Lojalność w IT

115

Ależ jesteśmy rozpieszczeni! Królowie świata i okolic! Każdy chce nam, programistom, dogodzić, nie zważając czy ma to sens czy nie. Zupełnie. Ale czy firmy, padając przed programistami na kolana, faktycznie robią dobrze i sobie i nam? I co my na to?

O negatywnym wpływie wszelkich przejawów jesteśmy-wielką-rodziną-przytulmy-się-i-żyjmy-razem-bullshit na programistów pisałem już niedawno w bardzo chodliwym poście “Nie sprzedawaj się za piłkarzyki“. Ale jakie skutki na zachowanie programistów względem firm może mieć poczucie: “robię im łaskę że dla nich pracuję”?

Koszmar

Dużo jeżdżę, dużo rozmawiam, wysłuchałem wielu historii w minionych latach. W komentarzach też sporo ciekawostek piszecie. I od niektórych włos dosłownie jeży się na głowie, a zęby zgrzytają.

Odróżnij negocjacje od szantażu.

Co powiecie na to: idzie koleś, medium/junior/niewieleumiemaledużogadam/dev do szefa i prawi: “słuchaj stary, dostałem propozycję pracy, dają 1tys więcej niż tutaj mam, wyrównujesz albo nara”. Szef daje tego tysiaka więcej. A żadnej propozycji tak naprawdę nie było. I to jest historia z życia wzięta! To nie są negocjacje, to jest szantaż. Z terrorystami się nie negocjuje. A w przypadku wymyślonego scenariusza – to tym bardziej podłe.

Albo: pracuje sobie ziomek, pracuje. Dostaje maila z informacją, że w innej firmie dostanie multisporta. Więc rzuca papierami i idzie tam. Bo będzie miał basen za friko?

Zawędrowaliśmy o jeden most za daleko.

Słuchajcie, naprawdę, chyba zawędrowaliśmy o przynajmniej “jeden most za daleko”. Wygląda na to, że wszystkie te bzdurne artykuły o arystokracji wcale niekoniecznie mijają się z prawdą. Nie staję bynajmniej w obronie pracodawców wykorzystujących swoich pracowników. Ale szczątkowa chociażby lojalność to zupełnie co innego niż zarzynanie się dla firmy. Napisałem zresztą dedykowany temu tekst: “Nie wiedź fałszywego żywota poświęconego pracodawcy swemu“.

Czy tacy ludzie nie mają krztyny sumienia? Moim zdaniem takie postępowanie powinno zapalić wielką czerwoną lampkę u wszystkich HRów: skoro ktoś zrobił to raz, to pewnie zrobi to znowu. Ale nie zapala.
Jak możemy polegać na człowieku zdobytym za pomocą garści srebrników? Nie możemy, kompletnie. Kolejnym razem wystarczy jeden srebrnik.
Ale historia się powtarza. Bo “taki mamy klimat”.

Chodź na bieżnię za ten multisport i spalaj kolejne kurwokalorie…
Im mniej ciebie tym zdrowsza branża!

Powiem jedno: pamiętaj, multisportowy chłopcze! Gdy już będziesz śmigał na bieżni sponsorowanej przez ten darmowy multisport i spalał kolejne kurwokalorie, my, cała reszta branży, jesteśmy ci niezmiernie wdzięczni. Każdy kilogram ciebie mniej to zdrowsza branża. Zrozumiałbym takie postępowanie, gdyby od tego zależało czyjeś być albo nie być. Ale w przypadku programisty… po prostu nie wierzę, że tak jest. To zwykła łapczywość, okropna chciwość. Ohydztwo.

…inaczej?

Przez ostatnie lata miałem duże nieszczęście w ogromnym szczęściu. Dwa razy zwalniałem się z pracy, którą uważałem za “najlepszą do tej pory”. Bardzo ciężkie doświadczenie.

Wyznaję zasadę, że po roku zatrudnienia należy się podwyżka. Czy to będzie tylko wyrównanie inflacji, czy coś więcej, to już kwestia do dyskusji. Ale podwyżka musi być. 1 czerwca 2015 wypadała moja druga rocznica zatrudnienia w Ultrico, więc dwa tygodnie wcześniej napisałem do Roberta, że chyba czas się spotkać i porozmawiać.

Meeting ustalony: spotykamy się na biznes-lanczu na steka. Wiecie, białostocka biznes-klasa ;). Gadu gadu, pitu pitu, mięso zeżarte, bataty w trakcie trawienia, czas przejść do meritum. Ja do ostatniej chwili nie wiedziałem, czy chcę dostać podwyżkę, czy odejść z pracy. Decyzję podjąłem chyba dzień przed spotkaniem. I jak to się potoczyło?

W trakcie mojego ostatniego wypowiedzenia to niektórzy dziecko rodzą.

Jak wiecie (pisałem w “Pasja zabija. Spowiedź.“) – finalnie się zwolniłem. Ba, nie przyjąłem nawet podwyżki, którą mi Robert zaoferował. A wiecie dlaczego? Bo jestem – jak w temacie posta – lojalny. Bo gram fair. Mało tego: piszę o czerwcu, prawda? W umowie mieliśmy standardowy 3-miesięczny okres wypowiedzenia. Ale zgodziłem się na pracę do końca roku, bo wiedziałem, że inaczej mogę wpędzić firmę w kłopoty. Czyli 1 czerwca złożyłem wypowiedzenie, które wchodziło w życie po 7 miesiącach. W takim czasie to niektórzy dziecko rodzą.

To prawda: nie było łatwo. Przez ostatnie miesiące nie mogłem się już doczekać końca roku. Prawie odkreślałem kolejne kreski na ścianie, jak w amerykańskich filmach. Nie dlatego, że musiałem zajmować się jakimś shitem, tylko dlatego, że chciałem już podążyć swoją ścieżką. Ale: zaciskałem zęby i robiłem swoje, bo tak trzeba. Bo jak ktoś w ciebie rzuca chlebem, to ty w niego rzuć watą cukrową. Gdybym wtedy powiedział, że odchodzę jak najszybciej, mając kompletnie gdzieś co będzie potem – a mogło być średnio – to nie mógłbym dziś na siebie w lustrze spojrzeć.

Twoja przyszłość?

Jeśli kiedykolwiek przyjdzie Ci do głowy nieczyste zagranie względem firmy, zastanów się: czy to naprawdę Ty? Czy może jakiś mały śmieszny brudas, tkwiący w każdym z nas, łasy na każdą okazję do znalezienia błyskotki na branżowym śmietniku?

Pamiętaj: role mogą się zamienić.

Nie mam nic przeciwko uczciwej zmianie pracy – to jest zdrowe raz na jakiś czas. Nie mam też nic przeciwko wypięciu się na firmę, która wymaga nie wiadomo czego, nie oferując nic w zamian. Ale nieodpowiedzialne decyzje mogą później doskwierać latami (czego dowodem tekst “Jak nie odchodzić z pracy“). Bądź fair – to wystarczy.

Pamiętaj: role mogą się zamienić. Kiedyś to do Twojego gabinetu może wparować bezczelny szczyl z mlekiem pod nosem, mrucząc spod trądziku: “słuchaj stary, dostałem propozycję pracy, dają 1tys więcej niż tutaj mam, wyrównujesz albo nara”…

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET.Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze.Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

115 Comments

  1. Pingback: Jak nie odchodzić z pracy | devstyle | Maciej Aniserowicz

  2. Tak naprawdę, jakie to ma znaczenia czy taki agent pracę znalazł, czy nie? Tak naprawdę informacja wygląda tak: “daj tysiaka albo odchodzę”. I w tym momencie szef musi podjąć decyzje, czy jak będzie temu pracownikowi płacić tysiąc złotych więcej, to dalej będzie przez niego wypracowywany zysk. to wszystko. Jeżeli zysku z pracownika nie ma, to niech odchodzi.

    • Z perspektywy pracodawcy: to co piszesz jest prawdą tylko jeśli patrzymy na krótkoterminowe skutki zatrzymania/puszczenia pracownika. Patrząc szerzej trzeba brać pod uwagę jak zwolnienie/zatrzymanie pracownika przełoży się na resztę zespołu – na jego kulturę i atmosferę. To w dalszej perspektywie też przekłada się na zysk, ale kalkulacja nie jest łatwa.

    • THAVEN,
      Ta informacja się rozejdzie po firmie i kolejne osoby będą robić tak samo. Dlatego napisałem, że z terrorystami się nie negocjuje. Po takiej zagrywce (tutaj – podkreślam – była to wymyślona przez programistę historyjka!) nie da się odbudować zaufania.

      • Zwalanie winy na pracownika za to, że odchodzi bo ma lepszą ofertę albo wie, że może mieć lepszą ofertę w innej firmie jest śmieszne. Co kiedy pracownik naprawdę dostał lepszą ofertę? Albo drugi, który przyszedł, faktycznie ją dostał?

        Nie sądzę, żeby ktoś przychodził i mówił, że dostaje 1000zł podwyżki i odchodzi jeżeli zarabia 3000zł i wie, że nikt mu więcej nie zapłaci z jego poziomem wiedzy. Dlaczego? Ponieważ wtedy pracodawca zgodzi się na rozwiązanie umowy i zostaje na lodzie, a tego nikt nie chce.

        A jednak o tym piszesz, bo ktoś tak zrobił i to dla Ciebie problem. Uważasz, że lojalność jest ważniejsza. W takim razie jaki to jest problem dla pracodawcy? Skoro wyceniasz czyjąś pracę na 3000 zł i wiesz, że nie jest więcej warta i dla pracownika płacisz 3000 zł to znajdziesz sobie kogoś innego, a ten pracownik pójdzie tam gdzie zarobi więcej. Tylko, że problem jest inny. Każdy chce płacić jak najmniej, więc jeżeli specjalista dostaje lepszą ofertę z innej firmy to nagle znajdują się pieniądze na podwyżki. Nagle przez czyjąś ofertę jego praca stała się więcej warta? Czy może nie była uczciwie opłacana?

        A to, że śmiejesz się z użytkowników MultiSport to jest takie dno, że naprawdę ciężko niżej upaść. Różnica pomiędzy MultiSport a karnetem na siłownię to 60-100zł więc jeżeli ktoś odchodzi to raczej ma inne powody. A śmianie się z ludzi, którzy ćwiczą na siłowni czy biegają zmieni się w płacz za 20 lat nad własnym zdrowiem.

        • ADAM,
          Przypadki które opisałem są z życia wzięte, nie wymyśliłem ich sobie. Można dojść do porozumienia w cywilizowany sposób. Że każdy chce płacić jak najmniej a jednocześnie zarabiać jak najwięcej to raczej oczywistość. Chyba nie oczekiwałbyś z kolei ze strony pracodawcy że od razu proponuje każdemu max pensję na start? Podwyższenie pensji po argumencie “cudzej oferty” niekoniecznie musi znaczyć, że ta praca jest faktycznie tyle warta. Tylko może projekt się kończy i ktoś musi go dowieźć? Może firma jest w takiej sytuacji stawiana pod ścianą i nie ma wyboru?

          A o multisporcie to przeczytaj jeszcze raz bo się chyba nie zrozumieliśmy.

          • Ha, “firma jest stawiana pod ścianą i nie ma wyboru”, dobre sobie. A co się stanie, jeśli firma “nie dowiezie”? Nic, prezes z zarządem nie wypełnią kejpiajów i nie będzie premii. Albo będzie, bo w sumie nie można dopuścić, żeby takie pierdoły jak performance firmy wpłynęły na morale kadry zarządzającej.
            Albo w polskim Januszexie, co się stanie jak projekt nie zostanie dowieziony? Właściciel nie kupi sobie nowego samochodu. Wielkie mecyje. W najgorszym wypadku firma updanie i wszyscy będą musieli sobie poszukać innego zajęcia. To wszystko jest betka.

            Prawdziwe tragedie dzieją się po odwróceniu sytuacji. Sprzątaczka w twojej firmie słyszy “1600 brutto bez ubezpieczenia albo do widzenia”. I to ona jest stawiana pod ścianą i to ona nie ma wyboru. Bo jak tego 1600 nie weźmie to NIE WYKUPI LEKÓW I UMRZE. Lojalność wobec firm, dobre sobie. Jak można być lojalnym wobec czegoś, co istnieje wyłącznie dla spekulacji pracą.

  3. Podoba mi się, to w którą stronę zmierza ten blog – od dawna już nie jestem .NET’owcem ale tutaj nadal zaglądam właśnie dla tekstów poza technicznych. Podejrzewam, że będzie takich coraz więcej i lubię to. Dobry tekst BTW ;)

    • BURCZU,
      No to gites :). Posty techniczne nadal będą, ale jakoś ciężko z nimi ostatnio, cykl o Dependency Injection ciągnie się od prawie 2 lat.

  4. Bartosz Adamczewski on

    Odejście dla MultiSporta to idiotyzm w czystej postaci. Odejście dla tylko troszkę większych pieniędzy bez dodatkowych ciekawych perspektyw projektowych to szaleństwo ale wg mnie to tego się dorasta (a raczej wyrasta się z takich irracjonalnych decyzji).

    Inną sprawą też jest to że wraz z rozwojem zawodowym priorytety się zmieniają. Najpierw większość Juniorów (IMHO i nie wszyscy) chce dobrze zarabiać, potem robić ciekawe rzeczy, potem mieć więcej wolnego czasu.

    Oczywiście do tych rzeczy można dojść na wiele sposobów (zmiana pracy za multisport nie jest tą najlepszą :P)

    PS.
    Ciekaw jestem co byś zrobił gdyby firma nie dała ci podwyżki raz na rok? :-) Uzasadniając że na ten rok nie ma takiego budżetu ;-)

    • BARTOSZ ADAMCZEWSKI ,
      Tak, pełna zgoda: nie wyobrażam sobie aby senior dev się w taki sposób zachował. Świadomie kroczę dev-ścieżką od ponad 10 lat i coraz bardziej “zgredzieję”, ale może będzie z tego jakiś pożytek :)

      A gdyby firma nie dała mi podwyżki – nie wiem co bym zrobił, jeszcze się tak nie zdarzyło. To wydaje mi się tak oczywiste, że nawet nie poruszałem tego tematu podczas rekrutacji.

  5. E tam nie ma co dramatyzować aż tak. Kto by nie chciał zarobić więcej jeśli miałby taką możliwość? Tak jak THAVEN napisał. Jak się szefowi kalkuluje to niech płaci więcej i dalej wszyscy zadowoleni. Jeśli nie to nie. Świat się nie zawali, życie toczy się dalej.

    “Chodź na bieżnię za ten multisport i spalaj kolejne kurwokalorie…
    Im mniej ciebie tym zdrowsza branża!”

    Gość może mieć wyrąbane i co mu zrobisz… nic nie zrobisz. Nie ma co się przejmować takimi ludźmi.

    • RAFAŁ,
      Świat się od niczego nie zawali i zawsze życie toczy się dalej. I większość faktycznie ma na wszystko “wyrąbane”. Nic takiemu nie zrobię, bo i co mogę zrobić :).
      Ale dostaję sygnały (maile, wiadomości na fejsie), że takie teksty skłaniają do myślenia i zastanowienia nad nawet już podjętymi decyzjami. Więc strzelam dalej.

  6. Zrobiłem tak, przyznaję – wypiąłem się na moją poprzednią firmę, bo inna dawała mi o wiele lepsze warunki finansowe, chociaż w poprzedniej nie miałem źle i bardzo chcieli żebym został. Poszedłem za $. Różnica była spora, bo około 20 %. (Chociaż ta historia jest dłuższa, bo zaczyna się kilka lat wstecz kiedy jako początkujący programista zarabiałem grosze, ale tylko dlatego że obok mnie siedziały naprawdę mądre głowy od których mogłem się sporo nauczyć – kilka lat tak wegetowałem. Sądziłem, że kiedyś mi się to opłaci…). Zrobiłem to perfidnie bardzo, bo przeszedłem do konkurencji. Długo miałem wyrzuty sumienia, natomiast niedawno dowiedziałem się że w tej mojej poprzedniej firmy, wszyscy zostali zwolnieni – wszyscy, którzy namawiali mnie na pozostanie w niej i rysowali wspaniałą przyszłość. Mam z nimi cały czas kontakt. Nie, nie chodzi o to kto miał rację — uprzedzę Was. Ja inaczej to postrzegam. Zastanawiam się, co bym powiedział sam sobie – będąc na miejscu tych osób zwolnionych, gdybym się jednak zgodził tam pozostać. (wiadomo, że i mnie by zwolnili razem z nimi). Co bym usłyszał od nich. Widzę to jakoś tak:

    —-
    Oni: – Słuchaj M., wiesz nie wiedzieliśmy wtedy że życie firmy tak się potoczy i nas zwolnią….
    Ja: – No trudno, chociaż szkoda mi tej szansy która dawała druga firma, mogłem z niej skorzystać.
    Oni: No tak, wiemy że Ciebie namówiliśmy…przepraszamy.
    —-

    Przepraszamy….no tak słowo klucz, bardzo go nienawidzę. Generalnie nie mam do nikogo pretensji. Natomiast czuję, że w tym momencie straciłem paczkę kumpli. Oni mają poczucie winy (z mojego punktu widzenia niesłusznie, bo sam steruje swoim życiem, ale ludzie często za bardzo biorą niektóre rzeczy do siebie(!!!) ). Ja nie wiem jak wybrnąć z całej sytuacji, aby oni nie mieli tego poczucia…duża szansa, że to jedna z naszych ostatnich rozmów, bo ich podświadomość będzie wzbraniał przed zadzwonieniem lub napisaniem do mnie –> właśnie z powodu tego piep….. niesłusznego poczucia winy.

    Rożnie bywa z tymi naszymi decyzjami, czasami ta gorsza okazuje się w perspektywie czasu dla wszystkich dobrą.

    Mam z nimi nadal kontakt, mimo że uważają mnie za osobę mniej lojalną wzgl. pracodawcy –> ale nie ma żadnego poczucia winy :)

    Maciek przepraszam, że na Twoim blogu się tak rozpisałem – musiałem gdzieś to wyrzucić z siebie.
    Piątka za wpis.

    • TOIOWO,
      Nie ma za co przepraszać, można wylewać swoje żale do woli jak u Ewy Drzyzgi:).
      Jednak to o czym piszesz… ja bym tak na to nie patrzył. Potrafię całkowicie odseparować życie zawodowe od prywatnego. Jesli ktoś by mnie zatrzymał w firmie a potem razem ze mną z niej wyleciał to nawet przez głowę by mi nie przeszło mieć do niego pretensje. Gdyby to ja zatrzymywał a potem wyleciał – też bym nie miał wyrzutów sumienia.
      Co innego gdyby robił to np właściciel firmy wiedząc, że “statek tonie”.
      Piątka ;).

      P.S. Poprawiłem Twój pierwszy komentarz i wywaliłem drugi żeby był porządek.

      • Arek Bal on

        “Potrafię całkowicie odseparować życie zawodowe od prywatnego”.
        No właśnie nie potrafisz Macieju. :)

        Byłem, widziałem, robiłem, cierpiałem. Lekcje wyciągnięte.

        Sytuacje przez ciebie opisane nie wzbudzają żadnego obrzydzenia w porównaniu do tego co widziałem/doświadczyłem po drugiej stronie.

        Jak kogoś jara multi-sport, albo płatne certyfikacje to w mojej osobistej opinii jest frajerem pokroju fanów Maca, iPhonea, diamentów i Gucciego(tzn. woli dawać więcej, za mało warte świecidełka) ale żadnej etycznej normy nie łamie.

        Myślę, że zawodowa odpowiedzialność się kończy na umówionym okresie wypowiedzenia. Jeśli pracodawca się nie zabezpieczył (chociażby pair programmingiem, full stackiem i rotacją) to pracownik nie powinien czuć się zobowiązany, by zostać na siłę i realizować zadania, których nikt inny nie potrafi w zespole. Bo przecież ludzie, oprócz tego że czasami zmieniają pracę… też chorują, mają wypadki i własne życie prywatne, które potrafi się łatwo stoczyć na dno… innymi słowy – ludzie są ludźmi.

        Osobiście jako “lider”, “architekt” czy “ewangelista” danego projektu i rozwiązań w nim użytych odczuwam zdrowe zobowiązanie dociągnięcia projektu do stabilnej fazy, w ramach której wiem że zespół sobie poradzi.
        Ale wszelkie niedociągnięcia po drugiej stronie – zbyt krótki okres wypowiedzenia, zbyt krótkie umowy, opóźniające się umowy, spóźniające się wypłaty, oczywiste błędy organizacyjne/decyzyjne, niechęć do podwyżki, gdy ta jest uzasadniona – powodują naturalny odruch obronny.

        Nawet nie chcę się tu rozkręcać, na temat złych praktyk korporacji: HP, Microsoft, Google, Apple.

        Stojąc tu gdzie jestem i mając za sobą to co widziałem…
        Odbieram twego posta jako formę auto usprawiedliwienia dla swojej decyzji o zostaniu w firmie dłużej o pół roku.

  7. Bardzo ciekawy tekst. W większości podzielam Twój punkt widzenia, osobiście właśnie w ten sposób starałem się podchodzić do rzeczy, że nie kasa jest najważniejsza. Z drugiej strony, przy pewnym pułapie zarobkowym jest to łatwiej przyjąć, niż na początku “drabinki zarobkowej”, dodatkowo czytając gdzieś dookoła, ile można zarabiać i porównując to ze swoją pensją. Co do szantażowania – tutaj także się z Tobą zgadzam, pod warunkiem, że rozmawiamy o sytuacji, gdzie również pracodawca jest fair ;)

    Dzięki za wpis, miło się czytało ;) Ja również już coraz mniej związany z .NETem, w zasadzie to już nie programista, a ciągle zaglądam. Dobrze poczytać mądrych ludzi ;)

    • KONRAD,
      Jeżeli ktoś zarabia 1000zł i ktoś inny mu daje kolejny 1000zł to nieskorzystanie z szansy byłoby moim zdaniem raczej dziwne. Tak jak napisałem: “Zrozumiałbym takie postępowanie, gdyby od tego zależało czyjeś być albo nie być.”. Wzrost zarobków o 100% można podciągnąć pod “być albo nie być” :).
      A to czytanie dookoła “ile to można zarobić” jest tak niezdrowe że aż smutne.
      Dzięki również i zapraszam z powrotem wkrótce ;).

  8. Po pierwsze, trzeba stworzyć tag #kurwokalorie i oznaczać ten wpis pod tym tagiem :)
    U mnie był kiedyś przypadek, gdy człowiek po miesiącu pracy powiedział, że chce zarabiać 70% więcej, bo zobaczył ofertę pracy na stronie gdzie właśnie były takie widełki. Tak to się kończy, gdy ktoś z 1 rokiem doświadczenia myśli, że jest seniorem. Skończyło się na tym, że ten “programista” był tak oburzony, że nie chciał pracować podczas okresu wypowiedzenia. Sad but true.

    • KAROL,
      Słowo uwielbiłem jak tylko wpadło do głowy :).
      A senior czy junior – nie ma znaczenia, 70% to trochę od czapy żądanie. Chociaż z drugiej strony – młodzi programiści często akceptują pensje które są zdecydowanie zaniżone, bo nie umieją negocjować albo nie wiedzą jakich stawek mogą żądać. Potem wychodzą takie historie.

      • To nie była zaniżona-głodowa pensja, środek widełek – człowiek miał 1 rok doświadczenia więc “nie urodził się wczoraj” ;)
        btw, znajomy rekrutował do pewnej firmy z USA, która otwierała filię w Polsce. Po rekrutacji dyskutowali luźno o różnicach między Polską, a Stanami. Znajomy opowiedział kilka podobnych historii, które zostały przytoczone w poście, amerykanie nie mogli w to uwierzyć. Twierdzili, że skoro ktoś zgodził się na określone wynagrodzenie to czemu teraz marudzi? Mógł to powiedzieć podczas negocjacji, przed podpisaniem kontraktu. Teraz stawia pracodawce w trudnej sytuacji bo są zrobione budżety itp itd.
        Wniosek wg mnie jest taki, że w Polsce ludzie godzą się na coś co im nie odpowiada i liczą “a może coś się uda ugrać” – i pną się po szczeblach kariery multisportów ;)

        • I w tym co napisałeś jest różnica pomiędzy Polską a USA. Tam jest kontrakt albo na projekt, albo na czas określony. Zarabiasz tyle ile wynegocjujesz i wiesz kiedy będzie nowa negocjacja. Albo nowy projekt.

    • KAROL,

      To akurat proste – niech uzasadni w takim wypadku wartość dla firmy jaką wnosi za taką kwotęw realiach tej firmy, w której jest. Widełki podane w innym ogłoszeniu nie mają tutaj żadnego znaczenia. Jeżeli jest to w stanie uargumentować i wykonać! Jest wart tej kasy. Jeżeli nie – cóż … miłego w przyszłej firmie.

    • tomaszk-poz on

      To ile taki młodzian zarabial, ze nagle chciał 70% ?

      “Skończyło się na tym, że ten “programista” był tak oburzony, że nie chciał pracować podczas okresu wypowiedzenia.” Jak to rozwiązaliście? Po miesiącu pracy to chyba nie było dużo tego wypowiedzenia? “Zachorował” ?

      • 2 tygodnie. A co miał robić w trakcie okresu wypowiedzenia? Daliście mu coś normalnego? Czy jakieś bezsensowne rzeczy “za karę”?

  9. Sądzę, że pracodawcy, którzy doceniają pracownika od czasu do czasu dając z własnej inicjatywy nie muszą bać sie raczej szantażystów. Niestety niektórzy pracodawcy ciągle nie nauczyli się tego, że pracownik też powinien być doceniany. Na szacunek trzeba zapracować i dotyczy to obu stron.

    • Dokładnie, podwyżki powinno się dawać za osiągnięcia, zwiększenie kwalifikacji, które się przydają i usprawniają procesy. Pamiętaj, że prawa Murphego istnieją i “szantażysta” przyjdzie do ciebie w chwili gdy będzie “wąskim gardłem” w twoim procesie biznesowym :)

    • Niestety, ale tak to wygląda. Pracownik często musi chodzić i się prosić o podwyżkę, natomiast pracodawca często wiedząc jakie są realia nic z tym sobie nie robi albo rzuca kwotami 300 zł więcej po dwóch latach pracy. Skoro na rynku pracy, jeżeli ktoś się rozwija i chce poznawać nowe rzeczy są inne ciekawe miejsca to po co ma tkwić w takim miejscu – dla idei? Chyba, że ktoś lubi chodzić regularnie prosić się o podwyżkę co jakiś czas akceptując to, że pracodawca sam z siebie nie jest w stanie nic zaproponować, unika tematu itd. – pomimo że firma przynosi milionowe zyski. Nie rozumiem takiego podejścia, że kierownictwo np. pomimo ogromnej masy spotkań w grupie czy w “cztery oczy” unika tematu wynagrodzeń. O braku widełkach kiedy starasz się dostać do nowej pracy nie wspomnę :)

    • KACZUS,
      A to oczywiste że “szacunek” powinien dotyczyć obu stron. Dlatego napisałem o rzucaniu chlebem i watą cukrową. Jeśli ktoś rzuca gównem to trzeba je odrzucić i spadać w inne miejsce.

  10. Hej, nie jestem polonistą, ale mam jedną uwagę dotyczącą sformułowania “Zawędrowaliśmy o jeden most za daleko.” – wydaje mi się, ze bardziej po polsku byłoby zwyczajne “poszliśmy o krok za daleko”. Co prawda, był kiedyś taki film wojenny o operacji Market Garden, który, w wersji angielskiej, nosił tytuł “A bridge too far” (dzięki któremu to sformułowanie stało się popularne w anglojęzycznym świecie); jeśli jednak miałeś na myśli odniesienie do tego filmu to zupełnie nie pasuje słowo “zawędrowaliśmy”, bo w operacji brali udział spadochroniarze;) A tak poza tym: artykuł świetny, skłania do refleksji. Coraz lepszy styl/teksty. Pozdrawiam!

    • ARTUR,
      Haha no faktycznie masz rację :). I tak, wzięło się to z tytułu filmu, chociaż nie pamiętam już nawet o czym był poza tym że o wojnie.
      Thx :).

  11. Elminster on

    Taki terror o jakim tu wspominasz jest spowodowany brakiem wiedzy odnośnie uzyskiwania podwyżek (swoją drogą fajny byłby wpis pokazujący jak Ty to robisz i dlaczego akurat po roku masz pewność, że dostaniesz podwyżkę).

    Z drugiej strony uważam, że wina jest też po stronie firm, bo tolerują takie zachowanie. Dla przykładu:

    Było nas 4 programistów, którzy uczestniczyli w jako takich szkoleniach firmy X przy jednoczesnym rozwijaniu pewnego oprogramowania. Po zakończeniu szkoleń miały być prowadzone rozmowy odnośnie podwyżek i tu ze wszystkich osób najlepiej wypadła ta, która zastawiła się ofertą pracy dla innej firmy. Widzę, że życie takiego terrorysty nie jest przecież takie złe, bo nawet jeśli firma zwolni go to co na tym straci? Nowe poszukiwanie kolejnej firmy zwróci mu koszt z nawiązką, bo na rozmowie kwalifikacyjnej najłatwiej się negocjuje.

    Moim zdaniem przy takich sytuacjach najbardziej obrywają tylko Ci, którzy serio angażują się w projekt i sumiennie wykonują swoje obowiązki.

    • ELMINSTER,
      Pomysł na posta powędrował na liste, zobaczymy co się z tego urodzi :).
      A to co piszesz… wszystko zależy od firmy. Ja, jak pisałem, miałem w ostatnich latach bardzo duże szczęście jeśli o to chodzi. Może dlatego że szedłem pracować do poleconych/znajomych miejsc.

      • czy brales pod uwage wielkosc firmy ?

        Negocjaje w malych firmach a kopach mocno sie roznia.

        • LETO.
          W korpo są sztywne kwoty i tyle z tego co wiem. Brałem pod uwage wielkość firmy szukając pracy i mam doświadczenie raczej z małymi firmami.

  12. Bardzo ciekawy artykuł. Przyznam szczerze, że sam niedawno zagrałem kartę “wyrównujecie albo odchodzę”. Przy negocjacjach z nowym pracodawcą zaproponowano mi gorszą pensję niż moje oczekiwania (o ok 10%), ale zapewniono o renegocjacji po 3 miesiącach okresu próbnego. Po tym czasie dostałem do podpisania nową umowę (stara wygasała) na tę samą kwotę “tylko tymczasowo”, a rozmowę o podwyżce przesunięto o miesiąc. Miesiąc później faktycznie odbyłem rozmowę, na której odrzucono moją prośbę o podwyżkę (ciągle obiecane 10%) i obiecano wrócić do tematu za kolejne 3 miesiące. Troszkę mnie to zdenerwowało, więc przed upływem tego terminu zacząłem chodzić na rozmowy. Koniec końców dostałem kilka ciekawych propozycji i na rozmowę z szefem poszedłem “uzbrojony” w konkretną ofertę z wynagrodzeniem wyższym o 30%. Przyznam szczerze, że miałem ochotę po prostu odejść z firmy, bo nie podobało mi się, ze zostałem zmuszony do uciekania się do takich środków, ale oferta konkurencji wiązałaby się ze sporo dłuższymi dojazdami. Szef zadowolony nie był, ale wyrównał stawkę, więc wszystko dobrze się skończyło.

    Stąd może wynikać mała lekcja dla przedsiębiorców – jeśli pracownik jest faktycznie warty pieniędzy o które prosi, lepiej mu je dać od razu, a nie opóźniać i przekładać o kolejne miesiące. Wychodzę z założenia, że jeśli proszę o coś i to dostaję, po prostu chamskie będzie prosić o więcej za 3 miesiące “bo okazuje się że mogłem jednak rzucić więcej”. Gdybym dostał moje obiecane 10% po 3 miesiącach, przez najbliższe 9 nie wspomniałbym o podwyżce ani nie odszedł do konkurencji z przyczyn finansowych (nawet gdyby oferowano mi dużo więcej). Więc zamiast płacić mi 10% więcej po 3 miesiącach, płacą mi 30% więcej po 7 :)

    • Mateusz,

      Ale tutaj to jest inna sytuacja niż opisuje Maciek – to jest zwyczajne robienie sobie z gęby szmaty i po prostu brak szacunku i do siebie i do Ciebie. Chyba, że taki stan potrafią uzasadnić merytorycznie typu “ustaliliśmy z Tobą taki zakres obowiązków i odpowiedzielaności, niestety nie jesteś w stanie go dostarczyć. Widzimy to tak że utrzymujemy taki poziom, ustalamy plan co i jak ma działać za 3 miesiące, KPI do mierzenia tego i wtedy jak dojdziemy do tego punktu to robimy tak i tak”. To jest konstruktywne – a to co opisałeś to po prostu brak szacunku.

      • Arek Bal on

        To co opisałeś to jest destrukcyjny wyścig szczurów. Zwłaszcza w tej dyscyplinie. Ludzie tak nie funkcjonują. Albo masz człowieka co się rozwija, albo go nie masz. Wszelkie mierzenie “efektywności” i przekładanie tego na kary/nagrody ma bardzo krótkie nogi tym bardziej w kwestii wynagrodzenia. Dużo tutaj czynników psychologiczno – społecznych które spowodują, że to podejście zadziała w inny, niż “oczekiwany” sposób.

        Z resztą, powszechną praktyką jest dobieranie takich wymówek do wskazanego planu(czyli że nie dam podwyżki, ale jakieś uzasadnienie muszę dać).
        Patrz: wysłanie maila do całej firmy, że będzie “restrukturyzacja” która zajmie dziwnym trafem, aż pół roku. Wtedy wszyscy się srają i nikt o podwyżkę nie woła, co najmniej przez te pół roku. A tak naprawdę nikt nie musiał o zwolnieniach poza osobami zwalnianymi wiedzieć i można było operację przeprowadzić w 2 tygodnie. Praktyka ze znanych mi sytuacji stosowana przez Microsoft i HP.

        Takie coś(zestawianie efektów z nagrodami) może tylko funkcjonować(być wydajne) na miarę ważnego etapu projektu w ramach zespołu i to też tylko na zasadach jednorazowych bonusów/premii.
        Na przykład: “przez ostatnie 4 sprinty nie daliście rady dowieźć rzeczy w wskazanych przez was terminach. Jeśli jednak tym razem wam się uda to mam przygotowane dla was coś ekstra”.

    • Mateusz,

      Jeszcze jedna uwaga – to czy jesteś wart tej kwoty, o którą prosisz to się okazuje w praniu. Dlatego przeważnie są warunki wstępne i okres próbny. IMO Twoja sytuacja się dobrze nie skończyła, bo i Twój pracodawca i Ty tak naprawdę nic nie rozwiązaliście, odłożyliście ten konflikt w czasie tylko.

      • Od razu tak pomyślałem. Była umowa, po 7 mies. żadne +30% by mnie nie zatrzymało. Są zasady.

    • Artur,
      Jeśli chodzi o ustalenia/umowy to właśnie całe piękno polega na tym, że nigdzie nie padły magiczne słowa “dostaniesz podwyżkę” :P Ja zrozumiałem to tak, że po tym okresie próbnym albo się sprawdziłem i dostaję podwyżkę, albo się nie sprawdziłem i wtedy dostaję konstruktywny feedback/wyjaśnienie dlaczego nie. Okazało się, że wszyscy są ze mnie jak najbardziej zadowoleni, generalnie “keep up the great work, ale podwyżki Ci jeszcze nie możemy dać”.
      Zostałem z dwóch powodów. Jeden to wspomniane dojazdy w konkurencyjnej firmie (które skróciłyby mój dzień o jakieś 1,5h), a drugi to ludzie. Płace w mojej firmie są ustalane na innym szczeblu niż projekty, a na co dzień pracuję z fajnymi ludźmi. Mój PM jest spoko, a ludzie w projekcie przyjaźni i ogarnięci, więc szkoda byłoby mi to tak szybko zmieniać tylko dlatego, że osoba którą widuję raz na pół roku (manager ds. finansów) za bardzo kombinowała :)

  13. Bledem wg mnie jest umieszczenie w tyk tekscie ekstremalnych wrecz glupich przypadkow takich odejsc, wiekszosc innych zmian firmy czesto ‘nieczystych’ to skomplikowanym proces. Na tekst “wyrownujesz albo nara” zareagowalbym rozmowa. Szantaz taki moze wynikac z niewiedzy, charakteru badz bezsilnosci danej osoby. Zanim doszlo do szantazu wydarzylo sie wiele innych rzeczy ktore spowodowaly ze pracownik stracil motywacje, chec do wspoplracy i wiare w to ze praca w mojej firmie ma sens i do czegos zmierza. Napewno rozbroilbym sytuacje i postaral sie dojsc do sedna problemu. Bo takie sytuacje zawsze sa szare a nie czarno / biale.
    Fajnie o tym pisze – http://randsinrepose.com/archives/shields-down/

    Rzucasz tutaj haslami chciwosc, ohydztwo, mialo by to sens w przypadku naprawde bardzo esktremalnym. Gdzie pracownilk rzeczywiscie uzywa szantazu by ugrac jak najwiiecej mimo tego ze jest zadowolony ze swojego miejsca pracy. W sumie w takiej sytuacji cieszylbym sie bardzo ze taka osoba ujawnila sie predzej niz pozniej :) Natomiast to jest ekstremum, 99% osob i ich przypadkow bedzie gdzies po srodku.

    • MICHAL FRANC,
      Są sytuacje czarno-białe. Może nie masz bieżącego kontaktu z tym co się teraz tutaj dzieje.
      Oczywistym jest, że kluczem do porozumienia jest komunikacja. Ale wzajemne poszanowanie i chęć tej komunikacji musi wychodzić z obu stron.

      • No ok ale te czarno biale sytuacje to raczej wyjatek od reguly, wiekszoszc ludzi przeciez taka nie jest ze poleci za karta multisport. Jezeli tak jest to wspolczuje bo taka osoba ma jeszce wiele lekcji do odrobienia.

        Wg mnie problemem jest brak umiejetnosci komunikacji oraz dojrzalosci emocjonalnej. Ludzie z gory zakladaja ze ktos cos im robi na zlosc albo ktos cos robi ze zlych zamiarow. Moze problemem jest podejscie do pracodwacy jak do Szefa / pana na folwarku zamiast do kolegi z ktorym robie biznes.

        • tomaszk-poz on

          ” pana na folwarku zamiast do kolegi z ktorym robie biznes.”

          W biznesie przecież tak to działa – twarde negocjacje, gra pozorów, wywieranie nacisków. Jakby strony w biznesie nie sciemnialy, nie byłoby w umowach zapisow kart umownych etc. kolacji biznesowych, długonogich sekretarek.

          W spotkaniach z przyszłymi klientami z duzych firm spotkałem sie z ze ściemnianiem, tekstami “potrzebna oferta na wczoraj, bo zamykamy budżet …uuu co tak drogo, nie możemy tyle dac szybko oferte bo zamykami!” albo walenie reka w stól i krzyki “das ist Scheisse!” – autentyk!; sciemnianie, ze była inna firma 2x tansza i miała cuda na kiju. Żeby nie było – to były też firmy: niemieckie, szwedzkie, francuskie. O dziwo bardzo ok były stare firmy państwowe, ale tych było coraz mniej…

          Na tle tego oferta “inni daja więcej wiec jak tu nie dostane – odchodzę” jest jasna, uczciwa i bez tekstów z gwiazdką :-D

          • Old Kernel Dev on

            haha das ist Scheisse, that’s a good one, gimme more of those lol

          • Arek Bal on

            TRUE < TREU TRUE 11111111111!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!11122222333

  14. Też kiedyś napisałem podobny tekst u siebie na blogu, nazywając go trochę brutalnie ‘Zepsucie w branży IT’ – ogólnie trochę mnie zjechano w komentarzach. W każdym bądź razie – konsekwentnie zgadzam się z tezą z tego posta:)

  15. Aby nie powstawała sytuacja taka, że ktoś przychodzi i mówi nara stosuje się pewne techniki już na samym początku. Uwierz, że większość firm z założenia liczy się z tym, że odejdziesz, dlatego płacą Ci mniej niż powinni już na starcie, gdyż tylko czekają, aż człowiek odejdzie sam albo go wyrzucą. Oczywiście im dłużej będzie pracował tym lepiej dla firmy, bo początkowe warunki współpracy już zakładają, że nie popracujesz za długo. Dopiero na prawdę pracując dłużej, możesz negocjować wyższe wynagrodzenia. Na grupie (i nie tylko – np w artykułach chyba na gazetapl) opisany jest model, gdzie ludzie pracują nawet za darmo, ale mają udziały w startupie. Na grupie pojawiają się osoby, które szukają współpracowników do startupów, a nie pracowników. Moim zdaniem to jedynie uczciwy model. Owszem można się spierać, czy chcemy współpracować z tą czy inną osobą, przy tym czy innym startupie, ale ogólnie to jest uczciwe, a nie konkretna stała stawka. Ostatnio czytałem o aplikacji Spray – tam wszystko jest OK, tam nie ma bezczelnych szczyli w tym startupie, może to jest dobry model, nie to co się dzieje w PL IT.

    Jeśli się nie jest wobec pracownika uczciwym od początku, zawsze trzeba się liczyć z tym, że inteligentny człowiek będzie oporował, kręcił, nie musi być bezczelnym szczylem. Przeprowadzone na zwierzętach eksperymenty wykazały, że nauczona małpa jak grać w karty, gdy zrozumie, że ją oszukują, również będzie się buntować. Dlatego efekt bezczelnego szczyla można wywołać samemu poprzez złe zarządzanie, próbowanie się nachapać kosztem późniejszego bezczelnego szczyla.

    Ja rozumiem, że w PL IT tworzy się pewna kultura, ale ona nie jest OK i wynika moim zdaniem z braku zrozumienia pewnych aspektów. Przynajmniej ja widzę je inaczej. Może dlatego, że oprócz IT zajmuje się ekonomią.

    Pozdrawiam

    • ARFEN,
      Jeżeli firma z góry zakłada rozstanie to jest przegrana już na starcie. Wiadomo że żaden dev nie będzie siedział w jednym miejscu do emerytury, ale to już przesada.
      A model “współpracowanika w startupie” – wielokrotnie mi to proponowano, nigdy się nie zgodziłem, nigdy się nie zgodzę.
      I oczywiście że trzeba być względem pracownika w porządku. Zaznaczyłem to wyraźnie w tekście – jeśli firma wykorzystuje, jest beznadziejna, nie da się zmienić to trzeba uciekać.

      • >>A model “współpracowanika w startupie” – wielokrotnie mi to proponowano, nigdy się nie zgodziłem, nigdy się nie zgodzę.

        moglbys podzielic sie swoimi argumentami przeciw ?

  16. tomaszk-poz on

    “Co powiecie na to: idzie koleś, medium/junior/niewieleumiemaledużogadam/dev do szefa i prawi: “słuchaj stary, dostałem propozycję pracy, dają 1tys więcej niż tutaj mam, wyrównujesz albo nara”. Szef daje tego tysiaka więcej. To nie są negocjacje, to jest szantaż. ”

    Jaki szantaż ? Uczciwa propozycja, tylko źle ubrana w słowa. Poza tym w umowie mieli okres wypowiedzenia.
    Właściwie to gość źle zaczął, bo mógł rozpocząć negocjacje i miedzy słowami przekazac radosna opinie i być może ugrał by więcej.
    Z drugiej strony gdy na start w nowej ma więcej, to tutaj ugrywanie np. 1300 nie ma sensu, bo będzie argument – “przecież niedawno dostałeś podwyżkę”.

    Szefowie tez nie sa swieci i bez problemu wciskają kit (klienci nie placa, trudna sytuacja na rynku, dostales nowego kompa i inne bzdury).
    Jak ciężko, niech ida na etat.

    W przypadku innej sytuacji w sferze IT szef by rzucał “zostajesz w nadgodzinach albo mam 10 ma twoje miejsce” ew. ubralby to w inne słowa. Pensje wtedy tez bylyby zenujace.

    Wracajac… facio zagral va banque i wygrał – skoro szef dał bez dyskusji to pracownik był wart tych pieniędzy (i szef zaniedbal swój skarb) lub gdzie po drodze zabrakło obserwacji oceny pracownika.

    Znaczna cześć szefów to tylko liczy jak tu mieć dobrego pracownika ale nie zapłacić przyzwoicie za te jakby nie było ciezka prace wymagajaca wiele nauki.
    Podejście zrozumiałe, ale trzeba znać granice.
    Nawet te dwie stowki roznicy daja ladny pieniadz w skali roku. Szefowie je szanują, to dlaczego pracownik ma nie szanować?

    Zmiana pracy tylko dla karty multisport to faktycznie zenada.

    • (…) Wracajac… facio zagral va banque i wygrał (…) – rilli? Już abstrahując od kwot, jeżeli faktycznie tak by to przeprowadził to przegrał, przynajmniej w kontekście tego pracodawcy i managera: (a) manager mógł się na to zgodzić np. dlatego, żeby nie mieć natychmiastowego problemu związanego z osobą w projekcie, równolegle odpalając rekrutację (b) ta osoba i tak odejdzie, więc w dalszej perespektywie nie wiązałbym z nią w firmie dużych nadzieji, wpływ na inwestycję w osoby i dalszy rozwój. Wygrał podwyżkę, tracąc przy okazji na swojej pozycji, poziomie zaufania itp. Po prostu powinien odejść do tej innej firmy, skoro uważał że tam są lepsze warunki. I chyba o tym jest wpis Maćka – o sztuce podejmowania takich wyborów a nie zachowywania się w taki sposób.

      • tomaszk-poz on

        tak naprawdę bez wiedzy o relacjach pracownik-szef to możemy sobie dywagować, bo ta propozycja to mogla być zemsta za zachowanie pracodawcy.

        Tak sobie mysle – mogło być tak: pracownik zaczął być zaniedbywany, rozejrzał sie po rynku i po pierwszych propozycjach przezyl szok, jak mało zarabia w dotychczasowej pracy. Stwierdzil, ze zemści za cebule pracodawcy (spisal firme na straty za utracone zarobki i podejście) i jak dostanie podwyzke tu – poszuka jeszcze lepszej pracy (przez te 3-4 miesiące dając kolejnego kopniaka w postaci zwolnienia), a jak nie dostanie – wezmie te nowa. Jeżeli nie sciemnial z propozycja – wygral tak i tak (jeżeli to nie jest jedyna firma w promieniu 100km).

        To tak jakby post nawiązywał do wcześniejszego – “http://www.maciejaniserowicz.com/2016/01/25/jak-nie-odchodzic-z-pracy/” – żeby przeziębienie leczyc od razu a nie czekac na zapalenie pluc.

        • Zemsta swiadczy o niedojrzalosci.
          Natomiast tez uwazam ze sytuacje takie nie sa czarno-biale i zawsze problem jest gdzies po srodku.

          • No to teraz odleciales, zemsta w profesjonalnym kontekscie relacja pracownik / pracodawca jest oznaka niedojrzalosci.

          • tomaszk-poz on

            Zbyt dosłownie zrozumiałeś zemstę w moim wpisie – nazwij to satysfakcja, utwardzenie stanowiska, pokazanie “nie ze mną takie gierki, od teraz wyceniam sie rzetelnie”, “teraz k*wa ja!” etc.

            Przecież facet dalej by świadczył pracę, a że dużo droższą, to tylko na swoje życzenie szefa, bo wczesniej rzuciłby 600zł podwyżki i młody by się cieszył i rozkminiał w zaciszu, czy dla 400zł warto zmieniać pracę.
            Zreszta szef nic nie stracil, bo (zakładam) zabezpieczyl sie odpowiednim okresem wypowiedzenia a nie mogl liczyc, ze pracownik nie skorzysta prawa do odejścia (wygral w totka czy oszalał i zaczął kopać rowy), wiec o takiej książkowej zemście nie można tu pisać tylko jako niemiłym zaskoczeniu.

            Poza tym facet zrobił przysluge szefowi, bo pokazał, że coś tu nie gra, skoro pracownik tak gwałtownie stawia sprawę i jak będzie tak dalej z innymi z zaniżonymi płacami, to programy będzie pisał sam.

            Żeby była jasność – wbrew pozorom nie bronię podejścia tamtego gościa tylko staram się zrozumieć z ludzkiego punktu widzenia biorąc pod uwagę “możliwości” polskich pracodawców i polskich “funkcyjnych” (a widziałem niejedno łącznie z płaczem i chamskimi odzywkami).

            Po kilku latach pewnie nie dojdzie ponownie do takiej sytuacji, bo gość się wyrobi, będzie znał swoją wartość, będzie mógł wcześnie zareagować i nie straci pieniędzy.

            Za to szef jako zazwyczaj starsza osoba i doświadczona powinna trzymać pewien poziom i prowadzić odpowiednią politykę utrzymania satysfakcji pracownika.

            Odnośnie Pawiaka – podałem skrajny przykład (wierzący w Biblii znaleźliby jeszcze więcej).
            Z punktu widzenia dumy narodu to była zemsta sprawiedliwa, z punktu widzenia zabijanych zakładników (100 za 1 Niemca) – głupotą i przestępstwem.
            Tak łatwo oceniłeś jako niedojrzałość tylko pominąłeś, że w pracy jest się nie tylko pracownikiem-kosztem z wyłączonymi uczuciami ale także człowiekiem, który w pracy poświęca bezpowrotnie cześć swojego życia młodego życia.

            Zresztą i ja i Ty możemy się drastycznie mylić w ocenach – bo jak pisałem – nie znamy dokładnie historii sprawy i co się działo między pracownikiem i pracodawcą, jakie gruszki na wierzbie mu obiecywali, co wmawiali a także jak podpadał nowy.

        • >>Tak sobie mysle – mogło być tak: pracownik zaczął być zaniedbywany,
          co to oznacz, ze zostal zaniedbywany ? NIe placili mu ?

          >>Stwierdzil, ze zemści za cebule pracodawcy (spisal firme na straty za utracone zarobki i podejście) i jak
          jak mogl sie zemscic za utracone zarobki jesli na taka pensje sie zdecydowal

          sorry dalej nie komentuje, wychodzi cebulactwo z takeigo podejscia do pracy

          • tomaszk-poz on

            Pomijanie przy podwyżkach, wmawianie, że jeszcze dużo nie umie, stosowanie różnych standardów przy ocenie, wymuszanie niepłatnych nadgodzin w zamian za mgliste obietnice awansu etc. Możliwości jest sporo.
            “jak mogl sie zemscic za utracone zarobki jesli na taka pensje sie zdecydowal” – w okresie próbnym i później, liczył na podwyżki i pewnie się nie doczekał.

            Wiesz, że młodymi pracownikami łatwo manipulować?
            Nie przerabiali na Tobie? Bo ja widziałem takie przypadki zwłaszcza jak pracownik identyfikował się z firmą.
            Tylko młody ma ten problem, ze nie zawsze to widzi właśnie przez brak doświadczenia, a pracodawcy to skwapliwie wykorzystują.

            Cieszę się, że Ciebie w pierwszej pracy bardzo dobrze i sprawiedliwie traktowali.

  17. Twoje podejście do tematu cechuje osoby, które albo zarządzają zespołami albo są tymi, którzy za odchodzących muszą robić. Fakt, że większym firmom ciężko jest utrzymać specjalistów, lecz bardzo często jest tak, że firma nawet nie wie bądź nie chce wiedzieć, że ich pracownik po kilku latach pracy jest już na zupełnie innym poziomie niż w momencie zatrudnienia. Temat, który podjąłeś nie jest taki łatwy, lojalność można odczuwać do pracodawcy bądź i nie w zależności traktowania, czasu jaki się pracuje, współpracowników itp. Ciekawi mnie czy taką samą lojalność prezentujesz w innych sferach, kupujesz przepłacone rzeczy wyłącznie dlatego, że od jakiegoś czasu je kupujesz mimo, że inne produkty prezentują lepszą jakość/cenę? Jeżeli w małych rzeczach kierujesz się własnym dobrem to dlaczego miałbyś w przypadku pracy kierować się dobrem firmy, a nie swoim. Tak naprawdę to firma nie robi żadnej łaski, że Cie zatrudnia czy płaci. Potrzebują specjalisty na takim stanowisku i płacą mu za wykonaną pracę z której mają korzyści, ty pobierasz wyłącznie to co masz zawarte w umowie. Nie jest to aż taki problem pracodawców, mogliby to załatwić podpisywaniem umowy z karami za zerwanie oraz premiami za lojalność. Podajesz także skrajne przypadki z którymi ciężko dyskutować, lecz na te przypadki zapewne trafi się taka sama ilość odejść za porozumieniem zgodnie z zasadami fair. Często w firmach stanowiska są zabetonowane bądź te same projekty od 10 lat i kierownictwo nie zmieni profilu firmy tylko dlatego, że chcesz robić coś innego, także nawet te odejścia za multisport mogą być podszyte głębszymi problemami. Oczywiście zmiana pracy co miesiąc bądź rok bez sensownego uzasadnienia nie jest zbyt rozważna, lecz nie ma co wpajać bezwzględną lojalność i wieczne szukanie porozumienia z pracodawcą, czasami łatwiej zmienić pracodawcę. Najlepiej cieszyć się dobrym pracodawcą i dobrą pracą oby tylko umieć rozróżniać dobrą pracę i pracodawcę od wyzyskiwacza.

    • Napisałeś, że “…Tak naprawdę to firma nie robi żadnej łaski, że Cie zatrudnia czy płaci. Potrzebują specjalisty na takim stanowisku i płacą mu za wykonaną pracę z której mają korzyści, ty pobierasz wyłącznie to co masz zawarte w umowie…” – jak to ma się w przypadku juniora, który przychodzi do firmy i przez pół roku uczy się w zespole i nie przynosi firmie żadnych zysków? Myślę, że pracodawca właśnie w takim przypadku liczy bardziej na lojalność pracownika, bo w niego inwestuje. Odnośnie wiecznego szukania porozumienia zachodzi nie tylko ze strony pracownika ale często także pracodawcy. Kierownictwo, w firmach dąży do super atmosfery między nimi a współpracownikami, dobrej, wręcz koleżeńskiej współpracy (wyjścia na piwo, częste wyjazdy integracyjne), ale jak to się ma do sytuacji, gdy np. pracownik po dwóch latach w firmie nie dostał sensownej podwyżki bo ogólnie w firmie jest cisza odnośnie wynagrodzeń i jest tematem tabu? Jak w takiej firmie pracownik ma myśleć o swoich przełożonych, którzy stwarzają “kumplowską” atmosferę jeśli owe kierownictwo dobrze wie, że dana osoba pracuje już trochę czasu i siedzą cicho właśnie w kwestii wynagrodzeń i nie przytoczą tego tematu na żadnym spotkaniu? Przypadki kiedy takie kierownictwo nieciekawie reaguje na prośbę o podwyżkę i przekłada to na jakiś czas. I jak po takim zachowaniu się niby zachować skoro widzisz, że firma ma duży zysk w dodatku nie jest małym przedsiębiorstwem? Udawać, że dalej jest się w dobrych relacjach i dalej grać w tego typu gierki i udawać, że nic się nie stało i jest git? W takich firmach później wygląda to mniej więcej tak, że zależnie od tego komu się uda bardziej wyprosić : middle dev może mieć o 10% wyższą pensję od juniora, który się dopiero uczy albo middle dev ma o 40% wyższą pensję od seniora dev. Jestem jednak, za tym żeby w kontekście firmy były jasne warunki wynagrodzenia dla wszystkich szczególnie jak się pracuje w zespole i myśli się długodystansowo bo co innego jak przychodzi ktoś jako konsultant specjalista, robi co trzeba, zgarnia dobra kasę i się zwija.

    • KRYSTIAN,
      Nigdy nie rekomenduję ślepego oddania pracodawcy. Podlinkowałem nawet tekst sprzed kilku lat na ten temat. W ciągu pierwszych 2 lat swojej kariery zmieniłem pracę 3x. Apeluję po prostu żeby nie zachowywać się jak podłe bydło. I nie pisałbym tego tekstu gdybym musiał sam sobie wymyślać przykłady.

    • LOTUS
      W przypadku juniora to nazwałbym to inwestycją w rynek bądź ryzykiem zawodowym, pracodawca musi je podjąć wiedząc, że ten junior w momencie, gdy nauczy się wystarczająco dużo będzie chciał zmienić pracę. Poza tym nie traktujmy juniorów jako zło konieczne. W projektach są zadania różnego stopnia zaawansowania i zawsze trafi się coś co junior może zrobić, więc także dobrze zagospodarowany junior przyniesie pewne zyski, redukując straty z przydzielania zadań innym, które są poniżej ich poziomu. Gdy firma przestaje płacić Ci za twój rozwój to powinno się sprawdzić jak osoby z podobnymi umiejętnościami cenione są na rynku i poruszyć ten temat z pracodawcą, jeżeli to nic nie da to możesz decydować czy ważniejsze jest, aby zostać jeszcze, bo są korzyści poza płacą czy lepiej zmienić pracę. Najlepiej byłoby, gdyby na całym rynku była transparentność, wiadomo ile w firmie zarabiają ludzie na podobnych stanowiskach, ile zarabiają ludzie w innych firmach. Wtedy pewnie nie byłoby takiego problemu z uciekaniem za pieniędzmi, a ludzie by się bardziej starali wiedząc co trzeba zrobić by łapać się w wyższych widełkach. Niestety pracodawcy liczą na niedoinformowanie ze strony pracowników i pozorne oszczędzanie na nich tylko, że to rodzi konflikty. Zresztą sama ocena tego ile pracownik powinien zarabiać jest trudna nawet ze względu na trudność jasnego określenia jego realnych umiejętności.

      MACIEJ
      Czytałem wszystkie wcześniejsze teksty tylko, że w zależności od posta reprezentujesz różne poglądy, więc staram się odnosić do tego co przeczytałem w poście abstrahując od całej twórczości. Apel jak najbardziej słuszny, jak można to się do niego przyłączę. Takie przypadki mogą inspirować do stworzenia listy najbardziej absurdalnych powodów do zmiany pracy, ale każdy w pewnym wieku jest młody i jakoś musi nabrać ogłady.

      • Krystian,

        Cieszę się że napisałeś ten komentarz: “powinno się… poruszyć ten temat z pracodawcą, jeżeli to nic nie da to możesz decydować czy ważniejsze jest, aby zostać jeszcze, bo są korzyści poza płacą czy lepiej zmienić pracę”

        Podam Ci przykład z mojego podwórka. Zgłosił się do mnie na staż student (nawiasem mówiąc też Krystian – przypadek? nie sądzę ;)). Nieźle rokował i był bardzo ambitny więc zaproponowałem mu pracę na stanowisku programisty w niepełnym zakresie godzin. Na wstępie umówiliśmy się na miesięczny okres wypowiedzenia i rozmowę gdyby dostał lepszą propozycję. Następnie przez blisko rok nie brał udziału w realnych komercyjnych projektach tylko uczyliśmy go wykorzystywanych przez nas technologii. Sam spędziłem z nim kilkadziesiąt godzin (gdyby przeliczyć to na godziny szkoleniowe to ufff wychodzi niezła inwestycja). Potem dostawał zadania typu R&D (nowe ciekawe tematy i nowe technologie) na które ani ja ani inni pracownicy zaangażowani w projekty nie mieli czasu a wydawały się nam perespektywiczne. Uczył się pilnie więc z czasem zaplanowaliśmy również jego ścieżkę kariery do roli Architekta (którą przejawiał największe zainteresowanie) oraz z jakimi umiejętnościami, szkoleniami, certyfikatami się ona wiąże.

        Gdy w końcu pojawił się spory komercyjny projekt z dziedziny w której się się “rozwijał” zapytałem go czy chce się podjąć oraz poinformowałem, że będzie się to wiązać z pracą po godzinach bo harmonogram projektu był dosyć napięty i obwarowany karami umownymi. Zgodził się na te zasady (podobnie jak reszta zespołu) więc podjełem się projektu. Gdyby wtedy ktokolwiek wyraził obawy odpuścił bym sobie temat. Wszyscy zakasali rękawy i do roboty. Jednak już następnego dnia pojawił się pierwszy sygnał, że będą problemy – w dniu w którym zaplanowaliśmy start projektu chłopak oznajmił że wyjeżdża (jutro !) z dziewczyną na wakacje. Po powrocie dołączył jednak do zespołu a po jakimś czasie przejął rolę lidera. No i po chwili kolejny psikus! Na dwa tygodnie przed terminem zakończenia projektu dzwoni telefon w którym gość oznajmia, że odchodzi gdyż jutro zaczyna pracę w innej firmie SMT …(wszystko jest już dawno dogadane) i tyle go widziałem. Pomijając sposób załatwienia sprawy – słabe jest to, że po 1,5 roku pracy nie przyszedł nawet się pożegnać czy podać ręki.

        Obawiam się, że takie przypadki będą w IT coraz częstsze bo rośnie nam beztroskie pokolenie. Mój znajomy który na stałe pracuje w Australii opowiadał podobne historie o tamtejszym rynku IT zdominowanym głównie przez hindusów. Gdy wyjechał bardzo szybko został doceniony i awansowany z uwagi właśnie na rzadko spotykane tam zaangażowanie i lojalność. Przykłady jakie podawał np. “szef dzwoni do pracownika dlaczego nie przyszedł do pracy a ten oznajmia że poszedł poserfować bo były fajne fale i nie chciał przegapić” są niestety na porządku dziennym.

        Sam odchodziłem z pracy dwukrotnie i zawsze był to dłuższy proces. Pracując na stanowisku kierownika projektów odchodziłem z pracy przez 4 miesiące po drodze zamykając wszystkie projekty, przekazując wiedzę, pisząc instrukcje i informując odpowiednio klientów firmy mimo iż nie miałem żadnego formalnie ustalonego czasu wypowiedzenia. Nawet planując urlop zawsze dostosowywałem termin tak by wpasować się między projekty. Po odejściu jeszcze przez jakiś czas pomagałem we wszystkim z czym się zgłosili oraz udzielałem wskazówek. Nadal zdarza nam się współpracować. Nie twierdzę, że tak powinno być zawsze ale jakieś elementarne zasady przyzwoitości powinny obowiązywać.

        • Jakim cudem studentowi z brakiem doswiadczenia daliscie role lidera po tak krotkim czasie ?
          Inwestowaliscie w osobe ponad rok bez zwrotu ? Troche to kiepskie podejscie. Zawsze w projektach znajdzie sie praca dla juniora.

          Nie bede tu bronil tego Krystiana bo nie zagral fair ale … pytanie dlaczego odszedl do SMT ? Pieniadze ? Kultura pracy ? Nie sadze ze odszedl bo tak a to ci psikus.

          “szef dzwoni do pracownika dlaczego nie przyszedł do pracy a ten oznajmia że poszedł poserfować bo były fajne fale i nie chciał przegapić” – strasznie esktremalne przypadki, nie spotkalem sie z takim nigdy, jak juz cos to ktos informowal zespol ( nie szefa ) ze pojawi sie pozniej bo idzie sobie na kawe. I nie bylo problemu, odrobi to pozniej, nie trzeba siedziec w biurze caly czas.

          • Michał,

            To akurat wyjątkowy przypadek. Zwykle Junior dostaje najprostsze zadania. Ten jeden zorbił na mnie wrażenie tym, że mocno interesował się technologią i miał duze ciśnienie żeby się uczyć więc stawiałem przed nim bardziej ambitne zadania (trochę architektury, trochę przydzielania zadań w zespole, aczkolwiek wszystko pod kontrolą i bez bezpośredniego kontaktu z klientem) więc hasła Team Leader uzyłem trochę na wyrost (taki był raczej kierunek rozwoju). Przez blisko rok przygotowywał sie do tego typu projektu który został mu powierzony.. Ponieważ była to nowa technologia to wrzucenie tego tematu doświadczonemu programiście czy też budowanie kompetencji od zera u Juniora to był właściwie podobny zakres (wybór Juniora był więc prosty – nikt inny nie był by w stanie poświęcić tyle czasu na edukację). Potrzebowałem kogoś kto sprawdzi kilka nowych technologii, kilka moich przypuszczeń, przetestuje kilka prostych przykładów ale na zasadzie: sciągnij, wprowadź zmiany, przetesuj, zrozum jak to działa i bądź gotowy do użycia jak pojawi się komercyjny projekt. Takie małe R&D dot. technologii na którą nie było jeszcze wtedy klientów. Dlatego wkurwia fakt, że po takim przygotowaniu gość wymięka dostając do realizacji pierwszy komercyjny projekt w którym nagle pojawia się rygor czasowy a zadania trzeba realizować “do końca”. Co do odejścia to w krotkiej rozmowie telefonicznej dowiedziałem się, że “za dużo pracy” oraz musi przede wszystkim myśleć “o sobie”. Trudno powiedzieć jakie były prawdziwe powody bo de facto potem już nie udało mi sie z nim skontaktować. Nie przekazał żadnych informacji pozostałym członkom zespołu. Nie udało się nawet odzyskać części kodu który robił w ramach edukacji. Po prostu kamień w wodę.

            Co do Sydney to również byłem w szoku i sądziłem, że to są ekstremalne przypadki ale z czasem (zwłaszcza prowadząc rozmowy rekrutacyjne) zaczynam sobie uświadamiać, że właśnie tak to może kiedyś i u nas wyglądać.

          • Pewnie odszedł do innej firmy bo dostał w aktualnej pracy po roku tylko stanowisko lidera a on chciał architekta :) Niedługo dojdzie do tego, że młodych bez doświadczenia będą zatrudniać z miejsca na stanowisko seniora uzasadniając to tym, że gość chłonie wiedzę jak gąbka – co jest zupełnie normalne u każdego, który myśli poważnie i przyszłościowo o swoim zawodzie.

          • LOTUS,

            “Niedługo dojdzie do tego, że młodych bez doświadczenia będą zatrudniać z miejsca na stanowisko seniora uzasadniając to tym, że gość chłonie wiedzę jak gąbka”

            Nauczka na przyszłość by prowadzić młodzież “normalną” ścieżką” :) Niestety trochę dałem się omamić :) Pewnie dlatego, że sam kiedyś poszedłem podobną scieżką i z tego co pamiętam to wyzwania i nowinki technologiczne bardzo mnie motywowały. Trochę inaczej patrzyłem na zarwanie nocy w biurze będąc Juniorem a trochę inaczej podchodzę do tego po 10 latach (i mając w domu 2-kę dzieci). Ci którzy ze mną wtedy zaczynali i przeszli podobną scieżkę od lat pracują na wysokich stanowiskach w różnych firmach IT. Mają rację Ci co piszą że chodzi głównie o biznes. Chcąc być docenionym i dobrze opłacanym warto byłoby dostarczać firmie realną wartość a nie tylko “chłonąć wiedzę jak gąbka”.

            KRYSTIAN,

            “W przypadku juniora to nazwałbym to inwestycją w rynek bądź ryzykiem zawodowym, pracodawca musi je podjąć wiedząc, że ten junior w momencie, gdy nauczy się wystarczająco dużo będzie chciał zmienić pracę.”

            Mówiąc “inwestycja w rynek” masz jak rozumiem na myśli szkolenie kadr dla konkurencji? Chyba jeszcze nie do końca rozumiesz jak to wszystko działa :) Z takim podejściem życzę powodzenia u kolejnych pracodawców którzy zechcą “zainwestować w rynek” byś mógł zmieniać pracę na lepszą. W moim przypadku inwestycja okazała się nie trafiona. Gość zniknął z dnia na dzień. Nawet źródeł projektów (r&d) nad którymi pracował nie udało się odzyskać – więc teges….

            • “Nawet źródeł projektów (r&d) nad którymi pracował nie udało się odzyskać”

              Oznacza to, że projekty były prowadzone w bardzo słaby sposób. W profesjonalnej firmie korzysta się z systemów kontroli wersji, tworzy się na bieżąco dokumentację, rozmawia się, etc. Jak mnie autobus potrąci, to firma będzie miała zarchiwizowaną całą moją robotę wykonaną do tego momentu. Wiadomo, że ktoś musiałby, poświęcić trochę czasu, przysiąść do kawałka kodu i notatek w dokumentacji oraz przeprowadzić krótszą lub dłuższą analizę, ale wiedza i wykonana praca nie zginie, jak “kamień w wodzie”, o którym piszesz.

  18. Pierdolenie i tyle ;-). Branża IT żyje w kloszu normalnego rynku pracy, a opisane zachowania wskazują na błędy w zarządzaniu firmą. Czy pracownik przy podpisywaniu umowy miał zapowiedziane, że spotykamy się po takim to a takim czasie i przeprowadzimy cykliczną ocenę efektów pracy, przyrostu potencjału, efektywności pracy etc. i to w taki to a taki sposób przekłada się lub nie na wyniki dla firmy co skutkuje lub nie konkretnymi profitami dla zatrudnionego.Te profity to np pensja, dofinansowanie czegoś tam. Wtedy dopiero możemy zacząć rozpatrywać zjawisko uczciwości czy też lojalności na rynku… ale jedynie w przestrzeni oceny moralnej. O właśnie rynku. Bo czy firma oferująca usługi może mieć pretensje do klienta, że przeszedł do konkurencji bo klient dostał jakieś nieistotne i znikome profity i jak on śmiał zrezygnować z naszej firmy? Żyjemy w oceanie kapitalizmu i sądzenie, że obowiązują w branży IT jakieś szczególne zasady moralne jest naiwnością. Spektrum zachowań ludzkich pomieści zarówno zachowani które możemy określić jako lojalne i etyczne; jak i takie które możemy nazwać czystym skurwysyństwem. Życie zweryfikuje skuteczność postaw. Bo to nie bajka o tym, że dobrzy zawsze odnoszą sukces a źli są ukarani . Wyrośnijmy z mrzonek dziecięcych. Ważnym pytaniem jest też pytanie o skalę tego zjawiska. Bo czasem mogą wskazywać na popełnione błędy w rekrutacji. Dobranie niewłaściwej osoby i zatrudnienie jej do zespołu. To jest frycowe które się płaci. Branża IT jest jedną z niewielu na polskim rynku pracy gdzie tak naprawdę mamy jawność wynagrodzeń i łatwą możliwość ich weryfikacji. Pamiętajmy też, że konkurujemy na światowym globalnym rynku. Te czynniki faktycznie ułatwiają wprowadzenie cywilizowanych zasad… ale czy w kapitaliźmie takie zasady mają szanse przetrwać? Taka mała oaza normalności otoczona pustynią pogoni za pieniądzem. Pożyjemy zobaczymy jakie wzorce będą skuteczniejsze.

    • your name on

      “Pierdolenie”? A kimże ty jesteś, aby zachowywać się w tak chamski sposób? Krynicą mądrości?

  19. Ja mam teraz w drugą stronę. Siedzę już dłużej (3+lat) w 1 firmie, pierwsza praca stała po studiach. Dużo się nauczyłem i dobrze mi się pracuje ale… Zarobkowo jest poniżej średniej ale nigdy mi to nie przeszkadzało do momentu. Potrzebowałem podwyżki +/-(20%) z różnych względów, rozeznałem się w rynku i po kilku firmach gdzie zgodzili się na to co mam + 50%. Porozmawiałem szczerze z moim przełożonym, jak ważne jest to dla mnie i co tak naprawdę oferują inni. Zgodził się na takie warunku (20%) od nowej umowy (3 miesiące) pod tam kilkoma warunkami (poprawa umiejętności miękkich tzn organizacja pracy etc.). Po 3 miesiącach przy nowej umowie takiej podwyżki nie było bo się “góra” nie zgodziła. Innej pracy na oku nie miałem bo i po co? I co z takim przełożonym, szefem, firmą? Cholera wie kto dał ciała. Tłumie w sobie chęć “jebnięcia papierami” bo nie chce palić za sobą mostów. Nową umowę niestety podpisałem bo czynsz i życie kosztuje. Czasami nie warto być lojalnym.

    • NEXO,
      Firma którą opisujesz na pewno nie zasługuje na to, by być względem niej lojalnym. Rozpocząłbym poszukiwania nowej pracy od razu tego samego dnia, po podpisaniu nowej umowy (starając się o jak najkrótszy okres wypowiedzenia w miarę możliwości).

    • tomaszk-poz on

      Zupelnie nie rozumiem, przez 3 lata zero podwyżki, gdzie indziej dostalbys +50% a Ty zgodziles sie na podwyzke 20% dopiero za 3 miesiąca. Już sama taka gadka bardzo zle swiadczy o firmie.

      • TOMASZK-POZ
        Podwyżki były co jakiś czas to nie tak że przez 3 lata za tą same stawkę było :). Po prostu, przyzwyczajenie i taka strefa komfortu.

        • Moim zdaniem, jeśli proponowali Ci w obecnej firmie 20% więcej za 3 miesiące (dlaczego akurat za 3?), a w nowej firmie 50% więcej od razu, to nie ma się co zastanawiać zwłaszcza, że jest to pierwsza praca po studiach, a po 2 lub 3 latach zmiana wyjdzie Ci tylko na dobre. W dodatku, więcej się nauczysz i nabierzesz nowego doświadczenia chyba, że trafisz do słabego miejsca, ale zakładam, że zrobiłeś w tym temacie jakieś rozeznanie. W dodatku, jeżeli nie wywiązali się z danego słowa, to już nie ma o czym dyskutować, tylko trzeba pakować zabawki i się zwijać gdzie indziej.

  20. AndrzejSZCZ on

    Z perspektywy cynicznego, wyzbytego życiowych złudzeń 40-letniego zgreda: rzucanie wypowiedzeniem w wielu wypadkach jedyną sensowną kartą w negocjacjach. W każdym innym przypadku chcąc dostać podwyżkę i argumentując to rosnącym doświadczeniem, zamrożoną od 3 lat stawką itp dostanie się odpowiedź w stylu “wicie, rozumicie, sytuacja na rynku, kryzys, niepewna sytuacja, cza oszczędzać, ale za jakiś czas na pewno się zastanowimy” itd.

    Należy zrozumieć, że interesy ekonomiczne firmy i jej pracowników są w samej swej naturze sprzeczne i żadne HRowe pierdolenie nie zmieni tego prostego faktu. Jedynym argumentem pracownika w tej grze są kwalifikacje wyceniane przez rynek na “x”. Jeśli aktualna firma nie zaoferuje tej kwoty (lub jej ekwiwalentu, np. realną możliwością zdobycia doświadczenia wycenianego przez rynek na x+cośtam) to zmieniasz firmę, tyle. Jeśli masz moralne wątpliwości to zadaj sobie pytanie, czy firma byłaby w stanie _realnie_ poświęcić się dla ciebie, np. w sytuacji braku zamówień trzymałaby twój etat przez kilka miesięcy/lat pomimo tego, że generowałoby to straty. Brzmi niedorzecznie, prawda? To pomyśl w takim razie, że praca dla firmy za stawkę poniżej rynkowej to właśnie takie generowanie strat przez ciebie na swój własny rachunek.

    • Zgadzam się AndrzejSZCZ. Od siebie dodam, że motywacja do zmiany pracy wcale nie musi być tylko finansowa. Innymi wartościami mogą być zaufanie, poczucie że twoja praca jest doceniana, dobra komunikacja w zespole, bardzo zaawansowana technologia, nowatorski projekt i kilka innych które mają wpływ na decyzję. Zawsze trzeba rozważyć czy pozostanie w obecnej pracy pozwoli Ci w jak największym stopniu zrealizować te wartości. Patrzenie tylko w jednym wymiarze wydaje się być objawem niedojrzałości. Manager, który zna potencjał swoich współpracowników nie będzie mieć problemów z podjęciem właściwej decyzji.

  21. Zdecydowanie nie wolno klasyfikować stosunku pracodawca-pracownik inaczej jak relacja biznesowa. Druga strona ani przez chwilę nie zawaha się gdy projekt legnie w gruzach.

  22. Z perspektywy 20+ stażu, zaskakuje mnie retoryka powyższych komentarzy. Umowa o prace nie jest aktem małżeńskim, nie jest tez umowa kupna/sprzedaży niewolnika. Praco-dawca nie ma moralnego obowiązku dbac o rozwój pracownika (pensja, kompetencje, itd) a pracownik nie ma moralnego obowiązku dbac o interesy pracodawcy ponad warunki umowy, kosztem własnego życia/szczęścia. Taki układ jest w porządku z korzyścią dla obu stron. Niestety, bardzo często znajdzie się ktoś, NAD lub POD władny w hierarchii, który zasieje ferment żalu i pretensji – Kowalski mógłby dokończyć nadmiar pracy po godzinach, Szef powinien mnie już awansować, itd. Umowa o pracę nie jest dla każdego. Bardzo ważne jest środowisko pracy i dbanie o to aby je utrzymać w zdrowej atmosferze – tak często firmy popełniają błąd zatrudniając zgniły owoc, który zacznie systematycznie siać ferment żalu czy presji na innych.

  23. Programista on

    To co opisałeś działa i istnieje tylko w jednej branży IT, ponieważ to jest rynek pracownika… Ja mam 7 lat w branży i 4 pracodawców za mną i niestety prawda jest taka, że jak nie pójdziesz po podwyżkę to szef sam Ci nie da… mi by wystarczyło 3-5% raz w roku ale z inicjatywy pracodawcy na zasadzie “doceniamy Cie”. Jeśli to ja idę teraz zależy ile chce dostać jeśli 5-10% to można argumentować ile się nie robi i jak to się nie stara…. ale jeśli chcesz > 10% bez argumentu lepszej oferty nic nie uzyskasz z mojego doświadczenia… tak każdą pracę zmieniłem ponieważ miałem ofertę lepszą o 40-50% od aktualnej raz trafiałem na lepszą raz na gorszą firmę i team… Ale jednego jestem pewien gdybym nie zmieniał pracy dziś nie miałbym nawet połowy tej pensji co zarabiam w imię lojalności jeździłbym dalej 10 letnim autem bo na lepsze nie było by mnie stać…. A prawda jest taka że za lojalność mieszkania nie kupie, a jak rynek się odwróci za 10 lat to każdy mi powie Czemu nie wykorzystałeś szansy jak była… teraz już przepadło i pracuj co 67 roku życia jak nie umiałeś zarobić wtedy kiedy byłeś młody i nie miałeś zobowiązań mogłeś zmieniać, ryzykować…

    • Ja raz poszedłem po podwyżkę o 33% (na łapę) bez oferty i szantażu i dostałem, ale biorąc pod uwagę stawkę początkową i zakres obowiązków/inicjatywę to mi się zdecydowanie należało

  24. Żeby oczekiwać lojalności najpierw trzeba ją zbudować… a praktycznie żaden mój pracodawca nie dbało o to, HR tym bardziej myśli, że jak zorganizuje najebkę działową raz na rok to już zajebiście jest…
    np. takie głupie ale bardzo wiążące dev team wspólne obiady jeśli jest leader który organizuje zamawia woła wszystkich etc… wywiązuje się fajna relacja i ludzie się przywiązują nawet nie do pracy do teamu i to wystarcza żeby przestali aktywnie rozglądać się za pracą… ponieważ przestają chodzić do pracy oni chodzą spotkać się z kumplami…

    można by wiele wymieniać prostych inicjatyw, które działają, ale o tym nikt nie napisze tylko żale o brak lojalności której nigdy nie było ponieważ nikt nie próbował jej zbudować….

    • tomaszk-poz on

      To ja jestem jakiś nienormalny, kiedy zostałem przyjęty pierwszy raz pojechałem na imprezę integracyjną i to był mój ostatni raz, przez kolejne 14 lat nie byłem ani razu. Nie rozumiem idei dodatkowych spotkań, napiszę szczerze – jak te same twarze oglądałem 242 dni w roku (urlop brałem lub nie) to naprawdę nie byłoby dobrym pomysłem chodzenie na obiadki. Żeby nie było – zespół był zgrany, niejednokrotnie leżeliśmy pod stołem ze śmiechu. Ba, nawet był pomysł, aby sekretarkę potraktować helem z balonu, ale za bardzo się rzucała. Ale dodatkowe wyjazdy i spotkania z prezesem w pubie – co to to nie.
      Po tych 15 latach wiem jedno – zadnych cyrków integracyjnych, jestem na to za stary, ludzie mogą być fajni, ale kasa musi się zgadzać.

  25. Nie wiem czemu się tak tego multisporta uczepiliście. Jak się z niego aktywnie korzysta to w moim przypadku około 300 plnów zostaje w kieszeni. Co dla kogoś kto zarabia 3000 netto już jest dosyć pokaźną kwotą, a zakładam że tę akcję zrobił ktoś na poziomie juniora wczesnego regulara.

    Kolejne moje spostrzeżenie już na podstawie komentarzy wielu komentujących uważa że interes pracowników nie idzie w parze z interesem pracodawcy. Opisują swoją wypłatę coś jak uciążliwe koszty, podatki po stronie firmy. Gdy wg mnie programista to moja maszyna dzięki której mogę zarobić, stąd mój wniosek że każdy rozsądny pracodawca będzie o maszynę dbał i w nią inwestował by przynosiła jak największy zysk. Dlatego w interesie oby stron jest ciągły rozwój i inwestowanie, ja jako klepacz rozwijam swoje umiejętności by mieć większą wypłatę, pracodawca wkłada pieniądze w maszynę bo ta generuje coraz większy zysk. Myślenie w kategorii ja vs on raczej nie przynosi nikomu takiej korzyści jak wspólne cele.

  26. Trzeba sobie odpowiedzieć na jedno pytanie, po co pracujesz, rodziny nie masz, chcesz żeby cię wszyscy lubili czy co, a może bo koledzy itp.. Sęk w tym, że jak przyjdzie co do czego to każdy i tak patrzy tylko na swoje 4 litery. To jest praca a nie wielka rodzina w której mamy być szczęśliwi. Mam rodzinę i dzieci na utrzymaniu, to o nich muszę zadbać a nie o to czy koledzy będą mnie lubić albo czy szef nie będzie oburzony bo chcę więcej pieniędzy za swoją pracę. Nie miejcie złudzeń, firma działa w oparciu o bardzo prosty rachunek zysków i strat, jak będzie mieć kłopoty itp. to zwolni was bez najmniejszego mrugnięcia, bo tak działa rynek. A koledzy ?, też coś dopiero jak odejdziesz z danej firmy to jeżeli po roku czy dwóch dalej utrzymujesz z kimś kontakt to możesz powiedzieć, że to faktycznie twój kolega, a nie tylko osobą z którą pracujesz. Do tego dochodzi mentalność w polskich firmach, co z tego że na tobie firma może zarabiać 100 tys miesięcznie, a jak ma tobie dać cokolwiek więcej to zaraz oburzenie, że i tak dużo zarabiasz. I to jest właśnie ta pieprzona mentalność psa ogrodnika. Sam nie zarobi i innemu też nie da. Jak szukacie w pracy zrozumienia i rodziny to może powinniście pójść do psychoanalityka bo najwyraźniej macie jakiś problem. Praca ma zapewnić godziwe utrzymanie oraz realizację moich marzeń i mojej rodziny, jeżeli tego nie zapewnia to znajdę taką która mi na to pozwoli czy się to komuś spodoba czy nie, a te wszystkie buńczuczne hasła, młody dynamiczny zespół, nauczysz się czegoś nowego i będziesz miał zarąbisty wpis w CV itp. ta jasne takie dyrdymały to sprzedawajcie ludziom po studiach. Jesteśmy pracownikami a nie niewolnikami i za naszą pracę należy się zapłata, a cała reszta w postaci jakiś piłkarzyków, multisportów itp. to możecie sobie wsadzic w … Jak będzie godziwa płaca to sam sobie wykupie to na co będę mieć ochotę czy to będzie basen, siłownia czy narty w Szwajcarii, ale to będzie moja decyzja a nie wielka łaska szefa bo wykupił pracownikom multisport i czego ta szara masa jeszcze śmie chcieć przecież mają kawę, multi i raz w miesiącu pizza, wow na prawdę coś co zatrzyma mnie w firmie.

  27. szczerze to nie ma lojalności w IT i wcale mnie to nie dziwi. Rynek się tak dynamicznie zmienia, kwoty tak dynamicznie rosną w górę, jest taki niedobór pracowników, że nie ma mowy o lojalności. Fakt, nam devom przez to się troche w dupach poprzewracało, ale tak jest.

    LinkedIn jest najlepszym dowodem, na mojej tablicy dziennie pojawia się pewnie ok 20 ogłoszeń, tygodniowo otrzymuję 4-7 ofert pracy w wiadomościach wraz widełkami i technologiami. Devów zawsze jarały nowe technologie, każdy front-end chciałbym grzebać w jakims angularze, reactcie czy innym meteorze, niestety realia w miejscach pracy gdzie projekt zaczął się powiedzmy 7 lat temu są takie, że nie raz trzeba pisać html inline, jest burdel w kodzie a nowoczesnych technologiach mozna pomarzyc…. i wtedy jak masz zly dzien, lamiesz sie dostajesz ofertę pracy z idealnym stackiem, o ktorym marzysz ze w nim pracować i podwyżkę z 7k na 10k, jeszcze atmosfera startupu… co robisz????

    Ja wiem, że punktu widzenia inwestora w projekt czy osoby zarzadzającej to nic pozytywnego i bedzie psioczył, ale dla deva to tylko rozwój.

  28. Przeczytałem sporo komentarzy i powiem tak:

    Jak wiele rzeczy w życiu, to kwestia złotego środka. Zmiana pracy w środku projektu/tuż przed deadlinem jest słaba, nawet jeśli okres wypowiedzenia się zgadza.
    Sam przy zmianie pracy mając do wyboru 2 terminy projektów wybrałem późniejszy, żeby skończyć, to co zacząłem w firmie.

    Jeśli ktoś zaś ma jakąś wyjątkową sytuację (teraz, albo nigdy, super oferta) to moim zdaniem trzeba zakasać rękawy i przy wypowiedzeniu powiedzieć (“słuchaj, po godzinach, w weekendy ogarnę, jak najwięcej, aż kogoś do tego znajdziesz” albo chociaż “w razie jakichkolwiek pytań, dzwońcie, to zaloguje się z domu i ogarnę”)

    Co zaś do obrony pracodawców, to większość zarządza programistami dość słabo (przynajmniej CI, z którymi miałem kontakt):
    Brak Pair Programming
    Jedna osoba ogarniająca ważne części systemów
    Brak gratyfikacji za skończenie projektów, które trwają X lat.
    Brak doceniania pracownika (IMO jak ktoś przyjdzie i powie “słuchaj, klient jest zajebiście zadowolony z Twojej pracy i ja też” to na pewno nie zachęci do odejścia)

    Pamiętajmy dodatkowo, że zmiana praca to “zmiana”, a zmiany same w sobie są często dobre. Nowi ludzie, nowe wyzwania, nowe motywacje. Mi np zawsze daje to dużego kopa.

  29. Mam wrażenie, że autor nie ma wypracowanego zdrowego podejścia work-life balance. Uważam, że najzdrowszym podejściem jest właśnie rozgraniczenie pracy od życia prywatnego/rodzinnego i nie mieszanie żadnej części jednego z drugim. Przychodzisz do pracy – zostawisz problemy, rodzinę, przyjaciół za drzwiami firmy. Do firmy przychodzisz na 8h (10,12?) po to żeby zrobić rzecz ‘X’ i dostać za nią zapłatę ‘Y’. Po tych 8h (10,12?) wychodzisz z pracy i wracasz do swojego życia. Nie interesuje Cię czy firma się wali/pali czy co się w niej dzieje. Bo w dniu dzisiejszym zamknąłeś ten temat i wrócisz tam dopiero jutro. Kto się tego nie nauczy, to wcześniej czy później zwariuje, albo doprowadzi do chorej sytuacji jak opisywana w artykule, gdzie masz jakiekolwiek skrupuły żeby poprosić o podwyżkę lub zmienić pracę… Szczerze nie pojmuję :)
    Czy Twój pracodawca będzie miał jakiekolwiek skrupuły zwolnić Cię grupowo? Wątpię… Powieka mu nie drgnie gdy przyjdą cięcia i będzie musiał Cię zwolnić. Czy drgnie mu powieka jak będzie Ci musiał obciąć pensję/premie? Wątpię… Czy Twojego pracodawcę będzie interesować, że właśnie masz problemy rodzinne? Że właśnie zwolnili Ci żonę i jesteś jedynym żywicielem rodziny? No proszę Cię, nie żartuj… A uwierz mi że nie jedną korporację w swoim życiu przeszedłem i nie raz widziałem podobne akcje. Na czym zależy pracodawcy? Na tym, żeby Cię usidlić na jak najdłuższy czas. Na tym, żeby Cię przywiązać do firmy poprzez: spotkania firmowe, pakiety multisport, telefony służbowe bez limitów na połączenia prywatne etc. A najlepiej gdyby jeszcze do pracy ściągnąć Twoją żonę i żebyście wzięli kredyt na mieszkanie/dom. Wtedy pracodawca jest w raju. Trzyma Cię w szachu, może Cie zwolnić z dnia na dzień, może Ci obciąć pensję a Ty i tak nic nie zrobisz bo jesteście uwiązani. Jeśli tego chcesz proszę bardzo :)
    Ja natomiast uważam, że relacja powinna wyglądać w obie strony tak samo. Pracodawca nie ma skrupułów – więc ja również. On mnie zwalnia z dnia na dzień – ja również rzucam wypowiedzenie z dnia na dzień najlepiej w ostatnim dniu miesiąca. On na rozmowie kwalifikacyjnej obciął kwotę o 1000zł w stosunku do oczekiwanej – ja za 1000zł zmieniam pracę na konkurencję. Prosty i czysty układ.
    Jeśli autor ma złudzenia, że dla pracodawcy coś znaczy, to współczuję. Uwierz mi że jak przyjdą młodsi, sprawniejsi, lepsi i tańsi to wylecisz z hukiem i nikogo nie będzie interesować Twoja wcześniejsza lojalność. Business is business :) No chyba, że komuś nadal wydaje się, że do pracy chodzi się dla atmosfery i kolegów… Otóż nie. Do pracy chodzi się zarabiać pieniądze. W pracy nie ma kolegów – są procedury i znajome twarze.
    Poza tym mądry pracodawca zaproponuje stawkę wyższą niż rynkowa zanim konkurencja przyjdzie z ofertą. Jeśli ktoś jest skąpcem i woli płacić poniżej rynku to niech potem płacze, że mu ludzie odeszli. Tyle w temacie ode mnie.

    • Nie do końca się zgodzę. Obu moich poprzednich szefów w ludzkich sytuacjach zachowywało się ludzko. Jak mój kolega miał problemy zdrowotne, to szef zaoferował mu pożyczkę bezprocentową, żeby mógł stanąć na nogi.

      W wielu branżach to pewnie tak działa, ale w IT młodsi, sprawniejsi i lepsi muszą jeszcze ogarnąć system, a jednak ktoś, kto siedzi w nim 2 lata jest z nim o wiele bardziej obeznany, co działa na jego korzyść

  30. Żenujący poziom tego wpisu na blogu. Rozpoczynając od przekeństw i wulgarnego języka, kończąc na parafrazach rodem z Mario Puzo.

  31. Pingback: Przegląd mediów – luty #2 | Blog rekrutacyjny GoldenLine.pl

  32. Pingback: Czy IT śmierdzi? | devstyle | Maciej Aniserowicz

  33. Każdy jest inny. Każdy ma inne potrzeby i inne cele. U podstaw każdej relacji ludzkiej ma być wzajemny szacunek i uczciwość. Jest wielu “pracowników” którzy psują rynek, ale też wielu pracodawców, którzy robią dokładnie to samo. Jednych i drugich trudno nauczyć uczciwego dzielenia się. Pracownik dzieli się z pracodawcą swoją pracą, a pracodawca tym co na niej zarobił. Zawsze bawią mnie w ogłoszeniach dodatkowe benefity w stylu telefon, mulisport, 2 monitory 24″, biuro w centrum, a zapomniałem o kawie i sokach 2x w tygodniu ;) Problemy pracowników wynikają tylko i wyłącznie z kiepskiej kadry menedżerskiej i unikania przez nią podejmowania decyzji. W wielu przypadkach związane jest to z brakiem doświadczenia lub predyspozycji.

  34. Pingback: KoziołekWeb » Blog Archive » Bieda śmierdzi