Nie wiedź fałszywego żywota poświęconego pracodawcy swemu

41

“Kult mrówy” – tak bym określił stosunek do sposobu pracy bardzo często spotykany u, szczególnie młodych, programistów. Mrówa nie robi nic innego, tylko zapier… Wstaje rano, idzie do roboty, siedzi tam cały dzień, potem cały wieczór, wraca do domu żeby się kimnąć, i tak w kółko. I uważa, że tak powinno być. Jest fajnie, jest MOC!! Niezależnie od tego, czy wymusza to pracodawca, czy też po prostu ktoś “tak lubi” – szczerze nienawidzę tego zjawiska. Czy ktoś z “tu obecnych” z nim się nie spotkał?

Niewola

Dlaczego niektórzy pracodawcy wymagają od pracowników podobnego, jak to określają, “zaangażowania” – to jeszcze jestem w jakimś stopniu w stanie zrozumieć. Chcą po prostu wycisnąć deva jak cytrynę, wyrzucić do kosza i znaleźć kolejnego do wyciskania. Jeśli ktoś się daje… no trudno. W bardzo krótkiej perspektywie może to nawet działać.

Denerwuje mnie jednak ukrywanie takich zamierzeń pod różnymi fajnie brzmiącymi nazwami. Poszedłem kiedyś na rozmowę z właścicielem firmy programistycznej. Podobno szukali “pasjonatów”. Podobno szukali tak popularnego w ostatnich latach “ninja”. Mamy chyba odmienne zdanie o znaczeniu tych pojęć, bo gdy po kilkunastu minutach rozmowy powiedziałem “termin ‘nadgodziny’ dla mnie nie istnieje” to się bardzo zdziwił. “Taaak? A to szkoda… U nas w firmie to my lubimy dużo pracować, można to było wywnioskować z ogłoszenia”. I co ja mam na to odpowiedzieć? Skąd miałem wiedzieć, nie macie chomąta w logo! Twoja firma, haruj sobie ile chcesz, jakbym ja miał swoją to też bym harował (heh, miałem i harowałem). Gdzieś po drodze komuś umknął fakt, że te “ustawowe” 8 godzin to też jest dużo. To przecież 1/3 mojego życia. Nie wystarczy?

Dziwi mnie krótkowzroczność osób decyzyjnych w takich firmach. Oczekiwanie od programistów pracy na maksymalnych możliwych obrotach może i się sprawdza w pewnych warunkach. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę z tego, że nadgodziny to środek nadzwyczajny, po który powinno się sięgać wyłącznie w nadzwyczajnych okolicznościach. Nadgodziny mogą pomóc zwalczyć pożar w projekcie. Ale co się stanie jeśli wybuchnie taki pożar, a zespół już teraz non stop pracuje w “pożar-mode”? Skąd dodatkowe siły? Znikąd – bo przecież jeśli ludzie i tak siedzą w firmie po 12-15h na dobę to fizycznie nie są w stanie siedzieć wiele więcej.

Ja daję do zrozumienia, że pracuję tyle ile pracuję i koniec. Ale daję też do zrozumienia, że w razie absolutnej konieczności nie wypnę się, tylko potrafię posiedzieć dłużej. Potrafię posiedzieć w nocy, potrafię posiedzieć i 20h na dobę… ale to musi być faktycznie uzasadnione. I po ugaszeniu alarmu koniecznie trzeba z tego wyciągnąć wnioski.

Pamiętaj, programisto: nawet jeśli w firmie panuje taka “kultura” siedzenia dłużej to nie oznacza, że musisz się do niej dostosować. W jednej z moich prac przychodziłem do pracy ostatni, a wychodziłem gdy wszyscy jeszcze radośnie stukali w klawiaturę. A w biurze spędzałem 9 godzin dziennie! Przez pierwsze 2-3 dni czułem na sobie zdziwione spojrzenia, potem się wszyscy przyzwyczaili. W innej pracy krążyła anegdotka, że jeśli chcesz ze mną porozmawiać to lepiej nie czekaj do 15:55 bo po prostu wyjdę do domu w trakcie rozmowy i zostaną po mnie tylko dyndające przy biurku słuchawki. To może się wydawać trochę ekstremalne, ale wiecie co? Przynajmniej nikt nie OCZEKIWAŁ ode mnie, że będzie inaczej. I nigdy nie miałem przez to żadnych problemów. Ze swoich obowiązków się wywiązuję, pracuję tyle ile ustaliliśmy na początku. Robię swoje. I nara.

Zbawiciel-pasjonat

Jest też druga strona medalu. Często to sam programista chce tak właśnie postępować. Może to być “syndrom zbawiciela”. “Jeśli nie zostanę po godzinach to się wszystko zawali, bo jestem taki super wyrobnik, hohoho!”. Hej, zbawicielu: spoko, odpuść, świat będzie się kręcił dalej nawet jeśli skończysz pracę jak człowiek.

Może to być również mylne pojmowanie takich górnolotnych określeń jak “pasja” czy “hobby”. Jestem robotem, zapier… w sobotę, ergo: jestem pasjonatem! To nie tak, słodki bejbe, ktoś coś ci źle zdefiniował. Pasja to nie do końca siedzenie 100 zamiast 40 godzin tygodniowo nad jednym projektem w pracy. Obawiasz się wrzucenia do szufladki “9 to 5 programmer”? Niepotrzebnie, bo to nie na tym polega.

Jest jeszcze inny powód. Kiedyś na moje pytanie “dlaczego siedzisz w pracy od rana do nocy?” koleś odpowiedział mi jedną z najsmutniejszych rzeczy jakie mogę sobie wyobrazić: “a co ja w domu będę robił?”. Odpowiadać na to pytanie staram się od lat za pomocą tego bloga. Człowieku, ogarnij się. Nawet jeśli chcesz kodować non stop to poszerz swoje horyzonty. Zrób coś nowego, coś innego. Zrób coś obok, coś sam. W przeciwnym wypadku jedyne czego się dorobisz to zawodowe wypalenie i garb.

Myślisz, że zostaniesz doceniony? Że całe otoczenie obdarzy cię mega-ristekpem za to, że tak się poświęcasz swojej pracy? Oto brutalna prawda: tak się nie stanie! Jedyne co osiągniesz to to, że ludzie przestaną szanować twój czas. Ale czego się można spodziewać, skoro sam go nie szanujesz? Jeśli przyzwyczaisz całe swoje środowisko dookoła, że twój czas nie jest cenny, to wszyscy będą twoje nadmierne zaangażowanie traktować właśnie w taki sposób: nie jako bezcenne, a jako bezwartościowe. Nie będziesz za każdym razem słyszał “dzięki stary, ocaliłeś świat” – przecież to zwykła codzienność. Coś, co zdarza się non stop, bardzo prędko przestaje być wyjątkowe.
Będziesz tym, na kogo zrzuca się zadania, których nie ma jak zrobić w godzinach pracy. Będziesz tym, do którego dzwoni się w sobotni wieczór żeby nikomu innemu nie zawracać głowy. Będziesz tym, który siedzi podczas urlopu na plaży z laptopem na kolanach i dłubie przez zdalny pulpit łatając buga w systemie – bo nikt inny tego nie zrobi. W końcu też są na urlopie i im nie można zawracać głowy! Czy to naprawdę jest pociągający obraz? Zakładowy Kali.
A jak w końcu się zdarzy, że raz nie możesz być na pierwsze gwizdnięcie – napotkasz focha. “Jak to? Zawsze mogłeś!”.

Rozwiązanie

Sytuacje, w których pracownik autentycznie musi zostać dłużej, bo inaczej będzie bieda, zdarzają się i będą się zdarzać. Jednak to powinien być wyjątek, a nie reguła. Jeżeli takie coś ma miejsce często to nie oznacza, że programiści są słabi. To oznacza, że “manager” źle zaplanował prace. I gdy taki scenariusz się powtarza to manager powinien zmienić swoje patrzenie na świat – uciąć kawałek projektu lub wydłużyć jego termin. Albo firma powinna zmienić managera.

A jeśli mimo wszystko, wbrew swej woli i wyrażanemu sprzeciwowi, jesteś drogi Czytelniku zmuszany do tyrania więcej niż powinieneś (tak naprawdę to syzyfowa praca…) to radę mam jedną: miejsc, gdzie jest inaczej, pełno wokół. Zmień pracodawcę i tyle.

Oczywiście inaczej sprawa wygląda jeśli sam jesteś i programistą i managerem i działem marketingu naraz… ale to się rozumie samo przez się i nie ma co klawiszy na ten temat zdzierać.

Jak to wygląda w Waszych “pracach”? Często zostajecie po godzinach? Jeśli tak to dlaczego? A może komuś się to podoba?

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

41 Comments

  1. Syndrom zbawiciela i jedynego który może uratować świat jest chyba jednym z bardziej rozpowszechnionych. Problem jaki ja widzę w takim podejściu jest taki, że zapier…. przez co nie mamy czasu na rozwój i nauczenie się czegoś co pozwoli nam być może zrobić to samo w krótszym czasie – przez zo nie mamy czasu więc zapier….. Takie zapier….. nie sprzyja pisaniu dobrego, bezbłędnego kodu więc jutro, po jutrze, za tydzień gasimy pożar a potem, zapier…..y Nie ma czasu na testy bo poprawiamy błędy nie ma czasu na lepszą jakość bo poprawiamy błędy, poprawiamy błędy więc mamy mniej czasu na nową funkcjonalność przez co ta ostatnia jest pisana kiepsko, na prędce, na kolanie, z błędami….. i się koło zamyka I tak 20h dziennie całymi tygodniami i latami. Ani firma nie zyska na tym bo ciągle ma kiepski produkt, ani pracownik nie zyska bo się wiele nie nauczy, życie osobiste leży i kwiczy. Potem siada morale, pojawia się syndrom wypalenia, czasem deprecha i oby nic więcej.

  2. Jak zawsze (w tym przypadku “niestety”) celny post. Niestety znam firmy z autopsji, gdzie programista traktowany jest jak maszyna, która produkuje kod. Rodzina i Twoje życie prywatne to Twoja sprawa, ale pod warunkiem, że w hierarchii ważności najpierw jest praca, potem długa przerwa…, a potem rodzina i reszta… Trzeba się szanować i wyraźnie dać do zrozumienia pracodawcy, że praca dodatkowa to sytuacja nadzwyczajna, a nie norma, która staje się powszechnym standardem (nawet, jeśli firma za to płaci… a są przecież takie firmy, które wymagają i nie płacą). Jeśli ktoś jest młody, brakuje mu pewności siebie i uważa, że nie będzie się stawiać pracodawcy, bo przecież wtedy mogą go zwolnić i co on pocznie? NIE! Rynek IT jest taki jaki jest. Jest dużo firm, pełno ofert, praca jest. Nie tutaj, to gdzie indziej. Takie czasy, taki rynek, że tutaj akurat my możemy dyktować warunki (oczywiście do pewnego stopnia).

  3. Procent, tymi postami to zbliżasz się do poziomu Tomasza Mariana Olbratowskiego z RMF-fm, naprawdę dobrze to ujmujesz i słownictwo wciągające. Tak trzymać. Szczególnie spodobał mi się “Zakładowy Kali”. Nie no, “You made my day:)”

    A odnośnie samego tematu…na szczęście w mojej firmie szef sam rozumie idealnie, że pracownik po 8h pracy nie jest już tak wydajny i nie pochwala dłuższej pracy i tyle:) Zespół dzięki temu ma siły do rozwijania po godzinach, do czytania książek, jest OK! Sam zauważyłem, że jak rozmawiamy sobie potem co kto zrealizował w domu (bo był zwyczajnie na to czas), to zyskuje respekt…a nie za to, co zrobił w firmie. Oczywiście zdarzają się i pochwały i docenienia za perełki i rozwiązania kluczowe zrealizowane dla projektu, ale to przecież wszystko w można w godzinach pracy. Tyle:)

  4. Bardzo dobry wpis! Kiedyś pracowałem trochę w Niemczech i też słyszałem opowieści jak to głupio wychodzić do domu przed szefem, że wszystko dla klienta i takie tam. A ja przychodziłem na 8 wychodziłem punkt 16 i bardzo często był przy tym mój bezpośredni przełożony i jego przełożony (oboje mnie rekrutowali) i co? I nic, projekt szedł do przodu a na koniec i tak zostałem pochwalony. W innej firmie było właśnie trochę takich mrówek – ciągle kodowali, siedzieli dłużej i co? Klient był zadowolony – owszem ale potem i tak zwinął projekt. Bo gdy w grę wchodzą finanse nie ma znaczenia jak bardzo się poświęcałeś. Dlatego warto szanować swój czas i pracować tyle ile przewiduje umowa. Poza tym nie wierzę w dobre kodowanie po 6h :)

  5. @rek,
    Ja bym na wypaleniu pozostał, “deprecha i dalej” to trochę za daleko idące moim zdaniem konsekwencje. W końcu powinno dotrzeć do delikwenta że “nie tędy droga”…

  6. Wojciech,
    Z tym rynkiem bywa różnie… Też napisałem o zmianie pracodawcy ale wbrew pozorom nie zawsze może być takie proste. Np u mnie w Białymstoku możliwości są dość ograniczone – kilka firm na krzyż i to tyle, a i one pewnie nie zawsze szukają nowych ludzi. Z tym że nawet w takiej sytuacji tak czy siak coś zmienić trzeba – najważniejsze aby pracodawca czuł wartość pracownika nie tyle przez czas spędzany przed komputerem co przez dostarczane efekty pracy.

  7. kamil,
    Nie słucham radia więc nie mam pojęcia o kim piszesz, ale domyślam się że to dobrze a nie źle, thx:).
    To prawda że często właśnie to co się robi “po godzinach” jest ciekawsze, bardziej wartościowe niż to co się robi w codziennej pracy. Takie życie. No i kluczowe jest aby “po godzinach” to nie było to samo co “w godzinach”, bo wtedy nie ma tego czynnika “bardziej wartościowego”.

  8. unodgs,
    A to ciekawe że w Niemczech też tak jest. Nie wiem czemu ale założyłem że po tej bardziej cywilizowanej stronie jest inaczej.

  9. Do takich wnioskow trzeba dorosnac. Pamietam moje poczatki gdy bylem takim zakladowym kali. To chyba wynika z tego ze w pierwszej pracy w ogole cieszylem sie ze ja mam i ze ktos dal mi szanse wejsc w ten zawod. Byl to 3 rok studiow “Elektronika”, czulem sie paskudnie ze w ogole chce byc programista, no bo z czym do ludzi ? :) Nie wierzylem w swoje mozliwosci. Dopiero gdy zobaczylem ze jednak cos tam umiem to zmienilem swoje podejscie do pracodawcy i pracy.

    Polecam poczytac ksiazke “Death March”, jest ona wlasnie o takich projektach w ktorych gasi sie ciagle pozary oraz o zbawicielach projektow ktorzy poswiecaja swoje zycie dla firmy. Podstawowa recepta jaka podaje autor by uwolnic sie od takiego podejscia do pracy to po prostu zmiana firmy.

  10. Procent,
    Opisywałem tylko swój przypadek w jednej konkretnej firmie. Więc raczej nie można generalizować. Moi szefowie siedzieli długo w pracy, ale nie patrzeli na mnie krzywo więc w sumie to raczej dobry znak. Bardziej martwi mnie nastawienie naszych rodzimych programistów, że koniecznie trzeba klientowi super dogodzić i dawać dużo więcej niż to, za co klient płaci.

  11. Apropos szanowania swojego czasu i uczenia szefa tego samego w stosunku do siebie, to świetną prezentację na ten temat zrobił Scott Hanselman na DevDay 2012. Nie mam teraz linka na podorędziu, ale szczerze polecam…

  12. Pingback: dotnetomaniak.pl

  13. jak pracowałem w holandii to szef analityków został upomniany przez PM i dyrektorkę, że za długo siedzi w pracy (po ~10h dziennie siedział) i się wypali a one nie mogą do tego dopuścić. ja też siedziałem 10h dziennie, ale tylko dlatego, że pracowałem 4 dni w tygodniu, żeby dłużej siedzieć z rodziną w PL.
    migrację danych w weekend poprzedziło ustalenie harmonogramu odbioru nadgodzin. nikt na odbiór nie czekał dłużej niż tydzień.

  14. @procent, to co napisałem to wersja ekstremalna :) mam nadzieję, że delikwen zrozumie którędy droga trochę wcześniej :)

  15. Hmm,
    Interesting. Wszystko dotyczy dokładnie pracy w korporacji. Faktycznie Maćku poruszasz bardzo ważną rzecz, że pożar powinien być pożarem, i ratownaie świata powinno się odbywac nie częściej niż raz na kwartał/pół roku.

    Tylko, że to wymaga jeszcze bardzo dużej dyscypliny. I fkatycznie wydajnej pracy w trakcie dnia. wydaje mi się, że to co opisujesz to jest mniej więcej korporacyjny styl życia, z którym i ja miałem do czynienia. I faktycznie być może tak należy, a być może nie…

    Z drugiej strony – właśnie takim podejściem nigdy nie podbijemy świata. Wiem, bo widzę jak pracuje się w firmach TECH zza oceanu. Tam pasja i tzw. hardor obecne są wszędzie. tak na pewno wiecie, że googiel ma politykę pracy 7 godizn dziennie i 20% przeznaczasz na własny projekt… bla bla bla. A wiecie jak powstawały pierwsze wersje adwordsów, czy searcha…. setki godizn, praca po nocach, poświęcenie wielu rzeczy by osiągnąć sukces. Facebook to samo, amazon akurat jest niezłym sweatshopem. We wszystkich high-profile firmach technologicznych nerds mają dobrze…. ale te najbardziej innowacyjne projekty, najbardizej zmieniające świat, zawsze w takich firmach piszą “roboty” jak ich nazywasz. To samo w Bankach – quanci nie koszą kaski o 9 to 5….

    I wiesz co Maćku, szanuję twoje podejście. 8 godzin i do domu – poczytać, popisać, pozastanawiać się.Będzie ewolucja, bedzie rozwój. Ale mnei to nie interesuje. Ja chcę zdobyć świat. Ja chcę skoku technologicznego, ja chcę, zbudować Polską markę/firmę, która zrobi jakiś produkt, który wygra z prawdziwymi pasjonatami na cały globie. I to będzie kosztowały mnie dziesiątki godzin tygodniowo. I może zajadę siebie, zajadę ludzi, którzy będą ze mną to robić…. ale inaczej zawsze będziemy krajem w którym wdraża się SAP i oracle i pisze aplikacje intranetowe…

  16. nerdinnewyork,
    Niekoniecznie korporacja – tak jest w wielu firmach które na miano “korporacji” muszą jeszcze zasłużyć, tzn rozrosnąć się z 10x.
    Na koniec przedstawiłeś wizję budowania własnego, innowacyjnego produktu. A to co innego niż klepanie dla kogoś. Startowanie samemu z Facebookiem – jak najbardziej, 100 godzin tygodniowo to może być mało, ale efekt jest tego wart. Ale pracowanie w “cudzym” Facebooku to już co innego.

  17. @nerdinnewyork,
    Zgodzę się z Tobą, że produkty, które są innowacyjne i mają potencjał zmienić świat, wymagają dużo pracy, zaangażowania i poświęcenia. W tym przypadku ludzie, którzy pracują dla pomysłodawcy, mogą dawać z siebie wszystko pracując po nocach, ale tylko i wyłącznie wtedy gdy wierzą w powodzenie danego produktu oraz gdy wiedzą, że ich wkład zostanie doceniony. Wtedy odczuwają ogromną satysfakcję. Są to ludzie, którzy później z dumą mogą powiedzieć: “Ja również pracowałem przy tym projekcie, daje mi to ogromną satysfakcję, ponieważ korzysta z niego pół świata”. Przyznam szczerze, że osobiście nie znam takich ludzi. ;)

    Weź jednak pod uwagę masę firm, gdzie klepie się kolejne systemy informatyczne pod konto wybranych klientów. Nie ma w tym żadnej innowacji. Celem takiego projektu jest tylko i wyłącznie zarobienie pieniędzy. Jeszcze gorzej, jak dowiadujesz się, że dany projekt powstaje tylko i wyłącznie dlatego, że klient dostał dofinansowanie z unii i musi na coś wydać pieniądze. Czy wtedy programiści też będą mieli taki zapał, żeby harować po nocach?

    @procent,
    Wydaje mi się, że można siedzieć po nocach nawet pracując dla kogoś (z własnej woli oczywiście), ale tylko wtedy gdy faktycznie wierzymy w to, że dany produkt podbije świat oraz wtedy gdy mamy pewność, że zyskamy uznanie. Takie jest moje zdanie chociaż wiem, że bardzo trudno jest znaleźć taki projekt. :)

  18. Arek Bal on

    Takie pożyczki nadgodzin w czasie “pożaru” to crunch time.

  19. @mieczyk, @procent – ja się zgadzam, żę pracowanie w firmie “niewolniniczje” polegającej nie na robieniu PRODUKTÓW tylko applikacji powinno tak wyglądać, no chyba że robisz coś ciekawego innowacyjnego – co zdarza się jednak rzadko u nas.

    Ale jesli robisz produkty – których u nas w kraju robi sie bardoz mało – to powinno Ci zależeć, jeśli wierzysz w projekt. Bo jeśli nie wierzysz to znaczy, że po prostu pracujesz dla kasy (co jest zupełnie fair). Ale wtedy tez zupełnie fair musisz zrozumieć pracodawcę, które chce zedrzeć z Ciebie jak najwięcej.

    I fakt, faktem jest, że w stanach zupełnie NORMALNYM jest dawanie udziałów zwykłym ludziom. Ja na przykład w ZocDocu byłem dziesiątym tam pracownikiem i dostałem share;y… Co więcej potem jak jakoś nieźle mi poszło share dostałem więcej – tak to jest to czego mi w Polsce brakuje…. To jest to co chiałbym zmienić.

  20. Szymon Królikiewicz on

    Całkiem niedawno skończyłem czytać Rework (polecam!), gdzie poruszany był między innymi temat nadgodzin. Przy okazji czytania tego wpisu przypomniało mi się stwierdzenie:
    “Workaholics aren’t heroes. They don’t save the day, they just use it up. The real hero is home because she figured out a faster way.”

  21. eldsharp on

    Zmuszający do myślenia post i czasem przygnębiający… może dlatego, że opisane zjawiska są nagminne. W jednej z moich poprzednich robót codziennie do wszystkich pracowników przychodził mail z podsumowaniem ile poszczególni członkowie z zespołu delkiwenta przesiedzieli poprzedniego dnia. Ci, którzy byli =9 h wyróżniano na niebiesko. Oczywiście przychodziły również raporty tygodniowe i miesięczne. Paranoja :), a najgorsze, że niektórzy chyba dali się wciągnąć w ten “wyścig” i notorycznie przesiadywali > 9 h.

  22. @nerdinnewyork Taka uwaga mała – zajrzałem na Twojego bloga, przeczytałem pierwszy wpis odnośnie imprezy akurat, niezbyt to się różni powiem Ci od opisu imprezy w korporacji dodatkowo był to świetny sposób na to, żeby wycisnąć z Was trochę kreatywności ponadprogramowej. I BTW – waszej firmy nie założono po to żeby zmienić świat, a raczej nie tylko po to – na końcu założono ją po to, żeby zarobić pieniądze, i ty też tam po to pracujesz. .

    Co do udziałów – w PL niekoniecznie to jest popularne z różnych względów, chociażby z tego, że duża część firm operuje jako Sp. z o.o. a tutaj udziały to trochę coś innego niż to co posiadasz i co jest po prostu innym sposobem wypłacenia bonusa.

    I tak, zgadzam się – o wiele lepiej się pracuje jak Cię bawi to co robisz ;).

  23. bincoder on

    Art zarąbisty, świetnie napisany – zwykle takie otrzeźwienie wśród ludu pracującego stolnicy ;) w tym programistów przychodzi w momencie pojawienia się dziecka. To często taki MEGA impuls, który przewraca nam świat i odsłania końskie klapki z oczu, których nie byliśmy w stanie odsunąć trzymając łeb w worku z paszą (kasa, premie, ordery i zaszczypyty ;))

    Nie wiem co niektórzy widzą takiego mega innowacyjnego i godnego podziwu w Google czy Facebooku? Innowacyjne to są projekty ratujące życie i zdrowie a nie projekty, które mają na celu wszystko monetyzować poprzez nasilające się dymanie użytkowników usług.

    Zakładowy Kali fajne ale chyba lepiej pasowałby do kontekstu Zakładowy Kunta kinte ;) (bo Kali z Pustyni i Puszczy to był w sumie niezły opierdalacz i kombinator ;) i on raczej by sobie “krowy” nie dał zabrać ;))

  24. bincoder,
    Z tym dzieckiem to niby prawda, ale czasem i to nie wystarcza:). U mnie nie trzeba było ani dziecka ani niczego innego żeby myśleć tak jak napisałem wyżej – po prostu jest życie zawodowe i życie niezawodowe, to pierwsze nie może pozbawiać tego drugiego. Może temu od zawsze tak do tego podchodziłem, że przez większość studiów narzuciłem sobie dzikie tempo nauki “pozaprogramowej” i programowanie 24/7.
    A co do Kali i Kunta Kinte – masz rację:), ale Kali już dawno mi wszedł do języka potocznego i tak się ostał.

  25. Sebastian on

    Tak sledze ten wpis i rozmowe, chyba wiekszosc rzeczy zostala powiedziana. Pytanie mam troche poboczne. O ktorej % poszedles spac ze juz o 5:30 przy komputerze posty piszesz? :) W sumie nawiazujac do tematu nikt siedzacy do pozna w nocy nie moze sobie na to pozwolic.

  26. Sebastian,
    Spać o 23, pobudka o 5. Staram się tak codziennie, ale nie zawsze wychodzi, jest to w dużej mierze zależne od tego jak bardzo inwazyjne jest marudzenie dziecka w nocy:).

  27. Z mojego punktu widzenia dłuższe przesiadywanie w robocie ma na celu maksymalne wykorzystanie wiedzy, którą posiadają koledzy z biurka obok. Czym dłużej posiedzę, tym więcej się nauczę.
    Mam tylko nadzieję, że któregoś dnia nie obudzę się w wieku 60 lat ze średnią 100h tygodniowo na koncie.

  28. Uwolniony on

    Oj przerabiałem to, zdrowie psychiczne i fizyczne styrane jest po takim pracodawcy, dla mnie rozwiązaniem była zmiana pracy – teraz czuje, że żyje:)

  29. Z tymi nadgodzinami wymaganymi przez pracodawce to troche dziwna sprawa. Takie nadgodziny sa nieoplacalne dla firmy – naprawde jest to tak powszechne w Polsce? Przeciez zatrudnienie nowej osoby bedzie zawsze tansze i bezpieczniejsze niz zmuszanie pracownikow do nadgodzin (brak ryzyka ze ktos odmowi, w przypdaku platnych nadgodzin to sie wogole nie kalkuluje, przy odbieraniu nadgodzin pracownicy czesto zgadzaja sie tylko na nadgodziny jesli odbieraja przykladowo 1.5h za 1h pracy). U mnie w firmie szefowie zakladaja ze liczba nadgodzin bedzie wynosila 0 i nie dlatego ze sie o mnie martwia tylko dlatego ze nadgodziny sa zbyt drogie (w porownaniu do zwyklych godzin).

  30. Marek,
    Jeśli firma pozwala “odebrać” nadgodziny, albo nawet płaci za nie 1,5x to jeszcze nie jest tak źle:)

  31. @Procent bardzo dobry wpis ;) wszystko co opisałeś przerobiłem na własnej skórze. Pracowałem po 10-14h dziennie przez jakieś 5-7 miesięcy po takim czasie mózg jest na tyle zlasowany że nic się nie chce ( nie mówiąc o wymyślaniu innowacyjnych, optymalnych rozwiązań). Ale pewnego dnia stwierdziłem że coś trzeba w życiu zmienić i zacząłem wychodzić równo po 8 godzinach nie zmieniając przy tym roboty. Ku mojemu zaskoczeniu nikt mi nawet słowa nie powiedział żebym został. Jednak przez te darmowe nadgodziny, murzyńską premię postanowiłem zmienić pracę.

    Co do pracy w Białymstoku to chyba nie jest tak źle szczególnie po otwarciu oddziału SMT Software właśnie w Białymstoku ( ciągle szukają specjalistów;) ).

  32. Łukasz,
    SMT jest jedną z tych kilku właśnie. Chodzi mi o to że w Wawie mogę co miesiąc pracę zmieniać a i tak zawsze robotę znajdę przez najbliższe milion lat. W mniejszych miastach – niekoniecznie bo opcje da się na palcach policzyć (jeśli nie jednej ręki to na pewno rąk i nóg)

  33. Ja ogólnie uważam, że stawki dla specjalistów będą się wyrównywały w przyszlości. Zdalna praca (z okazjonalnym bywaniem w Wawie/centrali) będzie ewoluowała w kierunku pracy z domu/pracy w shared space i dobrzy goście po prostu będą mogli wyciągnąć tyle kaski ile ktoś jest w stanie zapłacić.

    Inna sprawa, ze dobry gośc może w pełni wykorzystać swój potencjał praktycznie tylko wtedy jesli pracuje z innymi dobrymi gościami

  34. Kiepskie planowanie? ‘One solution fits it all’ (albo nie pracować po godzinach albo zgadzać się na wszystko) istnieje? Za dużo uproszczeń, żeby się wypowiadać chyba…

  35. Myślę, że w grę wchodzi jeszcze jedna para kaloszy. Jestem osobą, które nie lubi (tym samym nie potrafi) zostawić wszystko rozgrzebane i wyjść po 8h z pracy. Zawsze staram się doprowadzić kod do momentu kiedy moja solucja dnia następnego będzie się kompilować.
    Inna rzecz z tym związana, to przecież różnego rodzaju przemyślenia/pomysły/rozwiązania. Prawda, mogę je spisać na kartkę i iść do domu, jednakże powrót do tego nazajutrz to już przecież nie to samo.
    Tym samym czas “po godzinach” sam narasta. Nie twierdzę, że dniowy przyrost liczony jest w godzinach, ale “grosz do grosza i jest kokosza”.

    Może macie jakąś dobrą radę (rozwiązanie) na taki stan rzeczy?

  36. @Łukasz K.
    Czasami rozwiązanie opisywane przez Ciebie jest jednym z najgorszych, jakie może być. Osobiście nie raz mi się zdarzyło siedzieć nad czymś, na co nie było siły by poprawnie rozwiązać. W takiej sytuacji pomagała przerwa, ochłonięcie. Czasami kilkugodzinny spacer z psem, częściej powrót do rozbabranego kodu na następny dzień… i voila. Głowa na świeżo mogła znaleźć lepsze rozwiązanie niż dzień wcześniej, gdy się siedzi i męczy komórki.

  37. Łukasz, dasm,
    Ja szczerze mówiąc nie mam tego problemu w “pracy zawodowej”. Wiem o której kończę, i o tej zwykle po prostu skończyć MUSZĘ. Jak jeździłem do biura to w drodze powrotnej zgarniałem żonę z pracy, więc wyjść później było opcją złą. Teraz kończę o 15 bo 15:15-15:30 to idelny czas na wyprowadzenie dziecka na spacer. Plus na przykład fryzjer, dentysta, zakupy… gdybym siedział dłużej nad pracą to najzwyczajniej w świecie nie starczyłoby mi czasu na resztę życia.
    Dochodząc do sedna: nie mam problemu z tym że mi się solucja pod koniec dnia nie kompiluje. Wtedy przynajmniej następnego dnia wiem od czego zacząć. Dodatkowo mocno kontroluję czas, tzn kwadrans przed końcem pracy wiem że zaraz kończę i pora zacząć porządkować wszystko co uporządkowania wymaga.

  38. @procent
    Podoba mi się pomysł z przypomnieniem, że za 15min kończy mi się czas pracy. Spróbuję w miarę możliwości wdrożyć w życie.
    @dasm
    Przerwa i odpoczynek od nieustannego myślenia/pracy to rzecz normalna i powszechnie przeze mnie stosowana. Myślałem bardziej o czymś w stylu postawienie kropki (średnika) na końcu zdania (linii).

  39. bandziorno on

    Świetny wpis, podoba mi się, że zwracaż uwagę na ten zdrowy dystans do (czasu) pracy z równoczesną pasją i radoścą jaką ona daje. Również spotykałem się z takim wciskaniem kitu przez pracodawcę, że nie ma pasji i zaangażowania bez nadgodzin, że wyjście po 8 godzinach oznacza brak motywacji i funu z pracy oraz wieczornych o niej rozkmin pod prysznicem. To, że uwielbiam tę robotę nie znaczy, że mam siedzieć w niej 11h dziennie. To tak jak z kobitkami, jak z jakąś jestem to nie oznacza, że mamy spędzać ze sobą codziennie 24h na dobe, bo to tak nie działa.

  40. Programista amator on

    Zgadzam się z tym co napisałeś w 100%. Byłem pracownikiem, który pracował nawet po 12-17 godzin dziennie na stanowisku nieprogramistycznym (wiem, że trudno w to uwierzyć) po czym wygoniony z pracy pisałem dla firmy program (sprzedałem firmie prawa autorskie), przez resztę nocy. Spałem niewiele, odżywiałem się śmieciami itp… Po skończonym jednym udanym projekcie zacząłem studia. Zacząłem drugi projekty (scenariusz życia podobny, no może trochę więcej spałem). Jak to się skończyło? W drodze na szkolenie, jadąc autostradą na pełnym luzie i bez stresu, musiałem zatrzymać się na pasie awaryjnym bo myślałem że umieram… Tak, myślałem, że mam atak serca, który całe szczęście nim nie był. Był jednak konsekwencją tego o czym pisze autor. Wtedy pomyślałem o żonie, dziecku i innych, dla których byłem tylko obcą w zasadzie osobą. Wcześniej śmiałem się z lekarzy, którzy mówili, że jeżeli nie zmienię sposobu życia nie dożyję 35 roku życia. Stwierdzam, że problem nadgodzin dotyczy wielu firm, nie tylko programistów i pracowników IT. Obecnie brakuje mi czasu na rozwój. Bo jak można normalnie funkcjonować w codziennej pracy zawodowej czytając i programując po nocach. Nie ukrywam, że chciałbym rozpocząć pracę jako programista i na początku starałbym się dać z siebie wszystko (w pewnych granicach oczywiście). Programowanie to bardzo ciężka praca, nawet jeżeli jest pasją. Ci, którzy tego nigdy nie robili nie zrozumieją, że 8 h ciągłego myślenia w pozycji wymuszonej przez fotel potrafi zarżnąć człowieka do tego stopnia, że nie ma ochoty na nic. Mój osobisty rekord to 24 h ciągłego kodowania i myślenia… Po przejściach nie mam zamiaru go pobijać a nawet zbliżać się do niego. Życzę wszystkim owocnej pracy!

Newsletter: devstyle weekly!
Dołącz do 1000 programistów!
  Zero spamu. Tylko ciekawe treści.
Dzięki za zaufanie!
Do przeczytania w najbliższy piątek!
Niech DEV będzie z Tobą!