Doroczne zezowanie 2014/2015

7

An atheist, a vegan, and a crossfitter walk into a bar… I only know because they told everyone within two minutes.

Spokojnie, nie jestem żadnym z nich. Ale poniższy tekst jest, jak by nie było, o moim życiu.

Drogi Pami…

Z niezwykłą regularnością co roku przychodzi czas gadania o tym co było i zastanawiania się “co będzie”. I u mnie, jak co roku, nie może tego zabraknąć! Nie zabrakło go jeszcze ani razu i z nostalgią oraz satysfakcją przebrnąłem niedawno przez wszystkie swoje między-roczne posty zebrane w kategorii “Podsumowania”.

No to jadziem!

2014 – the good

Dobrych rzeczy jak zwykle było więcej niż złych. W pierwszym poście ubiegłego roku (“Co było w przeszłości (2013), co będzie w przyszłości (2014)“) postanowiłem sobie, że żadnych postanowień nie czynię. Co z tego wyszło? Gdy robiłem zestawienie wszystkiego, co udało mi się w 2014 osiągnąć, to aż sam się dziwię, że wszystko to przyszło… samo. Bez żadnych self-zobowiązań. Wynika z tego, że noworoczne postanowienia są bez sensu.

Najważniejszym elementem “nieprywatnym” umarłego niedawno roku był rozwój mojej kariery prelegenckiej. Można chyba powiedzieć, że starałem się być najpierw speakerem, a dopiero potem blogerem. Występowałem aż 13 razy na grupach i konferencjach, odwiedziłem 8 miast i internet i… dało mi to masę frajdy (i napisali o mnie – chociaż oczywiście nie tylko o mnie ;) – w ComputerWorldzie!). Dzięki za to, że przychodzicie na moje wystąpienia. I za to, że potem zostajecie, żeby pogadać. Widok pełnej sali czy ludzi siedzących na podłodze albo stojących przy ścianach z powodu braku miejsc siedzących to coś, co niesamowicie napędza. Dla takiego uczucia warto to robić! I… robię dalej, dwa wystąpienia na 2015 mam już “zabukowane”, a kolejne są prawdopodobnie w drodze.

Samo występowanie jednak mi nie wystarczyło, więc prawie równo rok temu zostałem jednym z liderów Białostockiej Grupy .NET. Co prawda na szczęście większość prac organizacyjnych nie należy do moich obowiązków, mam za to wdzięczne i przyjemne zadanie: ściągnięcie do nas superanckich prelegentów! Do tej pory udaje się to bardzo dobrze i nasza grupa rozwija się świetnie. Każde spotkanie jest wyjątkowe, o czym możecie przekonać się śledząc nas na Twitterze: @bstoknet. Albo zgłaszając się do mnie z chęcią przyjazdu do pięknego Białegostoku w roli spikera, zapraszamy :).

To jednak także nie wszystko… Jak dobrze wiecie, udało mi się odpalić coś, na co chrapkę miałem od przynajmniej dwóch lat, czyli: jedyny polski programistyczny podcast: DevTalk. Przyjęcie przez Was tego pomysłu było tak niesamowite, że aż chce się nagrywać, nagrywać, nagrywać… Do tej pory audycję przesłuchano około 2000 (dwa tysiące!) razy, co jest wynikiem bardzo mocno przekraczającym moje pierwotne oczekiwania. Awesome! Takiej satysfakcji nie czułem już dawno, z żadnego powodu. Tym samym jeszcze raz dziękuję Rafałowi za świetne logo i banner oraz Krzyśkowi za pomoc przy montażu audio.

Oczywiście gorąco zapraszam do słuchania i komentowania, to w końcu Programistyczny Głos w Twoim Domu! :) Zachęcam również do polubienia DevTalkowego fanpage (https://www.facebook.com/devtalkpl) oraz dołączenia do “śledzi” na Twitterze (@devtalkpl). Kto wie, może dzięki Waszym klikom uda się znaleźć sponsora tej inicjatywy, co zaowocuje jej dynamicznym rozwojem?

I to też nie koniec. Bycie tatą naszej dwuletniej Moniki zainspirowało mnie od spróbowania swoich sił w tak zwanym “parentingu”: przez kilka tygodni tworzyłem blog PerspektywaTaty.pl, a później odpaliłem “miejsce numer jeden dla całego polskiego parentingu” ;), czyli portal parentingowe.pl. O tym pisałem już jednak w poście “blitz-startup“, więc nie będę się dalej powtarzał. Kilka miesięcy później napisać mogę tyle: na chwilę obecną blog nie żyje, ale na fejsika (https://www.facebook.com/perspektywa.taty) wrzucam czasem rozwalające numery wykręcane przez Monikę, co z jakiegoś powodu skutkuje ciągłym wzrostem “lajków”. A portal: żyje, ma się dobrze, i może za jakiś czas zechce mi się nawet znowu coś przy nim porobić. A potem go sprzedać i tarzać się w basenie wypełnionym ełrami, hłehłehłe!

Do tego doszło kilka mniejszych rzeczy: byłem recenzentem książki Łukasza, napisałem artykuł do papierowego magazynu Programista, po raz ósmy dostałem od MSu tytuł MVP, i… i nie wiem, może coś jeszcze :).

I w końcu: blog. Blog, blog, blog… Miejsce, które niedługo obchodzić będzie już siódme urodziny. “Do szkoły trzeba by cię chyba posłać”, jak to rzekł Franc Maurer do Andżeliki Wenc w “Psach”.

Najpierw kilka numerków do porównania z rokiem ubiegłym:

  • postów: 57
  • odwiedziny: 164,741 (wzrost o ~20%)
  • unikalni użytkownicy: 92 496 (wzrost o ~30%)
  • odsłony: 289,610 (wzrost o ~15%)
  • subskrypcje Twitter: 960 (wzrost o 240)
  • lajki na fejsie“: 809 (wzrost o prawie 100%)
  • subskrypcje RSS: Google, ubijając Readera, zabił RSS, więc już na to nie patrzę (feedburner rok temu pokazywał ponad 1000 a teraz pokazuje 200, co – zważywszy na wszystkie inne numerki – przestało być miarodajne)

Wszystkie staty nadal rosną, niektóre nawet dość mocno. Fajnie że mimo przestojów (o których zaraz) nadal tyle osób tu zagląda, czyta i komentuje. Drzwi rozwieram i serdecznie witam z uśmiechem na ryju oraz chlebem i kielonem w rencach!

Widzicie prawdopodobnie jednak pewną zmianę: mniej jest postów czysto technicznych, a więcej społecznościowych bądź… “refleksyjnych”. Chyba tak zostanie. Technikalia można znaleźć w bardzo wielu miejscach, podczas gdy o “miękkie/luźne” teksty… trochę ciężej. Dają mi też one więcej radochy.

Prywatnie natomiast, jak można się domyślać, rok minął pod znakiem Moniki. Z dnia na dzień cały ten rodzicielski ambaras podoba mi się coraz bardziej.

Udało mi się też spełnić moje wieloletnie marzenie: mam motocykl! Co prawda tylko 125ccm, ale co tam. I tak przez jakiś czas było zajebiście…

2014 – the bad

Przez jakiś czas, bo wystarczyły mi 3 tygodnie motocyklowania się żeby wylądować z nogą w gipsie. Od upadku minęły już ponad 4 miesiąca a ja nadal kuśtykam. Poruszać mogę się praktycznie tylko w dwóch wymiarach, bo schody dłuższe niż kilka stopni to przeszkoda prawie nie do pokonania. No ale cóż… Od dość dawna myślałem o sobie jako o nieidiocie, ale czasem każdemu się zdarza zrobić coś naprawdę głupiego, jak na przykład kupić motocykl i odpowiednie ubranie ochronne a potem, nie umiejąc za bardzo jeździć, nie nałożyć “tylko ten jeden raz bo przecież zaraz wracam” spodni z ochraniaczami. Los nie mógł nie skorzystać z szansy do pokazania mi faka i właśnie tym jednym razem zaliczyłem glebę. Cóż, moja wina.

Ale to akurat najmniejsza sprawa. Tabletkami, rehabilitacją czy też operacją nogę się w końcu jakoś wyleczy. Co mnie martwi bardziej to… “kryzysy”. Kryzysy “społecznościowo”/blogowo/zawodowo/prywatne. Nie wiem nawet jak to nazwać.

Zwykle raz w roku czułem kompletną niemoc robienia czegokolwiek (niedawno opisałem to jako “develtschmerz“). A w 2014 coś podobnego miało miejsce więcej razy.

Kiedyś mogłem spać 4 godziny w ciągu doby przez dłuższy czas. Teraz zrobię sobie taki prezent dwie noce pod rząd i mam zafundowany tydzień wyjęty z życia bo dochodzę do siebie.

Starość? Albo dojrzałość przechodząca powoli w długotrwały proces gnicia? Może przemęczenie? Nie wiem. Wiem, że wielokrotnie chciałem w tym roku po prostu rzucić wszystko w cholerę. Wszystko co robię, a czego robić nie muszę. A potem przychodziły nowe siły i robiłem coś kolejnego. A potem znowu dołek. A potem znowu euforia, zapał. A potem znowu deprecha. I tak w kółko. Dziwne. Może po prostu za dużo tego wszystkiego…

Od ponad roku loguję (na Toggl) wszystko co robię. Czyli pisanie postów, przygotowywanie wystąpień, nagrywanie podcasta etc… Do tego dodaję urlopy wzięte na wyjazdy “prelegenckie”. Do tego dorzucam romans parentingowy. Oraz jakieś inne pomniejsze rzeczy. Po zsumowaniu wychodzi kilkaset godzin w ciągu roku. Zaczęły dręczyć mnie myśli, że gdybym te kilkaset godzin poświęcił na zwykłe, przyziemne klepanie kasy to bym spłacił sporą część kredytu. Albo mógłbym w tym czasie przejść wiele gier na komputerze, nie musząc kombinować “kolejną mapę w Heroes 3 przejdę sobie za dwa miesiące”. Albo porobić cokolwiek innego. Na razie wymyśliłem dwa rozwiązania… Jakikolwiek sposób monetyzacji całego tego zamieszania (wspomniany sponsoring DevTalka?) być może zdusi takie durne myśli, zobaczymy. Albo reorganizacja sposobu/trybu pracy tak, aby w jakiś sposób wykraść z życia trochę dodatkowego czasu na “rzeczy inne”. Okaże się co z tego wyjdzie, na razie jeszcze jestem w tak zwanym “limbo”.

2015 – the future

Zgodnie z tym co napisałem wyżej: nie ma sensu robić sztucznych planów. One i tak biorą w łeb, przy okazji generując zbędny stres. Co ma być to będzie. Na razie refleksję mam taką: plany i pomysły urodzą się same. Wystarczy mieć w miarę bezstresowe życie, czyste sumienie i poukładane wszystko w głowie oraz notatkach. Głęboka myśl, co nie? Będę ją rozwijał przygotowując nowy talk “GMD – Getting More Done” :).

Na pewno MUSZĘ zrobić jedną rzecz: wyleczyć nogę. Zaraz koniec zimy i początek kolejnego sezonu motocyklowego, wypada do tej pory być znowu całkowicie sprawnym!

Miło by było za rok napisać tak wiele dobrego o roku 2015, jak teraz to robię o roku 2014, jednocześnie pozbywając się tych okropnych epizodów “frustracji i niemocy”. Nie powiem zatem, że chcę “tego samego, tylko więcej i mocniej”. Chcę raczej “tego samego, tylko spokojniej”. Muszę nauczyć się mądrzej inwestować czas i siły, bo jak się okazało – nie są to zasoby niewyczerpane. Nie chcę więcej słyszeć głosu ze StarCrafta: “Not enough minerals!”.

Tak czy siak: nie mogę się doczekać wszystkiego co kryje się tam, w przyszłości. Bo musi być dobrze i… przełomowo. Jak nie teraz to kiedy?

Dzięki Wam, całej Społeczności, za Waszą obecność i aktywność. W ciągu minionych kilkunastu miesięcy udało mi się poznać baaardzo wiele fajnych osób i – ale się porobiło! – mam nadzieję, że nachodzące miesiące nie będą pod tym względem gorsze. Bo jesteście spoko. I ja jestem spoko. Więc chodźmy na bro:).

Do zobaczenia, przeczytania, usłyszenia, gdzieś-tam, kiedyś-tam, w tajemniczych odmętach nadchodzącego roku!

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

7 Comments

  1. Hehehe, w końcu każdy upada na moto, ważne żeby z głową :) I tak dobrze że to 125 nie jak u mnie 1000 :) U mnie w każdym razie był piasek na zakręcie…

    W moim przypadku warto jednak planować, bo jak nie planujesz to nie dążysz, jak nie dążysz to zdążysz… Zagrać w Herołsy zamiast zrobić coś fajnego. Ale to mój przypadek :)

    Pozdro.

  2. WhiteLightning on

    Mam pytanie o wyglaszanie prelekcji – to sie robi calkowicie na wlasny koszt, czy mozna liczyc na jakis bonus od organizatora (nie wiem, paliwo, nocleg, jedzenie, kieszonkowe na waciki etc… ) ?

  3. WhiteLightning on

    mam jeszcze jedno pytanie, w jakich technologiach zrobiles to parentigowe.pl ?

  4. WhiteLightning,
    Z kosztami prelekcji to jest różnie. Kiedyś w ciągu roku wydałem na to jakieś 1500-1700zł z własnej kieszeni i o ile to jest fajne hobby, to jednak doszedłem do wniosku, że z tymi pieniędzmi mógłbym zrobić coś innego. Od tamtej pory zawsze proszę o zwrot kosztów podróży oraz ewentualnie nocleg nawet jeśli jadę nie na konferencję a na spotkanie zwykłej lokalnej grupy .NET. Od jakiegoś czasu nie muszę dokładać do tego interesu. Na przykład u nas w Białymstoku prelegentom zapewniamy transport, hotel oraz czasami imprezę (chociaż częściowo sponsorowaną) po spotkaniu :).
    Niezależnie od wszystkiego – takie występy to nie jest źródło żadnego dochodu, co najwyżej można wyjść na zero (minus urlopy – w 2014 ponad połowa mojego całego urlopu to właśnie takie wyjazdy).

    A parentingowe to nancy+simple.data+mssql (wcześniej było sqlite oraz sql ce).

  5. Maciek – a mnie udało się w zeszłym roku słuchać na bieżąco nagrań DevTalk i w tym roku zamierzam podtrzymać tendencję. Zajebiście się tego słucha i akurat od wyjścia z pracy do przyjścia do domu:)

  6. Co do “niemocy”… pamiętaj że poświęcasz sporo czasu rodzicielstwu, mimo iż jest to dobre i przyjemne, to jednak kosztuje pewną ilość energii. Nocne pobudki do dziecka też robią swoje. Poza tym “młodość nie wieczność” ;)