Czy można ufać opinii blogera zarabiającego na blogu?

12

Różne ludzie mają podejście do “zarabiania na blogu”. Dla jednych to “nie praca”. Dla innych to “sprzedawanie się”. Dla jeszcze innych – dla MNIE! – to powód do dumy i spełnienie marzeń.

Dla kasy robiłem najróżniejsze rzeczy przez ostatnie kilkanaście lat mojego życia, kiedy to zacząłem robić COKOLWIEK. Malowałem balkony, wprowadzałem dane z kartek do komputera, sprzedawałem pirackie płyty, rozwoziłem gazety, wkładałem ulotki do kopert… Wreszcie: programowałem i prowadziłem szkolenia. Ale jest jeszcze jedna aktywność, którą kocham bardziej niż to wszystko razem wzięte: prowadzenie bloga devstyle.pl.

Skąd kasa?

Przez pierwsze 6 lat blogowania traktowałem je tylko i wyłącznie jako hobby. Dopiero po takim czasie dotarło do mnie, że to może być źródełko jakichkolwiek pieniędzy. Jak się okazało: całkiem głębokie, gdy się na to poświęci wystarczająco wiele czasu (czyli: z pół etatu minimum). Ale skąd ona?

To właściwie temat na osobny tekst. Można wejść naprawdę głęboko w każdy możliwy sposób monetyzacji i nieźle się o nich rozpisać, ale ja chcę się skupić tylko na jednym: pobieraniu wynagrodzenia za publikację konkretnych treści.

Pozostałe to m.in.: reklamy (Google czy AdTaily), sprzedawanie własnych produktów, publikowanie tekstów gościnnych czy czerpanie korzyści z “personal branding”.

O nich może kiedy indziej. Daj znać, czy ten temat w ogóle Cię interesuje.

“Napisz Pan posta”, czyli współprace komercyjne

Do tej pory najbardziej eksplorowałem ten pierwszy sposób, czyli: “pisanie tekstów na zamówienie”. To prawie najpopularniejsza droga do jakichkolwiek pieniędzy. Zaraz po najprostszej, czyli reklamach banerowych.

Jak to działa? Bardzo prosto: albo firma zgłasza się do mnie z “tematem do opisania”, albo ja zgłaszam się z takim tematem do firmy. Tak, tak, to działa w obie strony!

Tematy mogą być różne. Lekka promocja firmy, informacja o przeprowadzanej inicjatywie, czy wreszcie recenzja produktu.

W ciągu dekady prowadzenia bloga napisałem bardzo wiele recenzji, podzieliłem się opiniami o mnogości produktów.

Wszystkie te teksty znajdziesz w kategorii “Opinie”.

Ogromna większość z nich nie wiązała się z żadnym wynagrodzeniem. A absolutnie wszystkie te teksty to moje prawdziwe, rzetelne, SUBiektywne wrażenia.

No OKej, ale skoro jakaś firma chce zapłacić za tekst to… jak można ufać autorowi takiej recenzji?

Zależy kto jest tym autorem. Ja stosuję pewien myk powodujący, że w MOIM miejscu, na MOIM blogu, pod MOIM podpisem, w MOIM kochanym gnieździe zawsze znajdują się moje PRAWDZIWE opinie. Pieniądze pozwalają mi po prostu robić to dalej. Nie wpływają na treść.

Jak to możliwe?

Jak zapewnić obiektywizm i rzetelność?

Z taką działalnością wiąże się spora odpowiedzialność. Przez lata wypracowałem sobie doskonałe SEO. Bardzo wiele osób wpada do mnie z wyszukiwarek, wpisując frazy “<nazwa produktu> recenzja”. Albo “<nazwa produktu> dla programisty”. Czasami moje teksty są wyświetlane przez Google nawet wyżej, niż oficjalna strona opisywanego przedmiotu!

Dostaję dziesiątki maili z prośbami o rozwinięcie tych tekstów albo aktualizację swojej opinii po kolejnych latach użytkowania. Nie mógłbym w lustro spojrzeć, gdybym tym wszystkim Czytelnikom po prostu kłamał za kasę. Zawsze to Ich – TWOJE – interesy są na pierwszym miejscu.

Rozwiązaniem tego – i wielu innych – problemu jest odpowiednio skonstruowana umowa.

O umowach i przyczynach konieczności ich konstruowania pisałem już kiedyś w poście “Na co zwracać uwagę przy podpisywaniu umowy projektowej“. Zapraszam i tam.

Nie ukrywam, że w pierwszych krokach bardzo pomogły mi doświadczenia i porady Michała Szafrańskiego z bloga “Jak oszczędzać pieniądze“. Moja pierwsza umowa była po prostu kopią tego, co udostępnił w swoim wpisie “Poradnik jak zarabiać na blogu i współpracować z firmami“. Jeśli to czytasz: wielki dzięki, bro! Mam nadzieję, że choć trochę spłaciłem dług wdzięczności, pomagając w promocji książki Michała poprzez nagranie DevTalka. A to jeszcze nie koniec! BUT I DIGRESS.

Więc, wracając…

Z jednej strony: Czytelnik potrzebuje porady, sugestii, opinii. Z drugiej: firma potrzebuje reklamy. Z trzeciej: ja potrzebuję kasy. Jeśli produkt jest cacy, to nie ma problemu: wszyscy szczęśliwi!

Ale co, jeśli nie jest tak różowo? Pisałem o ZenBooku i przygodach z awariami. Pisałem o Clevo i nienawiści do używanego latami egzemplarza.

Niedorzecznym byłoby oczekiwanie, że firma zapłaci za publikację negatywnej opinii o swoim produkcie. Czy zatem jedynym rozwiązaniem jest wyłącznie słodzenie? Bynajmniej!

Znalazłem rozwiązanie idealne. Do umowy dołączam poniższy zapis:

4.        Klient będzie miał prawo wstrzymać publikację recenzji w przypadku niezgodności treści z oczekiwaniami
a.        Wstrzymanie publikacji recenzji nie zwalnia Klienta z obowiązku wypłaty wynagrodzenia

Fair? Jak najbardziej!

A czy wszystkie firmy godzą się na takie postawienie sprawy? Pewnie nie. Na szczęście mam ten komfort, że nie muszę łapać się każdego zlecenia, jakie pojawi się na horyzoncie. Ba, powiem więcej: ponad 90% kontaktów dotyczących współpracy na blogu nie znajduje finału w postaci podpisanej umowy.

I jeszcze jedno: póki co, nigdy nie zdarzyło mi się zastosować tego punktu w praktyce.

Jeśli prowadzisz bloga – niekoniecznie programistycznego! – i kusi Cię opcja zarobku, to pamiętaj: to TWOJE miejsce. Ludzie przychodzą, by czytać TWOJE opinie. Rzetelne, prawdziwe.

Nie ściemniaj. Nawet jak położysz świni szminkę na ryj, ona dalej pozostanie świnią. A szydło w końcu wyjdzie z worka.

Mowa jest srebrem, a milczenie: złotem.

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

12 Comments

  1. Hej Maciej,

    Czytam czytam… :) Dzięki za ciepłe słowa. Dobrze, że się przydało. Fajnie, że dzielisz się swoimi doświadczeniami i pokazujesz, że tak też można zarabiać (po swojemu). :)

    Pozdrawiam i nieustająco kibicuję

  2. Osobiście nie widzę nic złego w komercjalizacji poszczególnych wpisów na blogu – jeśli sa one prawdziwe i szczere, zgodne z rzeczywistośćią oraz spójne z oczekiwaniami drugiejs strony. Czasem to jest trudne do osiągnięcia ale da sie.

    Miałem przypadek taki, ze klient poprosił mnie o wycofanie tekstu ale zaznaczył, ze tak czy siak bedzie ta praca wynagrodzona.

    Jeszcze jedna ważna rzecz: by być uczciwym wobec Czytelnika, w przypadku komercyjnych tekstów, warto napisać / oznaczyć ze jest o tekst sposnorowany / tekst powstał przy współpracy etc.

    • Bobiko,
      I dobrze, bo w tym NIE MA niczego złego. Coś do gara trzeba wcisnąć, żeby gruzu nie żreć, nie? :)
      W tekstach jest napisane, że został napisany przy współpracy i niedawno się dowiedziałem, że jest to nawet wymóg prawny.

        • Z tego co czytałem, to działalność blogowa jest kwalifikowana jako działalność dziennikarska. W związku z tym, należałoby wziąć pod uwagę poniższe art. prawne:

          Art. 12. (…) 2.Dziennikarzowi nie wolno prowadzić ukrytej działalności reklamowej wiążącej się z uzyskaniem korzyści majątkowej bądź osobistej od osoby lub jednostki organizacyjnej zainteresowanej reklamą.

          Art. 36 . (…) 3. Ogłoszenia i reklamy muszą być oznaczone w sposób nie budzący wątpliwości, iż nie stanowią one materiału redakcyjnego.

  3. Hej Maciej,

    Również byłbym zainteresowany wiedzą jak zarabiać na blogu technicznym. Żeby chociaż hosting się zwrócił :)

    Pozdrawiam

    • Maciej,
      Jeśli chodzi Ci tylko o hosting to włącz sobie reklamy z gugla :). O takim czymś pisać na pewno nie będę. Moja złota zasada to: “rób coś albo za darmo albo za dobrą kasę”.
      Nie widzę sensu w puszczaniu reklam za stówę w świecie programistów, którym ta stówa nie robi absolutnie żadnej różnicy. Dodatkowo: ja się (nie tylko) z tego utrzymuję, więc oczekiwania mam inne.

      • Maćku,

        Mam trochę bardziej ambitne plany ale jak to się mówi trzeba od czegoś zacząć :).
        Jak najbardziej interesuje mnie kwestia artykułów sponsorowanych, lejków sprzedażowych itp rzeczy, które można uruchomić za pomocą np. blog-a.

        • Maciej podał linka do tematu, poruszanego przez Michała Szafrańskiego. Warto zacząć od niego bo to bardzo przydatna informacja.