Relacja z Programistok 2015

7

Pierwsza w pełni “community-driven” polska konferencja, zrealizowana wspólnie siłami czterech grup programistycznych (sic!), dobiegła końca. I smutno z tego powodu, i wesoło zarazem. Było to pierwsze tej skali wydarzenie, w które się osobiście zaangażowałem. W pełni obiektywny prawdopodobnie być nie mogę, ale milczeć – również nie :).

Gdy rodził się pomysł Programistoku, bo o nim oczywiście mowa, byłem bardzo ciekaw co z tego wyjdzie. Nigdy wcześniej w naszym Białymstoku nie było takiej imprezy… Zastanawiałem się: dlaczego? Czy “się nie da”? I napięcie rosło coraz to bardziej i bardziej. Najbardziej podekscytowany byłem chyba na DevDay. No bo jak to: w Krakowie, na drugim końcu Polski, ludzie z innych miast żegnają się słowami “to do zobaczenia w Białymstoku”! Coś niesamowitego, serce mi płynęło jak żurawinowy kamembert po żeliwnej patelni.

I jak wyszło? Bez ogródek powiem: wyszło super!

Pamiętacie jak narzekałem na poziom prezentacji na różnych konferencjach? U nas oczywiście nie mogło być idealnie, ale moim skromnym zdaniem, po wyciągnięciu średniej ze wszystkich wystąpień, sama zawartość merytoryczna konferencji była w pełni satysfakcjonująca. Tomasz Kopacz, człowiek-legenda z polskiego Microsoftu, pokazał co w IoT piszczy, demonstrując przy tym masę gadżetów. Po nim Andrzej Krzywda, niekwestionowany lider polskiej społeczności Ruby, tłumaczył co to jest DDD i dlaczego warto się tym zainteresować w kontekście legacy-code. Pięknie opisał też frameworki jako “narzędzia celujące w usprawnienie pierwszych tygodni trwania projektu”, sugerując jak najrychlejszą ucieczkę od nich gdy tylko system zaczyna się choć trochę bardziej rozwijać. Następnie Norbert Wójtowicz przekonywał, że “CRUD is dead”, dając jedną z najlepszych prezentacji jakie widziałem przez ostatnie lata – koniecznie obejrzyjcie gdy tylko nagranie pojawi się online. Według agendy po lunchu miał wystąpić Jakub Gutkowski, którego niestety rozłożyła choroba. Na scenę wkroczył więc nasz “backup spekaer”, Hubert Łępicki, przedstawiając Elixir. Po nim Paweł Żmiejko poopowiadał o sztucznej inteligencji, wywołując według moich obserwacji największe korytarzowe dyskusje wśród uczestników. Ta prezentacja spowodowała też jedyny zgrzyt w trakcie całej konferencji, gdzie Q&A przebiegło w dość niekonwencjonalny i trochę obcesowy sposób (nie z winy prelegenta bynajmniej), ale spuśćmy na to zasłonę milczenia licząc, że więcej się to na żadnej konferencji nie powtórzy. Całość zamykał Łukasz Pełszyński z intrygującym talkiem “Jak pisać, żeby nie testować?”, chociaż akurat do tego wystąpienia miałbym zastrzeżenia – za dużo rzeczy w za krótkim czasie i całość nie do końca spełniła złożoną w tytule obietnicę.

Część merytoryczną świetnie uzupełnił slot “lightning talks”, czyli kilkuminutowych prezentacji “dowolnych osób na dowolne tematy”. Różnił się on od innych znanych mi “błyskawicznych wystąpień” tym, że zapisy rozpoczęły się w dniu konferencji, a nie wcześniej. Przyznam, że byłem do pomysłu (wrzuconego o ile pamiętam przez reprezentantów naszych białostockich grup Ruby i Pythona) dość sceptycznie nastawiony. A wypaliło po prostu znakomicie! W tak krótkim czasie zobaczyliśmy m.in. kilka sztuczek w Gicie, posłuchaliśmy o CoderDojo i kilku innych ciekawych rzeczach, a jako bonus nasz lokalny Kamil KSM, wielokrotny sponsor #bstoknet (miał w zwyczaju przynosić na spotkanie dwie flaszki johny’ego walkera i chętnie się nimi dzielił :) ) w bardzo zabawny sposób opowiedział “kilka słów o sobie” – ale tego się w tekście przekazać nie da, śmiech na sali w każdym razie brzmiał głośniej niż na występie niejednego kabaretu. Najbardziej ujął wszystkich jednak Chrystian, śpiewając na scenie piosenkę z westernu Rio Bravo. Gdzie coś takiego można zobaczyć? Nigdzie, tylko u nas :).

Update: nagranie śpiewu pojawiło się już na Youtube!

Mieliśmy nawet “dedykowanego konferansjera”, który z gracją poruszając się po scenie spinał wszystko w całość. Brawo JJ! :)

I teraz, przypominając sobie przebieg dnia, nie zauważam momentu, który uważałbym za zmarnowany. A nierzadko siedząc na wielu prezentacjach na innych wydarzeniach miałem w głowie myśl: “tracę czas”. Nie wiem czy to dlatego, że to w pewnej niewielkiej części również moja inicjatywa, czy też tak było faktycznie. Co prawda usłyszałem wieczorem od jednej osoby feedback “to najgorsza konferencja w moim życiu”, ale ja – i wszyscy pozostali rozmówcy – jestem zadowolony. Według niektórych (thx @orientman:) ) był to Zajebistok, a nie Programistok.

Nie brakowało też geekowskich smaczków. Konferencję rozpoczęliśmy dzień wcześniej w EXP Barze, gdzie można było ponaparzać w planszówki, Fifę czy inne Street Fightery, słuchając prezentacji Leszka Kobusa o Sassie. A w międzyczasie odwiedzić legendarną Wodopojkę, o której nawet Graham Masterton pisał :). Co prawda wizyta w niej może skończyć się tragicznie, no ale… Dzięki takim atrakcjom before-party trwało sobie w najlepsze do późnych godzin porannych.

Na miejscu konferencji (Wydział Elektryczny Politechniki Białostockiej) na uczestników czekała jedna z najlepszych atrakcji jakie można sobie wyobrazić. Maciej Korsan, wspomagający organizację imprezy, został chyba dotknięty przez samego Stwórcę, gdy podczas burzy mózgów z Mateuszem (drugim zresztą geniuszem w ekipie) w jego głowie zakiełkował pomysł… “Nerd roomu”. Czy ktoś jeszcze nie widział tego na Twitterze czy Facebooku? To zobaczcie:

Oto tabliczka, która sobie stała:

clip_image001.png

A obok niej stolik z akcesoriami:

clip_image002.jpg

Nieopodal sprytnie skonstruowana budka fotograficzna, która cykała foty wszystkim chętnym i automatycznie wrzucała na fejsa. A chętni wyglądali na przykład tak (dzień przed konferencją, podczas przygotowywań):

clip_image003.jpg

Albo tak (tak, i ja tu jestem!):

clip_image004.jpg

A była też i w 100% kobieca reprezentacja:

clip_image005.jpg

W sumie takich fotek jest ponad 50, wszystkie do obejrzenia na Programistokowym albumie. Po prostu miazga, masakra, i świat czegoś tak zajebistego jeszcze nie widział. I długo nie zobaczy.

Ale to nie koniec!

Były koszulki z pięknym tekstem:

clip_image006.jpg

Były arcyprzydatne akcesoria w giftbagu:

clip_image007.jpg

I zabawne tatuaże, gdzie z kilkunastu wzorów moje ulubione to:

clip_image008.png

clip_image009.png

clip_image010.png

Na afterparty także nie zabrakło ciekawych motywów. Czy to nie jest wystarczający komentarz? :)

clip_image011.png

Na ścianie leciał StarCraft, Quake, a nawet Contra. W trakcie pojawił się konkurs na zgadywanie muzyczek z gier. Na parkiecie bawiła się cała masa osób: z “klubowych statystyk” wynika, że zjawiło się tam około 200 uczestników i uczestniczek, czyli, jak by nie liczyć, ponad 2/3 widowni! Słyszałem nawet uwagi, że to był najlepszy pokonferencyjny after ever (chociaż ja po “najlepszym przedkonferencyjnym biforze” nie w pełni mogłem tego doświadczyć, IYKWIM :)).

A raczyć mogliśmy się między innymi drinkami z pięknego menu:

clip_image012.jpg

Robert wpadł nawet na genialny pomysł uzupełnienia go:

clip_image013.jpg

I to pewnie nawet nie wszystko, pewnie coś mi umknęło, uciekło…

Tam po prostu trzeba było BYĆ, żeby poczuć ten klimat.

Ogromne gratulacje i podziękowania dla całego grona Organizatorów. Jesteście super! Ze swojej strony – mogę jedynie żałować, że w tak niewielkim stopniu byłem w stanie wspomóc cały proces przygotowywania tego wydarzenia. Byłem obecny na pierwszych spotkaniach, gdzie rodziła się wizja konferencji, a później inne obowiązki niestety trochę mnie od tematu odciągnęły. Zatem zdania jakie można było usłyszeć choćby na DevDay w stylu “(…) Programistok organizowany przez Procenta (…)” są BARDZO mocno przesadzone. Coś tam zrobiłem, włączyłem się w promocję, lecz większość mrówczej pracy (a aż sami się zdziwiliśmy ile jest roboty przy organizacji konferencji, OMG) obserwowałem sobie z boku przygotowując szkolenia, robiąc redesign bloga czy nagrywając DevTalka. Ale i tak dumny jestem, że mogłem nosić plakietkę z napisem “Organizator”. Dzięki temu poznałem grupę niesamowicie pozytywnych ludzi, którzy chcą i potrafią ZGODNIE DZIAŁAĆ. Realizować wspólny, piękny cel. Nie tylko dotnetowcy są fajni! ;)

Dziękuję również wszystkim “przyjezdnym”, znajomym i nieznajomym, którzy przybyli do nas z całej Polski. Już podróż z Warszawy do Białegostoku do przyjemnych nie należy (lotniska nie mamy, pociągi nie dojeżdżają a droga jest w remoncie, rozkopana). A co tu dopiero mówić o Łodzi, Krakowie, Wrocławiu, Zielonej Górze czy Poznaniu! A mimo to mieliśmy godną reprezentację z wszystkich regionów Polski. Według niektórych był to nawet koniec świata, ale wiecie jak to jest w końcami: zależy z której strony patrzeć;).

Nieprzyjezdnym też dziękuję, ale mieszkać w Białymstoku i nie przyjść to aż nie wypada :).

I zamykamy ten pierwszy rozdział. Tym samym kończę dokładać kolejny podmuch do burzy, jaką udało się wokół Programistoku (i Białegostoku) w miniony weekend uczynić. Dzisiaj nawet dostałem wiadomość, że internet huczał o nas. HUCZAŁ!

I wiecie co? Obserwujcie Programistok na Fejsie i na Twitterze, bo zaprawdę powiadam Wam: szykujcie się, za rok zahuczy ponownie. Jeszcze mocniej, jeszcze bardziej, jeszcze głośniej. Będzie się działo. Pierwsze kamyczki na naszym kochanym, dziewiczym pod tym względem, wybiedzonym białym stoku już ruszyliśmy, trąciliśmy… a za nimi podąży lawina. Gotujcie futra, czapki i szaliki. Podpijajcie wodę spod kiszonych ogórków. Szydełkujcie nerdowskie swetry. Programistok is coming. Do zobaczenia za rok. Bo “DLA NAS SIĘ TO PODOBA”!

HOWGH, rzekłem. Niech DEV będzie z Wami!

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

7 Comments

  1. Ja jako przyjezdny z Wawy potwierdzam super atmosferę i elegenackie przygotowanie. Od ludzkiej strony to wyobraźcie sobie fure kanapek, herbaty, kawy, słodyczy, ciast i porządnego obiadu za zupełną darmochę :) Od strony merytorycznej to duzo ciekawych rzeczy w wystapieniach. Dla mnie tez był to Zajebistok :)
    P.S.
    Wracając do Paweła Żmiejko, to ten człowiek robiacy zdjęcia i potem popełniający te nieszczęśliwe wymądrzania to kto to był? Jakiś wykładowca z politechniki?

      • Nie podważam jego wiedzy, ale chodzi mi o sposób w jaki się nią podzielił nie szanując Pawła przekazu.

  2. Fajne podsumowanie, szczególnie aftera, na którym nie byłem z powodu powrotu do Wawy. Zgodzę się, że atmosfera była tym co spowodowało, że Programistok był bardzo wyjątkowym wydarzeniem. Mam nadzieję, że za rok uda się utrzymać ten niepowtarzalny klimat. W moim odczuciu nieco gorzej było z samymi sesjami. Tylko jedna czy dwie naprawdę mi sie podobały. No ale musi być w czymś miejsce na poprawę, a wszystko inne było naprawdę rewelacyjne! Atmosfera, gift bag z koszulką, jedzenie, foto-stolik, lokalizacja i świeże podlaskie powietrze ;)

Newsletter: devstyle weekly!
Dołącz do 1000 programistów!
  Zero spamu. Tylko ciekawe treści.
Dzięki za zaufanie!
Do przeczytania w najbliższy piątek!
Niech DEV będzie z Tobą!