Wasze Historie #6. Nieprogramistyczny Fakap.

4

Cześć nazywam się Jacek zwany orłem i będzie mi bardzo miło przedstawić jedną ze swoich zawodowych historii.

Intro

Długo się zastanawiałem czego będzie dotyczyła moja opowieść, jaki fragment mojego zawodowego życia ona opowie? Czy będzie dotyczyła początku mojej kariery zawodowej, czy może jakiegoś dziwnego/ śmiesznego/zaskakującego zdarzenia, a może po prostu wolne przemyślenia na jakiś temat. Stanęło na rozkmince technicznej, innymi słowy fakapie :).

Niniejszy post jest częścią cyklu "Wasze Historie".
Autor: Jacek

Kim jestem?

Z racji tego, że stoję trochę z boku branżuni programistycznej, to na początku wypadałoby trochę przybliżyć moją osobę, a dokładniej czym tak na prawdę się zajmuję. Mój przyjaciel nazywa mnie ćwierć-programistą :). Why? Ponieważ wszedłem na ścieżkę konsultanta technicznego, zajmującego się oprogramowaniem wspieranym przez tzw. ITIL’a. Niechaj wikipedia wam tutaj zagra:

ITIL – „kodeks postępowania dla działów informatyki. Zbiór zaleceń, jak efektywnie i skutecznie oferować usługi informatyczne.

I tak sobie idę tą ścieżką do dzisiaj. Taki dużo gadający, mało wiedzący, ale całkiem wyględny ludzik z szerokim uśmiechem na twarzy. Obecnie jestem ITSM Remedy Developer’em, więc zajmuję się tym ITILem od strony technicznej, nie koduję lecz wyklikuję UI+workflow.

Skomplikowane? Proste, a ludzi do pracy w tym obszarze jak brakowało, tak dalej brak. Dlatego bardzo, ale to bardzo chcę zasiewać ten obszar ziarnem naszych młodych absolwentów, żeby chociaż trochę zainteresowali się ogólnie pojętym ITIL’em…bo do kodowania zawsze znajdziesz człowieka, zawsze!

Początek kariery

Przeprowadziłem się do Warszawy z mojego rodzinnego miasta Białystok w roku 2009. Zresztą słychać jak mówię, że jestem śledź z krwi i kości. Wcześniej była Politechnika Białostocka, przypadkowy Erasmus w Hiszpanii, trochę sportu, kilka medali, takie takie. Przyszedł czas na zorganizowanie sobie pracy, która mogłaby mi dać chleb i dach nad głową w stolicy.

Zaczęło się od Service Desku w firmie znajdującej się na 8 piętrze w Mariott’cie, który po 6 miesiącach tak mi się znudził, że zacząłem szukać czegoś nowego. Przeszedłem się po firmie, zobaczyłem co tam klikają Panowie ze smutnymi minami i padło na dział Remedy, zajmujący się szeroko pojętym oprogramowaniem, , opartym właśnie na ITIL’u, wpierającym działy IT u naszych klientów. Interesting. Dostałem w stopce stanowisko Junior Remedy Consultant. Trzeba było kupić kilka koszul, tufle i zacząć się jakkolwiek nosić :).

Od razu tygodniowa wizyta u klienta w Poznaniu. Kompletnie nic nie rozumiałem o co w tym wszystkim chodzi. Mój mentor Michał, tuningował w jednym z banków, moduł BMC Service Request Management – „Zintegrowane centrum wsparcia z katalogiem usług zapewniające błyskawiczną realizację zgłoszeń użytkowników końcowych”. Zbieranie wymagań, dostosowywanie systemu do potrzeb Klienta etc. Obserwowałem, zadawałem pytania, kminiłem, o co w tym wszystkim chodzi. Do czego służy to całe Remedy, czym jest ogólnie pojęty ITMS – IT Service Management?

INFO: BMC Remedy AR System Server (ARS) – zespół modułów do wspierania procesów w działach IT. Zbudowany z trzech warstw logicznych – DataBase + ApplicationTier + MidTier. W przypadku dużej ilości uzytkowników, dodaje się LoadBalancer’y rozkładające ruch na MidTier’ach, AppTier’ach lub na obu segmentach.

NOTE: Jak chcesz być doskonałym specjalistą, to wybierz sobie działkę i tak długo ją oraj, pielęgnuj, podlewaj, aż będziesz wiedział wszystko o każdym jej ziarnku piasku.

Historia właściwa

Przyszedł czas, abym to sam zaczął jeździć do klientów. Zbierałem wymagania, doradzałem, konfigurowałem,  psułem, naprawiałem, a to wszystko w BMC Remedy. Poznawałem bazę klientów firmy, ludzi pracujących przy systemie i sam system, od instalacji, poprzez konfigurację, aż po samo działanie i korzystanie przez użytkowników końcowych.

Kraków – klient zajmujący się gazem, wchodzący w świat Remedy. Pierwsza samodzielna, poważna robota. Należało wykonać instalację Remedy w tzw. server group’ie. Jedna baza danych, 2 x serwer aplikacyjny (nod’y), load balancer + 2 x server typu mid-tier (zwykle Apache Tomcat). Instalacja w server group’ie chyba jedna z pierwszych w Polsce. Poczytałem, podpytałem i pojechałem do Klienta. Instalacja dość prosta, instalator wrzucający binarki pod Windowsem…

Najpierw instalacja pierwszego nod’a, konfiguracja, następnie drugiego, konfiguracja i spięcie w całość. Instalacja całego pakietu Remedy składała się z pięciu modułów (ARS, CMDB, ITSM, SLM, SRM – dokładnie w takiej kolejności). Pierwszy nod poszedł sprawnie, skonfigurowany, czekał na ten drugi.

Instalacja drugiego nie była już tak kolorowa. Błąd się pojawiał przy instalacji modułu CMDB – ‘Failed to prepare CMDB Rule Engine’. I co teraz? Na studiach można było zapytać kolegi, nauczyciela, a tutaj stoisz przed klientem, cały spocony i tłumaczysz, że to tak zawsze jest, że to specjalnie. Ewentualnie możesz zadzwonić do swoich kolegów z działu. Ale co oni Ci pomogą, po pierwsze bez zdalnego dostępu, nigdy tego nie robili.

No nic, trzeba działać. Ponownie instalacja drugiego nod’a od początku, restore bazy, restore maszyny AppTier aż do czystego Windowsa Server, instalacja Java’y i jedziemy. A może źle się wgrało, albo podczas instalacji ktoś nogą tupnął, jak za czasów Atari? Nah, servery były w innym pomieszczeniu, ale spróbujmy. Ten sam błąd. Kurwa!

Kolejny restore i sprawdzenie konfiguracji pierwszego nod’a. Podczas instalacji należy go wskazać, jako ten mający Rank 1 (poszczególne serwery mają swoje kolejne numerki rank’ingowe). Cały plik ar.cfg wygląda dobrze, parametry ustawione, a może chodzi o FQDN, może instalator potrzebuje całej nazwy serwera. Przekonfigurowanie, restore drugiego nod’a i run instalacji. Failed! 3 dni siedziałem i próbowałem, poddałem się – czas na support BMC. Zdalne sesje w godzinach amerykańskich, zbieranie logów, analiza, ponowne instalacje, to dalej nie działa. Na koniec tygodnia wróciłem rozgoryczony do Warszawy.

W poniedziałek spotkanie z szefem, należyty wpierdol, usiadłem i zacząłem w firmie robić symulację takiej serwer grupy. Zestawiłem dwie wirtualki i zacząłem instalacje. Działa! Ale jak to, co…zrobiłem sobie taką własną prywatną instrukcję i w drogę do Krakowa. Restore drugiego nod’a i kolejny raz instalowanie wszystkiego od początku. Doszedłem do CMDB i: dalej ten sam błąd! Myślałem, że spalę się ze wstydu przy kliencie. Przyjechał konsultant z rozwiązaniem, i dalej nie działa. Tutaj już nie będzie dwói w indexie i wynocha na poprawkę. Tutaj po prostu możesz wylecieć z roboty i nie mieć czym zapłacić za mieszkanie.

Olśnienie – instrukcja producenta, w dziale Remedy w którym pracowałem mówili, tylko lamusy czytają instrukcję. Więc gdzie ja tam będę instrukcję czytał, tak dokładnie, ze zrozumieniem? Krok po kroku pełna analiza konfiguracji pierwszego nod’a. Wszystko gra, restore drugiego nod’a, instalacja ARSa (zapomniałem jeszcze wspomnieć, że po instalacji ARSa, należało skonfigurować plik ar.cfg, a właściwie parametry dot. server group’y), konfiguracja – MAM! No i jest! Taki malutki gnojek – parametr Server-Connect-Name – wskazujący na pierwszego nod’a. W instrukcji napisali wyraźnie – “If it exists, verify that it is set to the unique name of the second server (or third, or forth, and so on)”. A jak to skonfigurowałem poprzednio? Oczywiście wskazałem na pierwszego nod’a…

Ech, poprosiłem w tamtym momencie Klienta o siarczystą chłostę bardzo ostrym batem.

Zwycięstwo!

Instalacja CMDB odbyła się bez najmniejszego błędu. Reszta modułów też zainstalowała się poprawnie. Failover’y sprawdzone, gra muzyka…

Ale niesmak pozostał, że Jacek nie umie w Remedy :). To był mój najszczęśliwszy powrót do domu. Cały spocony, głodny, ale szczęśliwy.

Jeszcze w firmie otrzymałem siarczystego plaskacza od szefa i dalej mogłem kontynuować pracę jako młodszy konsultant BMC Remedy.

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

4 Comments

  1. tomaszk-poz on

    Hehe u mnie było bardziej klasycznie. Miałem u klienta we Wrocławiu zainstalować (kabelki, kołki, te rzeczy) dwa komplety urządzeń. Pojechałem cały radosny z Poznania po południu – na miejscu byłem ok 17:00. Zamontowałem jeden zestaw, poszedłem do samochodu po drugi i zonk – gdzie jest pudło? Przeryłem cały samochód jak celnik wagon na wschodniej granicy i olśnienie – przecież w biurze w Poznaniu leżało tajemnicze pudełko. No cóż, wcisnąłem kit, że muszę przeprogramować urządzenia, zostawiłem narzędzia i pojechałem do Poznania z powrotem (lipiec, samochód bez klimy).
    Do domu wpadłem na prysznic, poźniej do biura po “obiekt” i z powrotem do Wrocławia. Wylądowałem u klienta ok 1:30, montaż, uruchomienie i do Poznania po raz drugi.
    Jak podjeżdżałem z majdanem (narzędzia, drabina) o 7 rano pod biuro, to kolega też przyjechał do pracy, spotkalismy się i myslał, że sobie przyjechałem z domku wyspany :-D Poźniej tylko rozpiska dodatkowych 400km i o 16:00 byłem wolny.
    Prawdę zna tylko jeden kolega (zwierzyłem się), szefostwo nic nie wie, a dodatkowe tankowanie poszło na karb wirtualnych wyjazdów.
    Czy byłem wkurzony? Nie, byłem tak zajęty ratowaniem sytuacji i żeby zdążyć oraz nie zabić się na drodze, że nie miałem na to czasu.

  2. Michał Kuliński on

    Po Atari nauczyłem się poruszać bezszelestnie :D Jeden fałszywy krok i gra mogłaby się “nie wgrać”.

  3. Nie wiem, jak stara jest ta historia, ale jeżeli instalacja polega tylko na wgraniu i konfiguracji softu i nie trzeba nic robić ze sprzętem, to w dzisiejszych czasach można to ogarnąć odpowiednią orkiestracją i automatyzacją. Dodatkowo, gdybyśmy trzymali konfigurację jako kod, możnaby ją też testować jednostkowo i wtedy od razu wychwycić takie błędy, jak ten opisany w artykule. Dawniej możnaby ten sam temat ogarnąć skryptami. Ogólnie ciekawa historia, która daje do myślenia. ;-)

    • Możliwe, ale to były moje pierwsze kroki w karierze zawodowej. Nie znał człowiek pisania skryptów, automatyzacji lub orkiestracji. Tam się jechał i instalowało…jak napisał kolega wyżej – ‘wtedy poruszasz się bezszelestnie, jak za czasów wgrywania się gry na Atari’ :-)

Newsletter devstyle!
Dołącz do 2000 programistów!
  Zero spamu. Tylko ciekawe treści.
Dzięki za zaufanie!
Do przeczytania wkrótce!
Niech DEV będzie z Tobą!