Ceny usług freelancerów: na pohybel amatorom?

28

Freelancer może czerpać zlecenia z różnych źródeł. Może za nie dostawać również różne pieniądze. Wśród polskich portali zawierających oferty zleceń dla wolnych strzelców prym wiedzie niezaprzeczalnie http://zlecenia.przez.net/. Jednego faktu podważyć się nie da: większość cen panujących w tym (i podobnych) miejscu można uznać za… promocyjne:) .

Jak strona ta postrzegana jest przez “środowisko profesjonalistów”? Najczęściej: jako siedlisko nieuczciwych, krwiopijczych, bezwzględnych amatorów pracujących za przysłowiową miskę ryżu, absurdalnie zaniżających ceny, robiących niezdrową konkurencję “prawdziwym specjalistom” liczącym sobie za podobne zadania 10x wyższą kwotę. Kim są “prawdziwi specjaliści”? W tym kontekście umieściłbym w owej grupie ludzi uprawiających freelancing zawodowo, full-time, to znaczy: muszą wyżyć z tego co zarobią, utrzymać rodzinę, spłacić kredyt, kupić samochód etc. A “amatorzy” (zastrzegam: w żaden sposób wykorzystuję pejoratywnego znaczenia tego słowa)? Generalnie: ci, którym wystarczy mniej:). Albo: początkujący/licealiści/studenci.

Czy my – “zawodowcy” (bo według powyższych kryteriów zaliczam się do pierwszej grupy) – mamy prawo negatywnie oceniać swoich, bądź co bądź, konkurentów? Moim zdaniem – absolutnie nie. Sam bardzo często spotykam się z ofertami studentów sklejających aplikację za pól-darmo. Ale czy nazwę ich złodziejami? “Dumperami”? Nieuczciwymi partaczami? “Najostrzejszy” komentarz adekwatny do sytuacji to moim zdaniem co najwyżej zdumione uniesienie brwi (jednej) (właśnie to zrobiłem, czując się niezwykle dystyngowanie;) ).

Cóż… takie są prawa rynku. Co jednak za tym idzie? Uważam, że dość bezpieczne jest założenie, iż za bardzo niską stawkę nie można oczekiwać bardzo wysokiej jakości. W moim mniemaniu raczej jasne jest, że w swojej dziedzinie prawdopodobnie wykonam zlecenie lepiej, niż prawie-darmowy konkurent wynajęty za pośrednictwem http://zlecenia.przez.net. Nie ma to nic wspólnego z zawyżonym poczuciem własnej wartości. Czysta logika nakazuje po prostu wnioskować, że ludzie na podobnym poziomie pracują za podobną kasę. Jeśli nie potrafią sprzedać swoich usług za wyższą cenę to najwidoczniej nie są tak dobrzy.

Ale postawmy się w roli klienta. Jeżeli mój konkurent wykona zlecenie dużo taniej niż ja, a zleceniodawca będzie zadowolony mimo niższej jakości wykonania to moim zdaniem nie ma problemu. I wcale się nie zdziwię, gdy kolejnym razem ponownie wynajmie najtańszą siłę roboczą – jakość nie zawsze jest najważniejsza. Każdy, nawet najlepszy, programista musi czasem pójść na kompromis i powinien rozumieć to założenie doskonale. Czy ten sam klient zapłaciłby więcej, gdyby nie znalazł tego wykonawcy? Pewnie tak. Jednak wycenianie własnej pracy na poziomie 10zł/h to wybór danej osoby, i nie jest to moja sprawa. Jest to jej sposób na zarobek i żadne “psucie” moich interesów nie ma tu kompletnie nic do rzeczy. Moim zdaniem absurdem jest wymaganie od wszystkich programistów, żeby pobierali za swoje usługi wysokie opłaty tylko po to, abym i ja mógł takowe pobierać.

Między innymi po to zostałem freelancerem, aby być… “free”. Nikt nie ma prawa narzucać mi stawek, podejścia do klienta, sposobu na życie – mogę sam o wszystkim decydować. I o to przecież chodzi! Ale to działa tez w drugą stronę – JA nie mam takowego prawa w stosunku do innych. Narzekanie na niskie stawki u konkurencji wydaje mi sie śmieszne. Oferują GORSZY produkt za NIŻSZĄ cenę (jeśli okazałoby się inaczej to wszystkie moje refleksje na jakiekolwiek tematy całkowicie tracą sens:) ). Moim (i każdego, kto chce zarobić więcej niż średnia na tym portalu) zadaniem jest:
1) przekonać klienta, że jakość mojej pracy jest wyższa
2) przekonać klienta, że ta jakość faktycznie jest mu potrzebna (co – jak napisałem wcześniej – wcale nie musi być prawdą)
3) przekonać klienta, ze nie będzie żałował decyzji o płaceniu wyższej stawki za wyższą jakość

Chyba takie są realia oferowania własnych usług na jakimkolwiek rynku, jeśli nie jest sie monopolistą?

Dlatego też uważam, że nikt nie ma prawa przesadzać z pisaniem o “psuciu rynku”. Istnieje konkurencja potrafiąca zrobić coś o wiele taniej? Normalna sprawa. Nie do końca rozumiem czego oczekują ci narzekający na niskie ceny usług. Chcieliby, aby nagle stawki wszystkich programistów/grafików podskoczyły o 200-300%? W wyniku jakiegoś tajemnego paktu wszyscy podbijamy cennik? Trochę to bez sensu.

Skąd u mnie zrozumienie aktualnego stanu rzeczy, na który również powinienem niby narzekać? Otóż rok temu, startując z własną działalnością, potrzebowałem wizytówki. Niby głupia sprawa. Czy moja wizytówka musiała być dopieszczona z każdej możliwej strony? Nie. Po prostu chciałem fajnego pomysłu i dobrego wykonania, ale zależało mi też na jak najniższych kosztach. “Grafik z prawdziwego zdarzenia”, po jakichś-tam artystycznych studiach, zaśpiewał mi 600zł. Podobno “to wcale nie jest dużo”. Hmm… pewnie nie. Ale nie byłem skłonny ponieść takiego wydatku na ten cel. Skończyło się na tym, że wszystko zrealizował mi znajomy za flaszkę dobrej whisky, i wykonał “damn-good job”. Ja, jako klient, wybrałem rozwiązanie 4x tańsze o jakości i tak zbyt dużej jak na moje oczekiwania. Czyżbym zepsuł rynek?

Cały ten powyższy wywód ma też drugą stronę medalu. Jest nią klient przychodzący do specjalisty gotowy zapłacić stawkę amatora za jakość z wyższej półki. Ale to temat na osobne rozważania.

Na koniec: żyj i daj żyć innym. Jeśli nie potrafisz zarobić na freelancingu tyle ile byś chciał, to nie szukaj winnych wśród konkurencji. Skup się na tym, co sam możesz zrobić lepiej.


Mam rację, czy też potępicie mnie za takie postawienie sprawy?

Share.

About Author

Programista, trener, prelegent, pasjonat, blogger. Autor podcasta programistycznego: DevTalk.pl. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET i współorganizator konferencji Programistok. Od 2008 Microsoft MVP w kategorii .NET. Więcej informacji znajdziesz na stronie O autorze. Napisz do mnie ze strony Kontakt. Dodatkowo: Twitter, Facebook, YouTube.

28 Comments

  1. Tak przytocze Ci historie – jeszcze kilkanascie lat temu nie bylo tak wiele produktow Made in China – zgadza sie? Teraz proporcje sa odwrotne – ciezko znalezc produkt Not Made in China. Z ekonomicznego punktu widzenia – normalne – tania sila robocza. Jak jest ok – niska jakosc. Ale jakie sa skutki? Moj ojciec pracujacy w tekstyliach praktycznie stracil prace bo wiekszosc produkcji wyniosla sie na wschod.
    Czy to jest problem mojego ojca? Nie sadze. Bo przemysl wlokienniczy po prostu stanal i nie wynika to z tego ze mial wysokie stawki – po prostu przestal miec zlecenia. Nawet za 5pln/h.
    W prawdzie kupujac chinszczyzne (i nie mam tutaj na mysli ryzu z kurczakiem), z reguly jestesmy swiadomi ze jest niskiej jakosci, aczkolwiek mimo wszystko ja kupujemy bo albo nie mamy wyboru albo cena produktu niby wyzszej jakosci jest jak sam napisales o 200-300% wyzsza. I dochodzi do sytuacji, gdzie 90% roboty jest wykonywane za miske ryzu, na ktore jest popyt, a na 10% ktore zostaje jest zbyt wielu producentow/specjalistow. I wtedy sila rzeczy, musisz zejsc z cena bo jakosci nagle nie podniesiesz o klase albo i dwie, w dodatku tak aby to bylo od razu widoczne na pierwszy rzut oka, a z cena zejsc mozesz, a czasem nawet musisz zeby wlasnie przezyc.
    Podsumowujac, zgadzam sie w wiekszosci z Twoim postem z jednym ogromnym ALE – to co napisales jest na stan dzisiejszy kiedy nie narzekasz na brak klientow (przynajmniej tak rozumiem) i rynek jest w stanie sie podzielic na zlecenia gdzie wysoka jakosc jest wymagana, a gdzie nie jest. Natomiast, jesli zastanie Cie dzien, gdy podaz na uslugi niskiej jakosci i niskiej ceny przerosnie popyt, wtedy byc moze bedziesz musial sie zreflektowac, czego z calego serca Ci nie zycze :)

  2. Dokładnie jest tak, jak piszesz. Nie mam nic przeciwko niskim stawkom – po prostu zdaję sobie sprawę, że jakość tych usług będzie najczęściej zdecydowanie niższa niż moich. Rozumieją to doskonale klienci, którzy mają już za sobą kilka projektów i którzy wcześniej się na podobnych stawkach sparzyli.

    Kiedyś wyceniłem projekt większego portalu społecznościowego na okolice 150 tys. zł. Ten sam projekt dla tego klienta został przez innego wykonawcę wyceniony na 8 tys. Klient nigdy jednak nie zobaczył za to ani kawałka kodu. Następny oferent zaproponował 30tys. i 3 miesiące pracy, po czym po roku przedstawił średnio działający produkt, obejmujący ok. 10% funkcjonalności.

    Tak więc obecnie w sytuacjach kiedy inni oferenci proponują wyraźnie zaniżone ceny w stosunku do moich wyjaśniam spokojnie, że prawdopodobnie będzie to skutkowało znacznie niższą jakością i współpracy i produktów. Jeśli klient mimo to zdecyduje się przyjąć tańszych, życzę powodzenia i zgłaszam się miesiąc-dwa później z zapytaniem jak mu idzie. A nuż zmienił zdanie po drodze.

  3. @yaceq
    Pamiętaj, że Chińczycy wykonują teraz pracę, która nie wymaga wysokich kwalifikacji. Stosunkowo łatwo jest przyuczyć osobę zupełnie "zieloną" do pracy w fabryce włókienniczej. Dlatego Chiny przeżywają obecnie coś na kształt europejsko-amerykańskiej rewolucji przemysłowej z 19 wieku. Co innego z informatyką i programowaniem – te zadania wymagają długiego kształcenia i doświadczenia a jednego dobrego programistę niełatwo jest zastąpić innym.

    No i trzeba pamiętać jaki jest sztucznie utrzymywany kurs wymiany waluty chińskiej do Euro czy Dolara :)

    Jestem przekonany, że Chiny z czasem się rozwiną i zaczną oferować outsourcing usług wymagających wyższych kwalifikacji, ale i ich stawki wtedy będą zupełnie inne.

  4. @yaceq:
    Zdaję sobie sprawę z tego, że klientów może zabraknąć i być może sam będę musiał łapać się zleceń z takich portali. Szczerze mówiąc – obawiam się, że nie jest to takie bardzo nierealne. Ale nie obarczę za to winą nikogo oprócz siebie. Gdy maleją ceny innych produktów, niechaj będzie to benzyna, części komputerowe czy płyty cd – raduje mnie ten fakt. Raduje pomimo tego, że prawdopodobnie ktoś z tego powodu mniej zarobi. Więc i ja (dając się ponieść ścieżkom trochę zbyt daleko idącej pokrętnej logiki:) ) zrozumiem radość innych, gdy sam zostanę bez roboty.

  5. @Michał Paluchowski:
    Najlepszy klient to taki, który już wydał pieniądze na "tani projekt" i przekonał się na własnej skórze co to oznacza w praktyce.

  6. @Michał

    Fajnie. Ale popatrz na postep w jakim tworzone sa narzedzia do programowania. Jeszcze pare lat i bedzie cos niemal na ksztalt kreatora w ktorym wyklikasz wszystko i projekt za zylion$ gotowy.

    Oczywiscie, teraz wyolbrzymiam problem, i w dodatku nie chodzi mi o to ze zagrazaja nam chinczycy. Chodzi mi o tania sile robocza ktorej ilosc na pewno nie spada. Na szczescie popyt tez rosnie. Nie wiem, moze i jestem pesymista :) ale poruszajac temat warto czasami tez spojrzec na to z innej strony i byc swiadomym dalej idacymi konsekwencjami niz to co jest tu i teraz.

  7. @yaceq
    Być może. Tylko, że o takim kreatorze słychać od dekady i dalej go nie widać :) a koniec końców ktoś będzie musiał i tak ten kreator napisać i utrzymywać.

  8. Jest jeszcze kwestia zaistnienia na rynku. Nie można od razu żądać 400zł za wykonanie ulotki/wizytówki/strony internetowej, bo zleceniodawca kimkolwiek by nie był i jakkolwiek nie byłby obeznany na rynku pomyśli, że skoro może skorzystać z mojej usługi za taką samą kwotę jak doświadczonego wyjadacza z kilkuletnim stażem – wiadomo co wybierze.

    (Przyrównuje to do siebie, bo akurat jestem na etapie pierwszych przyjmowanych zleceń.)

  9. lady gaga on

    @procent:
    Niestey bazujesz na fałszywych założeniach, że rynek sam się reguluje i dąży do jakiegoś globalnego optimum.
    Yaceq ma rację, ale niekoniecznie potrafił to dobrze uzasadnić.
    Twoje umiejetności obecnie mają jeszcze znaczenie na rynku i pozwalają Ci osiągać sensowny dochód, ale czy tak trudno wyobrazić sobie sytuację w której amatorów programistó jest kilkukrotnie więcej, a zapotrzebowanie na fachowców spada, bo poprzeczka jest niźej? Pewnie zdajecie sobie dość dobrze sprawę, że do tego właśnie dążymy. Programowanie staje się coraz łatwiejsze a ludzi, którzy potrafią kodować jest coraz więcej. Póki co ratuje nas rosnące zapotrzebowanie na software, ale gdy ono zacznie spadać, będzie tylko gorzej. Zauważcie, że środowiska do programowania są coraz sprytniejsze, kompilatory coraz mądrzejsze a framework’i coraz bogatsze, cały czas wchodzimy na wyższe poziomy abstrakcji (i.e. .NET to w pewnym sensie tylko warstwa na Win32, ale diametralnie ułatwia nam pracę) przez co wymagania stawiane przed programistami są coraz to mniejsze.
    Co gorsze, tak na prawdę o tym ile zarobisz nie decyduje to ile potrafisz, tylko jakie jest na Twoje umiejętności zapotrzebownie.
    I tu np. Yaceq trafił w sedno, 90% klientów zadowoli się kiepskim produktem a Tobie zostanie dostosowanie się do rynku czy tego będziesz chciał czy nie. Masy amatorów będą ściągać Cię za sobą w przepaść :)
    @Michał Paluchowski:
    W Chinach siła robocza jest tania nie dlatego, że łatwo kogoś przyuczyć do linii produkcyjnej w fabryce, ale dlatego, że jest po prostu bardzo dużo bezrobotnych, którzy będą pracować za grosze (niestety, bo to jest moim zdaniem ludzka tragedia to co tam się dzieje i wyzysk jaki panuje).
    Co do "a koniec końców ktoś będzie musiał i tak ten kreator napisać i utrzymywać." to jest to strasznie sielankowe podejście, bo póki co nasz rynek rośnie, ale gdy zacznie się kurczyć, to jaką będziesz miał pewność, że to akurat Ty będziesz ten kreator pisać i utrzymywać? Jeśli na Twoje miejsce będzie 100 osób, to nie licz na to, że wystarczy Ci na utrzymanie, kredyt i samochód.

    Podsumowując:
    wszyscy są teraz optymistami, bo rynek szybko rośnie, ale pamiętajcie, że gdy rynek będzie się kurczył a "specjalistów" będzie na pęczki, to Wasze umiejętności będą miały niewielkie znaczenie.

  10. @lady gaga:
    Optymizm i oczekiwanie na świetlaną przyszłość, nawet jeśli znalazły się w tym tekście, były niezamierzone. Wiem że za jakiś czas może być ciężko, i że cena (jeszcze bardziej niż teraz) będzie przedkładana nad jakość.
    Chodziło mi jedynie o panujący stosunek do ludzi pracujących za tak małe stawki. Jeżeli przez to i ja będę musiał kiedyś tak pracować – trudno. Trzeba będzie się przekwalifikować:).
    Z pewnością nie zamierzam popadać w czarną rozpacz z porodu czyhającej gdzieś w oddali perspektywy samopiszącego się kodu i ogromnej konkurencji. Jeżeli do tego dojdzie, to wówczas zastanowię się w jaki sposób sobie z tym poradzić.

  11. @lady gaga: to jest dopiero wyolbrzymianie ;->
    trzeba zaprojektować narzędzie, a do tego trzeba pewnych umiejętności i wiedzy, amator (np. ja :D) projektując coś, narobi masę błędów projektowych, które skutecznie uniemożliwią ( a raczej cholernie utrudnią ) dalszy rozwój aplikacji, który w poważniejszych firmach na pewno będzie wymagany. Żeby temu zapobiec trzeba umieć wykorzystywać to co daje język, np. za pomocą Wzorców Projektowych, ale to nie takie hop-siup, że wzorce wszystko uratują, trzeba umieć je dobrze wykorzystać, bo inaczej skończy się gorzej niż przy ich braku. A jeśli chodzi o m. in. .NET wcale tutaj nie ratuje aż tak bardzo, wspomaga wiele rzeczy, ale nie ma szablonów pod aplikacje. Może za 10-20 lat powstanie technologia pozwalająca jeszcze szybciej tworzyć, ale coś czuje, że to nie będzie rozwiązanie ‘klik i jest’.

    Koniec końców, specjaliści będą potrzebni jeszcze dłuuuugo, przynajmniej do powstania super-komputera który potrafi się uczyć, tworzyć, w ogóle jest taki super kreatywny ;-)

  12. Dobry art, bo aktualnie jestem w trakcie tworzenia portalu w stylu http://www.freelancer.com i innych :) Zastanawiam się bardzo mocno nad systemem rankingów/ocen poszczególnych developerów właśnie w celu oddzielenia amatora od profesjonalisty – Masz może jakieś spostrzeżenia, pomysły ?

  13. @mgibas:
    Chyba każdy taki portal ma system oceniania zleceniodawców i wykonawców. Amatora od profesjonalisty łatwo odróżnić – proponowana cena wykonania zadania. Nie bardzo wiem w jaki sposób portal sam w sobie mógłby regulować cokolwiek – przecież admin nie będzie sam wyceniał ogłaszanych projektów i usuwał tych zgłoszeń, które wg. niego są oferowane po nierealne niskich cenach :).

  14. @Procent – co do "Amatora od profesjonalisty łatwo odróżnić", jakosc sie zgodze, cena nie koniecznie :) roznie to bywa w koncu w tym zawodzie. Chemy X dosajemy X/2, X/3 ;) i tak jestesmy zadowoleni :D

  15. 10latKodowania on

    Nie kumam trochę co rozumiecie pod pojęciem freelancer. To co piszecie o freelancerze to jest tak naprawdę prowadzenie działalności gospodarczej pod tytułem produkcja oprogramowania na zamówienie. Podczas gdy tak naprawdę freelancerka znaczy raczej wynajmowanie swoich umiejętności firmie na jakiś czas. Powodem dla którego freelancerzy zarabiają wiecej nie są ich magiczne umiejętności a różne inne fakty takie jakie jak – mogą być zwolnieni w zasadzie w każdej chwili, pracodawca płaci mniejsze składki rożnego rodzaju na nich, zero szkoleń, brak urlopu płatnego i kilka jeszcze innych. Kasa zaoszczędzona na tych rzeczach trafia po częsci do freelancera dlatego może on zarobić więcej.

  16. O wlansie! Gutek ladnie do ujal :) jakoscia mozna odroznic pro od amatora. Tyle ze idziesz do sklepu i chcesz powiedzmy kupic jakas elektronike. Bierzesz dwa artykuly rozniace sie diametralnie cena. Ogladasz, widzisz pewne roznice w nich (w koncu to rozne artykuly) jakos tego tanszego na Twoje oko jest troszke nizsza.. tylko troszke… wszyscy wiemy co wybieramy. Nie udawajmy ze swiat jest piekny i ze wszyscy zawsze kupujemy mercedesy bo sa lepsze od fiatow, komputery della a nie skladaki, markowe ciuchy w drogich sklepach (tutaj roznica jakosci tez jest ogromna ale ‘wylazi’ ona po jakims czasie) itp itd.
    Tak samo jest z naszymi uslugami. Czesto gesto jakosci nie da sie zobaczyc od razu. Referencje bardzo pomagaja i to jest wlasciwie jedyny punkt zaczepienia. Niestety zyjemy w kapitalystycznym swiecie, ktorym rzadzi pieniadz dlatego cena dla wielu klientow jest na poczatku listy waznych, a jakosc ktorej nie widac automatycznie spada na dalszy plan.
    I dla mnie jest to niejako psucie rynku, gdy pojawia sie konkurencja-moloch, ktory jest w stanie za przyslowiowa miske ryzu wyprodukowac Ci artykul ponizej normalnych stawek typu 100pln za 3 dni pracy,a za ktory Ty bys zawolal nie to ze wygorowana cene ale po prostu normalna.

  17. @10latKodowania

    freelancing to tworzenie oprogramowania na zamowienie, powszechnie uznane jest ze taka osoba prowadzi wlasna dzialalnosc gospodarcza. Inaczej freelancera mozna nazwac kontraktorem, z ta roznica iz decyduje sie on przewaznie na projektu ktore nie sa dluugo terminowe. W pzeciwnym wypadku mozna go swobodnie nazywac kontrkatorem (zaraz bedzie buuuza ze niee jak to, jam freelancer itp, nie wazne;))

    wiecej info: http://en.wikipedia.org/wiki/Freelancer

  18. 10latKodowania on

    @Gutek

    "is not committed to a particular employer longterm" sugerowałoby, że freelancer pracuje dla kogoś (employer) na podobnych zasadach jak inni jego pracownicy a róźnica polega na tym, że na krótko. Występuje raczej relacja pracodawca-pracobiora. Zresztą tak to zawsze rozumiałem. Natomiast to o czym pisze Procent to jest raczej prowadzenie działalności gospodareczej. Rożnica polega na tym, że w takim przypadku nie wykonuje pracy na takich samych zasadach jak inni pracownicy (może nawet firma dla której pracuje w ogóle nie jest IT), tylko produkuje sofware o jaki go poproszono. Relacja jest raczej producent-klient. Fakt, że i tu i tu osoba jest samozatrudniona.

  19. @10latKodowania:
    Ja przez "freelancer" rozumiem zarówno producenta w relacji producent-klient jak i pracobiorcę w relacji pracobiorca-pracodawca. Kluczowy jest dla mnie formalny brak stałego zatrudnienia oraz samodzielna realizacja większości zadań.
    Ja sam od ponad roku implementuję duży projekt dla tego samego klienta, ale uważam się w jakiejś części za freelancera. To że mam 1 główny i 3-4 dodatkowe projekty rocznie, a nie 10 miesięcznie, niewiele moim zdaniem zmienia.
    Kwestia podejścia i definicji. Nigdy nie próbowałem tego ubierać w ładne szatki czy czytać o różnych znaczeniach tego słowa, po prostu w jakiś sposób samo mi się coś w głowie ułożyło (być może nie do końca prawidłowo).

  20. @10latKodowania

    "is somebody who is self-employed" oznacza prowadzenie wlasnej dzialalnosci gospodarczej.

  21. 10latKodowania on

    OK, w każdym razie "freelancer" oznacza dla mnie osobę, która pracuję u klienta we firmie i pracuje nad tymi samymi projektami co inni pracownicy firmy, zarabia trochę wiecej kasy, być może jest trochę lepsza technicznie niż reszta i można ja wywalić bez ceregieli w każdym momencie bez żadnych konsekwencji.
    To co Procent nazywa "freelancerka" to jest dla mnie prowadzenie firmy programistycznej, gdzie szuka się kontraktów pracuje nad nimi w domu lub własnym biurze, praca może być dla firm lub osób niekoniecznie IT.
    Piszę o tym bo myślę, że wielu ludzi jest zainteresowanych tym pierwszym, gdyż nie wymaga tak całościowego podjeścia do projektu. Natomiast to drugie to dużo, dużo więcej zachodu.

  22. @10latKodowania:
    Tak, zdecydowanie pod pojęciem "freelancing" rozumiem "całościowe podejście do tematu", czyli szukanie klientów, praca w domu, obsługa projektu od początku do końca.

  23. Witam Panów

    Jak zawsze główny temat jest ciekawy i stanowi dobry wstęp do żarliwej dyskusji, to mi się podoba ;)

    Koledzy snujący wizję "wyschnięcia źródełka pracy" dla programistów zdają się chyba żartować. Co jak co, ale Świat informatyzuje się coraz bardziej z dnia na dzień. Co chwilę powstaje jakieś oprogramowanie, które rozwiązuje ludzkie problemy. Wynika to z tego, że praca programisty polega na przeniesieniu ludzkich umiejętności, doświadczeń na maszynę, która wykona pracę za użytkownika albo przynajmniej ułatwi mu ją. Dlatego programiści stracą pracę gdy skończy się Świat, więc wcale mnie to nie przeraża ;)

    Co do IDE, dzięki któremu za pomocą wizardów można by było w kilka chwil złożyć git-aplikację, to kolejna bajka. IDE może pomóc w organizacji, kompilacji kodu ale nie napisze go za programistę. Ze swojego doświadczenia wiem, że nauka jednego frameworku może potrwać nawet kilka lat (a przez ten czas framework się rozwija). Poznanie i nauczenie się używać design-patternów to znowu lata nauki. Oprogramowanie musi być tworzone świadomie i z pełną kontrolą przez programistę.

    Co do zaniżania cen za produkty, to osobiście jestem w stanie sporo zapłacić za dobry produkt bądź usługę. Jeśli tylko producent/usługodawca jasno określa specyfikację produktu i rzeczowo przedstawia swoją ofertę, to kupuję. Wszystko dlatego, że sam jestem przedsiębiorcą i wiem, że za dobry produkt trzeba dobrze zapłacić – zleceniobiorca to nie baran i wie, że za małe pieniądze to zrobi na tzw. "odpier… się" nie trzeba być geniuszem żeby zrozumieć że każdy kij ma dwa końce.

  24. No tak, wszystko ładnie pięknie, ale samemu wybierając najtańszą ofertę jednak psujesz rynek, bo promujesz niską cenę za tego rodzaju zlecenie. No bo jak to ma być, MY mamy prawo dostawać za swoją robotą odpowiednie stawki, ale ONI już nie? Ja wyznaję zasade, że nie jestem w segmencie preclarzy po 1 zł (zajmuję się copywritingiem), więc nie obchodzi mnie czy stawki "skoczyły" do 1,50 zł czy spadły do 0,50 zł. Ale jeśli jakimś cudem sama miałabym dla siebie zamówić precle to nie wezmę tych najtańszych, bo strace te 10 czy 20 zł. Wolę za tę samą sume zamówić mniej, ale lepszych. Poza tym jeśli chodzi o stronę czy wizytówkę www to akurat uważam, że warto zainwestować, w końcu tą drogą mają do nas trafiać grube ryby – nie oszukujmy się, naprawdę poważne pieniądze można zarobić tylko pracując z klientami, którzy sami nas znajdą (być może przez stronę właśnie), a wtedy masz tylko jedną szansę, aby ich przekonać do siebie i swojego profesjonalizmu za grubą kasę. Moim zdaniem jak klient zobaczy, że Cię "stać" i się "szarpnąłeś", to traktuje Cię jak partnera, a nie jak petenta.

  25. Kiedyś wykonywałem zlecenia dla firmy ale byłem w dość nietypowej sytuacji. Wprowadzałem własne pomysły przez umowę o dzieło z firmą. Ponieważ co najlepsze sam ustalałem specyfikację projektu, mogłem zrobić to tak aby zarobić jak najwięcej. I o to właśnie chodzi by wyciągnąć jak najwięcej za swoją pracę bo nie jest to stały dochód. Oczywiście nie można przesadzać.

    Jest to jednak nietypowa sytuacja. Nie uczestniczyłem w aukcji tylko kontaktowałem się bezpośrednio ze zleceniodawcą. Moim zdaniem wprowadzenie własnych pomysłów może być szansą na całkiem niezły dochód. Trzeba mieć jednak duże umiejętności handlowe, bo musimy przecież przekonać zleceniodawcę (przedsiębiorcę) do współpracy (zlecenie na własne pomysły np. programy).

    Co do aukcji typu ZPN, to raczej dają bardzo małe szanse na zarobienie większych pieniędzy. Zleceniodawcy wykorzystują ogromną konkurencję, dlatego wiadomo jak jest z cenami. Umiejętności freelancera są niewystarczające. Trzeba mieć jeszcze duże umiejętności handlowe, aby przekonać zleceniodawcę do współpracy (za godziwą stawkę).

    Czytałem gdzieś w internecie że dość skutecznym sposobem na wygranie aukcji może być realizacja części pracy jeszcze przed zakończeniem aukcji (coś w rodzaju zachęty dla zleceniodawcy). Nie wiem jednak ile w tym prawdy. Napewno może być to dobry sposób na wzbudzenie zaufania zleceniodawcy. Niestety można tylko stracić czas w przypadku wybrania innego wykonawcy.