Konferencje dla programistów… czy to się opłaca?

13

W ubiegłym tygodniu odbyła się w Las Vegas wielka coroczna konferencja MIX. Mój ziom JJ miał okazję znajdować się właśnie tam już drugi rok z rzędu. Nasze zeszłotygodniowe konwersacje skłoniły mnie do poważniejszego zastanowienia się nad konferencjami programistycznymi… oraz sensem fizycznego udziału w tych wydarzeniach. Efekt owych rozmyślań przedstawiam poniżej.


Money money money…

Nie ma co ukrywać, udział w konferencji… kosztuje. I to niemało. Moje doświadczenie w takich eventach obejmuje MVP Summit 2009 organizowany w Seattle/Redmond. Mimo częściowego pokrycia kosztów zakwaterowania przez MS oraz niepłatnej natury konferencji cały wyjazd uszczuplił mój budżet o mniej więcej 6000zł. Gdy mówimy o takim MIXie, dochodzi koszt samego wstępu na konferencję. Można oczywiście wybrać się gdzieś bliżej, jak chociażby na europejski TechEd czy szwedzki Oredev aby nie bulić za lot przez Atlantyk, ale… nie oszukujmy się – udając się na takie wydarzenie raczej trudno oczekiwać wydania mniej niż, powiedzmy, jedna miesięczna pensja.

Czy ktoś jest gotów zapłacić za to z własnej kieszeni? Ja, lecąc na Summit, zapłaciłem (a teraz, jako freelancer, nie miałbym nawet innej opcji). W większości przypadków jednak to firmy sponsorują swoim pracownikom takie atrakcje.

Czy moje oczekiwania odnośnie relacji wydatki/korzyści się spełniły? Nie. A czy takie delegacje, będące swego rodzaju inwestycjami w rozwój pracowników, mogą się zwrócić? W końcu firma pokrywa wszystkie wydatki związane z konferencją i płaci “delegacyjną pensję” pracownikowi, którego przez X dni nie ma w pracy. Hmm…

Ja, po swoim amerykańskim doświadczeniu, kosztującym tyle co nasze dwuosobowe dwutygodniowe wakacje pozwalające na pochodzenie po Bieszczadach i zjeżdżenie samochodem pół Europy, poddaję cały proces “opłacalności” dość wnikliwej analizie. Zastanawiając się nad ewentualnym wyjazdem na konferencję i bardzo realnie odczuwając jej koszt obmyślam, czym taki wydatek ma szansę mi się zwrócić… w jakikolwiek sposób.

Zdobywanie wiedzy… $ =? exp.

Dość naturalnym miernikiem przydatności konferencji jest to, o ile mądrzejszy wrócę do domu. Czy po 3, 4 czy 5 dniach wypełnionych sesjami faktycznie lepiej wykonam swoją pracę? Czy szybciej skończę projekt, mogąc brać się za następny? Czy zrealizuję zadanie w sposób pozwalający na jego łatwiejsze utrzymanie, co przełoży się na inkasowanie tej samej kwoty za krótszy czas pracy?

I właściwie tutaj jest pies pogrzebany. Bo, abstrahując na razie od wartości przekazywanych informacji, czy ma wielkie znaczenie fakt, że fizycznie siedzę na sali, w której odbywa się prezentacja? Przecież takie konferencje można albo oglądać na żywo online, albo ściągnąć sobie zapis wideo ze strony po kilku tygodniach. Albo, bez czego i tak się nie obejdzie w przypadku decyzji o zgłębieniu tematu, można przejrzeć agendę i najzwyczajniej w świecie informacje te znajdę w internecie. Tyle jest książek, tyle blogów, tyle tutoriali, tyle artykułów, że – jeśli wie się czego szukać – znaleźć można prawie wszystko. Free. A przecież nawet będąc na miejscu uczestniczy się tylko w niewielkiej części wykładów.

Załóżmy jednak, że przekazywana wiedza jest bardzo unikalna. Że ciężko ją znaleźć online, że do pełnego wchłonięcia całego przekazu trzeba siedzieć na miejscu i wsłuchiwać się w prelegenta. Czy po powrocie do pracy będziemy mieli możliwość PRAKTYCZNEGO zastosowania tego, czego się dowiedzieliśmy? A jeśli tak, to ile % sesji faktycznie zmieści się w tej grupie?

Nie samymi sesjami człowiek żyje

Nie można jednak sprowadzać konferencji do samych sesji technicznych. Często w ramach takiego wydarzenia organizowane są chociażby warsztaty demonstrujące zastosowanie jakiejś technologii w praktyce. Siadamy w laboratorium przed skonfigurowanym komputerem i prowadzeni za rączkę poznajemy możliwości nowinek technicznych. Tego nie da się doświadczyć online – bo oprócz komputerów mamy do dyspozycji również wyszkolonego trenera.

Nie da się też odwiedzić online budki typu Ask The Expert. Są to specjalnie wydzielone stoiska, przy których można spotkać światowej sławy specjalistów gotowych podzielić się swoją wiedzą w bezpośredniej rozmowie. Sformułowanie interesującego pytania i podyskutowanie z niekwestionowanym guru w swojej dziedzinie zdecydowanie może być cennym doświadczeniem. Teoretycznie można wdać się w taką dyskusję drogą mailową – podejrzewam że ogromna większość wspomnianych ekspertów chętnie kontaktuje się również tą drogą – jednak wiadomo jak to z mailami bywa… Nie zastąpią żywiołowej dyskusji face-to-face.

Nie pomijajmy również aspektu towarzyskiego. Konferencjom towarzyszą często imprezy integracyjne, na których można spotkać fellow-programmers z całego świata. Może to zaowocować ciekawymi znajomościami prowadzącymi potencjalnie do wymiany doświadczeń czy nawet współpracy. Jak wiadomo – w luźniejszej, zakrapianej atmosferze łatwiej o nawiązanie znajomości.

Wszystkie wymienione wyżej “drugorzędne” twarze konferencji są w pewnym sensie “niezastępowalne”. Ile osób jednak pójdzie na warsztat opuszczając sesję techniczną (ja – nie)? Kto zwróci się do megawymiatacza z na tyle interesującym problemem, aby faktycznie rozmowa nie zakończyła się po kilku zdaniach (ja – nie)? Wreszcie – ilu osobom uda się na luźnej imprezce nawiązać kontakt wychodzący poza krótki chit-chat, a będący w stanie w jakiś zauważalny sposób przynieść realne profity w przyszłości (mi… nie)?

PL

A jak to jest w Polsce? Mamy zbliżającą się wielkimi krokami Communities 2 Communities. Mamy coroczny MTS. Mamy 4Developers. Mamy organizowane w różnych miastach CodeCamps. Byłem na kilku takich polskich konferencjach i… są OK. Na pewno rozmachem nie mogą dorównywać spędom o światowym zasięgu, ale w końcu organizowane są w Polsce dla Polaków. Fajnie pójść, fajnie pooglądać… ale moje rozmyślania dotyczą również ich. W sumie chyba żaden taki wypad w realny sposób nie przełożył się na moje życie zawodowe. Niektóre sesje robiły na mnie co prawda wprost piorunujące wrażenie (jak chociażby Udi na zeszłorocznym C2C), ale… co z tego? Gdybym za taki MTS miał zabulić nawet połowę swojej miesięcznej pensji to raczej nigdy byście mnie tam nie zobaczyli.

Jaki zatem wniosek?

Może wychodzi ze mnie sknera. Może mam jakieś ciemnogrodzkie wieśniackie spojrzenie na całą sprawę. Może nie doceniam tego, co oferują takie wydarzenia… ale moim zdaniem udział w nich najzwyczajniej w świecie się nie opłaca. O ile w polskim wydaniu być może warto odwiedzić Warszawę, Poznań czy Kraków aby być “trendy”, to wszelkie TechEdy, MIXy i Oredevy są jak na mój rozum po prostu zbyt kosztowne.

Na pewno fajnie jest tam być. Na pewno warto skorzystać z okazji, jeśli się takową ma. Na pewno można pozazdrościć osobom regularnie (lub nie) w nich uczestniczącym. Jednak… chyba bez przesady.

Kiedyś miałem o tym trochę inne zdanie. Marzyły mi się firmy sponsorujące swoim programistom taki wypad. Uważałem, że jest to niejako ich obowiązek – dbanie o rozwój pracowników. W końcu każda taka konferencja gromadzi tysiące wysyłanych w ten sposób devów – więc dlaczego polscy pracodawcy mieliby być wyjątkiem? Jednak po dłuższym zastanowieniu, którego część przedstawiłem, zmieniłem swój pogląd. Bo jeśli to ja byłbym szefem i miał wysłać pracownika na konferencję pochłaniającą jego miesięczną pensję, a na pytanie “jakie będą z tego korzyści” uzyskałbym jedynie odpowiedź “a bo tam jest fajnie…” to nie uznałbym tego za biznes mego życia.

I po tym wszystkim… czy żałuję, że omija mnie tyle wydarzeń w ciągu roku? Że przy tak szybkim rozwoju technologii mam możliwość uczestniczenia właściwie jedynie w C2C i MTS? Szczerze mówiąc: nie. Być może wszystko napisane powyżej to tylko głupie tłumaczenie, które w krzywym zwierciadle przedstawia piękną konferencyjną rzeczywistość. Ale… nie sądzę.

Tak naprawdę pytanie “czy zgadzasz się z tym co napisałem?” równoważne jest z pytaniem “czy wydałbyś 8-10k PLN z własnej kieszeni na taką konferencję?”.

A gdyby był szefem….

Zapominając o sponsorowaniu całemu zespołowi wyjazdu na TechEd – co może zrobić firma dbająca o pracownika? Moim zdaniem wysłanie na taki MTS jest miłym gestem. Nie kosztuje dużo, nie trwa długo, i nawet jeśli nie przełoży się to w zauważalny sposób na produktywność czy umiejętności – może być źródłem sporej satysfakcji i poczucia “jestem doceniony”.

Mam jednak jeszcze inny pomysł. Szef autentycznie mający na względzie edukacją swoich pracowników (wychodzący poza wysłanie wszystkich raz do roku na gówniane obowiązkowe szkolenie z ASP.NET) powinien w jakiś sposób zaangażować zespół we wspólne interesowanie się rozwojem technologii. Takie wielkie konferencje mogą być bodźcem do poruszenia ciekawych tematów w pracy. Czyż nie byłoby inspirującym doświadczeniem obejrzenie transmisji online całym zespołem, podczas pracy, w większym gronie? Wybrać sesję najbardziej odpowiadającą profilowi zespołu i zobaczyć co też przynosi przyszłość. A następnie dyskusja na temat “jak to, co właśnie zobaczyliśmy, może być zastosowane w naszej codziennej pracy”. Myślę, że oprócz oczywistej korzyści, jaką jest poznanie tematu, może przy okazji wyniknąć kolejna – zaszczepienie szczypty pasji w tych, którzy owej pasji nie mają za grosz.

Brzmi to nierealnie? To tylko durne wymyślania kolesia, co pracuje sam w domu i nie ma pojęcia o tym jak to jest w firmach? Hmm… Mam pojęcie. Mam pojęcie, jak graniczące z niemożliwością może być w wielu przypadkach uświadomienie tymże firmom, że praca programisty nie powinna składać się w 100% ze stukania w klawiaturę. Może ktoś podejmie się tego wyzwania i spróbuje zaproponować coś takiego w swoim zespole? Nagrania z MIXa są dostępne online…:). Moim zdaniem pomysł jest świetny, czy komuś uda się wprowadzić go w życie? A może w jakiejś firmie już tak jest?

Szkolenia wymiataczy

Pozostał jeszcze jeden aspekt pośrednio powiązany z tematem.

Jest coś, co kosztuje tyle co wielka konferencja, a jest moim zdaniem 100x lepsze. Coś, co może w realny sposób zmienić życie dewelopera.

Nie chodzi o szkolenia organizowane przez jakieś ośrodki szkoleniowe. Nie o konferencje zbierające tysiące uczestników i dziesiątki prelegentów. Nie o masowe spędy koncentrujące się na jakże rozległym spektrum tematów objętych wspólnym parasolem z napisem “programowanie”.

Mam na myśli szkolenia organizowane przez arcywybitne jednostki, prawdziwych mistrzów w naszym fachu. Są to kilkudniowe zajęcia prowadzone w kilkunastoosobowej grupie skupiające się na tym, w czym prowadzący jest MISTRZEM. 5 czy 7 dni obcowania z taką osobą przez kilkanaście godzin na dobę musi pozostawić jakiś trwały ślad w życiu programisty – nie ma innej możliwości.

Jakich magików mam na myśli? Na przykład Udi Dahan (SOA). Na przykład Ayende Rahien (NHibernate). Na przykład J.P. Boodhoo (produktywność w .NET i pasja)… Wszyscy oni prowadzą raz na jakiś czas kurs. Jeśli ja miałbym do wyboru wejściówkę na wszystkie wielkie konferencje przez cały okrągły rok lub udział w którymkolwiek ze szkoleń którejkolwiek z tych jednostek – bez sekundy wahania wybrałbym to drugie. Powiem więcej: jeśli TVN wpadnie kiedyś na genialny pomysł nakręcenia show “You can write code – po prostu programuj!” z główną nagrodą w postaci udziału w takim szkoleniu to prawdopodobnie się zgłoszę:).


Zdaję sobie sprawę, że powyższe dywagacje pomijają być może wiele istotnych aspektów skupiając się na pytaniu “co dostaję za wydane pieniądze?”. Czy jest to zbyt materialne, płytkie i ślepe podejście?  Moim zdaniem – nie. Po prostu – obliczenia mające za zadanie realną ocenę ROI (o ile ten termin ma tutaj w ogóle sens;) ) nawet w prywatnym życiu sprowadzają się właśnie do tego.

I nie zrozumcie mnie źle – nie piszę że te konferencje są do bani. Na pewno super jest tam być. Ale równie super (a może nawet bardziej super;) ) byłoby zamontować sobie w samochodzie drzwi od Lambo (nawet czarny wygląda fajnie: link). Co nie znaczy, że to zrobię, nawet jeśli mam odpowiednią kwotę na koncie.

Co o tym sądzicie? Może jacyś zagraniczno-konferencyjni wyjadacze podzielą się swoimi doświadczeniami i zapatrywaniem na ten temat? Czy był ktoś na wielkiej konferencji sponsorowanej przez firmę i zachwycił się tak bardzo, że gotów byłby pojechać tam znowu za własną kasę?

Nie przegap kolejnych postów!

Dołącz do ponad 9000 programistów w devstyle newsletter!

Tym samym wyrażasz zgodę na otrzymanie informacji marketingowych z devstyle.pl (doh...). Powered by ConvertKit
Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

13 Comments

  1. Nie byłem nigdy na żadnej konferencji, jednak ostatnimi czasy zastanawiałem się nad sensownością takich wyjazdów (za własne pieniądze). Planowałem odwiedzić Poznań w celu pójścia na konferencję 4Developers, jednak ostatecznie koszty (dojazdu, przeżycia w obcym mieście, wejścia na imprezę) mnie zdemotywowały do działania. Wolę te pieniądze wydać na cokolwiek innego – książki, certyfikat, życie.

    Btw. jak na moje to zamiast ROI powyżej została dokonana analiza SWOT :-)

  2. Dla mnie konferencje mają dwie ogromne zalety:
    1) pozwalają na wymianę poglądów między osobami wspólnie na takową jadącymi. Coś w końcu trzeba robić po całym dniu pełnym sesji, a o czym gadać, jeśli nie o pracy? Aby nie być gołosłownym, po tygodniowym pobycie na TechEd (gdzie było nas troje z mojej firmy) udało nam się zaproponować dwa w moim odczuciu bardzo duże usprawnienia w funkcjonowaniu firmy. Jestem pewien, że na dłuższą metę (rok, dwa) pozwolą zaoszczędzić firmie dużo więcej pieniędzy niż kosztował nasz wyjazd.
    2) pozwalają na otwarcie swojego umysłu na tzw. "unknown unknowns". Jeśli przeglądam internet to szukam informacji o czymś, co wiem, że istnieje, ale np. nie znam tego dobrze. Nie jestem w stanie wpisać w google frazy, która automagicznie podsunie mi jakąś ideę, o której istnieniu nie miałem pojęcia. Z tego powodu na wszelkich konferencjach preferuje ścieżki nietechniczne lub takie, o których tematyce nie wiem nic.

    Dobra heurystyka to zapisywanie się na nietechniczne sesje na poziomie 100 (można dowiedzieć się coś o unknown unknowns) lub techniczna na poziomie 400 dotycząca tematyki, o której nie mam pojęcia (np. SharePoint).

    Mam też sporo doświadczenia ze zbiorowym:-) oglądaniem nagrań z konferencji. Na jesieni zorganizowałem w Firmie lokalną wersję NDC: przez 5 dni oglądaliśmy rano i wieczorem po jednej prezentacji. Zainteresowanie było raczej niewielkie (mniej niż 10% developerów), jednak dla mnie (i dla kilku zainteresowanych osób) było to bardzo fajne przeżycie. Aktualnie kontynuuję temat organizując raz na tydzień projekcie jakieś sesji o metodykach agilowych połączoną z dyskusją z udziałem ekspertów. Tym razem zainteresowanie jest większe, więc chyba zaczynam się czegoś uczyć:-)

  3. Tak się składa, że znam od kuchni organizowanie dużych spędów IT i powiem tyle: każdy z was ma rację. Przyjeżdża wiele osób, szczególnie młodych, zafascynowanych tym że zobaczą na żywo pana X czy uścisną rękę panu Y, że usłyszą nie wiadomo co. Z rotacji uczestników wnioskuję, że wielu z nich przyjechało po raz pierwszy i ostatni.

    Jest jednak grupa wyjadaczy, którzy pojawiają się co konferencja i naprawdę angażują się w słuchanie wykładu, rzeczywiście zawsze znajdą coś o czymś jeszcze nie wiedzieli, albo podpytują wykładowcę o jakieś szczegóły których nigdzie indziej nie można znaleźć. Czasem potrzebują tylko opinii: wchodzić w jakąś technologię czy tak naprawdę dać sobie spokój czy odczekać.

    Jest zawsze grupa handlowców i klientów, którzy w tym czasie nawiązują "bliskie" relacje, i dla jednych jest to preludium przyszłych kontraktów, dla innych podsumowanie. Te osoby rzadko uczestniczą w sesjach (lokale okołokonferencyjne zawsze są pełne).

    Są jeszcze dodatkowe dwie grupy (pewnie nie ostatnie):
    – ktoś z firmy mnie wysłał na odpoczynek w ciekawym miejscu, a może coś fajnego zjem, zobaczę niezły koncert – czemu nie. Na tej zasdzie przyjeżdżają np. niektóre asystentki dyrektorów
    – grupa pracowników firmy Z: 15 osób pracowało nad projektem wykorzystującym taką a taką technologię, robimy im coś w rodzaju imprezy integracyjnej przy okazji eventu – przyjemne z pożytecznym. Ci ludkowie to potem często snują się po korytarzach podchmieleni podrywając hostessy (w grupie odwagi więcej).

    Wot takie moje 3 grosze. Ja bywam na innej zasadzie: nasz system wspiera organizację eventów i zdarza się, że supportujemy klienta na miejscu. :) Więc to nam płacą abyśmy tam byli – i to jest rozwiązanie zagadki :D

    Pozdrawiam serdecznie.

  4. @Szymon Pobiega:
    Pamiętając wasze zeszłoroczne relacje z TechEda liczyłem, że któreś z waszej trójki się wypowie:).
    W takim razie gites, gratuluję i wam i firmie trafnej inwestycji.

    Co do oglądania i omawiania prezentacji – szacun. Zespołowi można pozazdrościć takiego lidera… a ci, którzy z okazji nie korzystają, powinni jeździć twarzami po chropowatej ścianie.

  5. @twk:
    To się nazywa fart:).
    Trafny podział uczetników. Każdy znajdzie coś dla siebie.
    A zwykli, szarzy programiści, z zerowym wpływem na jakiekolwiek decyzje… chociaż się podchmielić zostało :)

  6. W tym roku wybieram się na 4Developers i SparkUp (możliwe, że coś się jeszcze pojawi). Kilka lat temu miałem okazję brać udział w całodziennych zajęciach praktycznych oraz kilkudniowym szkoleniu. Do tego rok temu organizowałem wykład na około 70 osób. Wszystkie te imprezy (nazwijmy je konferencje), przeszłe i przyszłe, uważam za dobrą inwestycję. Przede wszystkim dlatego, że mimo, iż wiedza jaką na nich zdobyłem nie przełożyła się bezpośrednio na pensję, to pozwoliły mi spojrzeć na problem oczami innych osób. Począwszy od wykładowcy na szeptanych komentarzach gdzieś z tyłu kończąc. Należy jednak pamiętać, że we wszystkim trzeba zachować umiar. Wyjazd owszem, ale za sensowną kwotę.

    Dosyć ciekawym ale i nieco przykrym powodem, aby wybierać się na konferencje jest aspekt społeczny. Dla wielu osób jest to jedna z niewielu okazji do obcowania z nieznajomymi im ludźmi.

  7. Hmm, Mi nie pozostało nic innego jak zgodzić się z Procentem:). Byłem w swojej karierze na 2 TechEd’ach w Barcelonie i na kilku lokalnych Eventach. I odpowiedź brzmi: Nie pojadę za swoje pieniądze na TechEd czy Mix’a. Z kilku powodów:
    a. Nie potrafię na konferencji nieznanych mi osób wyłapać masy kontaktów :P, które by czymkolwiek zaowocowały
    b. Większość tych konferencji można też zobaczyć w inny sposób (darmowe eventy, net itp.)
    I tyle:) Fajnie jest pojechać na taki event z grupą znajomych gdyż jest to niezły fun. Równie dobrze jest spotkać jednego z superwymiataczy i zadać im nurtujące cię pytanie albo posłuchać opinii. Jednak prawdę mówiąc, większość z tych rzeczy piszą na blogach. Jeśli zaś tego nie robią to zawsze można znaleźć do nich maila i zapytać, dosyć często takie osoby odpisują. Co do targetu dużych konferencji to moim zdaniem bardzo często są to zabiegani dyrektorowie i kierownicy, którzy nie mają czasu zagłębiać się w technologie i rzeczywiście tam poznają zajawkowe rzeczy, które zgłębiają w pracy. Ale gdyby komuś zależało to mógłby to zrobić taniej:
    a. Przeglądasza agendę
    b. Poświęcasz 1 dzień na przjrzenie wszystkich rzeczy, których nie znasz
    c. Z tej listy opracowujesz sam informacje co to jest?, gdzie to użyć itp. Szukasz na necie, pytasz.

    Generalnie zajmie ci to więcej czasu: ale będzie cię mniej kosztować (w końcu miesiąc to nie potrwa). A możesz z tego wynieść znacznie więcej.

  8. Ja jestem jeszcze studentem i też zaliczyłem trochę wyjazdów na konferencje ale głównie z własnej kieszeni. Gdy jechało się na event to była radość ciekawość ogólnie wielkie chłonięcie wiedzy a po konferencji kiszka. Oczywiście nie zawsze bo zdarzały się wspaniałe wyjazdy. Ogólnie studenta bolało i to bardzo gdy konferencja i sesje nie zachwyciły. Dlatego od jakiegoś czasu po prostu nawet na sponsorowane wyjazdy sie nie wybieram bo to też kasa. Kasa za którą mógłbym pojechać gdzieś z ukochaną np. Uważam że udział w konferencji to swego rodzaju prestiż ;) który kosztuje

  9. Zgadzam się z Tobą Macieju :) Co prawda, dotychczas uczestniczyłem tylko w darmowych konferencjach, wspominam je bardzo dobrze, wszystko było ok, ale.. Wyłożenie grubej kasy, z własnej kieszeni na konferencję – kilka dni poznawania nowych rzeczy, rozmawiania z ludźmi to nie dla mnie. Gdyby firma sponsorowała mi takie wyjazdy – oczywiście nie miałbym nic przeciwko :) Niestety póki jestem studentem, to na pewno nie wybiorę się na żadne płatne konferencje z tego prostego powodu, że 300 zł (czy inna kwota odpowiednia dla konferencji w Polsce) wolę wydać na przyjemności innego rodzaju niż te związane z programowaniem – w końcu nie tylko tym człowiek żyje. Jak uda mi się pozyskać źródło stałego dochodu to te kilka stówek z chęcią przeznaczę, ot tak, żeby się "odchamić". Co do zagranicznych konferencji – to chyba nigdy się nie zdecyduję :)

  10. "czy wydałbyś 8-10k PLN z własnej kieszeni na taką konferencję?"
    Nie, wolałbym zafundować sobie (i rodzinie) ze 2-3 tygodnie urlopu. Wiem, jak konferencja potrafi zdopingować do poszukiwań (oglądanie prezentacji po konferencji daje IMHO to samo), ale wiem też, ile parę tygodni oderwania się od pracy daje mózgowi (a to przecież nasz najważniejszy "kompilator" :-). A po takiej przerwie zapał do poszukiwań nie jest wcale mniejszy…

  11. A w moim przypadku to wyglada tak – .Neta znam najlepiej ze wszystkich technologii. Ale niestety (albo i stety) profil mojego chlebodawcy jest nastawiony na baaardzo rozne dziedziny – od telecomu po B2B, finanse itp. Co powoduje ze kilka tygodni/miesiecy siedze w .Necie, kilka w Delphi, kilka w C++ itp. Jest to fajne i niefajne za razem ale mniejsza juz o to. Ogolnie rzecz biorac przez mniejsza czesc czasu niestety koduje w .Necie. Na dodatkowe pisanie w domu troszke brakuje czasu wiec tym bardziej nie mam stycznosci z technologia. A taki MTS na ktorym bylem juz 2 razy, czy codecamp daje mi to ze mam wzglednie stala stycznosc z technologia co jest dla mnie osobiscie bezcenne. Wiem mniej wiecej co sie w tym swiatku dzieje nowego, z czym sie je te nowosci itp. I musze powiedziec, ze w moim przypadku konferencje sa bardzo cenne. Wiec jak to mowia – punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia :)

  12. Java ma prężnie działające (przynajmniej w Warszawie) grupy JUG (Java User Group). Na spotkaniach tych grup można dużo dowiedzieć się o aktualnych technologiach. Co dwa tygodnie odbywa się dwugodzinne spotkanie. Byłem na kilku i muszę przyznać, że dowiedziałem się dużo nowych, ciekawych rzeczy. Jeśli jednak miałbym płacić za takie spotkanie, to raczej bym się nad tym zastanowił.