ma 1600 PLN pensji, to zastanawiam się w jakim kraju ja żyję. Podobnie miałem 15 lat temu i to już wtedy nie było rewelacji, Tylko wtedy ZUS wynosił 400 PLN, pokój 300 PLN, paliwo 3 zł, metr mieszkania nie więcej niż 2k.
    Margaret Thatcher powiedziała kiedyś w stylu: gdy wszyscy będą się bogacić, wzbogacą się także biedni. W takim “strasznym” UK sprzątaczka ma 900 funtów, menedżer 2500.
    U nas tak nie jest – w Polsce sprzątaczka 1000 (3/4 etatu pracuje 8) lub 1300, menedżer 7000.
    Nie marzę o powrocie komuny, ale uważam, że Polska nie może się chwalić za bardzo wynikami z ostatniego ćwierćwiecza.
    A dlaczego się odnoszę często do UK – bo powinien być wzorem dla Polski ( nie znaczy, że jest ideałem, o nie !): nie ma przyjaciół a interesy, płacisz za to co kupujesz (np. sprawa abonamentu – elegancko rozwiązane), głupie przejście dla pieszych inaczej działa – żaden debil-pies nie da Ci mandatu za przejście na czerwonym, urzędnik jest dla Ciebie, ZUS – 10 funtów, a w Parlamencie zasiadają lordowie a nie chamy i pierwotniaki.
    Przepraszam za długi tekst, ale jako wdrożeniowiec najeździłem się po firmach i małych miasteczkach i widziałem zachowania szefów czy biedę na własne oczy.

  15. Macieju,

    “Bo to nie jest tak, że ja zarabiam za dużo, tylko inni zarabiają za mało.”
    No i to jest sedno problemu. Poza tym praca w IT wcale nie jest taką sielanką. Gdyby tak popytać pracowników korpo, to okaże się, że niemało osób ma dość użerania się z menedżerami, architektami, innymi ludźmi nie znoszącymi krytyki i właściwie to chciałoby zmienić zawód.

    “I ja na to akurat zbyt wiele poradzić nie mogę.”
    Tutaj się nie zgodzę. Zdajesz sobie sprawę, do jakiej ilości osób docierasz, prawda? Dzisiaj wiele osób mówi: “nie mam na kogo głosować”, “wszyscy są tacy sami”. Mało kto interesuje się polityką, ludzie uciekają od odpowiedzialności za podejmowanie decyzji. Tylko wtedy nie mówmy, że niewiele można poradzić.

  16. Stefan,
    Do ilu osób docieram to właściciwie nie wiem i nie ma to większego znaczenia – politykowania u mnie prawie na pewno nie będzie, chyba że sam w jakichś wyborach wystartuję:). Ja jestem jednym z tych mówiących “nie mam na kogo głosować” – bo nie mam, i nie głosuję. I to jest świadoma decyzja. Z zerową odpowiedzialnością. I właśnie dlatego mówię że nic nie mogę poradzić. Moim zdaniem nie ma większego znaczenia to które świnie się aktualnie taplają przy korycie.
    Jedyne co faktycznie mógłbym zrobić to oddać część wynagrodzenia komuś innemu. I czasem tak czynię.

  17. Macieju,

    no właśnie widzę, że zrzucasz z siebie jakąkolwiek odpowiedzialność. I to nie chodzi o to, żeby agitować za konkretną partią, tylko zachęcać ludzi do zwiększenia swojej świadomości politycznej. Jako osoba z pewnym autorytetem w swoim środowisku mógłbyś o coś takiego się pokusić. No ale łatwiej rzucać frazesami typu “świnie”, “koryto”. Tylko proszę nie powtarzaj powtórnie hasełek typu “nic nie mogę zrobić”, bo tym samym potwierdzasz tezę artykułu o IT jako arystokracji. W sumie skoro zarabiasz X*średnia krajowa, to co miałoby Cię obchodzić, kto rządzi naszym krajem?

  18. Stefan,
    Nie zrzucam z siebie żadnej odpowiedzialności, ponieważ nikt takowej na mnie nie nałożył. Nie oczekujesz chyba że zacznę uświadamiać ludzi że “trzeba iść do głosowania”?? Ja świadomość polityczną mam, staram się mniej więcej orientować w tym co się dzieje, i to właśnie owa świadomość mi mówi że nie ma absolutnie żadnego znaczenia kto wybory wygra bo wszyscy są tacy sami. Z wszystkich dostępnych obecnie partii jedynie Korwin nie ma na koncie afery z podsłuchami, ale on kompromituje się i bez podsłuchów.
    “Świnie” i “koryto” to nie frazesy tylko mój pogląd na nasze elyty. I niedoczekanie żebym nakłaniał kogoś do pójścia na wybory w aktualnej sytuacji.
    Dodatkowo myślenie “pójdę na wybory – zmienię kraj”, nawet jeżeli któraś partia wydaje się komuś sensowna, jest strasznie naiwne. Bo jeżeli na tym kończy się aktywność, to jest to zrobienie dokładnie tyle samo co ja. Czyli nic.

    Ale to był tak straszliwy off-topic, że więcej na temat polityki wypowiadał się tutaj nie będę.

  19. Macieju,

    nie poczuwasz się do odpowiedzialności za swoją rodzinę? Zakładam, że tak. Oddanie głosu w wyborach, to nie jest “nic”, szczególnie przy tak niskiej frekwencji. Na prawdę uważasz, że nie ma znaczenia, kto rządzi tym krajem? Uważasz, że podwyższenie minimalnej krajowej, ozusowanie śmieciówek albo podatek 75% dla najbogatszych (jak we Francji), nie będzie miał wpływu na Twoją rodzinę? Z dwoma pensjami z IT można te sprawy olać i ja nic do tego nie mam. Tylko nie mów, że nie da się nic zrobić. Ludzie, którzy przychodzą na Twoje prezentacje, są tymi, którym się chce odrobinę więcej. Jeśli nie tego typu ludzie mają zmieniać ten kraj, to ja już nie wiem, kto miałby to zrobić.

  20. @Stefan
    Nikt tego nie zrobi, bo Polacy w większości przypadków myślą sercem a nie mózgiem. Jak łapią się na hasła: sprawimy, zwiększymy, ulepszymy, poprawimy w kilka lat – bez jasnej i logicznej ścieżki postępowania, to nic się nie zmieni w tym kraju. Wystarczy popatrzyć na historię: za wolność waszą (że co ?) i naszą, powstania (tylko trzy udane) inne to raczej hekatomby, brak patriotyzmu na co dzień w drobnych sprawach. Dobra, kończę, bo jeszcze kogoś zdołuję. A co do zarobków w IT, to kwota rzędu 8-10 tyś. to nie jest jakaś kosmiczna kasa jak ktoś ma rodzinę i chce żyć na przyzwoitym poziomie.

  21. Wszystko fajnie, zarobki, możliwość rozwoju, ciekawe projekty i duża ilość tych projektów. To wszystko jest w IT. Ale czy nie wydaję się Wam, że przez takie ‘rozgłaszanie’ tego wszystkim, nauczanie programowania każdego, organizowanie prelekcji na ten temat. Nie przyczyni się do tego, że zawody związane z IT będą jak np.(nie ujmując nic nikomu) budowniczy dziś – pełno pracowników, mało kto jest wykwalifikowany, ale każdy praktycznie umie to robić… no i robi.

  22. To niestety prawda – trudno znaleźć programistów ze znajomoscią Pythona i CMS Diango, oraz podstawowych narzędzi jak np. git, oraz którzy podjeliby współpracę (zdalną) na rozsądnych warunkach. Chyba jednak wszycy “ogarnięci” wyjechali a zostali amatorzy. Jeśli się mylę, to zapraszam do współpracy.

  23. taki lekki offtop: @procent – co wedlug Ciebie powinien potrafić programista C#? ( junior )

Newsletter: devstyle weekly!
Dołącz do 1000 programistów!
  Zero spamu. Tylko ciekawe treści.
Dzięki za zaufanie!
Do przeczytania w najbliższy piątek!
Niech DEV będzie z Tobą!