Wasze Historie #8: Szczere spojrzenie na Daj Się Poznać. Po roku.

3

Gdy po raz pierwszy przeczytałam info o konkursie, moje serce zamarło. Od dawna chciałam założyć bloga, ale czułam się nie dość doświadczona, żeby puszczać w świat swoje opinie na techniczne tematy. Aż tu taka okazja, szansa, ludzie (Maciek) mówią, że każdy może brać udział, każdy post może być wartościowy.

Nie no, muszę wziąć udział!

Niniejszy post jest częścią cyklu "Wasze Historie".
Autor: Emi

Ale przecież ja nie mam czasu

Ej, serio serio, nie mam. Studia dzienne, praca, magisterkę trzeba pisać, artykuł dla promotora, a tu jeszcze próby do występu i ogólnie fitnessowe hobby. Nie ma szans. Po tych myślach ogarnął mnie głęboki smutek, że taka epicka akcja mnie ominie. Po smutku bunt – JA NIE DAM RADY? ;)

Wiedziałam, że jedyną szansą na powodzenie całego przedsięwzięcia będzie połączenie całej mojej aktywności w jedną spójną całość. Wiązało się to oczywiście z jedynym słusznym wyborem projektu – moja kochana magisterka. W ten sposób mogłam usprawiedliwić przed sobą (i mamą ;) ) czas poświęcony na udział w konkursie – przecież dzięki temu popycham mgr do przodu.

Jak teraz myślę o sobie sprzed roku, to zastanawiam się, jakie nadludzkie moce zostały we mnie wówczas wlane. Robiłam całą masę rzeczy naraz i to rzeczy, które narzuciłam sobie sama.

Rozdział 1 – Początki blogowania

Lubię się wyróżniać. Dlatego nie zaczęłam od postawienia sobie WordPressa, tylko od szukania fajnego szablonu do Jekylla. Znalazłam takowy, wgrałam, a potem pławiłam się w komplementach, jaki to mój blog ładny. A wystarczyło tylko poświęcić dłuższą chwilkę na wyprawę po Githubie. :]

Potem nadeszło kolejne wyzwanie – wybór nazwy bloga i kupno domeny. Moją dotychczasową nazwą w internecie była „Harriet”. Czasy tego nicka sięgają podstawówki, gdy zaczytywałam się gorąco w książkach o Harrym Potterze. Sam nick całkiem fajny, tyle że to właściwie normalne imię. Skoro więc mam używać imienia, to czemu by nie własnego. Wzięłam wersję, którą nazywali mnie najbliżsi znajomi na studiach, Emi :). Udało mi się dorwać króciutką domenkę „emi.gd”, gd od game dev i tak się narodził blog. Przy okazji musiałam pokonać całą masę problemów większych i mniejszych z podpięciem domeny, zagłębiłam się w temat nameserverów, a podstrony przez dłuższy czas miały dwa slashe w urlu.

Dużo mniej problemów sprawiło mi samo blogowanie. Wybór języka dokonał się sam – mój szablon dysponował fontem, który nie zawierał polskich znaków. Po napisaniu pierwszego sensownego postu zebrałam tyle pozytywnego feedbacku dotyczącego mojego stylu pisania, że z radością zostałam przy tym wyborze. Zresztą ten post – „Unity and Java marriage” – wciąż pozostaje moim ulubionym moim postem. Później już nie mogłam sobie pozwolić na poświęcenie takiej ilości czasu na jeden tekst.

clip_image001

Pierwszy feedback – ogromny pozytywny kop. Nie bójcie się chwalić blogerów!

Rozdział 2 – trudności

Muszę to przyznać – nie miałam wystarczającej ilości czasu na to, by jednocześnie popychać porządnie projekt do przodu oraz pisać dobre teksty. Chciałam, żeby każdy post niósł ze sobą jakąś wartość, potencjalnie nowe informacje dla odbiorcy. Dodatkowo proces postprodukcji zajmował mi około dwie godziny – od przeklejenia tekstu z Worda do VSC, dodania tagów, obrobienia zdjęć i screenów, poprzez znalezienie odpowiedniej ilustracji tytułowej i wrzucenie postu, aż do aktualizacji mediów społecznościowych. Jestem też troche perfekcjonistką, więc każdy kawałek kodu, który opisywałam na blogu musiał być idealnej jakości, z linijkami odpowiedniej długości, nie wspominając już o polowaniach na literówki. Z tego powodu pisałam głównie o rzeczach mało ciekawych, dotyczących GUI w Unity. Wykorzystałam doświadczenia z pracy w firmie i stworzyłam cały cykl postów o przewijalnej liście. J Zresztą, do projektu także zabrałam się od tej nudniejszej strony. Myślałam, że szybko się z nią uporam i przejdę do tych ciekawszych zagadnień, ale jak wyszło to już wiecie.

Można powiedzieć, że zdecydowanie postawiłam na jakość tekstów, a totalnie zaniedbałam projekt, rozwijając go tylko w takim stopniu, żeby było o czym dalej pisać.

Rozdział 3 – uważaj, gdzie wrzucasz posty swoje, albowiem Azure szczodry nie jest

Andrzej Krzywda popsuł mi bloga :). Hosting miałam postawiony na darmowej subskrypcji Azure, która ma jakieś ogarniczenie na ilość wizyt, czy transfer danych, czy coś w tym stylu. Spokojnie starczało na znikomy ruch podczas trwania konkursu. Aż do czasu, gdy wspomniany Andrzej wrzucił mojego posta na r/programming. Tekst został totalnie zminusowany, ale wejścia zrobiły swoje i Azure się zbuntował, wyświetlając uroczy, niebieski ekran błędu zamiast mojego blogaska. Przy okazji zauważyłam, że zapomniałam zwracać uwagę na wielkość ilustracji załączanych do postów, a także na rozmiar gifów (jeden miał np. 8 MB). W panice przepięłam się na chwilę na płatną subskrypcję, obserwując ze ściśniętym sercem, jak z minuty na minutę rośnie opłata za transfer danych. Później już przeszłam na DigitalOcean i bulę za maszynę wirtualną, ale chociaż nic nie pada :).

clip_image002

Tak niewiele trzeba było, aby wykrzaczyć moją darmową subskrypcję… (pierwszy pik) ;)

Rozdział 4 – społeczność

Każdy uczestnik o tym wspomina. A przynajmniej każdy, który naprawdę dał się poznać. Konkurs nabrał dla mnie rumieńców w momencie, gdy został stworzony slack dla uczestników. Poznałam najróżniejszych ludzi, dostałam całą masę porad i motywacyjnych pochwał. Ale przede wszystkim sama dałam się poznać i jestem troszeeczkę rozpoznawalna w community. To właśnie jest największa nagroda dla mnie.

clip_image003

Pojawiłam się w reklamie DSP17! Yaayyy! ;d

Rozdział 5 – wyniki konkursu

W końcu nadszedł ten moment – UFFF, dwudziesty post. Cóż to była za ulga i radość! DAŁAM RADĘ! Kop energetyczny był niesamowity, samoocena i przekonanie o własnych możliwościach poszybowały w kosmos. Postawiłam sobie wyzwanie, parłam do celu przez pot, krew i łzy, ale udało się, wytrwałam. Ta cała radość chyba wzięła się właśnie z tego, jak trudno było mi podczas trwania konkursu – zjawisko to opisał ostatnio na blogu Gutek. ;)

Później przyszła kolejna bomba radości – dostałam się do finału! To było moje największe zwycięstwo. Przede wszystkim od początku startu wiedziałam, ile wspaniałych blogów powstaje i byłam pewna, że nie mam najmniejszych szans zaistnieć jakkolwiek w czołówce. A jednak. Właśnie to wyróżnienie, zdobyte poprzez głosowanie w gronie uczestników dało mi największą satysfakcję.

A zajęcie czwartego miejsca? Nie wzbudziło we mnie właściwie żadnych emocji (zresztą sam sposób ogłoszenia wyników nie wzbudzał żadnych emocji xD). Wszyscy gadamy jak to nie jest ważne itp itd, ale totalnie nie postawiłabym siebie na tym miejscu. Dziewczyny miały fory i tyle, wiele osób głosowało po prostu na laski, bo akurat były trzy. Na szczęście zdobywca pierwszego miejsca stworzył absolutnie fanstastyczny projekt i jest mega wspaniałym, motywującym człowiekiem.

Epilog – porzygajmy tęczą wszyscy razem

Pełno w internetach teraz postów, jak to cudownie było brać udział, ile to dało i w ogóle jakim to się jest teraz innym człowiekiem. Ja innym człowiekiem nie jestem, blog poniekąd podupadł – powstały całe cztery notki od zakończenia konkursu, mimo że ciągle o nim myślę i planuję posty (chyba za dużo tu myślenia a za mało pisania). To, co najbardziej odczuwam to pięć dyszek miesięcznie znikających na hosting. ;]

Co tak naprawdę dał mi start w konkursie? Poczucie, że naprawdę mogę wiele jak tylko się odpowiednio zmotywuję, oraz oczywiście – społeczność. Od czasu otwarcia slacka przestałam tam regularnie zaglądać, ale czasem lubię wskoczyć i pogadać ze znajomymi. Zupełnie innego wymiaru nabrało jeżdżenie na konferencje – to teraz okazja do spotkania się z ludźmi z DSP (z Iwoną widziałyśmy się już chyba na co najmniej trzech konfach ;d).

Odnośnie projektu – oczywiście skończyłam go i obroniłam magistera :). Na początku września, smażąc tyłeczek w Gruzji myślałam, że mam jeszcze z 3 miesiące. Po powrocie okazało się, że maks 3 tygodnie i to tak na przypale, naginając zasady. W te 3 tygodnie zrobiłam więcej niż przez poprzednie pół roku, w samym projekcie magisterki też zrobiłam więcej niż zakładałam. Wniosek – jak tylko mam za mało czasu, mogę zrobić wszystko! :D

Czy wezmę udział w kolejnej edycji? Zapisałam się, pomysł na ciekawy projekt mam, ale nie mam w sobie tego buntu, że muszę pokazać całemu światu, że dam radę. W związku z tym trochę się boję, że moje obecne rozleniwienie sprawi, że dość szybko się poddam. Na pewno tym razem chcę przełożyć znaczną część wysiłku z obrabiania postów na rozwijanie projekciku. Zobaczymy jak to wyjdzie.

A jeśli Ty, pomimo całej tęczowej otoczki jeszcze się zastanawiasz – tak, będzie mega trudno, tak, coś innego pewnie na tym ucierpi, ale wciąż warto chociaż raz w życiu coś takiego zrobić. Kto wie, może odkryjesz w sobie mega pasję i talent do pisania, a co za tym idzie – zdobędziesz wieczną sławę i chwałę? ;)

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

3 Comments

  1. “zresztą sam sposób ogłoszenia wyników nie wzbudzał żadnych emocji” – Maciek musi się w tym roku poprawić z tym elementem ;)

  2. “Dziewczyny miały fory i tyle, wiele osób głosowało po prostu na laski, bo akurat były trzy.”

    Zgadzam sie w 100%. Pamiętam jak rozczarowujace byly dla mnie wyniki gdy jakies niedokonczone listy zakupow zajely topowe miejsca tylko dlatego, ze pisala je dziewczyna.
    Jakas totalna abstrakcja dla mnie ale widac opinie o ‘stulejkach’ nie biora sie znikad :)

    • Pamiętaj, że kryterium nie powinno być czy ktoś dokończył apke czy nei tylko jak przez 3 mce prowadził bloga i projekt.