Początki mojej “kariery” – odpowiedź na maila

19

Wczoraj Gutek opublikował swoją odpowiedź na maila zatytułowanego “Prośba o radę…“. Los chciał, że dostałem maila o identycznym tytule, jednak innej zawartości. Jakaś zorganizowana akcja, żeby dać piątaka?:). Odpisanie na niego zajęło mi dobre półtorej godziny i doszedłem do wniosku że publikacja tego co się urodziło może być faktycznie dobrym pomysłem.

Streszczenie maila, aby wprowadzić wszystkich w kontekst:

Jestem studentką drugiego roku studiów informatycznych i mam pewne obawy wobec dalszego przebiegu sytuacji. (…) Wiem, że wszystko zależy ode mnie. Wiem też, że pracodawcy cenią głównie doświadczenie. (…) Nie wiem jak powinnam zabrać się za to przygotowywanie. (…) Czy mógłby mi Pan powiedzieć jak u pana przebiegał ten start? Co taka adeptka jak Ja powinna umieć nim rozpocznie swoją pierwszą pracę?

W tym roku dostałem podobnych maili 4 albo 5, zatem temat wydaje się być interesujący dla sporej rzeczy Czytelników (nie żebym 4 czy 5 osób uważał za “rzeszę”, ale wiadomo OCB).

W takim razie, aby nie przedłużać, poniżej moja nieznacznie wyedytowana odpowiedź:


Jesteś na drugim roku studiów, więc moim zdaniem nie masz w ogóle powodów do obaw. Na tym etapie jesteś i tak dużo bardziej “zaangażowana zawodowo” niż ja wtedy byłem – cokolwiek w kierunku zostania dobrym programistą zacząłem działać dopiero na III roku. Wcześniej interesowało mnie jedynie tak zwane “życie studenckie”. Rozterki w Twoim przypadku są więc bardzo dobrym znakiem – zmarnujesz mniej czasu niż ja zmarnowałem:).
Ja po otrząśnięciu się (tzn. po poważnym zadaniu sobie pytania “co dalej z tym życiem? niedługo koniec studiów a ja nic nie umiem!”) zabrałem się na poważne do roboty. Zdecydowałem się na poznanie platformy .NET bez jakiegoś szczególnego powodu. Wiedziałem tylko tyle, że bardziej mi się podoba C# niż Java (chociaż uzasadnić tego nie potrafiłem).
Nie ma co się zbytnio rozpisywać nad kolejnymi etapami w “edukacji”, więc wymienię je tylko w punktach, poczynając od początku III roku studiów:

  • zapisanie się do akademickiej grupy .NET i nauka na każdym spotkaniu masy nowych rzeczy
  • samodzielne poznawanie platformy poprzez pisanie małych programików (jak ściągacz/wyszukiwarka rozkładów autobusów z netu, wysyłanie wiadomości na GG, budzik/timer/zegar, etc…)
  • po kilku miesiącach czegoś takiego – dołączenie do drużyny startującej u mnie na uczelni w konkursie Imagine Cup – najlepsza decyzja w moim programistycznym życiu
  • zgłoszenie się do zespołu studentów rozwijających portal codeguru.pl (już nie ma takiej możliwości, a szkoda, bo była to fajna opcja dla ludzi szukających udziału w sporym projekcie)
  • zdanie pierwszego certyfikatu MS – voucher dostałem z uczelni za start w IC, a nauka do niego dość dużo mi dała
  • wyjazd na sokrates-erasmus do danii na IV rok (tam też sporo nauki we własnym zakresie oraz realizacja 2 projektów semestralnych, co pozwoliło mi na poznanie asp.net, bo wcześniej programowałem tylko w winforms)

Tutaj przerwę żeby napisać: na tym etapie, czyli 2 lata po podjęciu decyzji “czas coś ze sobą zrobić”, byłem już na zupełnie innym poziomie. Nawet porównując się z rówieśnikami mogłem być zadowolony. Rok w Polsce i rok w Danii bardzo ciężkiej pracy (oczywiście za darmo) pozwolił mi na ogromny wręcz skok umiejętności, rozeznania w narzędziach, doświadczenia… Aż sam się zdziwiłem, że w tak niewiele czasu można zdziałać aż tyle. Co prawda odbiło się to na drastycznym zmniejszeniu liczby imprez, ucierpiały też na tym studia (zależało mi tylko na nauce .NET, olałem całą resztę… a na uczelni żaden przedmiot nie był prowadzony w C#/.NET, więc siłą rzeczy cały materiał na studiach zaliczałem po najmniejszej linii oporu) – ale było warto. Po powrocie z Danii, gdy szukałem praktyk, dostałem się na wszystkie stanowiska na jakie aplikowałem (finalnie wylądowałem w Erze, ale przyjęli mnie też do jakichś 2 banków i do Siemensa… nie pamiętam czy gdzieś jeszcze).
Więc po takim wtrąceniu, dalej, V rok studiów:

  • praktyki w Erze
  • kilka miesięcy pracy zdalnej jako programista ASP.NET
  • ponownie start w Imagine Cup
  • stanowisko architekta w projekcie ITCore.pl – to już legenda, klasyczna porażka Microsoftu i całego naszego zespołu, oraz wywalenie do kosza 9-miesięcznej pracy kilkudziesięciu studentów, ale mimo to zdobyłem masę doświadczenia oraz imponujący wpis w CV (mimo porażki projektu)
  • magisterka

Potem nadszedł czas szukania pracy… i problemów nie było żadnych. Przy pierwszym podejściu dostałem się do 4 firm w Warszawie. Potem zmieniałem pracę dwukrotnie, i też znajdowałem nowe firmy właściwie w ciągu tygodnia.

Z tego wszystkiego co zrobiłem jestem bardzo zadowolony i nie chcę się nawet zastanawiać jak wyglądałoby teraz moje życie, gdybym w porę nie zorientował się, że po studiach wypada coś sobą reprezentować. Było oczywiście bardzo ciężko, pieniędzy nie miałem z tego żadnych (co chyba irytowało mnie najbardziej, bardziej niż pracowanie/nauka po kilkanaście godzin dziennie, 7 dni w tygodniu) – ale tak czy siak opłaciło się.

Zatem napisać mogę jedynie: niczym się nie przejmować, głowa do góry i moje motto: DO ROBOTY :).


Potem było jeszcze prawie drugie tyle “ustosunkowywania się” do kilku poszczególnych linijek z maila, ale wyrwane z kontekstu nie do końca będą miały tutaj sens, więc pozwolę sobie je pominąć.

Może dorzuci ktoś jakieś porady, wskazówki?

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

19 Comments

  1. Wstąpienie w szeregi grup / kół naukowych to chyba najlepsza inwestycja na starcie ;]
    Podobnie było w moim przypadku. Dzięki grupie zmieniło się kompletnie moje, życie.

  2. W ramach uzupełnienia, widok na „świeżaków” od strony rekrutacji. Miałem taką sytuację, w której przeglądaliśmy dosyć pokaźną paczkę CV osób aplikujących na stanowisko programisty (.NET). Po odsianiu tych CV, które nie były związane z zawodem oraz tych, które były napisane po prostu niechlujnie pozostała garstka zawierających praktycznie to samo aplikacji. Studia, kursy Microsoftu (w ramach studiów ofc), kusy Cisco (również w ramach studiów), zainteresowania: podróże, muzyka, filmy – standard. Praktycznie mogliśmy wylosować jedno z nich bez krzywdy dla projektu. Jednak tak nie zrobiliśmy, wybrane zostało CV gościa, który jako JEDYNY podszedł do egzaminu (któryś Microsoft-owy) i go zdał. I nie chodziło tutaj nawet of sam egzamin a bardziej o to, że pozytywnie się odznaczał na tle pozostałych. Mimo, że poszukiwaliśmy kogoś po studiach więc bez doświadczenia i bez wiedzy (która była by dla nas potrzebna) to wybraliśmy człowieka, który zrobił coś więcej niż chodził tylko na zajęcia i zbierał oceny w indeksie. Podpisuję się pod słowami Maćka, bierz udział w IC, zdawaj egzaminy (egzaminy beta można zdawać za darmo – http://blogs.technet.com/b/betaexams/) bierz udział w projektach open source (choćby robiąc tłumaczenie) lub stwórz własny – opublikuj na CodePlex, SourceForge etc. Erasmus, jeśli tylko masz fundusze, jak najbardziej tak. Porozmawiaj z opiekunem grupy .net – może uda się odbyć zdalne praktyki w Microsoft. Jednym słowem wyróżnij się z tłumu – bądź jak purpurowa krowa (http://www.sethgodin.com/purple/)

  3. Ja uzupełnię listę rzeczy które można zrobić o udział w konferencjach. Nawet jeżeli nie znajdziesz tam pracy to będzie okazja porozmawiać z ludźmi z branży którzy często później mają wpływ na rekrutację. Dobrym pomysłem jest też wzięcie od nich wizytówki. Jeżeli później taka osoba będzie przeglądała stos takich samych CV to fakt że nas chociaż trochę znają (np. wiedzą że posiadamy jakąś wiedzę, albo potrafimy precyzyjnie zadawać pytania) sprawi że wylądujemy trochę bliżej wierzchu tego stosu. Ja otwarcie przyznaję się że dzięki znajomości z konferencji miałem ambitne i płatne praktyki, na których zdobyłem wiedzę która pozwoliła mi znaleźć pracę już po drugim roku studiów.

  4. @rek,
    Po to też jest rozmowa, żeby o te dodatkowe aktywności zapytać!
    Przypuszczam , że moje CV też byście odrzucili w ten sposób. Bo jak to w CV jest tam wykształcenie i doświadczenie oraz znane technologie/języki.
    Z jakiej racji mam wpisywać do CV konferencje czy publikacje.
    Z mojej strony wpisywanie konferencji to chwalenie się, a publikacje może przecież kierownik sobie sam znaleźć…
    Jedyne co zawsze wpisywałem do CV to uczestnictwo/współtworzenie kół naukowych.
    Na egzamin np. gdy miałem czas go zrobić nie miałem kasy i odpuściłem sobie.

  5. soku,
    Oj, nie powiedziałbym… CV ma przekonać pracodawcę, że warto zaprosić Cię na rozmowę. Jak ma spełnić to zadanie skoro nie wpisujesz tam tak ważnych rzeczy, zostawiając je na spotkanie do którego nie dojdzie?

  6. @procent, @soku

    CV powinno zawierac tylko tyle informacji by zaciekawic. wypisywanie wszystkiego nie ma sensu bo nie ma sensu Cie zapraszac na rozmowe – all jest czarno na bialym. nalezy tak je ulozyc by nie pominac istotnych rzeczy ale tez nie podawac szczegolow a tym bardziej nie zasmiecac go informacjami na jakich konf sie bylo :)

    jednak wszystko mozna ladnie i skromnie ulozyc na przyklad zamiast wypisywac 2-3 zdan napisac pregelegnt: MTS 2009-2011, TechEd 2008-2010. to powinno na tyle zaciekawic by zaprosic na rozmowe.

    Co do pub to sie zgadzam z @procentem, powinny byc. nie nie art na blogu a pub na lamach magazynow, portali spolecznosciowych itp itd.

    co innego jak cv jest pisane pod keywords – czyli wysylane do na przyklad monstera lub innej firmy zajmujacej sie rekrutacja lub posrednictwem, ktora po prostu robi tak: search .NET Framework 4.0 – nie ma? nie zna. mozesz miec Windows Communication Foundation i nie podac WCF a oni beda szukac po WCF.

    ale to sa dwa odrebne typy CV do dwoch odrebnych sposobow zatrudniania.

    to tak, moje dwa grosze na temat cv :)

  7. Mam takie zwyrodnienie (bo nie kazdy to uwaza za normalne) zeby zmiescic CV na jednej stronie. Jest ono wypelnione slowami kluczowymi i nie zawiera prawie zadnych opisow. Tak jak @% i @Gutek pisza – chodzi o ‘zdobycie’ rozmowy kwalifikacyjnej i w tym celu bardziej efektywna jest (w moim przypadku) wizytowka a nie zyciorys. Sam z reszta preferuje 5 sekundowa selekcje, gdzie wylapuje wszelkie "Imagine Cup", "WCF", "PRISM" i tym podobne slowa kluczowe. Decyzja o zatrudnieniu i tak zostaje podjeta dopiero po rozmowie kwalifikacyjnej. Do czego pije… dobre CV jest krotkie zwiezle i na temat. Warto spojrzec na nie pod tym wlasnie kontem i jesli nie zawiera zbyt wiele… no coz, polecam motto @%.

    (nice blog, elo dla Joanny ;)

  8. Od siebie dodam, że warto szukać dosyć "małych" zleceń/ofert pracy np. na gumtree.pl. Jest tam sporo śmieci, ale też kilka dobrych projektów na początek. Pierwsze trzy czy cztery zlecenia miałem właśnie stamtąd i byłem przeszczęśliwy :).

  9. soku: imho CV musi zawierać inforamcje o publikacjach powinny być (za Gutkiem, duże poważne a nie spis teksów na blogu ;) ), konferencje na których byłeś prelegentem również (nie ma sensu wypisywać konferencji na których się było uczestnikiem). CV to jest właśnie chwalenie się tym co zrobiłeś i co potrafisz. Co do egzaminów – umieściłem link do egzaminów beta które możesz zdawać za free i które w grubej większości dają Ci potem normalny tytuł (taki jak normalny egzamin).

    l.b: jednostronnicowe CV nie jest złe.

    Warto zauważyć, że firmy szukając pracowników zazwyczaj dostają >20 CV a często >100 dlatego osoba czytająca CV poświęca mu 5-10 sek. Nie wynika to ze złej woli tylko z braku czasu. CV musi być schludne, czytelne i zawierające tyle informacji aby zaprosić człowieka na rozmowę (podpisuję się pod Gutkiem). Nikt nie będzie robił reaserchu odnośnie kandydatów. To kandydat ma zainteresować pracodawcę (pracodawca ma zainteresować ewentualnych kandydatów ogłoszeniem ;) ). Myślę, że dobrym sposobem oceny własnego CV jest wydrukowanie go i zastanowienie się co można z niego przeczytać w ciągu 3 sek. Wydaje mi się, że warto co ważniejsze, pojedyncze słowa kluczowe pogrubić.

  10. Moim zdaniem ważne jest również: czytanie artykułów, szeroko pojęte uczestnictwo w życiu/świecie developerskim, interesowanie się nowościami technologicznymi oraz w miarę możliwości testowanie/próbowanie ich oraz nade wszystko własna praca (oczywista oczywistość).
    Nie ma bezsensownie straconych godzin – nawet długotrwałe ślęczenie nad problemem owocuje umiejętnością radzenia sobie z kłopotami.

  11. Świeżaku, Twoja wartość rynkowa jest mierzona doświadczeniem w funkcji zdolności. Skoro na początku doświadczenie = 0, to zdolności niewiele pomogą, ale to dobry kapitał początkowy. Wszyscy z tego pułapu zaczynaliśmy, więc nie ma się co wzruszać.

    Z autopsji i obserwacji wnioskuję, że najlepsza rada to: przyklej się do jakiejś firmy (projektu) i tam zdobądź szlify. Obojętnie czy za darmo czy za kilka groszy. Tam wyszukaj najmądrzejszą osobę i popracuj u jej boku lub podglądaj styl działania. Pierwsze efekty zobaczysz już po kilku miesiącach.

  12. To i ja dorzucę od siebie radę, tylko to już bardziej też zahacza o typ osobowości niż o same zdolności informatyczne – sądzę jednak, że skoro owa studentka nie bała się napisać wiadomość do nieznajomego, to ma w sobie potencjał na to, żeby być całkiem udanym wolnym strzelcem lub założyć startup.

    Ale może po kolei, najpierw zacznę od kwestii skill-ów technicznych, bo bez nich cała reszta jest bezużyteczna:

    Moją radą, w przeciwieństwie do tego co napisałeś, będzie to, żeby nie koncentrowała się na nauce .NET/Java/RoR czy innego wysokopoziomowego środowiska tylko raczej poznała takie języki jak C i C++. Czemu? To pomoże poznać mechanizmy działania tego, co jest ukryte pod wieloma warstwami abstrakcji wspomnianych środowisk. Da to też specyficzny sposób myślenia prymitywniejszymi mechanizmami i rozbijania jakiegokolwiek zadania na mniejsze i prostsze klocki. Będzie wiedziała, że np. LINQ to nic innego jak ładnie zrobiony for/foreach. Że foreach to nic innego jak while/do, że eventy to nic innego jak zwykły message loop + obsługa tego, itd…

    Później przesiadka na wyższego poziomu platformy to kwestia tygodni a jakość tworzenia w tych platformach wtedy jest nieporównywalnie wyższa kiedy się rozumie co jest pod spodem.

    Dlaczego to piszę? Piszę to z mojej perspektywy jak byłem studentem i prowadziłem swoją własną firmę. W tamtym czasie nie mogłem sobie pozwolić na to, żeby nie widzieć jak zrobić coś czego chcę klient. W słowniku klienta, nie ma słowa "nie da się".

    Jest projekt – trzeba zrobić GUI? Nie ma problemu, przecież znam Winforms/WPF. Trzeba zrobić web-service? nie ma problemu, znam WCF. Trzeba napisać proceure? Spoko – znam SQL. Trzeba napisać sterownik do sprzętu komunikującego się z moim zleconym systemem? Nie ma problemu – co prawda nie pisałem sterowników, ale na chłopski (wyrobiony programowaniem "bez wspomagaczy") wiem, że komunikacja sprzętu z komputerem to nic innego jak wymiana wiadomości między nimi, czyli muszę wysłać wiadomość i odebrać wiadomość. Zaczynając od Javy/C# nie ma się tego sposobu myślenia :) Wtedy to co możemy zrobić jest ograniczone tym co twórca naszego frameworka przewidział – czyli konkurujemy z całą rzeszą ludzi co przeczytała dokumentacje. (Nie mylić "nie potrafię zrobić" z "nie potrafię dobrze zrobić"). Im trudniejsze rzeczy będzie robić, tym mniejszą ma konkurencję :)

    Druga rada, już bardziej ze sfery pracy i szukania pieniędzy, to taka.. żeby zawsze mieć mocno otwarte oczy na możliwe źródła dochodu. Czasem najbardziej soczyste zlecenia trafiały się przez przypadek – dzięki temu, że wysłałem ofertę do danej firmy czy by nie chciała kupić produkt który stworzyłem. (Gdzie faktycznie nie stworzyłem go a jedynie badałem podatność rynku na tą kategorię produktów! :D ale to wzbudziło zainteresowanie firmy i zleciła mi zbudowanie od zera czegoś podobnego). Trzy razy mi się to przydarzyło – więc to nie był przypadek, a raczej już sposób ;) Naucz się umiejętności sprzedaży – są one równie ważne co umiejętności techniczne. W końcu, czy to stały pracodawca, czy klient zlecający jedno zlecenie (+ nie kończące się zmiany :P) kupuję Twój czas – sprzedaj go dobrze.

  13. Jestem ciekaw czy również kiedyś uczelnie opuszczali studenci nie przygotowani do pracy zawodowej. Starsze osoby często mówią o niskim poziomie dzisiejszego nauczania. Może wina tkwi w sposobie pracy uczelni, dla których pieniądze jakie dostają za każdego studenta są znacznie ważniejsze niż poziom nauczania.

  14. Wina tkwi w tym, że teraz studia są dla wszystkich, więc muszą być dostosowane do poziomu wszystkich. Ot i cała filozofia :)

  15. Sromotnik on

    Marność studiów wynika głównie z powodu oczekiwań studentów. Wielu startuje z zamiarem nauczenia się robienia lepszych stron internetowych, aplikacji desktopowych, mobilnych, czy też gier i bywa mocno rozczarowanych, bo zastają tam burdel. Na co komu matematyka i przedmioty o czysto teoretycznym podłożu skoro to strata czasu w żaden sposób nie budująca CV?

    Procent w jednym z blogpostów pisał, że w trakcie 3 roku zaczął uczyć się TYLKO .Net, a reszte potraktował z buta[1]. Innym razem czytam jak zawodowy programista php opłakuje na blogu, że stracił 2 lata na studiach, bo nic praktycznego wtedy się nie nauczył[2], a innym razem czytam, że studia są do niczego nie potrzebne[3].

    [1] gdzieś w archiwum na tym blogu można o tym przeczytać
    [2] sorry, ale mimo prób nie udaje mi się znaleźć tego bloga w google :-|
    [3] http://blog.y3ti.pl/2009/12/studia-nie-sa-ci-do-niczego-potrzebne/

    Dlatego wiele osób, które miała wcześniej styczność z programowaniem nim zaczeła studia, odgrywają identyczna scenę, jak tu: http://wyszo.files.wordpress.com/2010/11/gameprogramming.jpg

    Jeszcze gorzej jest w przypadku turystów, którzy nie wiedzą czego chcą. Mają w kodowane hasło, że chcą być programistami i że będą zarabiać kupę szmalu, bo mają ajpfona, wypasiony piec i serię najnowszych gier. Ci którym choć trochę zależy (bo mama i tata trzymają kciuki) ławiej ulegają wpływom matmy i uczą się tak, by nie spalić się na pierwszym roku. Potem o matmie zapominają, bo nikt tego od nich nie wymaga. To jedna z głupszych postaw jaką widzę, a jest codziennością.

    Wielu z was utożsamia studia z szkołą zawodową i sieje frustrację wśród młodych i niezdecydowanych, bo nie jest to tak jak wam się śniło. To wasza dezorientacja jest tu problemem, a nie studia. Było za wczasu naklepać kilka projektów pod własne CV i zacząć pracę jako programista junior. Tacy są lepsi i więcej znaczą dla pracodawców niż studenciątka z papierem w ręku. W końcu kandydatów mierzy się po umiejetnosciach i doświadczeniu, a nie po ilości tytułów naukowych.

    Wg mnie studia są warte zaangażowania pod warunkiem, że szuka się alternatywnych zainteresowań tak, aby swojej przyszłości nie opierać tylko na jednej specjalizacji. To doskonałe miejsce dla ludzi wszechstronnych, chętnych do poszerzania swych horyzontów myślowych. Z tej prespektywy nauka matematyki nie służy tylko przetrwaniu, ale i jest kluczem otwierającym bramy do wielu intrygujących spraw/przedmiotów. Na tej bazie programista osiąga większy potencjał w zakresie tworzenia innowacyjnego softu, a to przecież najbardziej lubią tygryski.

  16. hmm,
    Może i ja dorzucę moje 2 centy, 3 grosze czy też inne wielkości monetarne…
    Po pierwsze (o czym mało kto wspomniał) czytać…. Czytać blogi i czytać książki. JEst co namniej kilka pozycji, które jeśli skończysz studia i zaaplikujesz do pierwszej pracy i będziesz miała opanowane, to będziesz lepsza niż niejeden z gości z którymi będziesz rozmawiać: Code Complete (obowiązkowo CAŁA), 50 ways to improve your c#, c# in depth, agile principlees PAtterns and Practices (in c#)…. JEst tego dużo więcej jeśli chodzi o sam c# ale potem to już czytasz kawałki (bardzo warto jeszcze parrallel programming in windows ale to jest wyższa szkołą jazdy).

    Dalej jak wspomnieli przedmówcy…. zrobić jakieś projekty, przykładać się do projektów na studiach, analizować dlaczego kod który się napisało jest słaby…. (bo będzie słaby).

    Po trzecie … nie tylko c#… Jest jeszcze mnóstwo MEGA interesujących rzeczy, z których w Polsce najbardziej przydatną bdzie… SQL (i SQL Server 2008/2012). Sam rekrutowałem, i znajomość SQL u 90% kandydatów jest żenująca…. A już umiejętność dobrego pisania kodu w tym języku niemal nie istneije, nie mówiąc o zrozumieniu jak on działa… Dlatego polecam zainwestować w to również.

    Poza tym dla mnie istotne jest żeby programista był… leniwy. To znacyz tak rozwiązywał problem, zeby potem bez potrzeby do niego nie wracać. Znajomość skryptów powershellowych, PRAKTYCZNA znajomość wzorców projektowych (ja nie pytam prosze mi opisać abstract factory czy iterator tylko tutaj mamy taki problem, jak by go Pan/Pani rozwiązała) na pewno pomaga.

    No to tyle…. jeśli zrobisz chociaż z połowę tego to będziesz klejnotem na rozmowach. Praktycznie uważam że certyfikaty mają wartość średnią… Sam posiadam ze 12, ale pozycji architekta mi to nie da:)

    Poza tym…. warto się zastanowić na tym co chce się robić w życiu… I mam tu na myśli, jakie projekty nas tak naprawdę interesują. Bo jak na to spojrzeć, ciekawych projektów wcale tak dużo nie ma, a nudnych jest aż nadto:) Może fajniejsze rzeczy bardziej matematyczne, może projektowanie języków domenowych, może jakieś rzeczy wysocewydajne… Naprawdę dobrzy inżynierowie pracują przy ciekawych rzeczach.. Przynajmniej przez jakiś czas.
    rzekłem
    nerd

  17. Jestem w bardzo podobnej sytuacji co ta dziewczyna, z tymże mi się wydaje, że wiem co robić. Jestem na drugim roku studiów informatycznych (a powinienem być na 3-cim) – jednak uwalony rok to moje największe błogosławieństwo wbrew pozorom. Na pierwszym roku na jeden z moich wykładów wpadł @LaM (pierwszy komentator tego posta) i powiedział o istnieniu grupy .NET. Tak więc po wykładzie "Przyszedłem na chwilę, zostałem na dłużej". Grupa pochłonęła całą moją energię edukacyjną i koniec końców więcej uczyłem się w domu .NET Framework’a niż algebry i rachunku prawdopodobieństwa. Bach.. koniec 3 semestru a ja mam taki deficyt punktów ECTS, że nie mogę zapisać się na kolejny semestr. Wtedy wziąłem urlop dziekański, zapisalem się na kursy poprawkowe (których mi zostało 5, i które udało mi się upchać wszystkie w poniedziałek), a od wtorku do piatku podjąłem się pracy w firmie zajmującej się oprogramowaniem. W tej chwili pracuję 9 miesiąc i widzę MILOWY skok moich umiejętności, a szkoła? Krok po kroku ją nadrabiam i do końca tego semestru prawdopodobnie pozbędę się 90% deficytu punktowego i spokojnie skończę studia.
    Efekt? Rok pracy w trakcie studiów (tona doświadczenia, a wciąż pracuję i nawet jak wrócę na normalny tryb studiowania to nie mam zamiaru z tej pracy rezygnować więc to może będzie więcej niż rok), znaczy awans w hierarchii grupy .NET (z słuchacza stałem się regularnym prelegentem, przymierzam się do project leadingu w nadchodzących projektach grupy).
    Tak czy siak pierwszą konkluzją tego komentarza chciałbym, aby było to, że uczelnia nie daje nam tego czego potrzebujemy, więc zdajmy ją idąc linią najmniejszego oporu, a kładźmy prawdziwy nacisk na samoedukację. Druga rzecz natomiast, o której chciałbym powiedzieć to jeżeli do studiów chcemy dołożyć pracę to za wszelką cenę szukajmy pracy w zawodzie, a nie w biedronce "bo nie mamy doświadczenia". Doświadczenie przyjdzie z czasem i już. TADAAAAM :)

Newsletter: devstyle weekly!
Dołącz do 1000 programistów!
  Zero spamu. Tylko ciekawe treści.
Dzięki za zaufanie!
Do przeczytania w najbliższy piątek!
Niech DEV będzie z Tobą!