O tym, żeby ważyć słowa. Historia z morałem.

13

Kilka miesięcy temu postanowiłem być tutaj bardziej “sobą”. Przez lata słyszałem, że autor tego bloga to takie moje ugrzecznione alter ego. I że kontrast z rzeczywistością jest bardzo… zauważalny. “Dosyć tego” – postanowiłem. Mój blog, moje miejsce, a więc JA.

Preludium

Skutkuje to bardziej dosadnie formułowanymi wnioskami, czasami jakimś wulgaryzmem. Mniej cenzury i hamowania się. Mi jest z tym dobrze, a po komentarzach i statystykach widzę, że Czytelnikom również to nie przeszkadza. Może nawet – wręcz przeciwnie? Jest mniej sterylnie, a bardziej ludzko i naturalnie.

ALE! Chyba po raz pierwszy w ciągu ponad 8 lat blogowania muszę niestety oświadczyć: ostatnio przesadziłem. Zagalopowałem się. Prywatnie już to przyznałem zainteresowanej osobie, a teraz przyznaję publicznie, coby ten fakt bardziej wzmocnić. I temperaturę popiołu lecącego na mój łeb – podwyższyć. Dzięki temu może lepiej całą sytuację zapamiętam? A może i ktoś inny wnioski na przyszłość wyciągnie?

OCOCHO?

A co się stało?

Otóż w jednym z niedawnych postów zastosowałem taką konwencję:

  • przytocz cytat, z którym się nie zgadzasz
  • skrytykuj ten cytat – znajdź wroga wspólnego dla siebie i Czytelnika

I to jest jak najbardziej OK. Dodaje do tekstu emocji, uwydatnia poglądy.
Ale tym razem poszedłem o krok dalej i dorzuciłem jeszcze jeden punkt:

  • zrób wycieczkę osobistą, nazywając autora cytatu debilem, i to do kwadratu

Szczerze mówiąc: “samo mi się napisało”, nawet się specjalnie nad tym nie zastanawiałem.
Nie wiedziałem kto i kiedy cytowane słowa wypowiedział, ot, rzuciły mi się na Twitterze w oczy z półtora roku wcześniej i zapisałem je sobie w OneNote na potrzeby tego posta.

Alert! Alert!

I teraz najlepsze… Dwa dni po publikacji posta widzę wiadomość:

clip_image001

O co chodzi? Raczej nie robię takich rzeczy! Zaszedłem w głowę i… olśnienie. “Aaa, no tak, na blogu…“.

Pierwsza reakcja była: no dobra, może przesadziłem, ale zdarza się – prawo internetu, więc wszystko jest OK. Jednak za chwilę okazało się, że autora tych słów poznałem osobiście na konferencji raptem 2 tygodnie wcześniej. Nawet browara razem piliśmy. I nie jest to bynajmniej debil.

Ale w tej historii taki się jednak znajdzie – i się niniejszym kajam. Przeprosiłem, posta złagodziłem, peace & love & kisses. A nauczkę na przyszłość zapamiętuję.

Morał

Ze słowami nadal się bardzo nie zgadzam, ale skrytykować powinienem wypowiedź, a nie jej autora. Dziwne w sumie, że taki wniosek po tylu latach muszę oficjalnie, publicznie pisać. No ale cóż, człowiek uczy się całe życie, a i tak nie umiera najmądrzejszy.

Niedługo puszczę posta o “hejcie” w internecie: jak sobie z nim radzić, jak z nim walczyć i skąd się on bierze. Utraciłbym prawo do jego publikacji, gdybym nie napisał wcześniej niniejszego tekstu.

Krytykować opinie i wypowiedzi, a nie konkretne osoby.

Przyznaję: wstyd i hańba. Ale jest z tego i nauczka. Od tej pory jeszcze bardziej będę zwracał uwagę na krytykę kierowaną pod adresem konkretnych osób, a nie opinii i wypowiedzi.

Ale Ty, Czytelniku, także możesz wyciągnąć z tego coś dla siebie. Podobne teksty obserwujemy nie tylko na blogach, ale również w komentarzach na fejsie, wykopie, twitterze i wszystkich innych soszal medjach. Zagajenie konwersacji otwarciem “ale z ciebie kretyn” to rzadko dobre rozwiązanie.

I tyle ze mnie dzisiaj. Więcej grzechów nie pamiętam. Była pauza na refleksję, niedługo jedziemy dalej.

Do przeczytania kolejnym razem!

Nie przegap kolejnych postów!

Dołącz do ponad 9000 programistów w devstyle newsletter!

Tym samym wyrażasz zgodę na otrzymanie informacji marketingowych z devstyle.pl (doh...). Powered by ConvertKit
Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

13 Comments

  1. Nie pochwalam wycieczek osobistych, ale jestem za publicznym przyznaniem się do błędu. Na tym polega dobra wolność słowa – niby można powiedzieć, co się chce, ale powinno się liczyć z konsekwencjami.

    Polecam też artykuł + linki:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Ad_hominem

  2. Kilka lat temu dość nerwowo i pośpiesznie szukając błędu w kodzie, zapytałem retorycznie “co za tępy ch*j to napisał?”. Cytowałem tym samy Kapitana Bombę, którego to poznałem na yt dzień czy dwa wcześniej. Byłem pewien, że przecież każdy zna Kapitana Bombę i wie, że Kapitan mówi tak na okrągło.. I że sposób w jaki to mówiłem był szalenie śmieszny. No nie był. Szczególnie dla autora kodu, który siedział przy biurku obok :)

    • Szczęście (a może nie), że to nie twój kod…
      Chociaż ja tak czasem mówię jak widzę swój wcześniejszy kod…

      Ps. walidacja formularza na forum wymaga poprawy, musiałem ponownie pisac koment.
      Mimo, ze krótki to jednak nie chce się pisać dwa razy :)

      • Problem w tym, że pokazał błąd (i nic więcej) na nowej stronie i żeby poprawić to musiałem zrobić Back w FF i wtedy już komentarza nie było.
        Nie podałem maila.

    • Oj Bartek to imo albo trafiłeś na sztywniaka, albo ogólnie zespół nie był zgrany. U mnie tego typu wiązki lecą co jakiś czas (a nie wielu z nas ogląda Kapitana Bombę) i wszyscy zazwyczaj się z tego po prostu śmieją, bo znamy siebie, cenimy i wiemy, że wszystkim zdarzają się błędy z dupy.

      @Maciek propsy dla Ciebie za przyznanie się do błędu. Często widać hejt w social mediach, ale rzadko ktoś przyznaje się, że przesadził. Prawdziwy szacun, tym bardziej, że sprawa została pociągnięta z tego co widzę na fb, a nie tutaj publicznie. Wielu na pewno olałoby sprawę i ew. na fb przeprosiło.

  3. “Krytykować opinie i wypowiedzi, a nie konkretne osoby.” – to niewiele nie daje, przerabiałem to niejednokrotnie. Wielu ludzi na krytykę swoich czynów albo wskazanie błędu, (nawet w całkowicie neutralny sposób, bez wytykania czy wyśmiewania się, po prostu stwierdzenie faktu) reaguje obrazą majestatu, a niekiedy nawet agresją słowną.

    • Oj, niestety się zdarza, że nawet na drobną krytykę rozwiązania, autor reaguje bardzo agresywnie. Masz jakiś sprawdzony sposób na radzenie sobie z tym? U mnie mniej więcej sprawdzał się schemat:
      1. Upewnić się, że napisała to agresywna osoba
      2. Znaleźć coś fajnego niedawno wrzucone od tej samej osoby
      3. Pokazać / pochwalić za to fajne coś
      4. Wskazać możliwości ulepszenia / rozwoju rozwiązania (że to jest źle, ale nie można tak powiedzieć, tylko że czy osobnik planował w kolejnym commicie zrobić to tak i tak)
      5. Znów coś pozytywnego

      Z moich obserwacji wynika, że agresywno-defensywna postawa często wynika z poczucia niepewności i zagrożenia, gdy krytykując podważasz podstawowe wartości i potrzeby nieszczęśnika. Praca z człowiekiem mająca na celu zapewnienie bezpieczeństwa, wsparcia, a także poczucia wartości poprzez prośby o pomoc, pochwalenie za dobrze przygotowane rozwiązanie czy kawałek kodu (w tym wspólnie), często pomaga. Pytania “czemu chcesz tak zrobić?”, “Jakie rozwiązania rozważałeś/łaś?” są zwykle lepsze niż stwierdzenie “to jest do dupy”, bo można zadawać je często, w tym w momencie, gdy uznacie, że rozwiązanie jest optymalne. Wtedy takie pytanie nie ma negatywnego wydźwięku, a nawet może się zdarzyć, że ten głupi kod wcale nie jest taki głupi, bo jako oceniający nie mieliśmy pełnej wiedzy o problemie.

      • Uważam, że słowa Marcina są wyjątkowo trafne. Człowiek jest istotą bardzo wrażliwą na krytykę i odpowiada wrogością, bądź przynajmniej niechęcią do kogoś, kto podważa prawdziwość jej słów i sądów. W tym momencie uruchamiamy postawę obronną a to całkowicie nie sprzyja duchowi wspólnej pracy. Krytyka jest niebezpieczna i może prowadzić do urazy bądź konfliktu. Warto o tym pamiętać i zamiast wytknąć komuś błąd wprost. spróbować spojrzeć na sytuację oczami rozmówcy- z jej perspektywy i z jej bagażem doświadczeń.

    • Dawid,
      Też zależy jak się ów fakt stwierdza… Co dla Ciebie jest faktem, dla innych może być wyłącznie hipotezą :). Różnie bywa.

      • Marcin, nie jestem psychologiem, nie znam się na sposobach na ludzi. Dla mnie sprawa jest prosta – jeśli ktoś się oburza na zwrócenie mu uwagi na błąd, to ja uznaję, że jest niedojrzały i w dalszą dyskusję się nie wdaję. A już na pewno nie będę takiego kogoś głaskał, to powinni robić jego rodzice w odpowiednim czasie.

        Maciej, nie należę do osób, które w ogóle otwierają usta, jeśli nie mają racji. Na dodatek zawsze jestem w stanie wyjaśnić i mam garść argumentów na temat tego, czemu coś jest złe. I mówię o naprawdę oczywistych przypadkach (np. sterowanie przepływem przez wątki, albo używanie ref i out), nie o kwestiach faktycznie dyskusyjnych (typu jakiego wzorca/technologii użyć w tym przypadku). W przypadku kontaktów twarzą w twarz w pracy zazwyczaj argumentacja wystarcza, ale np. na internetowych forach, różni początkujący często dostają w analogicznej sytuacji napadu szału.
        Przyznaję, że mam tę wadę i jestem prawdomówny, co przejawia się tym, że gdy widzę kupę, to mówię, że to kupa, a nie “[wstaw imię], mogłeś to zrobić lepiej”. No bo niby czym jest lepiej zrobiona kupa? ;)

  4. Bad word nieopatrznie zaserwował światu.
    World mu za to wystawił the bill do kwadratu
    ;)