Ja i Connected Dots – łączymy kropki razem

5

W niedawnym poście dość wylewnie przedstawiłem swoją freelancerską sytuację sprzed kilku tygodni/miesięcy.

A co stało się potem? Pytało mnie już o to (także na MTS) sporo osób, więc napiszę publicznie, chociaż pewnie większość Czytelników ma to głęboko…:).

Potem, podczas mojego 5-tygodniowego bezrobocia i bezskutecznych poszukiwań interesującego projektu "od zaraz", odezwał się do mnie Gutek (thx!) z informacją, że ktoś szuka programisty i czy nadal jestem "do wzięcia". Byłem.

Fast-forward… i oto jestem [czymś-trochę-więcej-niż-tylko-smutnym-zwykłym-]programistą w firmie Connected Dots. O ile sama firma może nie być Wam znana, to postać założyciela/właściciela – Tomka Onyszko – z pewnością niejednej osobie skojarzy się z "wielkim światem IT":), konferencjami, wystąpieniami etc. I słusznie.

Współpracujemy sobie już od prawie 3 miesięcy i póki co jestem bardzo zadowolony. Pracuję z domu (co było dla mnie kluczowe), zadania mam bardzo różnorodne (od rozszerzania Forefront Identity Manager 2010 czy integracji z systemami takimi jak produkty Cisco po romans z Azure i wysyłanie SMSów przez bramkę jednego z polskich operatorów)… Fajnie. Dodatkowo – nie pamiętałem już jaki komfort daje chociażby możliwość wzięcia sobie normalnego urlopu czy pełnego relaksu w dniu "ustawowo wolnym", bez ciągłego myślenia "i dniówkę znów szlag trafił".

Największym wyzwaniem jest chyba "poprawne programistycznie" podejście do realizacji większości moich nowych obowiązków. Tomek siedzi w branży "identity management", co jeszcze niedawno niewiele (nic?) mi mówiło. I stąd wspomniany FIM. A jak to bywa z produktami "klasy enterprise" ze stajni MS – API do nich nie należy do tych najbardziej przyjaznych programiście. Po wcześniejszych doświadczeniach z Sharepointem spodziewałem się czegoś w miarę podobnego… no i te podejrzenia okazały się słuszne. Kod z sampli na MSDN/Technet woła o pomstę do nieba. Ogromna większość artykułów/blogów czy dedykowanych dla FIM projektów OSS nie jest pisana przez programistów uznających takie praktyki jak testy jednostkowe czy SOLID principles. Bardziej siedzą w tym ludzie, którzy oprócz programowania mają na głowie także konfigurację, wdrażanie i utrzymanie tego produktu, więc i swoją uwagę skupiają na trochę innych (niż ja) aspektach tworzonych rozwiązań. I jest to w pełni zrozumiałe. Ciekawie zaczyna się robić w momencie, gdy weźmie się masę takich średniej jakości materiałów i próbuje wystrugać z nich rozwiązanie, które od samego początku nie będzie "fe" – to znaczy m.in. takie, które da się przynajmniej w większej części pokryć testami i zrozumieć kod po powrocie do niego za X tygodni. Z satysfakcją muszę jednak powiedzieć, że póki co raczej mi się to udaje.

And that’s all folks – tajemna kurtyna została podniesiona i wszystko jest już jasne.

Auf wiederschreiben.

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

5 Comments

  1. Nie widziałem Cię na MTS :) a było nawet ciekawie. Cieszyć się, że się cieszysz, natomiast czy mógłbyś przybliżyć sposób pracy? Czy jest to sztywne 8 godzin, czy raczej jak zlecenie, czyli terminy ustalone na zrobienie czegoś?
    Kiedyś pracowałem (2 lata) zdalnie, ale firma nie była przygotowana na takich pracowników. Wszystko wymyślać musiałem sam jak i co, a do tego czułem się troszkę pracownikiem 2 kategorii (omijała mnie pewna ważna wiedza socjalna, jak niektóre decyzje szefostwa itd.). Za to pamiętam ten luz, do pracy na 8 nie ma sprawy, 15 minut na kąpiel i jestem. Teraz pracuję w biurze z możliwością czasem zdalnej i tak nie jest źle, chociaż chyba chciałbym przenieść ciężar pracy bardziej na zdalną – stąd pytanie :)

    Pozdrawiam

  2. pawelek,
    To jest stała współpraca – bardziej "etat" niż "zlecenie" – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Po niedawnych przygodach czegoś dokładnie takiego szukałem.
    O problemach wynikających z pracy zdalnej raczej nie ma już mowy – co miało się dotrzeć to się dotarło przez pierwsze dni. A że Białystok (ja) i Warszawa (Tomek) nie są oddalone o miliony mil, to też w razie potrzeby można się spotkać live, a nie tylko przez Skype’a.
    Pracownikiem drugiej kategorii być nie mogę, ponieważ nie ma tylu pracowników, żebym mógł na takiej pozycji wylądować:). Poza tym podejście Tomka do współpracy znacznie różni się od (prawie) wszystkich moich poprzednich "etatowych" doświadczeń – tutaj liczy się także moja satysfakcja i mój rozwój, a nie tylko liczba godzin dziennie z VS otwartym na monitorze.

  3. Równiez niedawno przeszedlem z kontraktora na pracownika etatowego. Co prawda w UK, ale rzeczywiscie niedocenione byly luzne urlopy i dni ustawowo wolne. Powinienes to pogrubic ;)