Jak znaleźć fajną pracę w IT

40

Drogi Pami,

W minionych tygodniach opublikowałem kilka postów o pracy w IT. Na przykład “Lojalność w IT“. Czy “Nie sprzedawaj się za piłkarzyki“. Albo “Czy IT śmierdzi?“. Miliardy ludzi tam zajrzały, miliony zostawiły komentarz… i ogólnie dość smutny obraz się wyłania. A to kogoś oszukali, a to ktoś czuje się wyzyskiwany, generalnie: mało kto jest zadowolony z roboty. A jak pchać świat do przodu, skoro ludzie robić nie lubią? I podstępu wszędzie szukają? Jak się okazuje dodatkowo: niebezpodstawnie!

W tym tekście znajdziesz niezawodny sposób na znalezienie fajnej pracy w IT.

“Nie można traktować pracy jak partnerstwa, to stosunek pan-niewolnik!”
“Zawsze ktoś kogoś chce wykorzystać!”
“Nigdy nie ufaj pracodawcy!”

Brzmi znajomo? To czytaj dalej. Dzisiaj podzielę się z Tobą swoim niezawodnym sposobem na znalezienie fajnej pracy w IT. To działało. I działa nadal.

Opowieści

Był taki czas, że przeszedłem przez 3 etaty dość szybko. Było słabo. Postanowiłem sobie: będę wolny! Jak ptak… w bokserkach! I zacząłem parać się freelancingiem, który sprowadzał się co prawda do pracy nad jednym systemem dla jednego klienta przez dwa lata, ale było gites. Aż do czasu, gdy przebrzydły klient zwinął się z kraju, zostawiając mnie z ok 30tys w nieopłaconych fakturach. Na kilka miesięcy przed moim ślubem. Było ciężko. Mam nadzieję, że jemu jest teraz źle. Jeszcze gorzej, niż mi wtedy.

Ale trzeba było zakasać rękawy i ponownie rozglądać się za robotą. Wiedziałem jednak, że jeśli zrobię to samo co zawsze do tej pory – skanowanie ogłoszeń i aplikowanie na chybił/trafił – to pewnie skończy się średnio. Więc… czekałem. Czekałem, aż coś mi “samo” wpadnie.

I tak się też stało. Po kilku tygodniach Gutek dał mi cynk, że Tomek szuka człowieka. Tomka znałem tylko z jego internetowych aktywności, ale to wystarczyło aby wywnioskować, że to łebski gość. Jednak… czy chciałbym z nim pracować? Polegać na jego umiejętnościach zdobywania klientów? Zdolności do opłacania faktur? Pamiętajcie, że dopiero co przeżyłem bardzo przykrą przygodę, więc byłem nieufny. Jak sprawdzić takie cechy? Rozwiązanie okazało się banalnie proste: umówiliśmy się na browara! Usiąść w luźnej atmosferze, pogadać bez zobowiązań, wybadać się i poznać wzajemnie. Od razu widać, czy ma się do czynienia z porządnym człowiekiem, czy glistą ludzką. Tomek jest zdecydowanie porządny. Niedługo po tym spotkaniu podpisaliśmy umowę, o czym zresztą później radośnie poinformowałem na blogu. Wszystko zagrało dokładnie tak, jak ustaliliśmy. Nie współpracujemy już od lat, ale nadal widujemy się czasem na browarku. Zostaliśmy kolegami.

Po kilku miesiącach dwuosobowe Connected Dots (Tomek i ja) miało połączyć się z większą firmą o nazwie Predica. Więc stanąłem przed dylematem: idę z Tomkiem w nieznane, czy odłączam się i szukam znowu? Nie miałem wystarczających danych do podjęcia tej decyzji. Więc: spotkałem się face2face na kawie z Grześkiem, jednym z założycieli Prediki. Ja szczerze opowiedziałem jak widzę siebie w perspektywie roku. Grzesiek szczerze ustosunkował się do tego, mówiąc, co jest w stanie mi zagwarantować. Ba, już na tym pierwszym spotkaniu ustaliliśmy, że mój zespół będzie korzystał z Gita mimo, że cała firma stoi na TFSie. I że w moim zespole testy jednostkowe będą wymagane mimo, że wówczas firma nie miała z nimi wielkiego doświadczenia. Ale, co najważniejsze: po tej godzinie byłem pewny, że koleś mnie nie orżnie. Bo nie owijał w bawełnę, nie obsypywał każdego zdania lukrem, aż do wyrzygu. Nie czarował, a mówił jak jest. Niezbyt znam się na ludziach, ale krętacza każdy wywęszy. Wszedłem w ten deal, pozostając w firmie przez prawie dwa lata. I po tym czasie na nikogo z Prediki złego słowa nie powiem, żałując jedynie, że nie udaje się utrzymywać bardziej regularnego kontaktu.

W Predice nie odpowiadała mi tylko jedna rzecz: Sharepoint. BARDZO mi nie odpowiadała. Koleś pracujący z Sharepointem to taki programista jak zaćpana ofiara human-traffickingu w zaplombowanym kontenerze – turystka. <pauza>Niech lecą kamienie</pauza>. Ale to wina MSu, nie ich :). Tak się złożyło, że podczas Wielkanocy 2013 lało się na imprezce u znajomych morze wódy, a obok mnie przy stole siedział Robert – Pan Tato w Ultrico. On wykorzystał moją nienawiść do Sharepointa, a ja jego ogromną potrzebę zatrudnienia developera nakonieczniejużteraz. Przez pół godziny bełkotaliśmy do siebie, finalizując całą pseudokonwersację uściskiem dłoni. W takich okolicznościach nikt nikogo nie może oszukać: dogadaliśmy praktycznie wszystkie istotne szczegóły współpracy. Roberta znałem od lat, bo studiowaliśmy razem: wiedziałem, że prędzej sam będzie wpylał suchy chleb zamiast rzepy z ekobazaru, niż zostawi moją fakturę nieopłaconą. Niedługo potem umościłem się wygodnie pod jego skrzydłem, o czym również napisałem. I dziś, choć już nie pracujemy razem, z chęcią się czasem oglądamy. Miśka-przytulasa nie uskutecznimy, bo my nie z tych, ale pozostajemy w dotyku, że tak się dwuznacznie wyrażę.

Wszystko to sprowadza się do jednego pytania: czy po zakończeniu współpracy masz ochotę zerkać na twarz swego byłego pracodawcy?

Od ponad roku uzupełniam swoje inne działalności prowadzeniem szkoleń. W ciągu ostatnich 5 lat kilkanaście firm zgłaszało się do mnie z propozycją bycia “ich” trenerem. Każdej ładnie dziękowałem. Do czasu, gdy odezwał się do mnie Sławek – założyciel Bottegi. Najpierw pogadaliśmy przez godzinę na skajpie, potem przez 3 godziny w jakiejś kawiarence. Znowu: najważniejsza osoba mówi mi co i jak, a nie jakiś hr- czy pr-account-key-manager. Więc WIEM z czym mam do czynienia. Wiem KOMU finalnie zaufam, podpisując jakiś papier. Współpracujemy z sukcesami, realizując różne przedsięwzięcia, wykraczające poza samo prowadzenie szkoleń. I bardzo się cieszę z takiego obrotu spraw, żywiąc nadzieję, że to będzie trwało jeszcze przez długie lata.

Wszystko to sprowadza się do jednego pytania: czy po zakończeniu współpracy masz ochotę zerkać na twarz swego byłego pracodawcy? Zaprosisz go na imprezę? Wyskoczysz na kawę? Utrzymasz kontakt? Jeśli tak: to znaczy, że decyzja podjęta dawno temu była dobrą decyzją. Ja od lat podejmowałem tylko dobre decyzje w tej kwestii, bo nikomu niczego nie jestem w stanie zarzucić.

Ale co dalej? Teraz nigdzie nie pracuję full-time. Co jeśli musiałbym znowu gdzieś szukać?

Od długiego czasu współorganizuję spotkania Białostockiej Grupy .NET: bstoknet. Aktualnie widujemy się w siedzibie firmy SoftwareHut. Często pojawia się tam szef wszystkich szefów: (nomen omen) Robert. Wychodzimy sobie na fajeczkę i gadamy, czasami nawet kosztem odbywających się prezentacji. Wypytuję o sposób działania firmy, o podejście do pracowników, o atmosferę w biurze. To zdecydowanie jest człowiek, z którym mógłbym robić biznes, mimo, że znamy się dopiero od pół roku, a rozmawiamy z reguły przy imprezowych okazjach. W nieoficjalnych okolicznościach dowiedziałem się więcej, niż mi potrzeba. Widzę podstawowe wartości i założenia, leżące u źródła całej firmy. I nie z ulotek, a z ust osoby kształtującej całość. Nie obchodzi mnie kto jest klientem, kto jest “zarządem”, kto tam jeszcze ma jakiekolwiek znaczenie. Wiem, że gdybym musiał szukać roboty, to prawdopodobnie zapukałbym właśnie do SoftwareHut. Tym bardziej, że aktualnie rekrutują. Struktura organizacji ma dla mnie znaczenie niewielkie, bo wiem, że na samej górze stoi koleś, któremu bym zaufał. Bo za całość odpowiada ktoś z mojej bajki i potrafimy się dogadać. A że Mateusz, z którym robię bstoknet, pełni tam rolę CTO, to tylko kolejna zaleta :). Dla mnie Białystok=SoftwareHut i konieckropka.

Chyba, że chciałbym kompletnie zmienić technologię i wywrócić swoje tech-życie do góry nogami. Wtedy: Arkency. A dlaczego? Bo z Andrzejem – bossem-nad-bossami – z niejednego pieca chleb jadłem, z niejednego nalewaka złoto sączyłem. Ba, nawet Mazury razem przepłynęliśmy, strasząc innych turystów Behemothem na środku jeziora. Znam całą filozofię stojącą za firmą i potrafię się z nią utożsamić. Wiedziałbym, czego się spodziewać. Gdybym ja był Jasiem pragnącym Ruby, to oni byliby moją Małgosią w rubinowych koralach, do której bym serenadę zaadresował. Nie przez jakąś smutną korpo-gadkę, wyuczone procedury prania mózgu, a przez szczere dzielenie się historiami prosto z życia.

Tak to działa.

Wzorzec

Widzicie tutaj pewien PATTERN? Wszędzie w IT szuka się PATTERNÓW, więc dlaczego nie przy poszukiwaniu pracy? Kluczem do udanej współpracy jest pewna bardzo oczywista okoliczność: żadna ze stron nie może być kutasem. Sorry za bezpośredniość, ale tak to właśnie wygląda. A jak lepiej sprawdzić człowieka, niż spotykając się z nim poza biurem, na browarku czy kawie? Od razu widać, gdy ktoś zaczyna kręcić. Albo obiecuje coś, czego nie zamierza dotrzymać. Albo strzela gałami na lewo i prawo, kombinując, jak by tu poczarować.

Żadna ze stron nie może być kutasem. Jeśli koleś jest spoko, to jego firma też prawdopodobnie jest spoko.

Moja złota porada brzmi zatem: pracuj dla człowieka, którego znasz. Z którym jesteś w stanie wysiedzieć przez godzinę w knajpie, i nie brakuje Wam tematów do rozmowy. I nie myślisz tylko o tym, żeby się z knajpy wyrwać. Któremu w jakimś stopniu ufasz. Z którym się identyfikujesz. I, co niezmiernie ważne: w jakimś stopniu jest decyzyjny, JEST FIRMĄ. Jeśli koleś jest spoko, to jego firma też prawdopodobnie jest spoko. Wyklucza to siłą rzeczy wszelkie korpo. Niestety. Wiem, że w korpo też może być fajnie. Ale dla mnie ważne były inne rzeczy.

Może i u Ciebie się sprawdzi?
Keep on rockin!

Procent, The Ultimate dev-job-hunter

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

40 Comments

  1. Mój poprzedni pracodawca był właśnie takim kutasem. Można było iść z nim na browar ale w pracy zachowywał się wrednie i sam się dziwię, że wytrzymałem z nim 3 lata ;) Jako że była to moja pierwsza praca w IT to nie znałem różnicy i myślałem, że tak po prostu jest. Teraz pracując w innej (normalnej) firmie widzę, że tam zmarnowałem 3 lata życia pracując dla skończonego kutafona. Teraz przynajmniej wiem czego należy oczekiwać od pracodawcy.

    • Pan,
      Samo pójście na browar nie wystarczy, ja np bym nie chciał zbyt często chodzić, żeby to było “wymagane”. Chodzi tylko o wybadanie osoby: czy się nie miesza w zeznaczniach? czy nie mówi rzeczy sprzecznych z tym, co usłyszałem od innych? czy nie jest… śliska? :)

  2. Bardzo wartościowy post, podoba mi się takie podejście do pracy. Jedna rzecz, w przypadku korporacji (od kilkuset do kilkunastu tysięcy pracowników) niestety takie podejście nie działa, w takiej pracy rządzą już inne dynamiki.

    • Leto,
      Korpo oczywiście tutaj odpada i zaznaczyłem to w tekście. To na pewno nie jest jedyny słuszny sposób – a po prostu taki, który u mnie się sprawdził więcej niż raz i więcej niż dwa razy.

      • a co myślisz o start-upach ? Też to są małe firmy ale dynamika zespołu jak i biznesowa może być zmienna.

        • Leto,
          Jeden napisałem dla kogoś w całości. W żaden inny się nie angażowałem mimo wielu propozycji. To na dzisiaj tyle na ten temat :).

  3. Podejście całkiem dobre, tylko trzeba uważać czy ktoś przy piwku specjalnie nie chce Cię specjalnie trochę urobić.

    Miałem kiedyś sytuacje, gdzie podczas imprezy firmowej, mocno zmiękczonego próbowano mnie namówić na przedłużenie kontraktu na kolejny rok. Oczywiście traktuję to jako taką żartobliwą sytuację :) Temat uciąłem rzucając kwotę za jaką mogę podpisać tu i teraz – rozmowa szybko się skończyła, a z firmą rozstałem się w zgodzie i przyjaźni, więc wszystko git.

    • To niestety jest też jedna z rzeczy, które się dzieją czasami celowo – sam rozmawiałem z człowiekiem, u któego w firmie mgmt miał przykazane nie imprezować za bardzo aby być w stanie ocenić zachowanie pracowników po alkoholu itp. To jest kiepskie –

    • Ma Go,
      Czy stety czy niestety to nie wiem. Na pewno jest bardzo wiele wartościowych miejsc, ale jeszcze więcej: słabych. I te słabe można w taki sposób odfiltrować, z tym że wówczas filtruje się setki innych fajnych. Collateral damage.

  4. Hehe wszystko spoko, tylko takie podejście to już raczej na wyższych szczebelkach kariery. ;) No ale coś w tym jest – ja z obecnym szefem co prawda na piwko nie poszłam, ale rozmowa rekrutacyjna była super, autentycznie poprawiła mi humor na resztę dnia i teraz w pracy też jest fajowo :)
    Najgorsze są właśnie te babki z HRu, taka rekrutacja to godzina spędzona na niczym… Raz nawet pytała mnie o wyniki matury… -.-

    • Emi,
      W sumie to nie wiem czy tylko na wyższych szczebelkach kariery. Z polecenia można trafić gdzieś i jako junior. A czy wtedy można liczyć ja takie romantyczne wyjście we dwoje to… nie potrafię odpowiedzieć. Nawet jeśli nie to warto sobie zapamiętać na przyszłość.
      Heh a matura – niezła jazda. Trzeba było ją o to samo spytać :).

    • Krzysztof on

      Też jestem “babką z HRu” i na rozmowie gadałem z kandydatem o ruskim SF, z innym o warzeniu piwa a z jeszcze innym o ulubionych erpegach (za każdym razem było miło). Wolę poznać osoby w ten sposób, niż pytać “Jakie słabości będziesz widział w zwierzęciu którym będziesz się czuł za 5 lat?” (c-c-c-combo!) ;)

  5. Fajny tekst i sporo trafnych spostrzeżeń.
    Dobre motto dla ludzi prowadzących firmy podaje Wojciech Seliga, założyciel Spartez’a: “Open company, no bullshit” ;)

    • Tomasz,
      Motto dobre, ale ja bym miał się na baczności jeśli to byłoby jakieś oficjalne hasło, mojemu wyczulonemu nosowi pachniałoby nieczystą zagrywką :).

  6. Świetny tekst! Szkoda tylko, że nie każdy ma takie szczęście i większość ludzi jednak musi przechodzić przez młyny haeru i menadżerów średniego szczebla, a piwo z potencjalnym pracodawcą nie ma szans, tym bardziej na polecenie kogoś przez Gutka.

    Nie pasuje mi tu tylko jedna rzecz. Ten post nie jest o tym, jak znaleźć fajną PRACĘ tylko fajnego PRACODAWCĘ. To są dwie zupełnie różne rzeczy – można mieć fajnego pracodawcę (świetne oficjalne imprezy firmowe i nieoficjalne wyjścia z kolegami, nikt się niczego nie czepia – uczymy się wspólnie na błędach, kasa zawsze na czas bez kombinowania, firma organizuje niezłe bezpłatne konferencje) a jednocześnie beznadziejną pracę (słaby kod, przeciągające się spotkania zamiast prawdziwej pracy, praca na maszynach zdalnych za oceanem, itd.). Ja tak pracowałem przez dwa lata i nie dawałem już rady więcej. Od początku roku jestem “bezrobotny” i szukam właśnie fajnej pracy. Tylko coraz bardziej wątpię w to, że w .NET w Polsce jest to możliwe.

      • Zależy jak definiujemy “fajną pracę”. Dla mnie to ciekawy projekt, w którym mam wpływ na stos technologiczny, jakość kodu oraz jak najmniej frontendu. Takie coś miałem u pracodawcy, który po pierwszych dwóch tygodniach mojej pracy stwierdził, że jestem za słaby do programowania i skierował mnie do testerów – tak więc zdecydowanie nie był “fajny”.

          • Lider testerów był na szczęście mądry i skierował mnie do prac nad continous integration, więc przynajmniej nauczyłem się PowerShella, TeamCity i projektowania systemów korzystających z NServiceBusa (bo wersja, która wyszła z rąk programistów była nieskalowalna). Tak więc było fajnie, a przynajmniej rozwojowo. :)
            Pracodawcy nikomu nie polecę, ale w sumie w tej pracy nauczyłem się więcej niż gdziekolwiek indziej.

  7. Jak dla mnie post sprowadza się do tego, żeby mieć znajomości i gdzieś w kącie na imprezie dostać propozycję. A co w przypadku, gdy ktoś jest mniej “wyjściowy”, może nieśmiały, ba – jeszcze do tego jest kobietą?

    • Co z tego że jest kobietą? Ja wychyliłam kielicha z pierwszym moim szefem-to-be jeszcze zanim w ogóle zaczęłam myśleć o szukaniu pracy. ;)
      Co prawda to akurat nie miało później wpływu na moją rekrutację, ale jednak już się jakoś tam kojarzyliśmy. :D

      • Disclaimer – nie żebym uważała że alkohol jest konieczny przy poznawaniu przyszłego pracodawcy, ma to być tylko kontrargument do rozróżniania w tej sytuacji kobiet i mężczyzn ;)

    • Mała,
      Nie chodzi o imprezę i o “kąt”, a raczej o rekomendację albo chociaż weryfikację samemu osoby odpowiedzialnej za miejsce w które się pakujesz. Nieśmiałość nie ma tu nic do rzeczy, jak kupujesz samochód czy mieszkanie to też sama raczej sprawdzasz czy wszystko jest OK :). A bycie kobietą ma znaczenie jeszcze mniejsze, podział ze względu na płeć w IT strasznie mnie mierzi.

      • Nieśmiałość miałam na myśli w kontekście wyjść towarzyskich. Jeśli ktoś nie jest popularny, to może nie usłyszeć, że kolega kolegi szuka pracownika, bo takiej osoby nie bierze się pod uwagę. A podział na płeć mnie też się nie podoba (w końcu jestem jego podmiotem), ale go odczuwam – pewne spotkania poza pracą odbywają się wyraźnie w męskim gronie (i nie chodzi o grę w piłkę nożną).

  8. wpis jest ciekawy ale jakby to ujac, moze komus sprawic wielka krzywde i przykrosc

    opisujesz swoja jedna droge ktora polegala na spotkaniu z odpowiednia osoba w odpowiednim czasie, rozumiem psychologiczne podejscie do takiego zdarzenia ze osoba ogromnie sie cieszy ze “sie udalo” i na tej podstawie tworzy pewien mit ze w zyciu musi byc ciezko, ze ktos nas doceni, ze ludzie to i tamto i ze na koncu sie oplaci

    a prawda jest zupelnie zupelnie inna, dzisiaj bo o dzisiejszych czasach mowimy 100% pracy IT w polsce to praca dla zachodu(najczesciej jest to odpad pracy ktorej nie chce sie nikomu na zacodzie robic – stad tez kazde ogloszenie o prace w polsce ma w sobie litanie frameworkow, oczekuje sie od polaka ze bedzie szybko pisal, prawie nie widuje ogloszen gdzie wazny jest algorytm czy wiedza politechniczno matematyczna a z taka wiedza po 3 roku studiow moze miec w usa 5-7tys. USD na wejscie), odpowiedziec sobie trzeba na pytanie czy chcemy ja robic przez posrednika czy bezposrednio, lub czy wrecz nie uciec do normalnego kraju, jedynym plusem pozostania w polsce sa niskie koszty niektorych produktow i niektorych uslug i to tyle, wszystko inne jest drogie i kiepskiej jakosci

    ktos wyzej pisze ze od poczatku robi szuka pracy w .net – no to jest smutne zwlaszcza ze wczoraj widzialem oferte pracy za 25tys. w polsce zdalnie jak pamietam, inny bloger od .net robil swoje mikro badania nad praca w .net w pl i wyszlo mu ze w sharepoincie mozna pracowac zdalnie i to latwiej o taka prace niz normalnie na miejscu.

    jako ze autor udziela sie raz na jakis czas na wykopie to napewno zna osobe goscia ktory siedzi na Bali i zyje zyciem a nie walka z polakami, gosc napisal kiedys piekny wpis ktorego wlasnie szukam by wszystkim Wam powiedziec prosta prawda – jestescie w IT nie musicie pracowac z polakami ani w polsce, ja wiem ze wielu z was jest wychowanych na niewolnikow i ciezko przestawic sie na to ze ktos nas szanuje ze placi ze faktura jest na czas a po skonczonej pracy dzwoni zleceniodawca z podziewkowaniami i jest zadowolony

    http://www.wykop.pl/wpis/16287909/uwielbiam-pracowac-dla-ogarnietych-klientow-z-zach/

    w polsce wiele od lat sie nie zmienilo i to ze ktos doda troche cukru pudru na odchody to niewiele zmienia, dlaczego ludzie wyksztaleni w IT robia sobie krzywde ? nie rozumialem dlugo az zrozumialem ze to wychowanie i zmielenie przez system edukacji robi z ludzi potulne cieleta ktore nawet na rynku niedoboru, zachodnich pensji robia sobie sami krzywde niewiada w siebie – bardzo czesto starsi koledzy tez robia krzywde mlodym – ile to razy slyszalem juz od seniora ” za moich czasow 5lat temu to dostawalem 900zl w pierwszej pracy” moze tak bylo ale dzis znalesc prace pierwsza za 4-5tys. to zaden wyczyn, a niemiec smieje sie z takiej osoby bo za 5k to on nie zatrudni u siebie nawet sprzataczki.

    Pozdrawiam i w opozycji do Macieja, zrobcie sobie dobrze i pracujcie tylko dla zachodniego klienta. Polacy maja duze umiejetnosci wieksze niz 90% rynku, czesto kulejemy z angielskim ale to nie taki duzy problem na poczatku. Da sie duzo tylko trzeba chciec bo to juz nawet nie kwestia wymagan ale checi.

    • PIOTREK,
      O tym kolesiu na Bali to już kiedyś się gdzieś pojawił komentarz. A niech sobie siedzi, gdybym chciał to też bym siedział, ale siedzę w Białymstoku. Dla mnie to lepsze niż Bali i wyjeżdżanie z takim tekstem jest bez sensu.
      Ogólnie to po części zgadzam się z Twoim komentarzem: niech każdy pracuje jak chce i dla kogo chce. Jeżeli marzeniem jest ta legendarna praca dla tego legendarnego Niemca z tego legendarnego Bali: to droga wolna.
      Ale resztę tak koloryzujesz że sam musiałbym się nieźle natrudzić żeby to przebić. Nie widzę do końca związku z treścią posta.

    • Wiadomo, geoarbitraż to najlepsza optymalizacja finansowa. Mieszkaj tam gdzie jest tanio, a zarabiaj gdzie płacą dużo. Ale to nie jest dla każdego i nie jest to takie proste.

    • Piotrek, skąd Ty te swoje myśli bierzesz?

      “100% pracy IT w polsce to praca dla zachodu” – bzdura oczywista.
      “(najczesciej jest to odpad pracy ktorej nie chce sie nikomu na zacodzie robic” – nie, zazwyczaj praca dla zachodu do współpraca z ich ludźmi, także technicznymi. Często w zespołach, w których połowa ludzi siedzi w Polsce (tak, to słowo piszemy wielką literą), a reszta w UK, Niemczech, Szwecji…
      “prawie nie widuje ogloszen gdzie wazny jest algorytm czy wiedza politechniczno matematyczna” – bo algorytmy i matematyka to może 1% rynku. Większość rynku to CRUD, formatki i bazy danych, a do tego potrzebne są właśnie frameworki.
      “ktos wyzej pisze ze od poczatku robi szuka pracy w .net – no to jest smutne ” – to chyba o mnie mowa. Spieszę z wyjaśnieniem, bo widocznie niejasno napisałem. Znalezienie dobrze płatnej pracy to nie jest problem, mogę ją mieć nawet od jutra. Tylko ja nie chcę nudnego klepania formatek do bazy danych, które oferuje ten wychwalany przez Ciebie zachodni klient. Mnie interesuje ciekawa praca, a nie “praca w .NET”.

  9. Pingback: Rozmowa kwalifikacyjna… Źródło wiedzy! – Blog Pawełka

  10. Chciałbym ci podziękować, że piszesz w przystępny sposób o swoich doświadczeniach. Jako osoba, która od miesiąca pracuje w zawodzie jako programista mogę z innej perspektywy ocenić czy z firmą, w której pracuje chciałbym się łączyć na dłużej :)

  11. Mam pytanie czy koleżanki z pracy też umawiają się na piwo z szefem? Z dotychczasowych doświadczeń ze studiów zauważyłam, że dla kolegów kontakty z kobietami to bardzo stresowa sytuacja, której najlepiej unikać, a jeśli już to zachować dystans uniemożliwiający nawiązanie jakiejś normalnej rozmowy. No chyba że jest dostępna na rynku matrymonialnym, wtedy można rozważyć podjęcie ryzyka. A jak już rozmowa się klei to wyobraża sobie nie wiadomo co. Macieju jak żyć???

    • Klaudia,
      Temat “kobiet w IT” mam szkicach postów już od dobrych 3 lat i jeszcze do końca nie wiem jak to ugryźć.
      Na studiach z wieloma dziewczynami nawet słowa przez 5 lat nie zamieniłem, ale z kolei z innymi chodziło się na browara i wyjeżdżało razem w wakacje. Z jedną się nawet ożeniłem :). Czasami pewnie faktycznie dev może być “onieśmielony”, ale… chyba to nie jest specyficzne tylko dla programistów?
      Wiesz co, tutaj nie wiem jak się o tym rozpisać w kilku zdaniach. Wrócę do tematu za jakiś czas.

      • Jestem bardzo ciekawa w jaki sposób się o tym rozpiszesz :) Ja rozumiem, że to normalna rzecz, że koledzy mogą być onieśmieleni, tak samo jak kobiety bywają onieśmielone mężczyznami jeśli obracają się głównie wśród kobiet. Jednak ta dysproporcja tworzy taką nierówną relację, gdzie kobietę w IT ciężko czymkolwiek zaskoczyć, a dla mężczyzny nie wiadomo czego się spodziewać.

    • Studiuję 5 lat informatykę na Politechnice, od prawie 3 lat pracuję jako programista. Może miałam szczęście czy coś, ale od początku 90% moich znajomych to koledzy – ze studiów mam tylko jedną koleżankę. Nigdy przenigdy nie czułam się w jakikolwiek sposób wykluczona, niejedno piwo z chłopakami wypiłam i niejeden hackaton zaliczyłam. Nie jestem też dostępna na rynku matrymonialnym od czasów liceum.
      Nie umawiam się na piwo z szefem, bo na piwo umawiamy się całym zespołem jak już.
      Ba, nawet ostatnio na hackatonie BrainCode w Warszawie widziałam kilka dziewczyn.

      Może to dlatego, że jestem trochę nerdem i lubię gry komputerowe, więc naturalnie zawsze mam o czym gadać nawet w nowym towarzystwie – w pracy 1. dnia krępującą ciszę przełamałam rozmową o Wiedźminie ;). Może miałam szczęście i trafiłam na fajowych chłopaków. A może po prostu staram się być miła i otwarta, a nie czekać aż komuś się zechce samemu przełamać nieśmiałość i do mnie podejdzie.

      Generalnie to chciałabym Cię pocieszyć – jeśli teraz czujesz, że jesteś wykluczona to wiedz, że tak nie jest wszędzie. Może dopiero zaczynacie studia i ogólnie są wszyscy onieśmieleni? A co do “wyobrażania sobie niewiadomo czego” – może po prostu im się podobasz – raczej nie tylko informatycy gustują w pannach. xD

      Odnośnie “impres w typowo męskim gronie” to też da się przełamać… Byłam i na gokartach, i na paintballu… To drugie mi nie przypadło do gustu w ogóle i sie kitrałam po kątach, ale w sumie koniec końców było fajnie.

      Mam wrażenie że to wszystko to jednak głównie kwestia nastawienia.

      • Dzięki za odpowiedź. Widzę że doszukujesz się problemu w tym że na pewno jest coś nie tak ze mną. Że pewnie jestem nieśmiała / nie mogę się przełamać / nie chcę sama się odezwać / mam złe nastawienie / ew. jestem dopiero na 1 roku. (A cała reszta to śmiali ekstrawertycy z dobrym nastawieniem i często zabawiający innych rozmową). W sumie jedyne co się zgadza to że nie lubię gier komputerowych. Ale nie chce mi się wierzyć, że jest to warunek konieczny żeby być rozchwytywanym towarzysko :P
        Ogólnie jest parę osób, które nie stawiają barier komunikacyjnych, ale statystycznie to jednak najczęściej nie wiedzą jak się zachować i wybierają tryb “ucieczka”. Nie sądzę bym miała wielki wpływ na czyjeś umiejętności społeczne, wprawdzie staram się informować że kobiecie też można podać rękę na przywitanie, że jest to milej widziane niż jak na wszelki wypadek się nie przywitają, no ale świata tym nie zmienię :)

  12. Arek Bal on

    Słabo z tym Kutasem… słabe te wasze podejście.

    Sam pisałeś o rozdzielaniu pracy od życia prywatnego.

  13. Pingback: webMASTAH.weekly.013 – webMASTAH

Newsletter: devstyle weekly!
Dołącz do 1000 programistów!
  Zero spamu. Tylko ciekawe treści.
Dzięki za zaufanie!
Do przeczytania w najbliższy piątek!
Niech DEV będzie z Tobą!