Ponownie o programie MVP od środka

11

Wiele już razy pisałem tu i ówdzie, że “w końcu kiedyś” poruszę ponownie temat programu MVP – Microsoft Most Valuable Professional. Ponownie, bo równo 4 lata temu na prośbę Microsoft napisałem tekst “Program MVP oczami MVP“. Kiedyś nawet jeden z Czytelników mi wytknął, że ciągle “piszę że napiszę” i nic z tego nie wynika. Wtedy odpowiedziałem, że już się zamykam i moje kolejne słowa na ten temat będą faktycznie czymś treściwym.

Akurat za dwa tygodnie mamy kolejne nominacje, w której to iteracji albo zostanę MVP na szósty już rok, albo mnie “się wykopie”. Dobry więc to czas na chwilę refleksji na ten temat – żeby potem nie było, że “piszę dobrze bo dali MVP” albo “psioczę bo nie dali” :).

Chęć na napisanie kilku słów nachodzi mnie za każdym razem, przy każdym cyklu nominacyjnym, czyli mniej więcej co 3 miesiące. Wtedy to twittera i facebooka zalewa fala wpisów “dostałem MVP!” i miliony gratulacji. Może źle do tego podchodzę, ale od takiego masowego regularnego lizania się po jajach robi mi się niedobrze.

Kiedy dostałem MVP po raz pierwszy, miałem o tym programie bardzo “wyidealizowane” pojęcie. Grupa mega-masta-wymiataczy, najlepszych fachowców zasługujących na rispekt i uznanie… i ja między nimi? Mannę z nieba na łeb mi ktoś wysypał! Jea! Kubeł zimnej wody nadszedł bardzo prędko, gdy ja i dwóch moich ziomków, którzy dostali tytuł MVP razem ze mną, zostaliśmy przez społeczność dosłownie zmieszani z błotem z tego powodu. Samo grono MVP też nie przyjęło nas wówczas z otwartymi ramionami. Dla tych co pamiętają: chodzi o ITCore.pl. A dla tych co nie pamiętają: move on, nie ma czego pamiętać, nevermajnd:). W każdym razie rzygano na nas na forach na wszelkie możliwe sposoby dlatego, że ktoś w polskim oddziale Microsoft postanowił “dajmy im MVP”. Niby nie powinno się takimi rzeczami przejmować, ale wtedy dość mocno mnie to “ubodło”. Bardzo ciekawe doświadczenie. Ale nie ma co do niego wracać. W każdym razie moje postrzeganie programu MVP zmieniło się od razu po dołączeniu do niego.

Przez kolejne lata spotkałem się z dwoma reakcjami na posiadaczy tytułu MVP. Albo zbyt pozytywne: “ooo, bożyszcze, ulubieniec Microsoftu, dotknij mojej ręki, mego czoła, mej szaty, ja także marzę o byciu MVP” albo przesadnie negatywne: “dupoliz, śmieciojad, wszystko co ma do powiedzenia jest na pewno przefiltrowane przez kalkulacje aby ponownie dostać MVP, więc nie może powiedzieć co naprawdę myśli albo przeszedł pranie mózgu“. Jak można się domyślać, ani jedna ani druga wersja nie jest słuszna.

Oczywiście o wiele częściej napotykałem to drugie, negatywne podejście – w końcu “to jest Polska”. Już na starcie byłem skreślony jako ten “skrzywiony” posiadaniem MVP. Mówię, że na MTS nie było źle? To na pewno temu że nie chcę stracić MVP. Polecam jakąś technologię od MS? To na pewno temu żeby zarobić na kolejny tytuł. Udzielam się na forum? Daję się wykorzystywać korporacji odwalając robotę za jej support. Miało to miejsce i online (a szczególnie online, na goldenline czy dobrychprogramach) i offline (np. na rozmowach o pracę, gdzie koleś po drugiej stronie stołu za wszelką cenę chce mi udowodnić że moje MVP nic nie znaczy i czerpie satysfakcję z czołgania mnie po jakichś implementacyjnych szczegółach z MSDN które “MVP powinien znać”).

Prawda jest taka, że program MVP (przynajmniej w Polsce) skupia po prostu kilkadziesiąt osób. I tyle. Niektóre z tych osób udzielają się online, inne offline, inne się nie udzielają. Jedne są geniuszami, inne są debilami, a większość jest po prostu normalna. Jedne są ślepo zapatrzone w Microsoft, inne wręcz odwrotnie. Jak to w życiu. Przez długi czas chciałem udowadniać całemu światu, że “zasługuję” na MVP, m.in. z tego powodu założyłem bloga. Takie poczucie konieczności udowodnienia, że jestem coś wart, dawno już minęło, ale blog pozostał – więc ogólnie całe zamieszanie wyszło chyba na plus.

Moja działalność i online (blog/fora) i offline powinna teoretycznie być dowodem na to, że MVP wcale nie musi bez wazeliny wciskać się w Microsoftowe kichy. Staram się bardzo eksponować swoją szczerą nienawiść do chociażby TFSa czy Sharepointa czy bezgraniczną miłość do Androida i żaden korporacyjny żołnierz mi z tego powodu przykrości nie robi. Poszedłem nawet krok dalej i stworzyłem stronę o programie MVP zrealizowaną w Nancy zamiast ASP.NET i Simple.Data zamiast Entity Framework. Między innymi po to, żeby dotarło do szeroko rozumianej społeczności, że MVP nie jest kajdanami przykuty do jedynych słusznych bibliotek i nie musi propagować narzuconych z góry poglądów, jak ma to miejsce w partiach politycznych gdzie z rana każdy oseł dostaje SMSa z tym co ma danego dnia kłapać w telewizorze.

Zresztą nie jestem jedynym takim osobnikiem. Chociażby Gutek, także mający póki co MVP, również jest przykładem trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość, bez nakładania na gały krzywych okularów wyprodukowanych w Redmond. I jest takich MVP w Polsce więcej.

Na razie z tego co napisałem wynika, że MVP to po prostu losowo poniekąd rozrzucony znaczek po ludziach, którzy kiedyś wpadli Microsoftowi w oko. I tak moim zdaniem właśnie jest. Przynależność do tego pseudo-elitarnego klubu jest tylko teoretycznie uzasadniona “jakimiś kryteriami”. To, że jakaś korporacja zdecydowała się akurat nam dać jakiś znaczek nie robi z nas nikogo specjalnego. Równie dobrze gazeta “Niusy z akalicy” może nadawać tytuł “rolnika miesiąca”. Tym bardziej w Polsce, gdzie programem MVP z ramienia MS zupełnie nikt się nie zajmuje. Nie wiadomo za co ktoś dostał to odznaczenie, nie wiadomo też za co je się komuś odbiera. Do niedawna nie było nawet wiadomo KTO należy do programu. M.in. po to zrobiłem msmvp.pl. Niestety i tak nie udało się zebrać od wszystkich MVP na tyle kompletnego zbioru informacji, aby ta strona spełniała swoją rolę. Chciałem aby każdy (w tym ja) mógł wejść na stronę i zobaczyć kto i dlaczego (jego zdaniem) posiada tytuł. Strona jest, wejść można, lista MVP na dzień dzisiejszy jest aktualna, ale dowiedzieć się czegoś o MVP nadal ciężko bo większości informacji – brak. I znikąd – poza samymi MVP – zdobyć ich się nie da.

Niby można dawać swoje rekomendacje na nowych MVP, ale nie ma to sensu. Przed jednym z cykli nominacyjnych ruszyła wśród polskich MVP prawdziwa “zorganizowana akcja” promowania osoby Pawła Łukasika do tego wyróżnienia. Bardzo wielu z nas dało jasno do zrozumienia naszemu “opiekunowi”, że jeśli MS chce kogoś do grona naszego dorzuć to właśnie to jest najbardziej odpowiednia osoba. I co? Jajco. My swoje, a ktoś i tak wie lepiej. A to, że taki koleś nie ma tytułu MVP, a mam go na przykład ja, świadczy o naprawdę dużej losowości nominacji. A chłopaki od CodingTV. A ekipa z połączonej grupy DevMedia i organizatorów DevDay? Jeśli za zorganizowanie najlepszej w kraju, do tego darmowej, konferencji o tematyce MS-related nie jest gwarantem tytułu MVP to ja pytam: co w takim razie jest?

Można by odnieść wrażenie, że jest mi źle z tytułem MVP. Niejeden pewnie powie: nie podoba się to się zrzeknij/zrezygnuj! Czy to faktycznie prawda? Absolutnie nie! Największą wadą uczestnictwa w programie jest wspomniane z góry negatywne nastawienie do mnie ludzi, tylko dlatego, że mam ów znaczek na blogu. Ale screw them, jak mnie ktoś nie lubi to ja tym bardziej nie lubię tego kogoś.

Reszta efektów posiadania MVP jest całkowicie neutralna poza dwiema ogromnymi korzyściami.

Pierwsza to możliwość powiedzenia potencjalnemu klientowi, osobie “biznesu”, formułki: “weź mnie do projektu, bo jako jedna z 6 osób w Polsce posiadam tytuł MVP w kategorii C#“. Czy ma to jakieś przełożenie na moją wartość, gwarantuje profesjonalizm albo lepszą jakość pracy? Zdecydowanie nie. Chodzi o to, że osoba słysząca te słowa nie ma zielonego pojęcia co to jest MVP, a tym bardziej C#. Ona słyszy tylko “jako jedna z 6 osób w Polsce…” – i koniec. Efekt jest. Równie dobrze mógłbym być jedną z 6 osób potrafiących kodować paznokciami u stóp, liczy się złudzenie przynależności do mocno wyselekcjonowanej grupy (tylko nie mówcie tego tym klientom, którzy ode mnie powyższą formułkę usłyszeli;) ).

Druga zaleta to darmowy software. Maaaasa software’u. Szczerze mówiąc, mam wszystko czego potrzebuję i jeszcze więcej, a jedyne za co zapłaciłem to Total Commander (jakieś 80zł, ze 4 lata temu). MSDN, VMWare, Resharper, CodeRush, MaxiVista, LLBLGen, wszystko z RedGate i Telerika… długo by wymieniać. To są dosłownie dziesiątki gigabajtów oprogramowania wartego w normalnych warunkach fortunę. Nawet jak czegoś nie używam to mogę sobie chociaż wydrukować licencje i się nimi obkładać:).

A, i zapomniałbym o jeszcze jednej korzyści. Dzięki temu, że jestem MVP, byłem w stanie zorganizować dwa lata temu być może pamiętany jeszcze przez kogoś konkurs “Daj się poznać!“. To jedna z bardziej udanych akcji w moim wykonaniu i do tej pory jestem z tego dumny. Do tamtego roku po każdej premierze nowego VS Microsoft każdemu MVP rzucał trzy licencje MSDN do dowolnego wykorzystania, więc swoje rozdałem w tym konkursie (licencją rzucił też wspomniany już Gutek). A resztę sponsorów łatwiej było przekonać do udziału w akcji podpisując się jako “Maciej, MVP from Poland” niż “Maciek, z Klanu, from Poland“. W tym roku sam skontaktowałem się z MS z pytaniem czy po premierze VS 2012 daliby chociaż jedną licencję na nagrodę w drugiej edycji konkursu, ale nie dali. Więc drugiej edycji nimo.

Ot, i cała – dość chaotyczna – prawda o programie MVP z mojego punktu widzenia wreszcie wylała się online. Komuś się nie podoba to, że mam MVP? To nara. Ktoś inny marzy o tytule MVP? Są lepsze marzenia, zią, get over it! A 90% osób ma to gdzieś? I to jest właśnie dobre podejście.

Temat uważam za zamknięty.

Nie przegap kolejnych postów!

Dołącz do ponad 9000 programistów w devstyle newsletter!

Tym samym wyrażasz zgodę na otrzymanie informacji marketingowych z devstyle.pl (doh...). Powered by ConvertKit
Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

11 Comments

  1. "Psy szczekają, a karawana idzie dalej." Dobry wpis Maciek! Rób swoje, prawdziwa wartość obroni się bez "programów". Ty na pewno nie potrzebujesz badge'a, żeby swoją wartość budować. Tyle. Pozdrówka!

  2. Ale że co … piszesz bo boisz się że nie dadzą ponownie ;)?

    A poważnie … co do efektu pod tytułem "jesteś MVP więc gadasz bzdury" to akurat się nie spotkałem, ale spróbuj sie odezwać jako pracownik MSFT ;)

  3. Dobre jest to "Na rozmowach o pracę, gdzie koleś po drugiej stronie stołu za wszelką cenę chce mi udowodnić że moje MVP nic nie znaczy i czerpie satysfakcję z czołgania mnie po jakichś implementacyjnych szczegółach z MSDN które "MVP powinien znać"". Chyba ktoś po drugiej stronie stołu miał duże ego, jak wszystkie firmy, które patrzą tylko przez pryzmat testu i wycinków MSDN na rozmowie kwalifikacyjnej.

  4. Rób swoje. Trzymam kciuki. Na blog zaglądam regularnie, choć ostatnio rzadziej bo i wpisów mniej.

  5. Dają – korzystaj. Nie dają – przecież przeżyjesz.
    Po prostu rób swoje i tyle. Program MVP to teraz po prostu miły znaczek. Wolę mieć niż nie mieć, ale różnicy wielkiej nie robi ani w pracy, ani w społecznościach, ani w "normalnym" życiu.
    Do jednej rzeczy tylko warto się odnieść: program mocno zmienił się w ostatnich latach. W stronę wyłącznie "honorowego" wyróżnienia. Wiele osób dalej w głowie ma ten "stary" obraz i czasem trochę dziwne rzeczy wychodzą z połączenia nieaktualnych wyobrażeń z aktualnymi realiami.

  6. Maciek, program jak to każdy program ewoluuje (nie wnikam czy w dobrą stronę, bo to też czasem ciężko ocenić) i to, że coś wyglądało w sposób A kiedyś nie znaczy, że tak będzie wyglądało zawsze :) A ja mam takie dziwne wrażenie, że ludzie jak coś im się da/pokaże to uważają, że tak powinno być zawsze i do końca, a każda zmiana to godzenie w coś co "im się należy".

    Aktualnie program MVP to bardziej po prostu nagroda (w postaci tytułu, znaczka czy szklanej statuetki) za 12 miesięcy różnych prac na rzecz społeczności (które czasem ciężko stopniować i porównywać). Dodatkowo to też czasem możliwość większych interakcji z grupami produktowymi (to zależy od grupy) czy spotkania się na MVP Summit. Plus oprogramowanie o którym piszesz i jakby nie było ten właśnie prestiż (jakby na niego nie patrzeć) wśród ludzi postronnych.

    Z drugiej strony – jeśli Ci to podejście i program tak mocno przeszkadzają w wielu miejscach, to możesz zawsze zrobić to co zrobił np. Ziemek Borowski i samemu zrezygnować (tak, wiem sam o tym wspomniałeś). Chyba jednak póki co widzisz dużo więcej korzyści bezpośrednio dla siebie i tyle :)

    Aha i jedyna rzecz, gdzie można coś próbować zrobić z Twoimi uwagami (czyli gdzie jest konstruktywny feedback a nie pisanie o wszystkim i niczym) to element, że konkretnej osobie (lub kilku) nie został przyznany tytuł MVP mimo, że według Ciebie (i ewentualnie iluś innych ludzi) takiej osobie taki tytuł się należał…

    PS. W 100% podpisuję się pod stwierdzeniem Tomka ("co do efektu pod tytułem "jesteś MVP więc gadasz bzdury" to akurat się nie spotkałem, ale spróbuj sie odezwać jako pracownik MSFT ;)") + pod całym komentarzem gt :)

  7. Mariusz,
    Ale ja chyba programu jako takiego nie krytykowałem?:) Nie widzę tutaj miejsca w którym można go bronić, bo ataku nie ma. Do nikogo zarzutów żadnych nie mam i niczego od nikogo nie oczekuję.
    Ten post NIE miał być feedbackiem z którym można coś zrobić, a właśnie luźnym "o wszystkim i o niczym" – o postrzeganiu programu przeze mnie i przez innych.

  8. Wow. Zorganizowana akcja jakaś była? Nie pozostaje mi zatem nic innego jak postawić browara "akcjonariuszom" przy najbliższej okazji spotkania :)

    Wpis jak zawsze w dorbym stylu i fajnie się go czyta.

    Paweł

  9. Ja tylko przypomnę "MVP nic nie musi", ale żeby tytuł dostać trzeba się solidnie napracować na rzecz społeczności (jeśli ktoś to lubi i zostanie wytypowany przez MS do tytułu to przecież nie boli i nie trzeba wiadra wazeliny :)). Oczywiście zaletą bycia MVP jest dostęp do darmowego softu, ale również dostęp do grupy produktowej w Redmond (zależy od ludzi w tej grupie) i ekipy masterów z całego świata (spotkanie przy browarku podczas Summitu).

  10. Wychodząc od twierdzenia, ze MVP dostaje się za jakąś pracę na rzecz społeczności, informuje ze dla mnie blog "procenta" był rok temu startupem do nowego rozdania w życiu programisty. Każdy z nas ma jakieś kamienie milowe w życiu i mój "programistyczny kamień" przestał się toczyć jakieś 2 lata temu – wypalenie zawodowe, zmęczenie. Kiedy odpocząłem i się ocknąłem, zacząłem szukać "nowego". Bylem tu i tam, aż wśród skrawków internetu zacząłem szukać własnie MVP, bo mam w pamięci bardzo dobre wspomnienia z dawnego rozwoju aplikacji w MSAccess i usenetowej korespondencji z (świetnym w swojej działce) MVP, Krzysztofem Naworytą. I trafiłem tutaj. Dalej poszło z górki i mój "programistyczny kamień" znów potoczył się na dobre. Dzisiaj zap… jak oszalały, a mnie pozostaje tylko autoironia … czemu tak późno.
    Kiedy "procent" ogłosił ze chciał zamknąć bloga, poczułem stratę.
    Blog taki jak ten nie tyle służy do poklepywania się po pleckach, ale także otwiera ludziom oczy i wspiera kształtowanie spojrzenia na dziedzinę jaką jest programowanie.
    Gdyby "procent" nie był MVP, był by dla mnie tylko jednym z wielu nicków tu i tam.
    A przez MVP i tego bloga, okazało się ze jest człowiekiem który ma wiedzę i potrafi się nią dzielić. To duża wartość i zaleta.
    Tak trzymaj "procent".