Czy IT śmierdzi?

53

Mój ostatni post “Lojalność w IT” rozszedł się w tysiącach egzemplarzy, że się tak wyrażę. I chyba dotknąłem bardzo drażliwego problemu… Jeżeli ta notka jest Ci obca to pójdźże teraz do niej w celu zapoznania. Ja tu poczekam. Będę temat kontynuował w nadchodzących publikacjach, bo najwyraźniej jest o czym pisać.

Tekst o lojalności zebrał w sumie w różnych miejscach prawie 200 komentarzy. Bardzo wiele z nich wygląda podobnie. Nie wiem jak Ty poczujesz się zaraz, ale ja poczułem się ździebko… nieswojo. Skoro jest tak źle: po co tu jesteśmy? Dokąd zmierzamy? Przecież dla każdego czas płynie w jednym, tym samym, kierunku.

Możliwości mamy ogromne. Po co tkwić w piekle? Albo ja jestem ogromnym szczęściarzem, albo zbyt wiele osób ma… oczy szeroko zamknięte, so to speak.

Panie, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie.
Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę.
I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego.
Reinhold Niebuhr lub Marek Aureliusz

Mądrość mogę dać od siebie: zły stan rzeczy można zmienić. Nie przemawia przeze mnie tępa naiwność z wystawioną w górę gołą dupką. Tylko doświadczenie. Więc… etap odróżniania mamy za sobą. Siłę musicie znaleźć sami.

Wielu komentatorów trafiło na bloga po raz pierwszy, więc nie wpadli w odpowiedni kontekst i trochę zapędzili się w swoich… łajaniach. Zatem, aby nie było niejasności: Nie sprzedam się za piłkarzyki. I Nie jestem robotem co zapierdala w sobotę. Wiele firm nie zasługuje na lojalność. Nie zasługuje nawet na to, by na nie splunąć. Zamiast plwać zatem i łzy gorzkie z gał toczyć – siłę wspomnianą trzeba znaleźć i koniec.

A teraz – czytaj poniższą kompilację i się zadumaj:

Uważałabym z lojalnością wobec pracodawcy, bo to jest twór abstrakcyjny i jako taki nie posiada możliwości odwdzięczenia się za nią.

Czy gdyby pracodawca dostał podanie o pracę od osoby, która wykona tą samą pracę za 1tys. mniej, długo zastanawiałby nad zwolnieniem pracownika? Nie sądzę.

Jacy pracownicy tacy pracodawcy.

Rynek opanowany przez HR’owych sutenerów w stylu Sii, czy innych ITKontraktów lojanych wyłącznie wobec swojej prowizji.

Szef podwyżkę dał – to znaczy że do tej pory płacił mniej niż pracownik był dla niego wart? Fair?

Bardzo mało osób, szczególnie w IT, ma w ogóle predyspozycje do bycia pracownikiem a są po prostu zrepresjonowanym kontraktowcem.

W pracy nie powinno być pojęcia lojalności, to nie małżeństwo. Biznes to biznes. Pracodawcy promują pojęcie lojalności tylko i wyłącznie żeby płacić ludziom mniej.

Jeżeli specjalista dostaje lepszą ofertę z innej firmy to nagle znajdują się pieniądze na podwyżki. Nagle przez czyjąś ofertę jego praca stała się więcej warta? Czy może nie była uczciwie opłacana?

Co się stanie, jeśli firma “nie dowiezie”? Nic, prezes z zarządem nie wypełnią kejpiajów i nie będzie premii. Albo będzie, bo w sumie nie można dopuścić, żeby takie pierdoły jak performance firmy wpłynęły na morale kadry zarządzającej.

W polskim Januszexie, co się stanie jak projekt nie zostanie dowieziony? Właściciel nie kupi sobie nowego samochodu. Wielkie mecyje.

Lojalność wobec firm, dobre sobie. Jak można być lojalnym wobec czegoś, co istnieje wyłącznie dla spekulacji pracą.

Sytuacje przez ciebie opisane nie wzbudzają żadnego obrzydzenia w porównaniu do tego co widziałem/doświadczyłem po drugiej stronie.

W biznesie przecież tak to działa – twarde negocjacje, gra pozorów, wywieranie nacisków.

Większość firm z założenia liczy się z tym, że odejdziesz, dlatego płacą Ci mniej niż powinni już na starcie, gdyż tylko czekają, aż człowiek odejdzie sam albo go wyrzucą.

Facio zagral va banque i wygrał.

Żyjemy w oceanie kapitalizmu i sądzenie, że obowiązują w branży IT jakieś szczególne zasady moralne jest naiwnością.

Jak szukacie w pracy zrozumienia i rodziny to może powinniście pójść do psychoanalityka bo najwyraźniej macie jakiś problem.

Czy Twojego pracodawcę będzie interesować, że właśnie masz problemy rodzinne? Że właśnie zwolnili Ci żonę i jesteś jedynym żywicielem rodziny? No proszę Cię, nie żartuj…

Jeśli autor ma złudzenia, że dla pracodawcy coś znaczy, to współczuję. Uwierz mi że jak przyjdą młodsi, sprawniejsi, lepsi i tańsi to wylecisz z hukiem i nikogo nie będzie interesować Twoja wcześniejsza lojalność. Business is business.

Brrrrr… Wiesz co mi się przypomniało? Django. Nie, nie pytonowy framework. Tylko Django Unchained.

Wszystko sprowadza się tak naprawdę do jednego. Gdybym umiał, to napisałbym to w desperanto:

Warto być przyzwoitym.
Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca.
Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto.
Władysław Bartoszewski

Nazwij mnie chorym idealistą, ale moim zdaniem warto walczyć o coś lepszego. Szczególnie gdy widzę takie reakcje udowadniające, że to działa:

clip_image001

 

clip_image002

 

clip_image003

‘Nuff said.

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

53 Comments

  1. Jejuś, obraz naszego IT jest straszny z tego co przeczytałem w szarej ramce. Zupełnie mam inne zdanie na takie tematy. Nie wiem gdzie Ci ludzie pracują.
    Najśmieszniejsze jest to, że jek znalazły się pieniądze na podwyżki, to czy wcześniej praca byłą mniej warta? No tak! Inflacja, towar drożeje to i praca może drożeć. U nas co roku w pracy dostajemy wyniki sprzedaży na tacy i ponieważ one co roku rosną to co roku dyskutujemy o podwyżkach… Normalne. Poza tym minął jakiś czas – jesteś lepszy, więc dostajesz podwyżkę. Chyba, że nie jesteś lepszy, a dostajesz podwyżkę -> to coś jest nie tak z Tobą.
    Zakładam, że jakbym miał ciężkie problemy rodzinne, to jak najbardziej szef chciałby mi pomóc, abym został w pracy i dalej pracował, bo jemu się to opłaca, ale również dlatego, że jest człowiekiem. Bez przesady z bezdusznością i zbieraniem na najnowszego merca.
    Widzę też, że wszystko opiera się o kasę, a na rynku IT i tak ładnie zarabiamy. Często dużo lepiej niż górnicy, operatorzy koparek, specjaliści od kładzenia płytek czy robót budowlanych. Przy czym u nas mam wrażenie jest różnica -> jakby pracodawca dostał ofertę od pracownika który wykona tą samą pracę 1000 zł mniej, to pewnie zatrudniłby drugiego, a tego zostawił :) Bo i tak odpływ i zmiany są dużym ryzykiem w projektach.
    A jak przyjdą młodsi, silniejsi i tańsi… To albo masz bagaż doświadczenia i jesteś na tyle wysoko, że warto Cię zatrzymać i podnieść pensję, albo nie… Ale to wtedy jest problem z Tobą i się nie rozwijasz, więc bye bye, nie jesteś wartościowym pracownikiem.

    Heheheh, jednak u nas w pracy obraz firmy chyba wygląda inaczej – ma swoje minusy, nie jest może najnowocześniejsza, nie zawsze możesz zrobić rzeczy tak jakbyś chciał, może i nie zarabiamy najwięcej na rynku, ale jak pracuję tam 4 lata, takich dantejskich scen nie widziałem. I jak miałem 12 pracodawców, tak w sumie też nie mogę powiedzieć by u któregoś było coś w tym stylu. Pracuje za kasę na którą się umówiliśmy. Czy mógłby mi płacić więcej? No tak, ale kosztem swojej pensji. Więc skoro miałby to robić -> daj mu powód :)

    • PAWELEK,
      Dokładnie! Znane są mi różne historie, ale też nie doświadczyłem żadnego wyzysku, bezduszności, wymogu stawiania pracy ponad rodzinę… Byłem autentycznie zaskoczony czytając takie rzeczy. A kasa… Ciekawe co by ludzie mówili gdyby każdy pracodawca od razu dawał każdemu pensję maksymalną – byłoby narzekanie że nie ma na podwyżki :).
      Stąd też zamieszczone cytaty. Gdzie indziej jest lepiej, gwarantuję, więc ci nieszczęśliwcy którym tak źle niech idą gdzie indziej.

      • >wyzysku, bezduszności, wymogu stawiania pracy ponad rodzinę
        założę się że kończą w ten sposób:
        >po roku zmieniłem pracę
        dlaczego nie po tygodniu do cholery?

        Osobiście nie wyobrażam sobie zwolnienia (stracenia) rzetelnego, dobrego pracownika bez konkretnego powodu. Dla mnie to zmniejszenie kompetencji zespołu, konieczność rekrutacji (ryzyko, czas), nadszarpnięte morale (kto następny?).
        Pracuję w “korpo”.

  2. Nie Maćku, nie jesteś chorym idealistą. Jeśli będziemy piętnować zachowania złe, a propagować te dobre, to wierzę, że zgodnie z zasada : “Kropla draży skałę”, uda się dotrzeć do większości i przekonać ich do tego, że nie warto być “nieuczciwym”. Stosuję tę zasadę w swoim zachowaniu, nie tylko w ramach IT, ale ogólnie w życiu (np. przepisy drogowe, zwykła uprzejmość, itp.) Uważam, że dzięki temu świat staje się lub stanie się lepszy.

  3. Cóż… Cytaty z ramki piszą sfrustrowani pracownicy korpo, którzy dla swojego pracodawcy często są tylko jednym z wielu słupków w Excelu. Moje doświadczenia są również zupełnie inne. Dlatego właśnie nie rozumiem takich ludzi, którzy wiecznie narzekają na swój los i nie cierpią swojej pracy, a nie zrobią nic by to zmienić, bo w gruncie rzeczy im wygodnie. Więc to nie IT śmierdzi tylko większość korporacji. :)

    • EMILIA,
      “wiecznie narzekają (…) a nie zrobią nic by to zmienić, bo w gruncie rzeczy im wygodnie” – chyba idealne podsumowanie :)

  4. WhiteLightning on

    Co do tego:
    “Czy gdyby pracodawca dostał podanie o pracę od osoby, która wykona tą samą pracę za 1tys. mniej, długo zastanawiałby nad zwolnieniem pracownika? Nie sądzę.”

    W powazniejszym IT by tego nie zrobil. Nowa osoba nie wejdzie z marszu w projekt, trzeba liczyc kilka miesiecy nauki, bledow etc. To wszystko kosztuje. Poza tym firmy jesli maja sprawdzone osoby, nie chca sie z nimi rozstawac. Zatrudnic dobrego informatyka jest ciezko (kazdy kto prowadzil rozmowy wie jaki jest poziom ludzi).

    • WHITELIGHTNING,
      Znaleźć dobrego człowieka jest bardzo trudno i też nie wydaje mi się żeby firma ot tak się kogoś pozbywała bo znalazła drugiego o 1tys tańszego.

  5. WhiteLightning on

    Jeszcze co do tego:
    “Czy Twojego pracodawcę będzie interesować, że właśnie masz problemy rodzinne? Że właśnie zwolnili Ci żonę i jesteś jedynym żywicielem rodziny? No proszę Cię, nie żartuj…”

    Sa firmy gdzie to obchodzi przelozonych. W poprzednim korpo, mialem zaklepany wyjazd do USA, ale skomplikowala mi sie wtedy sytuacja rodzinna. Porozmawialem uczciwie z przelozonym, firma odwolala moj wyjazd i wyslala kogos innego. Zaproponowalem zwrot kosztow (bilet lotniczy) ale nie chcieli. Wiec tak naprawde to zalezy od ludzi z ktorymi sie pracuje. Bylo tez sporo przypadkow gdzie bylo widac ze w przypadku problemow firma szla ludziom na reke.

    • WHITELIGHTNING,
      Osobiście doświadczyłem w więcej niż jednej firmie bardzo ludzkiego podejścia. Nawet wczoraj na bstoknet mieliśmy o tym rozmowę. To normalne że praca jest na drugim (albo dalszym) miejscu, za rodziną.

  6. Background: 29 lat, programista/devops, obecnie w Krzemowej Dolinie, wcześniej w Polsce (zacząłem pracować w branży w wieku 19 lat).

    Miałem w swoim życiu całkiem sporo pracodawców, głównie małych firm. Szefowie tych firm byli naprawdę w porządku, kilku z nich do dzisiaj jest moimi kolegami. Ale zdarzyli się też tacy cwaniacy, z którymi (mam nadzieję) nie będę miał już nigdy nic wspólnego. W sytuacjach napięcia okazali się być po prostu ch*jami, nie potrafiącymi zadbać o swoich ludzi. Zawsze gdy ich wspominam, przed moimi oczami ukazuje się krążąca po sieci infografika “boss vs leader”. Ale oni nawet bossami byli od siedmiu boleści.
    Zdarzyło mi się również pracować przez pewien czas jako freelance. Zawsze ceniłem sobie fakt, że miałem naprawdę wspaniałych zleceniodawców/klientów. Ale tutaj również trafiłem pare razy na sytuacje, gdzie klienci nie wywiązywali się ze swoich obietnic, byli chamscy, czy wręcz agresywni. Była to jednak mniejszość. W zdecydowanej większości moje doświadczenia z pracodawcami i klientami (swoją drogą, w pewnym sensie te określenia są tożsame) były dobre. Uważam również, że jednak lwia część ludzi z tej branży ma podobne odczucia. Ale wiadomo, negatywne komentarze zawsze są bardziej widoczne :-).

    W każdym razie, my point is: generalizacja to zło. Ludzie są tak różni, że wszelkie założenia mijają się z celem. A ponieważ firmy, nawet te duże, to jednak ludzie za nimi stojący, to i tutaj nie ma sensu generalizować. A najgorsze co można sobie zrobić, to z takim negatywnym nastawieniem udać się na rozmowę/negocjacje. To nigdy nie daje dobrych efektów.

    Oczywiście, nie byłoby reguły bez jakiegoś wyjątku :-). Zawsze starałem się unikać ofert pracy w firmach pośredniczących (accenture, sii, tata, itp.) Taki układ znacząco ogranicza możliwość nawiązania długotrwałej relacji z właściwym pracodawcą (tym, dla którego tę pracę faktycznie wykonujesz), ponieważ pojawia się trzeci, niepotrzebny uczestnik relacji. Stajesz się wtedy “murzynierem” – dosyć mało poprawne politycznie słowo, ale oddaje istotę problemu.
    Także i tutaj są wyjątki :-) np. TopTal czy Crossover – ale to już inna liga, na tym poziomie o budowanie relacji już się nie martwisz, bo jesteś już “znany” w swojej dziedzinie.

    Moje klasyczne rady:
    – pewność siebie, ale poparta umiejętnościami,
    – rozpoznanie rynku, bycie przygotowanym przed ważnymi rozmowami,
    – postawienie pewnych granic. W konkretny, stanowczy, ale nie drastyczny sposób,
    – NIE PALCIE MOSTÓW. Nawet, jeśli ta druga strona zachowuje się buc do kwadratu, to postawcie na profesjonalizm. Powiedzenie “nie” z klasą to zawsze najlepsze wyjście.

    I jeszcze kilka doświadczeń z Doliny Krzemowej, w której obecnie mieszkam i pracuję:
    – Lojalność tutaj to bardzo ważna sprawa. Mimo tego, że nie ma zagwarantowanego prawem okresu wypowiedzenia, czy też odprawy, to jednak pracownicy zawsze informują przynajmniej 1-2 tygodnie wcześniej o swoim odejściu, a firmy, jeśli zwalniają pracowników, zawsze dają sensowne odprawy. Palenie mostów jest beznadziejną strategią, bo informacja niesie się w tempie ekspresowym.
    – Wszyscy ludzie z branży, których tu poznałem, przynajmniej 2 razy do roku mają rozmowy z innymi firmami. Głównie w celach treningowych, ale też po to, aby zorientować się w sytuacji rynkowej. Naturalnym jest, że jeśli dostajesz lepszą ofertę pracy, to idziesz do swojego menadżera o tym porozmawiać. Jeśli menadżer jest ogarnięty, to podejdzie do sprawy porządnie. Zaproponuje większe pieniądze, jeśli jesteś tego warty. Jeśli nie – wyjaśni dlaczego.
    – Kontraktorzy (zatrudniani poprzez firmę pośredniczącą, nie chodzi o pracę na DG, tutaj praca na DG jest rzadko spotykana) zawsze mają gorzej, niż regularni pracownicy. Są postrzegani gorzej wewnątrz firmy, i są gorzej opłacani. Być może wynika to z ich poziomu umiejętności, ale trzeba pamiętać, że są to bardzo często ludzie na wizach, którzy są w bezceremonialny sposób wykorzystywani przez agencje pośredniczące. I są z tym ok, bo dla nich sam fakt pracy w USA jest często ważniejszy, niż same pieniądze. Mimo wszystko, niesmak pozostaje.

  7. Piotr Borkowski on

    Czytając “szarą ramkę” naszła mnie refleksja – każda z tych osób powinna napisać, pracuję w firmie X lat, firma ma Y pracowników z tego Z programistów. Zajmujemy się produkcją softu czy tam sprzedażą ziemniaków. I dopiero potem opowiadać o swoich doświadczeniach.
    Jak już słowo się rzekło to pracuję w firmie X=9, Y=20, Z=7, polska firma i kapitał, produkujemy oprogramowanie dla budownictwa.
    Ja w zawodzie pracuję łącznie 12 lat, przez ten czas byłem w 4 firmach. Dopiero w czwartej, tej z którą teraz współpracuję prawie 9 lat, czuję się komfortowo. Na zarobki narzekać nie mogę – pewnie w korpo miałbym więcej, ale siebie mniej, pole do rozwoju mam. Wszystko owszem dzieje się wolniej niż w nowoczesnym innowacyjnym startupie, ale w dobrej atmosferze zaufania i wzajemnej ludzkiej życzliwości. W tej firmie wielu pracowników pracuje dłużej niż ja i mam szczęście współpracować z programistami, którzy studia zaliczali na kartach perforowanych – doświadczenie level=99. Nikt tego w piękny cytat nie ubrał, ale panuje u nas niepisana zasada : warto być przyzwoitym, warto być uczciwym.
    W poprzednich 3 firmach było różnie. Firma 1: X=1,Y=15,Z=12, byłem przyzwoity i uczciwy, firma nie była => odszedłem, Firma 2: X=0.5, Y=100, Z= 70 za dużo, za szybko, byle jak, życie osobiste adios =>odszedłem. Firma 3 podobnie jak 1.

    • PIOTR BORKOWSKI,
      Z jednej strony: wiadomo, że kasa musi się zgadzać i nikt nikomu nie będzie kiesy wypychał banknotami na siłę, sobie odejmując od ust. Ale właśnie przyzwoitość pozwala na rozwój. Ja sam dostaję dość regularnie pytania o firmy które znam: w których pracowałem, w których występowałem, w których prowadziłem szkolenia. I jak wydaje się ludzka i dobra to te firmy polecam jako miejsca pracy. I tam ludzie idą pracować, dzieląc się potem ze mną opiniami i dziękując za rekomendacje.

  8. “Szef podwyżkę dał – to znaczy że do tej pory płacił mniej niż pracownik był dla niego wart? Fair?” to oczywiście, że tak, ale co w tym złego/dziwnego? Prawda jest taka, że najczęściej dostaniesz tyle na ile sam się cenisz, co najczęściej może oznaczać mniej niż pracodawca byłby skłonny dać. Czytając te komentarze można odnieść wrażenie, że ich autorzy trafiają na same firmy, jak to ująłeś “nie warte splunięcia”. Nie jesteś chorym idealistą. Mówi się, że jak chcesz naprawiać świat to zacznij od siebie – Ty już zacząłeś, teraz do dzieła ze światem. Myślę, że aż tak zepsutym środowiskiem nie jesteśmy. Pracę zmieniać trzeba, a już na pewno projekty (co często oznacza, że pracę). Do tej pory, tylko raz zrobiłem “rage quit” z firmy. Myślę, że najprostsza forma lojalności, jaką jest domknięcie wiszących na tobie spraw przed odejściem, pozwala rozstać się w duchu wzajemnej sympatii.

    • PIOTR,
      Chyba ten komentarz mnie zdziwił najbardziej – jakby ludzie oczekiwali że firma zawsze poda widełki faktycznie maksymalne i każdego zatrudni za ich górną granicę.
      Odnośnie zmiany pracy – wielokrotnie podreślałem, że w samym odejściu nie ma nic złego i to normalne/zdrowe. Jednak właśnie sposób rozstania jest niezmiernie ważny. Z firmami z którymi współpracowałem w ostatnich latach jesteśmy nadal kolegami, utrzymujemy kontakt, mimo że “poszedłem sobie” gdzieś indziej.

  9. Dla mnie ta dyskusja nie do końca ma sens, bo jak dla mnie nie dotyczy tylko IT, a bardzo wielu zawodów i sprowadza się do kluczowego: albo ktoś jest profesjonalistą albo nie. I tylko tyle, a może aż tyle…

    Jeżeli jesteś profesjonalistą to twoje nazwisko to twoja marka. Jeżeli ktoś tego nie rozumie nigdy nie wejdzie na najwyższy poziom w naszym zawodzie, podobnie jak i w innych.
    Nazwisko ma się jedno i wiem o czym piszę, bo mówiąc kolokwialnie w pewnym momencie na tym nazwisku też się zarabia.
    A profesjonalizm nie sprowadza się tylko do tego jak dobrym programistą jesteś, ile znasz metodyk, etc., ale również czy wywiązujesz się z podjętych zobowiązań i jak podchodzisz do swojej pracy. Są ludzie którzy są w IT, podobnie jak w innych zawodach, którzy mało wiedzą, duża krzyczą i zostawiają swoją firmę/zespół za 500 zł w środku projektu – wszyscy znamy takich. To, że Twój szef/ firma/ etc są do niczego nie oznacza, że Ty też powinieneś taki być.

    • TOMEK,
      Wszystko można zgeneralizować “poza” IT, ale to “poza” nie do końca mnie na chwilę obecną interesuje.
      I zgadzam się – jak trafisz na gnojów to po prostu zmień towarzystwo, a nie sam stawaj się gnojem.

  10. Świetny tekst! Z wieloma komentarzami się nie zgodzę.

    Jestem tym, młodo, wchodzącym w rynek i ostatnio zauważyłem, że rynek tak bardzo się boi młodszych od siebie, że troszkę zamyka się na nich. Przez dobry rok nie byłem w stanie znaleźć żadnego stażu. I nie, nie żądam wygórowanej zapłaty (co ostatnio wśród absolwentów uczelni jest nagminne). Dopóki mogę, chcę zbierać wiedzę i doświadczenie. Teraz okazuje się, że “starzy wyjadacze” zamiast przekazać chcieć przekazywać wiedzę, boją się przekazać młodszym, bo być może ich wygryzą.

    Oczywiście dość mocno uogólniam, bo nie zawsze tak się dzieje. Zarazem chcę pokazać jak ja, jako młody człowiek z chęcią do nauki, postrzegam branżę, a wszystko przez moje doświadczenia.

    • Na każdych targach pracy firmy wręcz biją się o stażystów, ciężko mi sobie wyobrazić jak można nie znaleźć stażu przez okrągły rok. Może szukaleś stażu w niszowej technologii albo pochodzisz z małego miasta? Też jestem świeżakiem jeśli chodzi o pracę w zawodzie a ani razu nie miałam problemu ze znalezieniem pracy, wręcz miałam rozterki co wybrać.

      • Dokładnie, też nie do końca sobie to wyobrażam. Starzy blokujący dostęp do zawodu? Nie spotkałem się z czymś takim, jeszcze przez wiele lat miejsca starczy dla wszystkich :).
        Piotr, napisz coś więcej to tych problemach, może tkwią nie tam gdzie ich szukasz.

      • A więc tak. Pochodzę z Warszawy. Początkowo szukałem stażu w RoR, ale przez to, że po 3 miesiące nigdzie nie zostałem przyjęty uznałem, że pójdę gdziekolwiek, byleby tylko się uczyć. Przez następne miesiące nie dostałem się nigdzie. W chwili obecnej udało mi się załapać do pracy przy SEO. Po 2 miesiącach pracy wiem, że to nie jest coś co jest w pełni dla mnie. Boję się jednak szukać dalej, po tym co miałem wcześniej.

        Jeżeli tak bardzo pracodawcy biją się o stażystów, to jakim cudem jakoś miałem przez tyle czasu problem? Rozumiem, że mogę nie mieć wystarczającego doświadczenia. Tylko po to szukam praktyk i stażów, by je zdobyć.

      • Maciej, dzięki poczytam ;)

        Tak, mam konto na LinkedIn. GoldenLine’a omijam, gdyż sami rekruterzy mi go odradzali. Pisałem na grupach fejsbukowych. Miesięcznie wysyłałem około 30 CV, w różne miejsca. Nawet jeżeli nie szukali stażystów, to i tak wysyłałem CV, by pojawiło się w bazie pracodawcy.

      • Teraz dostałem tutoriale do programowania w Swifcie od dobrego kolegi i się tego uczę. Zobaczymy, może w tym mi się uda za jakiś czas coś zdziałać. (Tym bardziej, że do pracy magisterskiej właśnie aplikacja na iPada będzie tworzona ;D)

    • PIOTREK,

      Podpisuję się pod tym o czym mówili wszyscy na ten temat – praca w IT jest dosyć łatwa do zdobycia i raczej pracodawca więcej wysiłku musi włożyć niż pracownik, aby kogoś znaleźć. Co robiłeś na studiach podczas praktyk? To są właśnie takie pierwsze szukania pracy, które powinny dać już jakiś pogląd na lokalny rynek i po takich praktykach nie powinieneś mieć większych problemów by wiedzieć, gdzie, kto i za ile. Początkowo proponowałbym Ci popytać wśród znajomych czy ktoś programuje bądź zna programistów RoRa, a wtedy zapytać ich o firmy w Twoim mieście. Warto przejść się także na jakieś akademickie grupy bądź nawet te zrzeszające lokalnych programistów. Tam na pewno będą osoby, które ten etap mają już za sobą i mogą coś doradzić bądź nawet polecić Cię, jeżeli faktycznie coś umiesz (wiele firm płaci za polecenia). W taki sposób na pewno poszerzysz swoją wiedzę na temat tego co się w Twoim mieście dzieje w tej technologii. Co do samego wyboru technologii to też warto byś starał się rozwijać w takiej technologii, która jest w miarę wykorzystywana w Twoim miejscu zamieszkania bądź być gotowym na przeprowadzkę gdzieś, gdzie nie będziesz miał problemu z pracą. Także nie radzę skakać z języka na język, bo przez to będziesz wiedział trochę o wielu rzeczach, a ostatecznie wykorzystasz raptem skrawek swojej wiedzy. Przynajmniej na początku w mojej opinii lepiej skupić się na dostatecznym opanowaniu podstaw w jednym języku niż zmienianiu na inny.

      Pisałeś, że wysyłałeś CV do wielu firm. Według mnie lepiej, abyś poznał specyfikę kilku firm (czym się zajmują, jakie konkretnie technologii wykorzystują, czy mają doświadczone zespoły czy samych studentów, jakie są opinie o danej firmie) oraz do nich aplikował. Ostatecznie tak jak wszyscy wspomnieli firm chętnych jest wiele, a warto wybrać taką w której będziesz się dobrze czuć i będzie Ci pasowała niż tą, która po prostu wpadnie Ci z rozsyłania masowo CV. Co do samego rozsyłania, jak widać w Twoim wypadku nie jest to skuteczne, więc może spróbuj zadzwonić do przyszłego pracodawcy, opowiedzieć o sobie i zapytać czy nie szuka kogoś bądź nawet samemu zanieść CV. Takim sposobem pewnie często nadziejesz się na olewanie, nie każda firma ma od tego działy, a zrzucane jest to na osoby, które nie są w żaden sposób do tego przygotowane oraz nie mają czasu na takie rzeczy. Mogą potraktować Twoje zaangażowanie jako marnowanie ich czasu, lecz na pewno trafi się kilka takich w których jeżeli odrzucą Twoją ofertę to od razu dostaniesz informacje o powodzie – czy to zbyt małe kwalifikacje, czy brak naboru itp. Obecnie wysłałeś CV i nawet nie wiesz co jest powodem tego, że nikt nie chciał przeprowadzić z Tobą chociażby rozmowy kwalifikacyjnej. Większe firmy nie mogą prowadzić staży bądź praktyk przez cały rok, bo tacy aplikanci na przyszłych pracowników potrzebują mentorów, którzy będą ich uczyć, a utrzymywanie mentora cały rok jest kosztowne, więc prowadzą praktyki i staże wyłącznie w określonym czasie w roku, przykładowo w wakacje i nabór jest odpowiednio w okresie poprzedzającym, a nie cały rok.

      Ostatnią rzeczą nad którą możesz popracować są Twoje umiejętności, które wpłyną na lepsze CV i pozwolą Ci jeszcze lepiej wypaść na rozmowach kwalifikacyjnych. Pomijam tutaj techniki pisania dobrych CV, bo tego w Google znajdziesz wiele, od osób, które faktycznie się na tym znają. Jeżeli dopiero co miałeś przedmiot związany z Ruby i RoRem oraz tylko na tej podstawie chcesz już aplikować do firmy to czasami to wystarczy, lecz może się trafić sytuacja, że to będzie zbyt mało. Nie tylko ty wpadłeś na pomysł bycia programistą i inne osoby mogą zaoferować więcej, a to poza samymi umiejętnościami sprowadza się także do tego, że te osoby są bardziej zdeterminowane i poczyniły dalsze kroki by być takim programistą, więc są większe szanse, że nie zrezygnują oraz nie trzeba ich uczyć podstaw. Niestety dzisiaj studia w IT są dopiero początkiem i ogólną wiedzą, którą warto mieć, lecz jeżeli jeszcze nie piszesz czegoś samemu wyłącznie aby się douczyć to może to stanowić problem. Także jeżeli w Ruby i RoR dopiero zaczynasz to postaraj się przyswoić przynajmniej podstawy w taki sposób aby nie musieć używać Google do realizacji najbardziej trywialnych funkcjonalności. Kolejnym ważnym aspektem jest tworzenie własnych projektów, którymi możesz się pochwalić, większość studentów może pokazać co najwyżej swoje projekty z zajęć, a podczas tworzenia własnych projektów rozwiniesz umiejętności i pokażesz, że Ci zależy. Co do samego CV możesz nawet nagrać krótki filmik o Tobie, projektach jakie robiłeś, problemach jakie napotkałeś i wrzucić go na YouTube oraz przesłać wraz z CV. Na pewno dodatkowe starania wyróżnią Cie na tle innych i przynajmniej na tyle zainteresują, że masz większe szanse na odzew. Możesz także prowadzić bloga, szczególnie, że Maciej organizuje teraz DSP’16.

      Mam nadzieję, że doczytałeś do tego miejsca. Powodzenia w szukaniu! Na pewno Ci się uda, musisz tylko zwiększyć jakość i poznać przyczyny porażki, aby przerodzić ją w sukces. W mojej miejscowości znam kilku programistów RoR, a jest znacznie mniejsza niż Warszawa, więc na pewno u Ciebie też są, trzeba ich tylko znaleźć!

      • Ogólnie porzuciłem RoR. Nikt z moich znajomych w tym nie programuje, więc uznałem, że nie warto pchać się w coś takiego na początek. Teraz zgłębiam Swifta. A wybrałem go z kilku powodów:

        a) znajomi programują na iOS
        b) język ma podobieństwa z Ruby
        c) chęć zrobienia projektu aplikacji na iPada do pracy magisterskiej. :)

        To prawda skaczę trochę z kwiatka na kwiatek. Znam się trochę na modelowaniu 3D, trochę na programowaniu gier w Unity, trochę na RoR, trochę w Javie (w tym robiłem praktyki i nigdy więcej do tego języka nie wrócę), trochę więcej wiem na temat samej inżynierii oprogramowania (głównie dotyczy się to Object Role Modelingu oraz Workflow). Jest to problem, chociaż w firmie, w której teraz odbywam staż w SEO było to mile widziane, bo uznali, że nie mam problemów z uczeniem się nowych rzeczy.

        No i co do bloga to specjalnie dla wyżej wymienionej aplikacji wczoraj uruchomiłem stronę z blogiem. (Jeszcze nie wszystko działa, bo Jekyll mnie nie lubi :(.) Może chociaż raz w pełni będę miał skończony projekt, tak jak to zaplanowałem. :P

  11. Mnie zwolnili z Merinosoft w Białymstoku miesiąc przez weselem – był problem z kierownikiem typu “ciągle wkurwiony”.
    Obiecanki cacanki a głupiemu radość – zamiast obiecanek “umawiajcie się na konkrety”. Praca to jest biznes.
    (eh, miałem nie przeklinać i jeszcze opierdolić Procenta za wulgaryzmy w artykułach…)

    • RR,
      W umowie powinien być okres wypowiedzenia lub info o odprawie. Obiecanki nigdy nie są dobre, konkrety muszą być podpisane niezależnie od firmy.
      Mi przed weselem klient “zniknął” wraz z 30tys pln w niezapłaconych fakturach :). Nieciekawe doświadczenie.
      A wylgaryzmy… przez przesady, jakie tam wulgaryzmy: albo łagodne albo zmodyfikowane albo cytaty.

  12. To jakaś polska paranoja, że wszyscy chcą cię oszukać, więc najlepiej przeprowadzić atak wyprzedzający.

    Pracuję w korporacji. W godzinach pracy daję z siebie wszystko, nadgodzin nie robię poza sytuacjami całkowicie wyjątkowymi. Rozwijam się w kontrolowanych warunkach. Puszczam mimo uszu rozpaczanie babci, że firma wyżmie mnie do ostatniej kropli krwi i porzuci.

    Szokuje mnie natomiast podejście niektórych osób z pracy. Kiedy ja chcę zachować się porządnie – na przykład będąc w ciąży pracować normalnie, jeśli nic mi nie dolega – słyszę, że jestem naiwna. Według nich dla firmy jestem tylko trybikiem i w razie nikt się na mnie nie będzie oglądać.

    Świat, w którym pracodawca jest największym wrogiem, musi być naprawdę straszny.

    • YNKA,
      Masz rację z tym strasznym światem.
      Gdy moja żona (też programistka BTW) przez ostatnie kilka miesięcy ciąży siedziała w domu i PRACOWAŁA Z DOMU ZDALNIE zamiast wziąć zwolnienie to się to prawie nikomu w głowie nie mieściło. No bo jak to tak: nie wykorzystać takiej szansy??
      Smutne to. Żyj i daj żyć innym.

  13. Trochę się pogubiłem i nie rozumiem sensu tego blog posta. Do czego zmierzasz Maciek? Rynek pracy jest ogromny i normalna rzeczą jest ze będą różne opinie. Z mojej obserwacji, duża część firm nic sobą nie reprezentuje i wierzę w różne dziwne historie z nieuczciwymi pracodawcami i nie do końca fair miejscami pracy. Owszem z komentarzy wylewa się dużo żalu i goryczy cześć zapewne przrsadzona
    przrsadzona ale coś w tym jest i nie wierzę że nagle na twój blog zlecial się klub trolli. Nie rozumiem stwierdzenia czy It śmierdzi, zawsze będą słabe i dobre firmy kwestia poszukać tych dobrych i rozwijać się tak żeby do nich się przebić. Generalizowanie nie ma sensu. Wg mnie jako dev si pasjonaci obracamy się wśród ludzi którzy nie mają takich problemów i nasze postrzeganie świata jest skrzywione. zastanówmy się lepiej jak rozpoznawać toksyczne firmy i jak z nich umiejętnie uciekać. Postaram się coś napisać na ten temat

    • Sens posta? Pokazać ludziom zadowolonym z pracy, że jest cała masa nieszczęśliwców i że można różnie trafić. Oraz, co ważniejsze: pokazać tym nieszczęśliwym że tylko od nich zależy, czy za kwartał dalej będą tkwić w takiej samej sytuacji.
      Ja to wiem, ty to wiesz, wielu może nie wie.

  14. Firma/Startup/Korpo

    gdy im nie idzie to z dnia na dzien wywalaja czlowieka, nie ma zmiluj, koniec pracy, zadnych negocjacji, odejdz odemnie czlowieku nie znam Cie

    Pracownik

    gdy chce odejsc to jest szkalowany i bierze sie pod wlos

    Drogi Macieju Ty juz nie jestes programista ty jestes przedsiebiorca, przestan urabiac ludzi na dziwna modle by bylo im gorzej kosztem czyjegos dobrego samopoczucia. Sam jestem pracodawca i wiem ze moja firma czy twoje dzialania szkoleniowe czy co tam robisz sa twoim dzieckiem i bierzesz do siebie kazde zachowanie ktore godzi w dziecko. Rozumiem to doskonale. Tylko ze to nic nie zmienia. Widac to po twoich wpisach masz jakis problem z pracownikami, zajales pozycje obronna jestes po innej stronie barykady, ktos ci odszedl lub uciekl bo ktos inny dal wiecej.

    Kazdy pracodawca utozsamia firme ze soba albo z wiekopmnym dzielem czy wspomnianym dzieckiem. Oczekuje lojalnosci zaangazowania i by kazdy przychodzil na 6 do pracy i budowal jego marzenia najlepiej za 300euro a jeszcze lepiej zeby placil za wstep bo to przeciez taki zaszczyt brac udzial w czyims marzeniu. Podczas gdy mamy 21wiek, moglibysmy pracowac 3-5h i spedzac czas z rodzinami a nie budowac martyrologie danego zawodu i wiekich osiagniec ktore gowno znacza gdy ma sie zycie poza praca.

    Nie mam ochoty rozwijac mysli bo to nie ma sensu to tak jakby rozmawiac z ojcem dziecka ktore musi oddac zabawke, ojciec ja i tak kupi zeby nie plakalo.

    W IT kolejny pracodawca ma zawsze schizofrenie chcialby aby pracownik byl doswiadczony a wiec zmienial co roku prace i zdobywal szerokie wachlarz tego doswiadczenia ale jak juz ma sie znalesc w tej jego firmie to najlepiej zeby pracowal do smierci ;)

    Prawda jest tez taka ze od wielu lat rynek nalezal do pracodawcow i nie szanowali oni nikogo, teraz gdy nagle w IT, medycynie wielu inzynieryjnych zawodach jest problem z pracownikiem to nagle zaczyna ja sie tzw. stadia depresji, kazdy moze sobie wygooglac i na blogu Macieju to widac.

    • Wiktor,
      To co piszesz jest strasznie niesprawiedliwe, bo o tym co robię wiesz tyle co nic. A twoje zdolności interpretacji i dedukcji są na poziomie zero.

      Nikogo nigdy nie zatrudniałem, nikt mi nie odszedł, nikt mi nie uciekł. Działam albo dla kogoś albo sam.

      Teraz pracuję właśnie 3-5h.

      Nikogo swoim żadnym marzeniem nie zaraziłem, i jestem zdania że za to się płaci.

      Po ponad 10 latach w branży robię małe podsumowanie tego okresu, swoich doświadczeń. To co ty uważasz o firmach – jest straszne. I nie musi tak być.

      A stadia depresji na blogu? Może właśnie przez takich pracodawców jak ty? Na szczęście od dawna nie miałem z takimi do czynienia.

      • Wybacz zle Cie z niewiedzy oczywistej ocenilem.

        Naprawde jednak wyczuwam we wpisach o pracownikach i pracy jakas dziwna postawe ze to pracownicy sa zli a pracodawcy sa meczennikami. Moze zle to odczytuje nie wiem.

        Czy gdybys byl taka osoba o jakiej piszesz czy bylbys dzis tym kim jestes.

        100% lojalny cichy i oddany sprawie programistka ktorzy przychodzi na 8 koduje pelne 8h po pracy szybko drepcze do domu by uczyc sie z blogow i stacka, sam placi za konferencje na ktore jezdzi w urlopie bezplatnym, do pracy chodzi tylko do jednego pracodawcy nawet jak nic sie nie dzieje od 3 lat, nie rozmawia o podwyzkach bo choc umie wiecej to nie jest to potrzebne a wiec nie ma logicznej podstawy do wiekszej pensji.

        Przeciez czytasz odpowiedzi u siebie na blogu i 90% ludzi mowi wyraznie co mysli o tym wszystkim nie wszyscy sa hejterami i trollami to sa doswiadczenia ich zycia, zycia w okresie przemiany z rynku gdzie byli tratowani jak za przeproszeniem zlo konieczne do rynku gdzie HR placi 5-20tys. za polecenie pracownika.

        ps. moi pracownicy obecnie zarabiaja wiecej niz ja i firma

        musze zadbac o to by pracownik zostal i mial za co dziecku kupic rowerek, jesli odejdzie to tylko moja wina bo dlaczego mialby odejsc od dobrego pracodawcy, ktory swoja organizacja i praca wywiazuje sie ze swojej czesci wspolpracy, no nikt normalny nie odchodzi od takiej osoby

        ciesze sie ze jest Ci dzis dobrze, ale juniorzy i stazysci nadal sa traktowanie ponizej godnosci i wiesz co, tym ludziom zostanie to w glowach duszy, oni to beda do konca zycia pamietali jak byli traktowani na poczatku a w sytuacji kryzycznej wezma to doswiadczenie i zracjonalizuja swoje odejscie

      • Nie wiem skąd wysnuwasz takie wnioski o moich poglądach odnośnie pracodawcówi pracowników. Każdy powinien starać się być – jak napisałem w tym zresztą tekście – przyzwoitym i uczciwym.
        Co do komentarzy na blogu: wcale nie 90% pisze negatywnie, tylko bardzo niewielka część, dodatkowo w większości ta która jest na blogu po raz pierwszy i nie może patrzeć na tekst w szerszym kontekście, jaki buduję tutaj od lat. A “hejterem” i “trollem” nie jest nikt.
        Natomiast co do pracowników w Twojej firmie: nie widzę w tym nic dziwnego, obowiązkiem szefa jest dbanie o ludzi. A że wiele firm tego nie rozumie i nie robi… Cóż, również w tym tekście napisałem,że nie są warte splunięcia.
        I wreszcie o traktowaniu stażystów i juniorów którzy są tak źle traktowani: po przeczytaniu tego posta zobaczą, że tak być nie musi i mogą poszukać lepszego miejsca. TO było jednym z głównych założeń tych akapitów.

      • Czytam twoje wpisy z pogranicza IT i czuje ze przechylasz sie na barykade pracodawcy jako osoby bardziej poszkodowanej w relacji, nie wiem no tak czuje tak odczutuje to.

        Kazdy powinien byc uczciwy ale to niemozliwe. Dam ci przyklad mojego pracownika, bardzo mlody prosty chlopak po zawodowce ktora ledwo przeszedl, brak jezykow i umiejetnosci, placilem mu za prace 2400 pln, pracy ktorej mozna nauczyc sie w okolo 5minut bo polegala na przenoszeniu produktow z jednego miejsca na drugie. Placa ta wtedy byla jedna z najwyzszych w okolica za tego typu zadania, bez odpowiedzialnosci.

        Pewnego dnia chlopak przyszedl do mnie i mi podziekowal, miesiac pozniej mimo braku kompletnie jezyka pracowal juz w niemczech jako pakowacz za 1600 euro netto. Dzis go widuje jak przyjezdza niezlym autem do rodzicow, ma wszystko, nadal niebardzo sie rozwija, pracuje w prostych pracach jako emigrant, po niemiecku duka i prosi innych o pomoc, mieszka w pokoju i oszczedza ale ma jak pamietam 22lata a juz jest do przodu, owszem za pare lat kolo 30tki absolwenci IT moze go wyprzedza ale wiekszosc absolwentow polskich w zyciu go nie dogonia

        Czy ja mam prawo go zatrzymywac, czy ja mam czym go zatrzymac, czy ja w ogole moge sie dziwic ze uciekl. To ja czuje sie podle ze w srodku europy nie moglem mu zaplacic wiecej a on teraz zarabia wiecej niz polowa lekarzy w polsce w przychodniach.

        Powiedz mi tak z reka na sercu, czym jest polskie IT, bo dla mnie jestesmy outsourcigiem, robimy kod zachodowi, co moze polska firma zaoferowac pracownikowi, pokoj zabaw, kawe i ciagle maintenance / bug fixing. Moj kolega z IT powiedzial mi niedawno tak, sluchaj – polski absolwent po polibudzie w USA jest rozchwytywany bo umie algorytmy i umie myslec. Polski absolwent IT w polsce jest nikim do czasu az nie nauczy sie na pamiec frameworkow by szybko i tanio pisac kod dla niemca. Powiedzial mi ze nie mogl rok pracy znalesc dopiero jak obkul polskie podejscie do pracownika to zrozumial calosc, tylko ze on woli juz prace w USA.

        O stazystach i rozpoczynajacych kariere – owszem bedzie jakis margines ludzi tzw. swiadomych siebie ktorzy juz na starcie w IT zazycza sobie 5k netto i moim zdaniem slusznie. Dobrze jednam mysle ze wiesz ze ludzie mlodzi w polsce ktorzy wychodza ze studiu, z domow, sa mentalnie nie wiem jak to napisac zmieleni, bez poczucia wartosci. Ci mlodzi ludzie czasem naprawde dobrze sie uczyli i wkladali wlasna prace w rozwoj a sa nadal traktowani kiepsko i nie mowie tu tylko o polsce, jeden z komentatorow wyzej napisal o ludziach emigrantach w krzemowej dolinie czyli pewnie hindusach ktorych traktuje sie tam tez podle.

      • Jakby nie patrzeć Wiktor w tym co pisze trochę racji ma. Twoje wpisy są często skrajne, szczególnie te dotyczące pracowników i pracodawców. Tak jakbyś obsmarował jedną grupę, a następnie po zobaczeniu, że zbyt daleko zaszedłeś to dla równowagi dorzucasz drugiej. Dobrze byłoby czytać o tym jakie jest Twoje zdanie na ten temat ogólnie, a stając raz po jednej stronie raz po drugiej ciężko stwierdzić czy według Ciebie pracownicy w IT mają źle czy pracodawcy. Raczej nikt dwóch opozycyjnych do siebie poglądów reprezentować nie może i fakt ostatnie wpisy to jest już powoli przechylanie się w stronę pracodawców.

        Co do samych zarobków, niestety tak cała gospodarka działa, że płace wyznaczane są lokalnie i nawet w obrębie jednego kraju są miejsca, gdzie dostaje się dużo oraz miejsca, gdzie dostaje się mało mimo, że ceny produktów w sklepach są identyczne, ceny sprzętu RTV & AGD czy aut oraz paliwa również. Czy same ceny niektórych usług i mieszkań mogą warunkować płace? Kto wie, na pewno nie jesteśmy potęgą gospodarczą i w najbliższych latach to się nie zmieni, więc i płace same nie skoczą. Czasami to dziwne, bo firmy z IT często robią dla klientów, którzy płacą stawkami zgodnymi z ich wysokimi standardami, a i tak firma później płaci pracownikom według norm lokalnych.

        Czy pracownicy IT mają źle? Ciężko to ocenić, patrząc na inne zawody można powiedzieć, że całe IT jest uprzywilejowane. Natomiast porównując do standardów zachodnich już tak kolorowo nie jest.

      • Rację ma na pewno (poza treścią odnoszącą się bezpośrednio do mnie i mojej sytuacji) – każdy ma prawo do swojej opinii. Przedstawiając swoje zdanie w poście zawsze liczę na kontrę w komentarzach i na szczęście się nie zawodzę, za co wszystkim dziękuję.

        Wpisy są skrajne, gdyby nie były to by wiały nudą.

        Tutaj nie ma dwóch grup – pracodawców i pracowników. Ja widzę cztery grupy: dobrzy pracodawcy, źli pracodawcy, dobrzy pracownicy i źli pracownicy. “Obsmarowuję” złych reprezentantów jednej i drugiej strony. I nie wydaje mi się żebym zaszedł “zbyt daleko”. Nie da się.

      • Tu nie chodzi panowie o racje. Wiekszosc komentujacych jest pracownikami i swoje w zyciu widzialo. Ja jestem szefem a jestem nim dlatego ze na poczatku kariery juz na studiach zobaczylem jak probowano mnie traktowac i nie zgodzilem sie na to bo mialem wybor.

        Moj blad polega bardziej na tym ze przeczytalem moze 10-20% bloga wiec zle ocenilem autora do czego prawa nie mialem, przepraszam za wycieczki osobiste :(.

        “Czasami to dziwne, bo firmy z IT często robią dla klientów, którzy płacą stawkami zgodnymi z ich wysokimi standardami, a i tak firma później płaci pracownikom według norm lokalnych.”

        Na tym polega biznes w polsce, takich firm nie tylko w IT jest wiekszosc bo to jest sens istnienia i przezycia tego kraju. Jak ktos jest w IT madry to nie musi sie w dobie internetu temu podporzadkowywac i wlasnie dlatego miedzy innymi ciezko w polsce dzis znalesc jawet ogarnietego juniora.

  15. Macieju nie znam Twojej historii zatrudnienia, ale powiedz mi w ilu dużych korporacjach pracowałeś? Tak powiedzmy >5 tyś pracowników? Być może w mniejszych biznesach niż enterprise są jakieś uczucia. Natomiast w dużym biznesie jest bezduszność. Biznes to biznes i trzeba się do tego dopasować. Jest określony cel i trzeba do niego dociągnąć. Zbyt mała sprzedaż, popyt na rynku, zbyt małe dochody, za duże koszty etc. – lecą ludzie… Setkami, tysiącami nawet i nikogo to nie interesuje :) Dyrektor dostaje “rozkaz” przekazuje go menadżerom i jest losowanie ludzi do odstrzału. Nie ma zmiłuj. Nie ma że żona właśnie straciła pracę, że urodziło Ci się dziecko – kogo to obchodzi? Biznes? Zapomnij :) Takie są moje doświadczenia z dużych korpo gdy nie ma wyników albo są fuzje,przejęcia, połączenia firm.
    Czytam u Ciebie już kolejny wpis w tym samym temacie i mogę się zgodzić tylko z jedną rzeczą – nigdy, przenigdy nie palić za sobą mostów. To święta zasada, którą warto stosować – przy czym złożenie wypowiedzenia paleniem mostów nie jest. Jak ktoś słusznie zauważył umowa nie jest małżeństwem ani cyrografem. Podpisujesz umowę z konkretnym okresem wypowiedzenia. Gdyby pracodawcy zależało to zapisałby w umowie dłuższy okres wypowiedzenia albo zapewnił sobie redundancję zasobów ludzkich. Jak chciał zaoszczędzić albo o tym wcześniej nie myślał to jego problem – teraz niech płaci więcej albo płacze po stracie pracownika – to tylko biznes tu nie ma uczuć i skrupułów.
    Natomiast w kwestii wycieczek osobistych w stylu “jak wam tak źle to zmieńcie pracę” – nie wiem komu jest źle, bo odnoszę wrażenie że tylko Tobie :) To Ty przed polskim IT usprawiedliwiasz się, że zostałeś w pracy dłużej niż przewidywała umowa i sugerujesz że to jest super, bo lojalność, bo projekty… A jak widać po większości komentujących – odbiór tego jest traktowany jako “naiwność”. Odzew jest tak duży bo ludzie mają odmienny odbiór sytuacji. Ja bynajmniej nie narzekam na swoją pracę – wiem jak działa duże korpo, wiem że pracodawca nie ma żadnych skrupułów więc ja również ich nie mam. Dostaję ofertę od konkurencji wyższą o 30% – idę po podwyżkę albo składam wypowiedzenie. Piłeczka po stronie pracodawcy. Znamy okres wypowiedzenia – znamy rynek – jeśli znajdzie kogoś tańszego na moje miejsce jego zysk. Jeśli ten ktoś okaże się niekompetentny – jego strata, bo wtedy będzie musiał dołożyć prawdopodobnie więcej niż 30% pensji :) Straciłem wielu kolegów w korpo, którzy byli ekspertami w swoim fachu i nikt nie patrzył na ich sytuację osobistą czy rodzinną – uwierz mi nikt nie miał skrupułów, więc z perspektywy czasu tylko głupiec albo naiwniak mógłby je mieć w drugą stronę. Ważne to wpasować się w reguły gry i twardego biznesu pojmowanego przez opłacalność biznesową, koszty oraz popyt i podaż na rynku.
    Jak nie wypaść z obiegu i nie rozpaczać gdy zostanie się przemielonym przez korpo?
    1. Zapewnienie sobie poduszki finansowej na 6-12
    2. Inwestowanie w siebie (rozwój, szkolenia twarde i miękkie, projekty, certyfikaty, dobry PR)
    Dzięki temu po wylocie z pracy możesz spokojnie szukać odpowiedniego nowego pracodawcy i nie masz pretensji do starego. Czysty biznes – nic osobistego jak to mawiają :)

    • Myślę że ten post ma uświadomić tym, którym bezdusznosc korpo nie pasuje, że JEST alternatywa. Jeśli Tobie pasuje to spoko, ktoś tam musi pracować. ;) Dla mnie praca zajmuje za dużą część życia żeby traktować to jedynie jako obowiązek.
      Nie same duże korpo istnieją w świecie IT,każdy ma szansę znaleźć swoje miejsce.

    • MARCIN,
      W korporacji pracowałem jednej, przez kilka miesięcy, i odszedłem dość szybko dzięki BoguSwarogu. Zdechłbym tam. Ale nie wiem co to jest w ogóle za pytanie i ewentualny argument. Nie trzeba siedzieć dekadami w kilku korporacjach żeby wiedzieć jak jest.

      Nie wiesz komu jest źle? No to popatrz na te komentarze. Mi naprawdę jest BARDZO dobrze i naprawdę nie muszę niczego przed nikim usprawiedliwiać. Wszystkie decyzje jakie podjąłem – podjąłbym jeszcze raz, bo były świadome i przemyślane. I wyszły mi na plus.

      Nie każde korpo jest takie jak opisujesz. A nawet jeśli – to najwidoczniej Tobie to nie przeszkadza. Są natomiast ludzie, którzy takiego stanu rzeczy nienawidzą i NIE WIEDZĄ że może być inaczej… bo sami tak od zawsze pracują, i znajomi też tak pracują, a na meetupy i konferencje nie chodzą więc nie wiedzą że da się… lepiej. I się smucą. Tutaj trafia coraz więcej ludzi zamkniętych w tych przykrych cubicles, którzy nie mają czynnego kontaktu z innymi przejawami “community”,
      i ten właśnie post może pokazać, że DA SIĘ inaczej.

      Wiesz co, wczoraj trafiłem na post na innym blogu związanym z IT. Zatytułowany był “Wystarczy jeden wpis by zmienić Twoje życie”. A w nim – link do mnie. TO dowodzi, że warto poruszać na takie tematy. Naprawdę zachęcam do otworzenia oczu szerzej i próby spojrzenia z innej perspektywy niż własna. Widocznie nie jesteś adresatem komentowanego tekstu i tyle. Co nie oznacza, że nie przyda się komuś innemu. I nie ma to nic wspólnego z moimi ewentualnymi frustracjami, których aktualnie – brak.

      • Podsumowałbym to wszystko zdaniem “każdy jest kowalem swojego losu” – tylko od Ciebie zależy czy będziesz tkwić w czymś co Ci nie pasuje, czy ruszysz 4 litery i coś zmienisz. Jeśli potrzebujesz zmiany – zmieniaj. Jeśli nie chcesz zmian to się dopasuj, dostosuj i graj tak samo jak grają inni wokół.
        Sęk w tym, że większość ludzi potrafi tylko bezmyślnie narzekać, że źle, że za mało zarabiają, że inni dostali więcej i że wszędzie indziej jest kraina miodem i mlekiem płynąca tylko w obecnej pracy jest źle :) Ale żeby coś z tym zrobić, zmienić to nie… bo za trudne, bo za dużo czasu, bo stabilizacja.
        Z drugiej strony jak zadasz takiemu marudzie pytanie co zrobił, żeby mieć lepiej, zarabiać więcej itd. to zapadanie wymowna cisza :) Albo argument w stylu “no… zrobiłem studia” (jak milion innych ludzi w tym roku… ;) ) “no.. w sumie nic takiego, ale widełki pokazują, że powinienem mieć więcej” To jest właśnie przykry obraz polskiego rynku pracy na którym panuje choroba XXI wieku “NieChceMiSię”. A w pracy spędzasz tylko 8h dziennie (z dojazdami jakieś 9h) Odliczając 8h na sen pozostaje Ci nadal 7h do wykorzystania + weekendy + dni wolne + urlopy – można w rym czasie zrobić wszystko, nauczyć się wszystkiego, zdobyć wiedzę, doświadczenie… Tylko czy Ci się chce? Tak jak pisałem w komentarzu do poprzedniego Twojego wpisu – dla mnie celem pracy jest zarobek finansowy. Po to idę do pracy, nie po znajomości, nie po kawę, atmosferę – celem nadrzędnym jest zarobek finansowy, który zależy od realizacji KPI tyle. To, że nie będzie kawy, to że nie będzie atmosfery albo nie dogadasz się z przełożonym – trudno, nie po to przychodzę do pracy – kwestia nastawienia na realizację celów i nie zaprzątanie sobie głowy duperelami. Kończę 8h w pracy i mam kolejne tyle na atmosferę, rodzinę spotkania ze znajomymi – Work-Life-Balance. I teraz pewnie Cię zaskoczę ale mimo mojego podejścia i rozgraniczenia pracy od życia osobistego – lubię swoją pracę, lubię to co robię, nie narzekam na warunki. Nie będę mieć skrupułów rzucić wypowiedzeniem i nie będę mieć pretensji jak mnie zwolnią. Grunt to poznać reguły gry i się do nich dopasować.

        A wracając jeszcze do Twoich wpisów w temacie – idea pokazania, że da się coś zmienić jak najbardziej słuszna. Sęk w tym, że wykonanie już nie do końca, bo zobacz jaki jest odbiór tego w HR’ach, na portalach społecznościowych itd. – wychodzi na to, że IT jest rozpieszczane, że w tyłkach nam się poprzewracało, że nie jesteśmy warci tych pieniędzy… Ja niestety Twoją narrację stawiam na równi z krzywdzącym IT artykułem prezesa jednej z krakowskich spółek IT: http://natemat.pl/105597,it-arystokracja
        Przy czym o ile prezesa mogę zrozumieć, bo dla niego to biznes i im mniej zapłaci tym więcej zarobi o tyle Ciebie nie rozumiem – co zyskasz na tym, że HRy stwierdzą, że poprzewracało się w głowach i trzeba im obniżyć stawki? Rynek kształtuje popyt i podaż. Jak była firma oferująca wyższe stawki + samochody to czym tu się bulwersować, że ludzie odeszli? Pracownik chce zarobić jak najwięcej, pracodawca zapłacić jak najmniej. Tak było jest i będzie. Jak mnie nie stać na Ferrari to nie będę nim jeździć, ale jak stać na to sąsiada to sobie kupi takie auto – jak mnie nie stać na eksperta IT to nie będzie pracować dla mnie tylko dla konkurencji – proste jak budowa Cepa :)

  16. Ogólnie jest mocny popyt na informatyków a zwłaszcza na niezłych specjalistów, więc nie ma się co dziwić, że pracodawcy raczej w miarę dobrze traktują swoich pracowników. IT to naprawdę wyjątkowa branża pod wieloma względami, składająca się z pasjonatów i pozytywnych dziwaków :0 Nie wszędzie jest jednak tak kolorowo zwłaszcza gdy twoje umiejętności są pospolite i można stosunkowo łatwo ciebie wymienić. Wtedy pracodawcy okazują się jakoś mniej ludzcy i mniej wyrozumiali. Osobiście wierzę, że biznes to biznes. Pracodawcy kalkulują i w zależności od tego jak bardzo jesteś im potrzebny zachowują się inaczej. Prawo popytu i podaży, które akurat w przypadku informatyków działa na ich korzyść a niekorzyść pracodawców. Dlatego osobiście wierzę, że lojalność wobec pracodawców to przejaw naiwności. Długi należy spłacać i jeśli jakiś pracodawca dużo cię nauczył to powinieneś mu się odpłacić, jednak powinno się zachować bezwzględność i dążyć do realizacji swoich celów – jak pojawi się lepsza oferta to ją zaakceptować.

    • AAAA,
      Branża IT nie składa się z pasjonatów. Pasjonatów jest kilka %. Jeżeli się miedzy nimi obracasz to masz szczęście. OGROMNA większość po prostu pracuje, tak jak pracuje każdy inny normalny Ziemianin.
      Oczywiście że biznes to biznes i każdy kalkuluje, nie twierdzę że w biurze powinniśmy mieć jedną wielką rodzinę – to przegięciew drugą stronę. ALE wzajemne zaufanie? Przyzwoitość i uczciwość? Empatia czy zrozumienie? Jak spędzać minimum 1/3 życia w miejscu, gdzie tego nie ma? Gdzie czujesz się wykorzystywany, dojony i traktowany jak wymienny niewolnik.
      Nikomu nie bronię odchodzenia z pracy. Mi, co widać po CV, zdarzyło się zmienić pracę 3x w ciągu pierwszych kilkunastu miesięcy po studiach. Normalna sprawa. Chodzi o powody i sposób. Po prostu – nie być ch*** i się takimi nie otaczać.

      • “Chodzi o powody i sposób.”

        powody zawsze sa znane i subiektywne

        a sposoby zaleza od powodow i ktos bardziej czuje sie skrzywdzony tym szybciej chce uciec

        masz wpis o sposobach godnych ?

  17. Pingback: Jak znaleźć fajną pracę w IT | devstyle | Maciej Aniserowicz