Zawód – programista. Typy pracy.

14

Czerwiec za pasem – dla niektórych może oznaczać to koniec informatycznej edukacji i wskoczenie w sam środek kotła zwanego “polskim rynkiem IT”. Zmiana statusu ze “studenta” na “pełnowartościowego pracownika” wiąże się z trudnymi wyborami. Którego pracodawcę wybrać? Zmieniać miasto zamieszkania? Czego głównie szukać – kasy czy satysfakcji? Wreszcie – na jaki typ pracy się zdecydować, mając taki wachlarz możliwości?
Dziś skupię się na tym ostatnim pytaniu. Wyszczególnię dostępne dla programisty “formy” pracy, tak jak to się w mojej głowie podzieliło, i spróbuję je pokrótce scharakteryzować. Jak ja je widzę, jakie mają zalety i jakie wady? Przez ostatnie dwa lata zdobyłem w podejmowaniu decyzji z tym związanych dość spore doświadczenie (cała owego doświadczenia historia na Goldenline, a o zmianach najświeższych nie tak dawno pisałem), więc może moje spostrzeżenia pomogą komuś w znalezieniu swojego miejsca. Starałem się jak najbardziej “zobiektywizować” poniższe punkty, ale czy się udało… To co spisałem nie jest oparte jedynie na moich obserwacjach, ale wynika również z zasłyszanych/przeczytanych opinii.
Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że nie ma złotej recepty na zadowolenie. W grę wchodzi tyle czynników, że każden jeden przypadek można by charakteryzować indywidualnie. W którym kierunku powinieneś pójść?  Kluczowe pytanie przed rozpoczęciem poszukiwań pracy, na które musisz sobie odpowiedzieć, brzmi: “jaki jesteś i czego TY oczekujesz”?
Aha… no i oczywiście tekst ten jest kierowany głównie do osób wspomnianych na samym początku – czyli raczej absolwentów szukających swojej pierwszej pracy. Sam nie tak dawno byłem na takim etapie i sądzę, że lektura czegoś podobnego może okazać się pomocna.

Zapraszam.


Korporacja

Setki pracowników pod znaną marką, niekoniecznie związaną z IT. Pracujesz w dziale programistycznym tworzącym zarówno rozwiązania zewnętrzne, jak i wspomagające działanie firmy. Jesteś częścią dużego organizmu, o którym prawie każdy słyszał.

Za

Zdecydowaną zaletą pracy w większej firmie jest jasno nakreślona (najczęściej) ścieżka kariery. Przed podjęciem pracy wiesz jakie otrzymujesz stanowisko i co się z nim mniej więcej wiąże. Najpierw jesteś prawdopodobnie prostym klepaczem kodu, z czasem jednak masz pewność awansu, podwyżki. Wiesz gdzie będziesz za kilka miesięcy/lat.
Firma z reguły dba o ciebie – wysyła na szkolenia, organizuje imprezy, proponuje wycieczki. Masz dostęp do firmowej biblioteczki. Dodatkowo otrzymujesz opiekę medyczną, zniżki do kina, karnet na siłownię itd.

Jeżeli jesteś duszą towarzystwa – możesz zawrzeć wiele nowych znajomości. Podczas przerw na kawę w firmowej kuchni będziesz czuł się jak ryba w wodzie.
Sporą zaletą jest też stosunkowo duża pewność zatrudnienia. Nawet w dzisiejszych czasach, przy szalejącym kryzysie, zdecydowanie rzadziej słyszę o zwolnieniu programisty w dużej firmie w porównaniu do kłopotów alternatywnych “rozwiązań”.

Przeciw

Jesteś tylko kolejnym numerkiem w tabelkach księgowości. Dodatkową anonimową twarzą z przyczepionym badgem pozwalającym na wejście do budynku. Tak naprawdę mogłoby cię tu nie być – i też nic by się nie zawaliło (chyba że od razu wskakujesz na środek drabinki, zamiast piąć się od samego dołu:) ). Cała twoja zawodowa egzystencja zależy tylko i wyłącznie od przełożonego – wątpliwym jest, abyś miał większy wpływ na to co robisz bądź jak to robisz. Przystosowując się do panujących w firmie standardów (bądź ich braku) nie jesteś w stanie sam rozwinąć się i eksplorować alternatywnych dróg. Musisz być gotowy na to, że istnieje już wypracowana, jedyna słuszna ścieżka – i nią tuptasz jak baran na rzeź.
Do tego dochodzi bardzo często tak zwana “kultura korporacyjna”, czyli zbiór zasad i wartości, które wymyślił ktoś “z góry” – ot tak, żeby od strony czysto marketingowej móc głosić że firma popiera szczerość czy dba o środowisko naturalne. Co prawda nie wiąże się to zwykle z żadnymi oczekiwaniami względem ciebie, ale momentami może pojawić się myśl “chwileczkę, czy mój mózg jest właśnie w trakcie prania?”. Nie lubię, gdy ktoś za mnie ustawia hierarchię rzeczy ważnych i ważniejszych odnoszących się do prywatnych przekonań i systemu wartości – wówczas granica pomiędzy pracą a życiem poza nią zostaje przekroczona.

Dla kogo?

Dla towarzyskich ekstrawertyków, którym “życie społeczne” jest równie ważne (bądź ważniejsze) niż samo “core” pracy.
Dla pragnących zdobyć doświadczenie świeżo upieczonych programistów, szukających jakiejkolwiek wiedzy do zaabsorbowania.
Dla cierpliwych antyryzykantów potrafiących zgodzić się na stosunkowo długie oczekiwanie na zagwarantowane stanowisko zapewniające więcej swobody, niezależności i możliwości rozwoju.

Outsourcing

Jesteś zatrudniony przez jedną firmę, ale pracujesz w innej. Outsourcing ma to do siebie, że od strony “czysto zawodowej” niewiele różni się od poprzedniego punktu – bądź co bądź z outsourcingu korzystają zwykle duże przedsiębiorstwa.

Za

Jako zaletę outsourcingu można z pewnością potraktować brak oficjalnego przywiązania do jednej, konkretnej firmy i jednego, ustalonego stanowiska. Teoretycznie masz możliwość wyboru projektu, przy którym będziesz pracował. Teoretycznie masz możliwość zmiany pracy bez zmiany umowy o pracę – wystarczy, że firma wyśle cię do innego klienta. Teoretycznie droga rozwoju zarówno personalnego, jak i technologicznego stoi przed tobą otworem. Regularna rotacja pomiędzy różnymi środowiskami pracy powinna wpływać na relacje międzyludzkie oraz znajomość szerszego wachlarza technologii.

Przeciw

Wszystkie zalety są bardzo interesujące, ale… w teorii. W praktyce zmiana projektu, będąca moim zdaniem jedyną przewagą outsourcingu nad normalną pracą w firmie klienta, nie może być prosta. Klient decydując się na ciebie bierze na siebie obowiązek wdrożenia cię w projekt. Przyjęcie innej osoby wiąże się z ponownym wdrożeniem, więc dlaczego miałby dawać zgodę na taką “podmianę”? No to możliwości wynikające ze zmiany projektu mamy za sobą, idziemy dalej.
Pracując w ‘”outsourcingu” tracisz wszystkie benefity zapewniane przez klienta dla regularnych pracowników. Nie zapewni ci opieki medycznej, szkoleń, nie zabierze na wyjazd – nie jesteś jego, nie musi o ciebie dbać. Jednocześnie wady z pracy w dużej organizacji są takie same jak poprzednio, ponieważ tak naprawdę pracujesz w dużej organizacji. Niekoniecznie odpowiadające ci standardy, ideologiczne pranie mózgu, sposób realizacji zadań z góry zdefiniowany przez kogoś innego…
Aha, dodatkowo tracisz oczywiście możliwość awansu w strukturach firmy – w końcu jesteś z zewnątrz.

Dla kogo?

Hmm…
Dla tych samych co w punkcie poprzednim, którym uda się znaleźć pracodawcę “outsourcingowego” zapewniającego warunki lepsze niż klient zapewnia bezpośrednio u siebie.

Mała firma programistyczna

Kilka osób programujących coś we własnym zakresie. Z reguły większe projekty dla jednego dużego klienta, specjalnie dla którego owa firemka powstała, z pomniejszymi miniprojektami na boku.

Za

Tutaj możesz się wykazać – twoja praca ma ogromną wartość, ponieważ jesteś niezastąpionym członkiem zespołu. Samo słowo “praca” zmienia trochę znaczenie – każdy dzień powinieneś traktować jak spotkanie ze znajomymi prowadzące do połączenia sił i wspólnej realizacji wyznaczonych celów. Nie jesteś tylko “jakimś programistą w dziwnym dziale” na którego każdy patrzy z lekkim niezrozumieniem – tutaj to TY tworzysz firmę, twoje działania bezpośrednio przekładają się na jej sukcesy lub porażki. Każda twoja inicjatywa może wpłynąć na pracę całego zespołu, dlatego aktywnie próbuj ulepszać wykonywanie codziennych obowiązków.
A jak do tego trafisz na świetny, zgrany zespół i staniesz się częścią paczki, to (po zaakceptowaniu poniższych wad) jesteś w programistycznym raju.
Ścisła współpraca w takim środowisku może bardzo pozytywnie wpływać na chęć uczenia się od siebie nawzajem i poznawania nowych metod/technologii. Raczej nigdzie nie poszerzysz swoich horyzontów tak jak tu.

Przeciw

Sztywno ustalone godziny pracy? Możliwość wzięcia urlopu kiedy się tylko zechce? Zapomnij. Tutaj najważniejszy jest projekt, nie twoje wakacje. W weekend majowy też może być potrzebny dyżurny. W sobotę czasami (zdarza się, że regularnie) trzeba zjawić się w pracy, i co więcej – nie powinno ci to przeszkadzać.
Nie nastawiałbym się również na szczególne benefity “socjalne” – tutaj się programuje, a nie chadza do kina.

Dla kogo?

Dla spragnionych prawdziwych programistycznych doświadczeń, wspominających z łezką w oku pisanie z kumplami projektu na zaliczenie do białego rana – i przygotowanych na powtórki takich właśnie scenariuszy.
Dla gotowych wziąć realną odpowiedzialność za swoje umiejętności bądź ich brak.
Dla chcących lawirować w natłoku obowiązków mieszczących się w ramach zdefiniowanych przez pojęcia “procedura składowana” i “CSS”, zawierających wszystko co tylko można między te dwa określenia wetknąć.

Freelancing

Zarejestrowałeś własną działalność gospodarczą i realizujesz zamówienia klientów. Pracujesz na własny rachunek.

Za

Swoboda, dowolność w bardzo wielu obszarach działalności, brak zdefiniowanego “zwierzchnictwa” i ciągłej kontroli.
Zresztą, co tu się będę powtarzał. Niecałe trzy tygodnie temu ogłosiłem wszem i wobec moje przejście na pracę w tym właśnie trybie, opisując jednocześnie swoją wizję korzyści z tego płynących. Linkuję  zatem do notki o wdzięcznym tytule “Freelancing”.

Przeciw

O wszystko zadbać musisz sam. Nie ma niewidocznej pani księgowej grzebiącej się za ciebie w fakturach (chyba że sam ją sobie znajdziesz), pracodawca nie zapłaci za ciebie podatków. Oprogramowanie także magicznie nie pojawia się na twoim komputerze, upgrade sprzętu to też twoja brocha. Zepsuł się dysk i wielomiesięczna praca poszła na marne… nie zwalisz winy na dział IT który zaniedbał backup, bo teraz to TWOJA odpowiedzialność i TWOJA wina.
Nie wyrabiasz się z projektem? Cóż… bądź świadom, że niewywiązanie się z warunków zawartej z klientem umowy może skończyć się bardzo nieprzyjemnie, i nikt w twojej obronie nie stanie, szatanie. Doba ma za mało godzin? Trzeba było nie brać tyle rzeczy na raz. A że czasami szkoda przepuścić okazji i zobowiązał się durny człowiek do napisania niemożliwej ilości kodu… trudno, wyśpisz się na emeryturze.
Albo może być w drugą stronę – skończyłeś projekt, odpocząłeś, jesteś gotów do pracy, a pracy… nie ma. Wiadomo – mamy kryzys, w firmach tną koszty, inwestycje w nowe oprogramowanie odkłada się “na później”. A za księgową, internet, ZUS i milion innych rzeczy płacić trzeba… zdarza się i tak.
Do tego dochodzi odpowiedzialność za własną pracę i umiejętności. W jakiejś firmie coś zawalisz – trudno, i tak dostaniesz drugą szansę. Jeżeli jednak zawaliłeś projekt jako freelancer i zła sława będzie wyprzedzać twoją miłą skądinąd osobę… ze znalezieniem chętnych na twoją pracę może być ciężko.
A samodyscyplina? “Sam jestem swoim szefem, więc dzisiaj dłużej sobie pośpię”… “Jaka ładna pogoda, pójdę na spacer a popracuję wieczorem”… “Nie mam weny twórczej, pogram na komputerze a projekt pchnę może jutro”… Takie oto pokusy czekają na freelancera – i jeżeli sobie z nimi nie poradzi, to marnie skończy.
Freelancing często jest jednoznaczny z pracą w domu, więc kontakt z ludźmi ma się dość ograniczony. Niektórym może to bardzo przeszkadzać, jak również fakt, że nie ma wyraźnego rozgraniczenia pomiędzy “pracą” i “domem”. Pojęcia te przenikają się wzajemnie, i poradzenie sobie z tym faktem bywa problematyczne.
Co również wiąże się z samodzielną pracą w domu – nie masz od kogo się uczyć. Sam musisz zadbać o swoją edukację i świadomie szukać lepszych rozwiązań. Nikt nie podpowie ci że coś można zrobić lepiej. Nie zauważysz niechcący u kolegi na monitorze fajnego narzędzia ułatwiającego życie.

Dla kogo?

Dla zdecydowanych i przedsiębiorczych (chociaż siebie bym ani do jednych, ani do drugich raczej nie zaliczył), pewnych swoich umiejętności.
Dla zdesperowanych, niemogących odnaleźć właściwego dla siebie miejsca.
Dla niezależnych “artystów”, szukających własnej drogi kosztem uniemożliwienia sobie zrzucenia części odpowiedzialności za własne postępowanie na kogoś innego.

Praca zdalna

Jesteś zatrudniony przez jedną firmę na normalną umowę, ale nie pracujesz w jej siedzibie.

Za

Zalety te same co we freelancingu, z wyłączeniem pewnej części kontroli nad własnymi poczynaniami – firma może mieć pewne wymagania, do których jako pracownik musisz się dostosować. Za to zrzucasz na pracodawcę odpowiedzialność za zajmowanie się takimi pierdołami jak finanse czy zakup softu (a czasami i sprzętu) – twoim zadaniem jest wykonanie projektu, a sprawy poboczne niekoniecznie muszą cię interesować.

Przeciw

Z racji wielkiego podobieństwa do freelancingu widzę właściwie jedynie wady związane z “niechodzeniem do pracy” – brak kontaktu z ludźmi, pokusy zrobienia sobie “krótkiej przerwy”.

Dla kogo?

Dla domatorów, ceniących sobie własne środowisko pracy bardziej od “bycia fizyczną częścią zespołu”.

Niekorporacja

Ciężko mi dokładnie scharakteryzować ten punkt, ale po opisaniu pozostałych typów zauważyłem, że czegoś takiego brakuje. Chodzi o firmę niebędącą korporacją, ale posiadającą swój niewielki dział programistyczny. Związek z informatyką może być żaden.

Za

Tutaj umieściłbym większość zalet z pracy w małej firmie czysto programistycznej, dodając do nich ściśle określony czas pracy.

Przeciw

Specyfika pracy w takim środowisku może się wiązać z brakiem jakiejkolwiek “wizji rozwoju”. Nie chodzi mi bynajmniej o rozwój technologiczny, a raczej o eksperymentowanie z innymi dziedzinami “życia technicznego”. Mało prawdopodobnym jest, abyś miał szansę zrobić cokolwiek innego niż programowanie, na przykład wejść w skórę kierownika projektu. Jeżeli jednak nie przeszkadza ci to – nie zauważam w tym przypadku innych charakterystycznych dla tej formy pracy dev rzucających się w oczy wad.

Dla kogo?

Dla niegoniących za awansami, zadowolonych ze “stanu aktualnego” potencjalnych członków zgranego zespołu.
Dla niepewnych swoich umiejętności, chcących zdobyć doświadczenie w raczej bezstresowej atmosferze.


Zdaję sobie sprawę, że każda praca jest inna, każde stanowisko charakteryzuje się czymś szczególnym i niepowtarzalnym. Wiem, że od zebranych powyżej opisów są wyjątki. Starałem się jednak zaklasyfikować znane mi firmy (jest ich w sumie “więcej niż kilkanaście”) do zdefiniowanych zbiorów i w jakiś sposób spłaszczyć różnice między nimi, poprzez generalizację uzyskując jako-taki widok z lotu ptaka na dostępne młodemu programiście drogi rozwoju.
Pominąłem aspekty finansowe, bo wszędzie można znaleźć zarówno  bardzo dobre, jak i bardzo średnie warunki.
Co o tym myślicie? Przegapiłem coś, przeinaczyłem, nieumyślnie wysyłam czytelników w otchłań czarnej rozpaczy? Czy potrafisz zaklasyfikować swoją pozycję do którejś z wymienionych grup – i czy mój opis jest zgodny z twoim zdaniem?
Podejrzewam, że od samego posta bardziej przydatne mogą być dodane do niego komentarze, zachęcam zatem do podzielenia się własnymi przemyśleniami.

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

14 Comments

  1. ok, poranne czytanie bloga odhaczone :)
    Podział bardzo trafny. Aczkolwiek zabrakło mi jednego aspektu (który czasami poruszałeś), a mianowicie możliwości uczenia się od innych. Dla mnie osobiście zawsze było to najważniejsze (aczkolwiek ostatecznie wybrałem firmę, w której takiej możliwości nie ma :D). Najważniejsze być może dlatego, że samemu ciężko mi przychodzi wnikanie w nowe rzeczy.
    I tutaj największe prawdopodobieństwo trafienia na wymiatacza pewnie przypada na corp, chociaż zdarzają się wyjątki. Jakbym był studentem, absolwentem (czytaj świeżakiem) wyeliminowałbym typ: praca zdalna i niekorporacja. Wolałbym na jakiś czas zaszyć się w corpie lub firmie, w której są ziomki od których można się sporo nauczyć w jak najkrótszym czasie, nauczył się, a potem ruszył dalej.

  2. @jj:
    Szansa na znalezienie jakiegos guru w miejscu pracy jest mniej wiecej rowna we wszystkich ‘typach’. Wyjatkiem jest freelancing, i tam o tym napisalem. Potraktowalem to tak samo jak zarobki – jezeli cos jest wspolne dla wszystkich form programowania, to pomijalem ów aspekt w swoich rozważaniach.

  3. @procent: A jak sklasyfikujesz moją sytuację? Jestem freelancerem pracującym stale dla jednej korporacji (zatem tak naprawdę jestem częścią wielkiego molocha) :-) Ja czerpię z tego, że korporacja ma markę, koroporacja czerpie z tego, że ja mam markę ;-)

  4. arkadiusz.wasniewski on

    “Szansa na znalezienie jakiegos guru w miejscu pracy jest mniej wiecej rowna” – cięko jednoznaczenie powiedzieć. Byłoby to statystycznie prawdą gdyby w każdej z wymienionych kategorii pracowali ludzie o identycznych kwalifikacjach i motywacjach.
    Małe firmy pozwalają spróbować wielu rzeczy, pracować samodzielnie nad całym projektem etc. Ale to w dużych firmach prędzej zetkniesz się np. Visual Studio Team System oraz innymi drogimi narzędziami i rozwiązaniami.
    Polska to jeszcze nie Zachód niestety, gdzie nie ma znaczenie czy pracujesz w dużej czy małej firmie…

  5. Marcin Hoppe on

    Ja proponuję dodać ortogonalne rozgraniczenie pomiędzy firmami technologicznymi (np. Microsoft, Intel, Google) i nietechnologicznymi. W pierwszej kategorii można zdecydowanie więcej się nauczyć.

  6. @Procent
    no mialem dac krotko, a jest dluuugo :) sorki
    Korporacja
    Nie wiem na jakiej podstawie oceniles Korporacje, w trzech w ktorych pracowalem bylo inaczej. Po pierwsze te tak zwane wartosci sa jednak dosc wazne. Jezeli Ci nie odpowiadaja wartosci firmy to do niej nie wchodz, ale te wartosci pozwalaja korporacji dzialac, tak naprawde bez nich nie ma firmy, polecam takie pozycje jak Winning czy Praktyka zarządzania. Takze kazdy dowolny kurs “rozwijania” swoich umiejetnosci, a zeby za daleko nie siegac pamiecia to wystapienie Bartosza Pampucha na WG.NET.
    Takze z tymi sciezkami rozwoju tez zupelnie nie tak jak piszesz. W dwoch z trzech korp w ktorych mialem przyjemnosc pracowac sciezka rozwoju zalezala odemnie, to czy chce byc dev czy PM czy analitykiem czy kimkolwiek innym zalezalo od tego co chce robic. Firmy te dawaly mi mozliwosc zmiany bezproblemowej mojego stanowiska po 2 latach pracy, zas za zgodza menagera po roku. Oczywiscie z ta zmiana roznie bywa, czasami mozesz sie poprostu nie nadawac na dane stanowisko, mozesz trafic szefa xxx i bedzie kiepsko. W trzeciej korp nie mialem w ogole mozliwosci rozwoju – czyba ze z programisty na starszego programiste i to all.
    Dodatkowo tak jak juz wspomnialem, aplikujac do korporacji nalezy sprawdzic czy sie zgadzasz z przekonaniami i wartosciami reprezentowanymi przez ta firme. Lepiej zrobic research niz z gory mowic NIE bo firma ma wartosci. Baa nawet male firmy maja wizje i wartosci… to jest po to by zjednoczyc ludzi.
    co do zwalniania ludzi… znam wiecej firm korp ktore zwolily niz malych. teraz w “kryzysie” w malych firmach sila. korpy tna koszty jak nic.
    Takze z tym dla kogo… do korp nie wpada sie na 5 minut i wypada, to raczej jest decyzja na kilka lat lub kilkanascie. dlatego jezeli Student sie decyduje wejsc w korp, to lepiej by tego nie robil. Osobiscie polecil bym przez dwa lata pobawienie sie w male/srednie firmy i freelancing. By czerpac korzysci z korp trzeba tam przesiedziec minimum dwa lata, a i wtedy tez przychodza nawyki. Na przyklad dla osoby ktora pracowala przez 10 lat w MS wejscie w strukture pracy gdzie trzeba byc od 8 do 16 nie sprawdzi sie. Dlatego tez takie firmy jak P&G poszukuja pracownikow bez doswiadzczenia i pracy w korporacji by przystosowac ich do stylu pracy u nich. Styl to nie wartosci a jedynie sposob w jaki osoba pracuje – luzy, ramowy, dowolny itp itd. wszystko zalezy od korporacji. Takze z tym “Core”, w korp moze miec wiecej “core” niz zycia spolecznoego, decyzja zalezy od Ciebie. Tak jak i w malych firmach, albo siedzisz cicho i klepiesz to co masz zrobic albo sie odezwiesz i nawiazesz kontakt. nie ma przymusu!
    Outsourcing
    Rozwoj kariery jest uzalezniony od firmy ktora prowadzi outsourcing to znaczy jezeli firma daje Ci mozliwosc awansu to go masz, jezeli nie to go nie masz. Dodatkowo klienci przewaznie nie pozwalaja na awans u nich bezposrednio. Co najwyzej zmiana stanowiska poprzez nowy kontrakt z klientem. Co do benefitow, to zalezy od klienta, ja mialem opieke medyczna i bony na jedzenie, plus wyjazdy – nie wszystkie ale na niektore moglem. Zas co do zadan… to zalezy na jakim stanowisku jestes. Masz zadanie glowne A do wytworzenia orpogramowania, ale w zaleznosci od klienta to ty decydujesz jakie bedizesz mial B, C, D i F podchodzace pod to A.
    Dla kogo, to tez jest nie tak zupelnie. Czesc outsourcingu dziala na zasadzie freelancerow. To oznaczy poki nie ma klienta ktory Cie wynajmie ty nie masz nic do roboty i mozesz pracowac sobie gdzie indziej.
    Mala firma programistyczna
    No nie :) male firmy nie powstaja na bazie duzych klientow, czasami tak jest ze jest klient i powstaje firma. choc takich nie znam duzo, wiecej firm jakich znam to ludzize, ktorzy stwierdzili ze stworza firme by robic projekty ktore znajda/wywalcza lub szykuje sie jeden projekt w ktorym by chcieli wystartowac i pojedyncza osoba nie ma szans, a jako firma ma (firma wiecej niz jedno osobowa).
    Z tym przeciwm to tez nie tak zupelnie :) wiem na co natrafiles, ja mialem ta przyjemnosc i natrafilem na kompletnie inne male firmy. po pierwsze luzna atmosfera, praca zadaniowa, jak nei ma nic do roboty to nie musisz przychodzic, weeked? tak, piwko i grill. Praca po godzinach? czasami, nie zawsze. A sztywne 8-16/9-17… mhhh, jezeli tak mialbym podchodzic do pracy to wolalbym nie pracowac. Trzeba sie tylko nauczyc rozdzielac prace od zycia domowego. Ale nie mozna po 7h czekac z niecierpliwieniem na ta kolejna godzine. chcesz wyjsc po 7h? to wyjdz zagadaj z managerem i wyjdz. Bedzie potrzeba by siedziec po godzinach to siedz ale takze nie przesadzaj jak zadaja duzo wiecej niz 50h tygodniowo to zagadaj o zmiane warunkow.
    Freelancing/Contracting
    Te dwa pojecia bym polaczyl. F i C maja zalozone wlasne firmy, dzialaja na swoj kosztm, coraz czesciej F wymagany jest jako pracownik w biurze, stajac sie C, C czasem pracuje w domu stajac sie F. Dokladnie mowiac C i F to to samo. Dzialasz na swoj rachunek, ty oplacasz rachunki. Masz farta jak trafi Ci sie praca zdalna w domu, ale przewaznie klient chce Cie na miejscu.
    Niekorporacja
    tutaj z dla kogo przesadziles troche :) to znaczy jestes dev i chcesz byc fajny to masz do wyboru freelancing lub mala ekstrymalna firme? Srednie firmy tez maja takie cos jak male, a sa pozbawione wad korporacji. Masz naprawde mozliwosci wplywania na to co sie dzieje. Jezeli chcesz sprawdzic jak sie sprawujesz, idz do sredniej firmy, tam bedizesz mogl nie tylko programowac, ale takze nabierzesz doswiadzczenia z “polityka”, sposobami wywierania wplywu, przekonywania do swoejgo zdania, uzyskiwania tego co chcesz osiagnac.
    PS: W Korp, Outsourcingu, niekorporacji mozesz byc tak zwanym szarym czlowieczkiem i robic sobei to co lubisz po cichu lub w ogole nic nie robic i moze Ci sie uda, ale mozesz tez baaaardzo dauzo osiagnac, wszystko zalezy od Ciebie. W malych firmach i Free/Contr nie masz miejsca na bycie szarym, albo jestes dobry i klient/pracodawca bedzie zadowolony albo szukaj innej pracy. Zrobienie sobie black pr w informatyce jest strzalem w kolano.

  7. Miałem okazję pracować ponad rok w “średniej korporacji” (czyli według Twojego podziału, będzie to mała/średnia firma, która jest, od kilku lat, w trakcie fuzji z coraz większymi korporacjami).
    W kilku słowach:
    + ciekawe towarzystwo, luźna atmosfera (nie można się nudzić w przerwach),
    + stała, pewna praca (nie słyszałem, żeby kogoś zwolnili)
    + początkujący (nie tylko początkujący) programista może się b.wiele nauczyć (zarówno od innych jak i z samej pracy).
    + ma się pewną dowolność, w przeciwieństwie do korporacji. mogę z architektem przedyskutować projekt i mieć w nim większy wkład niż zwykły koder.
    – (w moim dziale) były przeważnie prace w stylu “pilne” i “super-pilne”, czasami było trochę stresujące, np. gdy brałem udział w nowym projekcie (i moje opóźnienie powodowało opóźnienie innych), a tu dostawałem kilka zgłoszeń błędów krytycznych w module, którego byłem opiekunem, nie mówiąc, że od paru tygodni czekało zlecenie na nowe funkcjonalności w tym module :)
    + ale bywały momenty, że było bardzo luźno z pracą.
    – brak bliższych perspektyw na awans (prawdopodobnie musiałbym przepracować parę ładnych lat)
    – zarobki dość średnie.
    Obecnię pracuję w firmie, w ogóle nie związanej z IT. Nasz dział IT to 2 programistów i admin ;)
    + w praktyce jestem zarówno programistą jak i projektanem oprogramowania, więc zdobywam dużo nowego doświadczenia.
    + projekt nad którym pracuję tworzę od podstaw i znam go od deski do deski. (w korporacjach przeważnie przychodzi się na gotowe i rozwija istniejący soft)
    + mam niemal pełną dowolność podczas tworzenia oprogramowania.
    + praca raczej luźna. nad sobą mam tylko kierownika, który daje mi wolną rękę – byle był dobry efekt końcowy i w miarę możliwości trzymać sie terminów.
    + z kasą nie jest źle.
    – brak bardziej doświadczonych kolegów służących zawsze pomocą.
    – brak towarzystwa typowo IT. ludzie z którymi pracuję, raczej nie mają pojęcia czym się zajmuję.
    – mniej luźne obyczaje jak w firmach typowo IT.
    Na krótszą metę taka praca mi wystarczy… później się pomyśli o czymś własnym (o ile po drodze, nie znikną gdzieś ambicje) ;)

  8. arturstan on

    Z godzinami pracy to się nie zgodzę, bo to zależy od firmy. Te małe firmy które znam, „wymagają” nadgodzin w akceptowalnym zakresie (duży pożar, bardzo rzadko). Znam korporację z ustalonymi godzinami pracy (od 9 do co najmniej 20, czasami „nadgodziny” do 24).
    Praca w domu jest super dla tych co lubią mocno rozregulowany tryb życia. Praca do 4 rano, spanie do 12 itp. A na pewno nie ma problemu z załatwianiem prywatnych spraw.
    Wiele firm ma płynny czas pracy, czy jesteś w pracy o 7, czy o 12 to nikogo to nie obchodzi (no chyba, że się z kimś umówiłeś). Jak jednego dnia Cię nie ma, czy jesteś 4 godz. a w miesiącu przepracujesz tyle ile trzeba to też nie ma problemu.

  9. Chcialbym sie odniesc do jednego z komentarzy gdzie autor pisze ze gdyby mial podchodzic do pracy scisle godzinowo to by wcale nie pracowal.
    Mam takie dwa komentarze dla niego:
    1. Praktycznie zawsze jest cos do zrobienia, wiec po co w ogole wracac do domu? ;-) Musi byc jakas granica. Jak ktos powie ze chce skonczyc jakas tam procedure no to przeciez dwie godziny wczesniej byly jeszcze dwie godziny – czyli mogl zaczac konczyc wczesniej, zeby nie musial przerywac w polowie. Wszystko jest kwestia organizacji… Oczywiscie sa bardzo nieliczne pilne rzeczy ale to musi byc wyjatkowe (rzeczywiscie nie mogace czekac na nastepny dzien, a nie ze ktos “chcialby juz”).
    2. Poki co kontrakty sa ustalane na okreslona liczbe godzin pracy i firma placi za czas, a nie konkretne projekty (“godzina” jest tu sprzedawanym towarem). Wiec niby czemu mam dawac im wiecej prywatnego czasu za te same pieniadze? No chyba ze dokladnie sie z nadgodzin rozlicza co jest raczej rzadkie… A to zeby ludzie mieli co robic za swoje pensje to jest kwestia kierownictwa nie?
    Ogolnie uwazam ze cos co nazywam “organizacja pracy” bardzo szwankuje w 90% firm, a to z powodu ze jest to dziedzina trudna i tak na prawde niewiele ludzi ma do tego umiejetnosci (czy nawet talent).

  10. @Piotr
    Ad1) wlasnie o to mi chodzilo. Jezeli mam podchodzic do pracy tak ze pracuje od 9-17 i ani krocej ani dluzej to bym nie chcial. Rozumiem ze wymagane minimum musi byc, ale tak jak sam napisales, liczy sie madre podejscie do zarzadzania czasem. Czasmi mozna by nie wychodzic z firmy w ogole, ale to jest przesada w druga strone i to ma swoja nazwe – pracocholik. Trzeba znac umiar ale tez nie nalezy podchodzic do pracy jako czegos co trzeba odwalic i wyjsc. Wtedy nie wnosi sie wartosci dodatniej, ani ty nie zyskujesz ani firma. Siedzisz i przez pierwsze 4h zastanawiasz sie ze jeszcze masz N czasu do przesiedzenia a potem o teraz mam juz tylko 4h do przesiedzenia (albo w zaleznosci od podejscia, jeszcze 4h…). Moze zle sie wtedy wyrazilem co mam na mysli mowiac pracownik ktory siedzi od 9-17. jezeli teraz sie jeszcze dobrze nie wyslowilem to daj znac, a zastanowie sie jeszcze jak to dobrze ubrac w slowa. Chodzi mniej wiecej o to: 24h w pracy to przesada – pracocholizm, 8-16 i ani sekundy dluzej to tez przesada. ale kazdy z nas ma rozne wartosci i trzeba je respektowac.
    Ad2) To zalezy… od typu pracy jaki przyjmiesz i jaki firma Ci zaoferuje – moje ostatnie 10 propozycji z poza firmy bylo za projekt, moja praca w firmie jest liczona za dni. Tak naprawde nie mialem ostatnio projektu jako freelancer ktory nie bylby liczony jak za projekt a nie zagodzine, choc znam osoby ktore maja taka przyjemnosc i maja za godzine – musza siedziec minimum X a ich maksiumum to Y – za wiecej kasy nei dostana.
    Zas co do “dawania wiecej” za te same pieniadze. tutaj wchodzi tak zwana piramida maslowa:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Hierarchia_potrzeb
    gdzie kazdy z nas ma pewne potrzeby, i na przyklad jak uzyska sie stopen X i nie widac by byla szansa na polepszenie warunkow to po co sie meczyc? inny wychodza zalozenia, ok, teraz moze nie, ale jak sie wykaze to potem bede mial dobrze. Roznie to wychodzi, niektorym sie udaje niektorym nie, ale Ci ktorzy nie probuja nigdy sie nie dowiedza.
    Zas jezeli chodzi o organizacje pracy… talentu nie wymaga, i moze jest trudna, wystarczy sie z motywowac do przestrzegania paru zasad w zaleznosci od metodyki jaka sie wybierze. Moze nie medotyki a porad. Problem lezy w zaczeciu, potem juz idzie latwiej. Dzieki maks 1h tygodniowo w zalesnoci od metodyki/porad jestes wstanie sobie zorganizowac bardzo dobrze czas.
    Talentu nie mam, a czas zorganizowac potrafie, wykorzystuje tutaj metodyke Coveya, ktora dla mnie sie sprawdza – nie musi dla Ciebie. mam ladny plugin do organizatorw czasu z jakich korzystam i poswiecam dziennie 5 minut na zorganizowanie sobie pracy, zas w niedziele 20 na zaplanowanie nastepnego tygodnia plus dalsze plany jezeli sie jakies pojawia/zmienia.

  11. Ale się rozpisaliście :). Ja nie mam doświadczeni, które pozwalało by tak szeroko ocenić temat. Ale wpis mnie zaciekawił. Pozwólcie, że podzielę się tylko własnymi spostrzeżeniami, jako że pracuję w bardzo dziwnym tworze zwanym… “Uczelnia”. Stanowisko: programista, student 4 roku. Korzyści są oczywiste (praca w sercu molocha, z ludźmi od których zależą moje wpisy). Twór ten jest o tyle dziwny, że łączy w sobie cechy corpu i małej firmy. Minus jest taki, że nie się od kogo uczyć i trzeba walczyć o ‘od religjinienie phpowe’. Masa papierków i procedur. Ale! Bardzo przyjazna atmosfera. Żadnych terminów ASAP. Wszystko spokojnie. Chociaż (wbrew pozorom) bardzo ważna jest jakość.
    Godziny pracy?
    Oficjalnie nie ma czegoś takiego jak ‘nienormowany’ czas pracy. Na koniec miesiąca trzeba nawet formularz wypełnić, w którym raportuje się czas przepracowany każdego dnia. Ale… ja jestem studentem :). Powiem tylko, że pod tym względem, ta praca też mi bardzo odpowiada.
    Płaca?
    Tutaj sprawdza się szeroko rozpowszechniona w Polsce opinia o placach w szkolnictwie, ale nie narzekam:).

  12. @Gutek: możesz podrzucic linka do tego plugin’u? z góry dzieki! pozdro :)

Newsletter devstyle!
Dołącz do 2000 programistów!
  Zero spamu. Tylko ciekawe treści.
Dzięki za zaufanie!
Do przeczytania wkrótce!
Niech DEV będzie z Tobą!